Chcieć to móc, czyli obróbka "Baraniny"

Chcieć to móc, czyli obróbka "Baraniny"

Wszystkie instrumenty prawne wykorzystane w procesie "Baraniny" do złamania solidarności gangsterów i załamania ich herszta - istniały w polskim kodeksie od dawno. Wystarczyło tylko sięgnąć po nie ręką.
Jeremiasz Barański połykając detergent nie tyle chciał popełnić samobójstwo, ale raczej przedłużyć proces i wykorzystać ten czas na nowe działania, które mogłyby go uratować przed skazaniem na dożywocie. A taki wyrok staje się coraz bardziej prawdopodobny po tym jak sąd i prokuratura w Wiedniu i w Warszawie z determinacją demaskują wszystkie jego krętactwa.

Okazuje się, że twarda wola wsadzenia do więzienia gangstera potrafi połączyć działania wymiarów sprawiedliwości dwóch państw, potrafi zmusić do korzystana z wszystkich dostępnych prawnie środków, nawet tych rzadko stosowane. Sensacją w Austrii stało się w procesie Barańskiego aresztowanie na sali sądowej świadka - niegdyś ochroniarza "Baraniny" - za składanie fałszywych zeznań. Twierdził bowiem, że to właśnie on korzystał w dniu zabójstwa Jacka Dębskiego z telefonu przypisanemu wcześniej Taduszowi M - uważanemu za zabójcę b. ministra I to z nim, a nie z zabójcą rozmawiał tego dnia "Baranina". A to by dowodziło, że z zabójstwem nie miał nic wspólnego. 24 godziny w areszcie wystarczyły, żeby mężczyzna przyznał się, że kłamać kazał mu "Baranina". Wczoraj kolejny, dokładnie wymierzony cios zadała Barańskiemu prokuratura warszawska.

Operacja przygotowywana wspólnie ze stroną austriacką została poprowadzona przez prokuratora Andrzeja Komosę perfekcyjnie i bardzo widowiskowo. Konkubina Tadeusza M. uparcie twierdziła, że noc zabójstwa Tadeusz M. spędził z nią daleko od Warszawy, że nie zna Barańskiego, i, że nikt nie namawiał ją do takich zeznań. Mimo, że sędzia Jankowski, przewodniczący rozprawie, wielokrotnie informował ją, że zeznania składa pod przysięgą i mówił co grozi za fałszywe zeznania kobieta twardo szła w zaparte. Była to kolejna linia obrony Barańskiego, bo skoro nie Tadeusz M. zabił Dębskiego, to nie wiadomo kto, ergo - Barański nie ma z tym nic wspólnego. I być może sąd musiałby przyjąć jej zeznania, mimo, że ewidentnie nie zgadzały się z innymi dowodami. Nagle prokurator polecił na sali sądowej włączyć magnetofon i wszyscy usłyszeli nagrane rozmowy jakie Baranina z aresztu toczył m.in. z konkubiną Tadeusza M. mówiąc jej co ma mówić, żeby go ratować.

Kobieta po rozprawie została natychmiast zatrzymana i dziś prokuratura wystąpiła z wnioskiem o jej areszt. Gdy Barański cieszył się, że udało mu się przemycić do celi telefon komórkowy z którego wydawał dyspozycje świadkom nie spodziewał się, że telefon został mu być może "podsunięty" przez sprytne służby, które wcześniej zamontowały w niej pluskwę, albo też mając wiedzę o takim telefonie zamiast mu go odebrać - monitorowały i nagrywały rozmowy. Wyszło to na jaw właśnie wczoraj. Barański o wydarzeniach przed warszawskim sądem wiedział już wczoraj wieczorem. I musiał zorientować się, że w praktyce już poległ.

Violetta Krasnowska

Czytaj także

 0