Europa Stu Flag

Europa Stu Flag

Państwa narodowe kontra konfederacja regionów
Drodzy śląscy przyjaciele, życzę wam Śląska wolnego od polskiej okupacji - napisali bretońscy autonomiści do działaczy Ruchu Autonomii Śląska. Ugrupowanie to od kilku lat domaga się uznania Ślązaków za mniejszość narodową - 5 maja 2003 r. Ruch Autonomii Śląska zostanie przyjęty (jako pierwsza organizacja regionalna z Europy Środkowo-Wschodniej) do Wolnego Sojuszu Europejskiego (ESW). Ta ponadnarodowa reprezentacja kilkudziesięciu ruchów narodowych i regionalnych nazywana jest także Europą Stu Flag. Według wyliczeń aktywistów ESW, w Europie żyje co najmniej sto narodów i grup etnicznych - nie tylko Basków, Walijczyków, Katalończyków, ale też Okcytańczyków z południa Francji czy Ladynów i Friulów z północy Włoch.

Szkoci z Jamesem Bondem
W ostatnich wyborach do europarlamentu w Strasburgu (w 1999 r.) Wolny Sojusz Europejski zdobył dziesięć mandatów. Sojusz, który powstał w 1993 r., to mozaika ponad 30 partii z prawa i lewa, które łączy idea Europy regionów i niechęć do państw narodowych, uznawanym za głównego wroga. Jedni chcą tylko niezależności ekonomicznej - jak politycy z Ruchu Normandzkiego, którzy uważają, że Francja okrada ich z energii elektrycznej i nie troszczy się o ich podupadające stocznie. Inni domagają się pełnej niepodległości - jak Liga Sabaudzka czy Szkocka Partia Narodowa. Sabaudczycy do idei niepodległości regionu przekonali już 28 proc. swoich pobratymców, choć jeszcze dziesięć lat temu popierał ich tylko co dziesiąty ziomek. Szkoccy nacjonaliści w tym roku w wyborach do parlamentu w Edynburgu mają szansę wygrać z laburzystami i stać się największą siłą polityczną w Szkocji. Partia ta wiele zawdzięcza poparciu Seana Connery'ego, który dziewięciokrotnie wcielał się w postać Jamesa Bonda. Wprawdzie słynny Szkot mieszka na wyspach Bahama, lecz co roku wspiera SNP hojnymi datkami. To z powodu jego sympatii do szkockich nacjonalistów królowa Elżbieta II kilkakrotnie odraczała nadanie mu szlachectwa. "Wrócę do Szkocji, gdy mój kraj w końcu odzyska niepodległość" - deklaruje Sean Connery.
W ostatnich dwóch latach znacząco wzrosła popularność niepodległościowej Partii Walii (Plaid Cymru) - z 22 proc. do 33 proc. Od lat wspiera ją najbardziej znany obecnie walijski piłkarz Ryan Giggs z Manchesteru United. Sukcesy odnoszą też korsykańscy umiarkowani nacjonaliści, którzy przed dwoma laty doprowadzili do porozumienia z Paryżem. W jego wyniku wyspa otrzymała autonomię. Regionaliści z całej Europy marzą o tak szerokiej niezależności od rządu centralnego, jaką w Hiszpanii wywalczyły sobie Katalonia i Kraj Basków. Oba te regiony mają własne parlamenty i rządy oraz osobne przedstawicielstwa w Brukseli. Baskijska Partia Narodowa oraz katalońska Convergenzia y Union są filarami Europy Stu Flag. Działacze Convergenzia y Union żądają od Madrytu, aby Hiszpanię przekształcić w państwo federacyjne.

Wojna na słowa
Na razie secesjoniści w różnych krajach toczą głównie wojnę na słowa. "Niech nikt nie waży się śpiewać Marsylianki" - nawoływało niedawno "Echo Sabaudii", organ sabaudzkich secesjonistów. "W końcu kiedyś spalimy Londyn, nie ma rady" - napisali w Internecie antycentraliści ze stowarzyszenia Devolve z Leicester w Anglii. Jerzy Gorzelik, który przewodzi Ruchowi Autonomii Śląska mówi o "warszawskiej kolonizacji Śląska". W trosce o reputację działacze Wolnego Sojuszu Europejskiego tonują radykałów, zakazują im kontaktów z politycznymi odłamami terrorystycznych organizacji secesjonistów, na przykład Sinn Fein (polityczne ramię IRA) czy Herri Batasuna (oparcie ETA). W sojuszu walczy się także z rasistowskimi hasłami. Włoska Liga Północna została usunięta z ESW, gdy zaczęła się domagać zaostrzenia przepisów przeciwko imigrantom, a jej lider Umberto Bossi zaczął się spotykać z Jörgiem Hai-derem i Jean-Marie Le Penem.
Daleko posunięta ostrożność jest konieczna, bo przedstawiciele państw unitarnych wykorzystują każdy pretekst, by przedstawić regionalistów jako terrorystów i szkodników. Choć Ruch na rzecz Wolnej Bretanii dawno wyrzekł się przemocy, wciąż jest inwigilowany przez francuską policję. Bretończycy uważają, że przypisywane im ataki terrorystyczne to "paryska prowokacja", która ma się stać pretekstem do rozprawy z ich związkiem. Korsykańscy nacjonaliści zdobyli nawet dowód spisku. Przed czterema laty do aresztu trafił miejscowy prefekt policji Bernard Bonnet. Okazało się, że rozkazał on swoim żandarmom, by podpalali nadmorskie restauracje i rozgłaszali, że zrobili to zwolennicy niezależności Korsyki.

Nie rzucim mowy
Zrzeszeni w Europie Stu Flag walczą o utrzymanie kulturowej i językowej tożsamości. Szczególnie trudno przychodzi im to we Francji. Do dziś rząd w Paryżu nie podpisał europejskiej karty regionalnych i mniejszościowych języków, którą przyjęły prawie wszystkie kraje Unii Europejskiej. Wciąż języki bretoński oraz normandzki nie mają wstępu do szkół publicznych, naucza się ich jedynie w szkołach prywatnych. Najprawdopodobniej w obawie przed ożywieniem etnicznych języków w 1992 r. wprowadzono w konstytucji zapis mówiący o tym, że "językiem republiki jest francuski".
Zwolennicy autonomii nie dają za wygraną: w Prowansji, Langwedocji i Akwitanii prowadzona jest walka w obronie kultury i języka okcytańskiego. Na razie zna go tylko 5 proc. mieszkańców, ale ta liczba stopniowo rośnie. Coraz więcej osób szuka też swoich korzeni w kul-
turze średniowiecznej Prowansji, zniszczonej podczas walk z herezją głoszoną przez katarów i albigensów. W Normandii młodzież poszukuje związków z pobratymcami w Danii i Norwegii. Powołane przez ESW biuro ds. rzadko używanych języków pomogło w stworzeniu literackiej wersji niemal wymarłego języka kornwalijskiego. Z kolei w Walii akcja partii Plaid Cymru (wspieranej m.in. przez znanego w Polsce walijskiego historyka Normana Daviesa) przyniosła wprowadzenie do szkół języka celtyckiego. W holenderskiej Flandrii miejscowi regionaliści zorganizowali własną telewizję - nadaje ona programy wyłącznie w lokalnym dialekcie.
Z obroną kulturowej i językowej odrębności mamy do czynienia także w Polsce. W latach 90. XX wieku skodyfikowano język Kaszubów, zaczęto go nawet wykładać na Uniwersytecie Gdańskim. Działacze Ruchu Autonomii Śląska starają się stworzyć złożony z różnych dialektów jednolity śląski język literacki.
- Marzy mi się, żeby język polski był w śląskich szkołach takim samym językiem obcym jak niemiecki czy francuski - mówi Jerzy Gorzelik. Na Śląsku ożywa tradycja nadawania dzieciom imion w rodzaju Bernard, Wilhelm, Maksymilian czy Bertold.

Utopia Europy regionów
Jeszcze długo regionalne stowarzyszenia nie doprowadzą do zastąpienia państwa unitarnego mozaiką niezależnych landów. Krytycy koncepcji Europy Stu Flag uważają, że to kolejna utopia. - Zniknięcie państwa narodowego ucieszyłoby europejskich biurokratów, ale dla Europy byłoby złym rozwiązaniem. Takie państwo jest potrzebne jako przeciwwaga, pośrednik między potężną Brukselą a małymi regionami - uważa lord Ralf Dahrendorf, socjolog z London School of Economics. Przypomina on historię Niemiec, które już od końca XVIII wieku marzyły o zjednoczeniu wielu ksiąstewek w jedno silne państwo, bo dość miały wielości separatyzmów. Gdyby więc wprowadzić w życie wizję regionalistów, najprawdopodobniej szybko pojawiłaby się tęsknota za silnym państwem unitarnym. "Już po roku od ogłoszenia niepodległości Szkoci zatęskniliby za poczuciem dumy z bycia Brytyjczykiem" - napisał niedawno londyński "The Spectator".

Okładka tygodnika WPROST: 17/2003
Więcej możesz przeczytać w 17/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0