Moją Basię trafił szlag

Moją Basię trafił szlag

Polak, który 30 lat temu zdobył Oscara, poniósł klęskę. A ja? Za bardzo ufam ludziom – mówi minister kultury Bogdan Zdrojewski o swoim sporze ze Zbigniewem Rybczyńskim.

Wpoczątkach października znany filmowiec Zbigniew Rybczyński został zwolniony z funkcji dyrektora artystycznego CeTA (Centrum Technologii Audiowizualnych), którą sprawował w latach 2009- -2012. Decyzję podpisał dyrektor Centrum Robert Banasiak, powołany przez ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. On też złożył do prokuratury doniesienie w sprawie nieprawidłowości, do jakich miało dojść w zarządzaniu tą instytucją i gospodarowaniu pieniędzmi publicznymi. Był to efekt kontroli przeprowadzonych m.in. na zlecenie resortu. Rybczyński nagłośnił sprawę w mediach. Twierdzi, że to on odkrył przekręty, a w CeTA odpowiadał jedynie za sprawy artystyczne. W jego obronie stanęła część mediów i grupa artystów. Dwa tygodnie temu we „Wprost” opisaliśmy, jak wyglądało zarządzanie budową studia przez Rybczyńskiego.

Kto to jest Basia?


Moja żona.

„Jak Gawłowski chce coś załatwić, podnosi telefon i dzwoni do Basi”. Tak publicznie powiedział o dyrektorze CeTa Zbigniew Rybczyński, laureat Oscara i były podwładny Roberta Gawłowskiego.

Żona jest najważniejszą osobą w moim życiu. Gdy przeczytała ten fragment, to, krótko mówiąc, szlag ją trafił. Uważam, że pan Rybczyński zachował się bardzo nie fair, mieszając w to moją małżonkę. Bezpodstawnie.

Ostatnio też złożył na pana zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przez pana przestępstwa.

Rozumiem, że najlepszą obroną jest atak. Prokuratura już bada działalność dyrekcji CeTA, w tym pana Rybczyńskiego, w okresie, kiedy był dyrektorem. I już wiemy, że jest wiele, delikatnie mówiąc, uchybień.

Rybczyński umieszcza pana w siatce urzędników, którzy tak naprawdę zrobili wszystko, żeby ukraść publiczne pieniądze. Nie ma ku temu żadnej przesłanki. Wiem też, iż jest to najłatwiejszy sposób na rozgłos i proste pozyskiwanie potencjalnych sojuszników.

Może się pan bronić.

Od kilku tygodni mam gotowy pozew przeciwko Rybczyńskiemu. Waham się, gdyż nie czuję wobec niego żadnych negatywnych emocji. Faktem natomiast jest, iż uderza on w moją wiarygodność, a dla mnie jako polityka to wartość niezwykle cenna i ważna.

Chce mu pan zamknąć usta?

Nie, nie ma nawet takiej możliwości. Na szczęście. Moim kapitałem jest jednak zaufanie społeczne. Jest ono każdorazowo weryfikowane w kampaniach wyborczych. Pan Rybczyński wprowadza opinię publiczną w błąd i czyni to moim kosztem. Nie daje mi wyboru, muszę się bronić.

A może chodzi o to, że skoro w pana dolnośląskim regionie coś śmierdzi, koledzy się nagrywają, oskarżają o zatrudnianie znajomych i pociotków, to ta afera z Rybczyńskim też może być machlojką, za którą stoją politycy PO, i dowodem na to, że tacy znowu nieskazitelni nie jesteście.

Zapewniam, że w ciągu sześciu lat pracy tu, w ministerstwie, udowodniłem, iż sferę personalną traktuję w sposób szczególny.

To znaczy?

Nie oglądam się na rekomendacje. Proszę zwrócić uwagę na moją politykę personalną: jedynym kryterium są kwalifikacje. Pracuję z osobami o poglądach i prawicowych, i lewicowych. Nie mam więc kolejki osób przychodzących z politycznymi rekomendacjami.

Kiedyś przychodzili.

W początkowych miesiącach sprawowania przeze mnie urzędu prezydenta Wrocławia. Dziś wszyscy doskonale wiedzą, jakie są moje oczekiwania w tym względzie. Zdarza się natomiast, że za zatrudnianie osób z innych obozów politycznych nieco obrywam. Mimo to zawsze będę bronić decyzji o zatrudnieniu tak kompetentnych osób, jak np. śp. Tomasz Merta czy Waldemar Dąbrowski.

Zbigniewa Rybczyńskiego ktoś jednak panu zarekomendował. Szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz?

Rekomendowano nie mnie, lecz ówczesnemu dyrektorowi Robertowi Gawłowskiemu. Nie była to liczna grupa, ale ceniąca go środowiskowo, zarówno z Warszawy, jak i Wrocławia. Część środowiska artystycznego miała intencje pomocy człowiekowi z Oscarem, który choć zdolny, to wciąż nie może zrealizować swojego życiowego przedsięwzięcia. Inni byli przekonani, iż samo nazwisko będzie działać jak magnes. Dyrektor Robert Gawłowski zapytał mnie, czy mam coś przeciwko tej kandydaturze, a moja odpowiedź była prosta: nie.

Może zbyt prosta?

To dyrektor odpowiada za prace instytucji i to on musiał spełnić cztery warunki, by ta instytucja dalej istniała. Są to, po pierwsze, stworzenie ogólnopolskiego centrum edukacji audiowizualnej, po drugie, wydzielenie zbędnych składników majątkowych (pawilon czterech kopuł), po trzecie, utworzenie miejsca zdobywania kwalifikacji dla studentów ASP i Politechniki Wrocławskiej i udowodnienia tym, że powinny się znaleźć na to środki publiczne. Oczywiste jest też, iż w statucie zapisano możliwość realizacji usług i eksperymentalnej produkcji filmowej. Większość warunków została spełniona.

Zbigniew Rybczyński mówi, że został wyrzucony z pracy tuż przed przecięciem wstęgi. W październiku tego roku do CeTA mieli wejść studenci. Miały się odbyć pierwsze zajęcia.

W czasie urlopu poświęciłem ośrodkowi i jej dyrektorom prawie dwie godziny. Byłem tam głównie po to, by uzyskać informację o rozpoczęciu działań edukacyjnych. Nie uzyskałem. Chwilę potem znów pojawiła się ta symboliczna ostatnia zębatka, której brakuje. Parę miesięcy temu pan Rybczyński otwierał uroczyście studio, po czym szybko skonstatował, iż nie jest gotowe. Nie można mnie i opinii publicznej tak często wprowadzać w błąd. Studio było realizowane dwa razy dłużej, niż zakładał plan, i kosztowało więcej, niż zakładaliśmy. Sam nikogo konkretnie nie oskarżam, ale winni tej sytuacji muszą ponieść odpowiedzialność.

Dlaczego wcześniej nie powiedział pan Rybczyńskiemu: hola, chłopie, stop?

Może to słuszny zarzut, że za długo to daleko idące zaufanie trwało. Sam się zastanawiam. Prawdopodobnie dlatego, że ta wytwórnia jest dość daleko od moich bezpośrednich kompetencji.

Ale w pana mieście, we Wrocławiu.

Wiem, i to ma dla mnie duże znaczenie.

Rozczarował się pan?

Smutek i rozczarowanie to za mało, jeśli chodzi o moje odczucia, ale dla użytku medialnego nic więcej nie powinienem czynić. Od tego są inne instytucje. To, co dziś powinno mnie cechować, to daleko idąca powściągliwość w wypowiadanych sądach.

Pan wie, że bez Rybczyńskiego studio nie powstanie.

Jestem przekonany, że powstanie. Ostatnie informacje są pocieszające. Dokonywane są wreszcie pierwsze odbiory, a uwagi konstruktorów, choć krytyczne, dają nadzieję na usunięcie defektów w realnym czasie i bez większych kosztów. Jednak skalę nieprawidłowości musi zbadać prokuratura.

Według pana jaka to skala?

Do wyjaśnienia są sprawy finansowe, sprawdzenie skutków umowy CeTA z prywatną firmą Zbig Vision Zbigniewa Rybczyńskiego na kwotę 480 tys. zł i innych zakwestionowanych umów, w tym tych, o których informował sam dyrektor Rybczyński wcześniej. Brakuje także dokumentów potwierdzających wykonanie deklarowanych prac, w tym opracowania i realizacji programu szkoleniowego, listy uczestników szkoleń, opinii dokumentacji przetargowej w zakresie zasadności zastosowania określonych rozwiązań technologicznych itd.

Sugeruje pan, że Rybczyński mógł wziąć pieniądze do kieszeni?

Nie. W sformułowanych zarzutach jest mowa o niegospodarności, a dokładniej o „doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzania środkami publicznymi”, „zawieraniu niekorzystnych dla instytucji umów” oraz „podrabianiu dokumentów”. Ten ostatni zarzut nie jest przypisany do żadnej konkretnej osoby, lecz sformułowany jako potwierdzony fakt. Żeby nie było wątpliwości, żadna osoba z byłej dyrekcji nie ma zarzutu, natomiast są osoby wskazywane jako odpowiadające za stan instytucji i niewywiązanie się z określonych zadań.

À propos nieprawidłowości - Rybczyński mówił mi, że to on je wykrył i w e-mailu do pana o nich napisał.

I odwrócił w ten sposób moją uwagę. Po tygodniu zarządziłem kontrolę, która wykazała, że z tych 30 umów wskazanych przez pana Rybczyńskiego 24 rzeczywiście budzą poważne wątpliwości. W trybie natychmiastowym zażądałem odwołania Gawłowskiego.

Rybczyński triumfował…

Fakt. I jednocześnie bardzo siebie uwiarygodnił.

A pan go poklepał po ramieniu i powiedział: dobra robota, panie Zbigniewie?

Nie, choć doceniłem samo odkrycie nieprawidłowości. Miałem intuicję, że wskazane umowy nie są jedynym źródłem kłopotów z terminami i kosztami realizacji samego studia. Zwróciłem uwagę, iż w systemie prawdopodobnie istnieje poważny błąd w zarządzaniu jednostką, w wydawaniu środków finansowych. To, że bardzo wiele czynności związanych z zamówieniem określonych elementów sprzętu jest zamawianych bez stosownych upoważnień i bez specyfikacji. Zarządziłem kontrolę kompleksową.

Pan Rybczyński mówi, że jak potrzebuje ramy drewnianej, to nie robi przetargu, tylko woła stolarza i on mu te ramy zbija. Może ma rację?

To dobrze brzmi. Ale szacunek do ustawy o zamówieniach publicznych obowiązuje wszystkich. Laureatów Oscara też.

Pan się na tego Oscara nabrał.

Przyznaję: uwierzyłem, że genialny twórca stworzy ważne dla Polski miejsce do edukacji audiowizualnej.

Edukacji? M ały tam powstawać komercyjne produkcje, na których można by zarabiać.

Dopuszczałem taką możliwość, natomiast nie zarabianie pieniędzy miało być główną działalnością instytucji. Trzeba pamiętać, iż podstawą aktywności jest ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, a nie gospodarczej.

Ma pan coś sobie w tej sprawie do zarzucenia?

Zawód do osoby i jednocześnie poczucie, że za mocno ufam ludziom. Byłem przekonany, iż Zbigniew Rybczyński zrealizuje to, do czego się zadeklarował. Artysta z Oscarem to w Polsce rzadkość i wartość. Poważne sygnały dotyczyły tego, co się dzieje w CeTA. Niestety anonimowe. O nadmiernej fluktuacji kadr, o tym, że sposób zarządzania studiem jest autokratyczny…

Niech pan powie wprost: wyzwiska.

Także… Plus pomiatanie pracownikami i permanentne groźby o zwolnieniach wobec wszystkich. Zbyt późno docierały.

Zbigniew Rybczyński traktował CeTA jak prywatną posiadłość. Urządził tam nawet swoje wesele. Był pan zaproszony?

Nie. O ślubie w CeTA dowiedziałem się kilka tygodni temu.

Dziwne, bo udzielał go prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Pana kolega.

Jednak nie byłem o tym fakcie poinformowany. Dziś nie tylko osoby ze środowiska spoglądają na opisywane fakty z pewnym zażenowaniem. Mimo to wciąż mam szacunek do samego dorobku artystycznego i osiągnięć Zbigniewa Rybczyńskiego.

Poniósł pan klęskę?

Klęskę poniósł artysta. Polak, który 30 lat temu zdobył Oscara. ■

Okładka tygodnika WPROST: 46/2013
Więcej możesz przeczytać w 46/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także