Zgrywus Antoni

Zgrywus Antoni

Antoni Macierewicz zaatakował Wiesława Chrzanowskiego i Jana Olszewskiego, bo chciał być pierwszy. Czy kolejnym jego celem będzie Jarosław Kaczyński?

Mówią o nim „demagog doskonały”. Tam, gdzie kończy się rozsądek, zaczyna się Antoni Macierewicz. Ma misję, a dążenie do jej realizacji zwalnia go z wszelkich zasad. Problem w tym, że nikt nie wie, co to za misja. Zgrywus. Jeden z jego kolegów z harcerskiej drużyny Czarna Jedynka wspominał, że kiedyś upozorował swoje samobójstwo – podczas podchodów powiesił się na drzewie, dla żartu. Czarna Jedynka to początek drogi, która doprowadziła Macierewicza do roli eksperta, który forsuje śmiałe teorie na temat przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu.

Lista TW

Wystarczy trochę pogrzebać w pamięci, żeby zrozumieć intencje i polityczne plany Antoniego Macierewicza. Zawsze zaczyna tak samo. Wkupia się w łaski, zostaje dopuszczony, bo jest zaangażowany i gorliwy, powoli zaczyna się usamodzielniać, a w odpowiednim momencie próbuje przejąć władzę. Tak było w przypadku jego pierwszego szefa Wiesława Chrzanowskiego, prezesa ZChN i marszałka Sejmu. W 1992 r. Macierewicz de facto zabił go politycznie, umieszczając na liście polityków, którzy mieli być zarejestrowani przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa jako tajni współpracownicy. Jako szef MSW wykonywał uchwałę Sejmu, ale dobór nazwisk na liście nie był przypadkowy. Dopiero osiem lat później sąd lustracyjny oczyścił ostatecznie Chrzanowskiego z podejrzeń. Kilkanaście godzin po przedstawieniu tzw. listy Macierewicza rząd Olszewskiego w nocy z 4 na 5 czerwca został odwołany. A Macierewicz wyrzucony z ZChN – partii, którą zakładał z Chrzanowskim. Gdy Macierewicz był typowany do rządu Olszewskiego, ustępujący szef MSW Krzysztof Kozłowski powiedział: – Wy rządzicie i to wasza sprawa, kogo weźmiecie, ale jeśli weźmiecie na ministra Macierewicza, to się ze śmiechu nie pozbieracie.

Zwalczyć masona

Do realnej polityki wrócił po kilku latach. Jego szefem został Jan Olszewski, który po wyborach prezydenckich w 1995 r. utworzył Ruch Odbudowy Polski. Szybko się okazało, że dopuszczając do siebie Macierewicza, popełnił kardynalny błąd. Był 1997 r. Zbiera się rada polityczna ROP, żeby przed wyborami zdecydować o kluczowych kwestiach dotyczących kampanii. Ze strony ludzi Macierewicza padają wobec Olszewskiego oskarżenia i insynuacje, że jest masonem. Macierewicz zaczyna forsować uchwałę wyraźnie idącą w kierunku, żeby ujawnić związki Olszewskiego z masonerią. Dokument, mówiąc ściśle, miał zakazywać udziału na listach wyborczych osobom, które miały związki z tajnymi organizacjami. Masoneria nie była wymieniana wprost, ale wszyscy wiedzieli, do czego ta uchwała zmierzała i pod kogo była szyta. Nie chodziło o nic innego jak tylko kompromitację Olszewskiego. Gdyby tej treści uchwała weszła w życie, szybko padłoby pytanie, o kogo chodzi, i jeszcze szybciej wyczerpująca odpowiedź. Jak się Macierewicz zachowywał na tej radzie? – Emanowało z niego przekonanie o własnej inteligencji i przebiegłości. Był bezwzględny, atakował swojego niby-przyjaciela w sposób perfidny i brutalny. Zresztą wszyscy oni zachowywali się obrzydliwie – mówi jeden z uczestników tamtego spotkania. Pomysł na eliminację Olszewskiego był prosty. Dla radykalnych środowisk prawicowych i katolickich podejrzenie o udział w tej tajnej organizacji jest nieakceptowalne.

Wykończyć ROP

Tajne związki z nieokreślonymi siłami to był stały punkt programu do rozgrywania przeciwników. Jak opowiadają osoby, które miały okazję odczuć na własnej skórze metody Macierewicza, jego chwyty socjotechniczne nie były skomplikowane. Zawsze używał argumentu, że wie coś więcej, tylko nie wszystko może powiedzieć. Ulubionym zagraniem było stwierdzenie, że ktoś nie spełnia kryteriów i mrugnięcie okiem, które zastępowało odpowiedź dlaczego. Tak walczył ze współpracownikami Olszewskiego.

Były premier wtedy ustąpił, oddał Macierewiczowi i jego stronnikowi Jackowi Kurskiemu wszystkie kluczowe stanowiska. Macierewicz został pełnomocnikiem ds. wyborów, a Kurski szefem kampanii telewizyjnej. Kampania była ich. – Skończyło się tragicznie, wykorzystali cały budżet i nic z tego nie wyszło. Padły słowa, że tej kampanii nie da się pokazać – mówi dawny współpracownik Olszewskiego. Jest on przekonany, że był to ciąg dalszy gry, by osłabić byłego premiera i wyeliminować go po wyborach.

Kolejny akt dramatu nastąpił tuż przed wyborami. Listy kandydatów zatwierdził zarząd partii. Macierewicz postanowił, że zgłosi własne. Olszewski nie miał już wyjścia: albo pozwoli założyć sobie pętlę na szyję, albo wyeliminuje Macierewicza. Doszło do wojny. Macierewicz stracił stanowisko pełnomocnika. – Ta ekipa pod wodzą Macierewicza zniszczyła Jana Olszewskiego, przejęła kampanię, zrobiła antykampanię i doprowadziła do konfliktu – ocenia dziś Andrzej Kieryłło, ówczesny rzecznik ROP. To m.in. jego Macierewicz próbował usunąć z listy w Częstochowie. Zajmował tam pierwsze miejsce. W tym celu do Częstochowy przyjechał osobiście bliski współpracownik Macierewicza Robert Luśnia, który później okazał się tajnym współpracownikiem komunistycznych służb bezpieczeństwa i kłamcą lustracyjnym. Finał spektaklu nastąpił po wyborach (ROP wszedł do Sejmu, ledwo przekraczając próg wyborczy). Do decydującej konfrontacji doszło w dawnym, nomen omen, Muzeum Lenina, gdzie Macierewicz otwarcie wystąpił przeciwko Olszewskiemu, żądając jego dymisji. Olszewski zawiesił zjazd, ale rozłam i upadek ROP był już dokonany.

Trafiła kosa na Giertycha

– Ma niebywałą zdolność budowania skomplikowanych konstrukcji na fałszywych przesłankach. Z pełną premedytacją używa w tym celu dowodów, w które sam nie wierzy – mówi mój informator i przytacza zdarzenie z jednego z zarządów ROP przed wyborami w 1997 r. Sytuacja partii jest trudna, rozkręca się Akcja Wyborcza Solidarność, główny konkurent Jana Olszewskiego na prawicy. Odzywa się Macierewicz: – Janie, już nie mamy innego wyjścia, musimy złożyć hołd ojcu Rydzykowi. Olszewski odrzucił wtedy możliwość oddania Ruchu w ręce dyrektora Radia Maryja. Co zresztą było wtedy tak prawdopodobne jak dziś to, że smoleńską brzozę złamał buldożer pięć dniu przed katastrofą tupolewa. Poza tym, czy Macierewicz rzeczywiście jest gorliwym wyznawcą toruńskiej rozgłośni? Może nieco światła rzuca na ten problem rozmowa, która odbyła się w 1997 r. w Radiu Zet, przed wejściem na antenę. Doradca Macierewicza z tytułem profesora mówi do swojego rozmówcy: „Dobrze, że mamy świetną pogodę, to stare dupy z Radia Maryja pójdą na nas głosować”.

Jego kolejny flirt polityczny – z Romanem Giertychem, który utworzył w 2001 r. Ligę Polskich Rodzin pod auspicjami właśnie Radia Maryja – skończył się szybciej. Giertych pozbył się Macierewicza, zanim jeszcze Giertycha położył na katafalku ojciec Rydzyk. Macierewicz zdaje się nieśmiertelny, bo z kolejnego długiego niebytu trafia do rządu Jarosława Kaczyńskiego na stanowisko wiceministra obrony narodowej z nową misją – zlikwidować WSI. Jest 2006 r., Macierewiczowi nie szkodzi nawet atak na byłych ministrów spraw zagranicznych, których nazywa agentami sowieckich służb specjalnych. Skandal kończy się listem Macierewicza do Radosława Sikorskiego, szefa MON, w którym wyjaśnia, że użył niewłaściwego skrótu myślowego. Niedługo po tym zostaje szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, nowej służby utworzonej w miejsce zlikwidowanych WSI. Odchodzi z SKW, mimo starań Sikorskiego, dopiero po zdobyciu mandatu poselskiego z list PiS. Misja likwidacji wojskowych służb trafiła we właściwe ręce. Poglądy Macierewicza w tej materii były właściwe. Głosił przecież, że życiem publicznym rządzą struktury mafijne, które wprost wywodzą się z komunistycznego aparatu państwowego. Ponadto jego gorliwość do tropienia tajnych związków gwarantowała Jarosławowi Kaczyńskiemu, że w ramach walki z układem zadanie zostanie wykonane perfekcyjnie. Dla Kaczyńskiego rozbicie WSI bez względu na koszty było ideą, dla Macierewicza robotą do wykonania dającą władzę.

Dzisiaj z racji nowej roli smoleńskiego eksperta nazwisko Macierewicza kojarzy się z PiS prawie tak samo jak nazwisko Kaczyńskiego. Coraz głośniej powtarzane są spekulacje, że dyrektor toruńskiej rozgłośni jest zainteresowany wzmacnianiem pozycji Macierewicza w PiS. Historia lubi się powtarzać. Czy Macierewicz i tym razem uderzy jak seryjny polityczny kiler w swoje polityczne zaplecze? Czy Kaczyński zdaje sobie z tego sprawę i czy w odpowiednim momencie zareaguje nauczony na błędach Olszewskiego? W ostatnim wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Jarosław Kaczyński wyjaśnia powody porażki referendum w Warszawie. Na pytanie o to, czy „wściekły atak komisji Laska” wzmacnia pozycję Antoniego Macierewicza, Kaczyński gładko zmienia temat i ani razu w całym wywiadzie nie wymienia nazwiska „Macierewicz”.

Zapewne Jarosław Kaczyński pamięta wynik wyborczy zapomnianej dziś partii Ruch dla Rzeczpospolitej w 1993 r. Macierewicz zapewniał wtedy, że RdR ma gwarantowane 27 proc., a sondaże kłamią, bo wszyscy są przekupieni. – Zdobyliśmy w tamtych wyborach 2,7 proc. poparcia. To była dla mnie pierwsza lekcja Macierewicza, jak można pójść w pełną demagogię, jak wszystko, co nie służy tezie, jest kłamstwem – mówi były jego współpracownik. Ale może po prostu Macierewicz się zgrywa?■

Okładka tygodnika WPROST: 44/2013
Więcej możesz przeczytać w 44/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także