Bomba tygodnia

Bomba tygodnia

Masz babo umywalkę

Natasza Urbańska, która od kilkunastu lat bez powodzenia usiłuje zostać w Polsce gwiazdą, nagrała piosenkę „Rolowanie” i wystąpiła w teledysku do tejże. Jest afera, bo nikt nie wie, co artystka śpiewa, po co śpiewa i dlaczego liże umywalkę. Czy tylko dlatego, że o lizanie młota wcześniej zadbała Miley Cyrus? Do tego te cytaty: „Mam lajki na fejsie, w realu gubię się, jestem królową z bajki, grandmatka truje mnie”… Całość wyreżyserował jej mąż Janusz Józefowicz, który chyba jednak za rzadko śledzi kariery i ogląda teledyski naprawdę światowych gwiazd. Urbańska niby ma wszystko – urodę, ambicję, wdzięk oraz pracowitość. Pytanie brzmi: czy ma osobowość i talent? To miła i atrakcyjna dziewczyna, która sobie wymyśliła, że będzie wielką gwiazdą. Lata lecą i nic. Szkoda. Marnuje energię na dziwne przedsięwzięcia, bez wielkiego rezultatu. Obskoczyła wszystkie gwiazdorskie show, m.in. „Jak oni śpiewają!” i „Taniec z gwiazdami”. Nic. Pokazała ciążowy brzuch nago na okładce „Vivy!” i nadal nic. Udzieliła całej masy wywiadów, w których mówiła skromnie, że jest „zbyt doskonała”. Też nic. Do tego ma za sobą niepodparte dorobkiem, histeryczne oddanie mediów typu „people”, które piszą o niej na kolanach, dając ułudę gwiazdorstwa. Też nic. Teraz publiczność internetowa, ta, która zjada na śniadanie Rihannę, a na kolację Miley Cyrus, a polskie media typu „people” ma tam, gdzie słońce nie dociera, i jest na bieżąco ze wszystkim, co się dzieje w show-biznesie, uznała dzieło artystki za żenadę. Nie wystarczy wyłączyć możliwości komentowania czy linkowania teledysku na YouTube. Ta historia powinna być przestrogą dla tych gwiazd, które uwielbiają czytać o sobie tylko dobrze. To, że jakaś gazeta nazywa was gwiazdą i liże wam stopy, nie znaczy, że tak jest. Prawda leży gdzie indziej i bywa bolesna, jak walnięcie otumanioną komplementami głową o umywalkę.

Prześladowany

CEZARY PAZURA, niegdyś wybitny aktor, dziś niestety ulubieniec tabloidów, dołączył do zacnego grona męczenników chrześcijańskich. Znalazł się obok m.in. św. Szczepana, św. Sebastiana, św. Cecylii czy św. Pawła. Jakim cudem? Ano takim, że uznał w wywiadzie, iż wątpliwości, jakie mają media co do jego zarabiania pieniędzy przy okazji sprzedaży staruszkom leczących raka garnków oraz pewnego filmu, którego nie było, a za który dał szantażyście 8 tys., to nic innego jak prześladowanie za głoszoną przez niego wiarę katolicką. Tak..., trzeba cudu, żeby zrozumieć, o co mu chodzi w tym medialnym maratonie coraz dziwniejszych wypowiedzi.

Szanujmy wspomnienia

KAMILA ŁAPICKA, WDOWA PO WIELKIM AKTORZE Andrzeju Łapickim, podobno zamierza napisać książkę o intymnym pożyciu z mężem. Przypomnijmy – różnica wieku w tym związku wzbudzała kontrowersje, bowiem wynosiła 60 lat. Sporo. Para wspólnie napisała z sukcesem dwie książki. Po śmierci męża Łapicka straciła pracę, zniknęła z mediów i nie pokazuje się publicznie. Cóż, z czegoś żyć trzeba. Czasem można też przy okazji zostać koleżanką po fachu innych znanych pań, które opisały, nie bez satysfakcji, swoich żyjących albo zmarłych mężów, jak Danuta Wałęsa, Małgorzata Tusk czy Małgorzata Potocka.

HEPI BERZDEJ

MICHAŁ SZPAK, o którego płycie na swojej półce swego czasu marzył Kuba Wojewódzki, znowu o sobie przypomniał. Zdumionym internautom zademonstrował ciekawy układ choreograficzno-erotyczny oraz wykonał przy tym pieśń urodzinową dla swej siostry, której życzył m.in. udanego seksu. Po obejrzeniu nagrania wniosek jest jeden – Szpak z taką pupą i giętkością marnuje swój niewątpliwy talent. Niech da sobie spokój ze śpiewaniem. Rura czeka.

GENIUSZ KLAWIATURY

NIE WALI GŁOWĄ W UMYWALKĘ. Nie płaci szantażystom. Nie pisze bulwersujących wspomnień. Może po prostu nie musi? Jest muzykiem i pięknie gra. Kto to taki? Rafał Blechacz, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego z 2005 r., nasza autentyczna duma narodowa, wielki, skromny artysta, który robiąc to, w czym jest najlepszy i co kocha, zdobywa światową sławę. Otrzymał właśnie Gilmore Artist Award, prestiżową nagrodę dla młodych muzycznych geniuszy przyznawaną co cztery lata. Nic dziwnego, to, jak gra Chopina czy Debussy’ego, warte jest każdych pieniędzy. Brawo! (O Rafale Blechaczu piszemy też na s. 86).

Okładka tygodnika WPROST: 3/2014
Więcej możesz przeczytać w 3/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0