Bez własnej woli

Bez własnej woli

Zwolennicy ubezwłasnowolnienia uważają, że to często jedyna możliwość ochrony chorych. Przeciwnicy mówią, że to przestarzały przepis, godzący w prawa obywatelskie.

Pani Stanisława dzwoni do mnie, bo nie wie, gdzie jeszcze szukać pomocy. Próbowała interweniować w sądzie, ośrodku pomocy społecznej, u asystenta rodziny i w szpitalu. Jej brat choruje na stwardnienie rozsiane. Do niedawna opiekowała się nim przede wszystkim pani Stanisława z siostrą, mimo że obie mieszkają daleko od Suwałk. Dbały, żeby chory brat regularnie stawiał się na badaniach w szpitalu, o rehabilitację, nawet o wózek. Pilnowały, żeby miał potrzebne leki. Trzy lata temu okazało się, że nie mają już prawa tego robić, bo brat został ubezwłasnowolniony. Od tej pory jedyną osobą, która ma prawo podejmować decyzje w jego imieniu, jest żona. Pierwszą, jaką podjęła, było odcięcie chorego od sióstr.

Do sądów trafia coraz więcej wniosków o ubezwłasnowolnienie. Zapada coraz więcej pozytywnych decyzji. Trudno wskazać dokładnie, o ile więcej, bo nie ma takich statystyk. Nie zna ich ani biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, ani Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która wprawdzie walczy z ubezwłasnowolnieniem jako instytucją godzącą w wolność człowieka, ale nie zajmuje się konkretnymi przypadkami.

Głuchy telefon


– Kupiłam bratu telefon komórkowy, żeby z nim od czasu do czasu porozmawiać, wciąż płacę abonament. Telefon jednak milczy, bo żona nie pozwala bratu z niego korzystać – opowiada pani Stanisława. Dostała też w sprawie telefonu pismo z sądu. Że ma zabrać z domu brata przedmiot stanowiący jej własność, bo żona nie życzy sobie, żeby się w nim znajdował. – Brat po kilkanaście godzin dziennie tkwi zamknięty w domu, nie wychodzi na powietrze, nawet na balkon. Sam nie może, a rodzina w ogóle się nim nie zajmuje. Siedzi po 12 czy 16 godzin, nie leży tyle, ile powinien, nie ma rehabilitacji, nie wiem, czy przyjmuje leki – wylicza pani Stanisława. Zgłaszała to wszystko w Ośrodku Pomocy Społecznej w Suwałkach. Bez skutku.

Pani Zofia ma 80 lat. I mieszkanie w Krakowie. Dość atrakcyjne, niemal w samym centrum, o wartości ok. 300 tys. zł. Pani Zofia dba o to mieszkanie. I o siebie. Chodzi do lekarzy, bo chce być jak najdłużej zdrowa. Mimo podeszłego wieku cieszy się dobrą kondycją i dobrymi relacjami z sąsiadami. To właśnie oni częściej niż rodzina pomagają pani Zofii w załatwianiu codziennych spraw. Pani Zofia ma też syna za granicą, który dzwoni do niej okazjonalnie, na święta i imieniny. Któregoś dnia syn zaczął się o panią Zofię martwić. Tak bardzo, że wszczął procedurę o jej ubezwłasnowolnienie. W sądzie pokazał zebrane wcześniej dowody: zeznania żony, córki, nawet lekarza matki. Wszyscy zgodnie przyznali, że pani Zofia jest w bardzo złym stanie. Nierozsądnie wydaje pieniądze, podpisuje niekorzystne dla siebie umowy i bez konsultacji z lekarzem przyjmuje leki, które zagrażają jej życiu. – Być może intryga nie wyszłaby na jaw, gdyby nie sąsiedzi. Zeznali, że pani Zofia jest w bardzo dobrej kondycji. I że są z nią w stałym kontakcie, w przeciwieństwie do syna, synowej i wnuczki, których od lat nie widzieli w Krakowie – opowiada Sebastian Kordel, adwokat reprezentujący panią Zofię w sądzie.

W jego ocenie z roku na rok liczba spraw o ubezwłasnowolnienie wzrasta. – To świetne narzędzie pozwalające rodzinie przejąć rentę czy mieszkanie. I wydaje się, że coraz więcej Polaków zaczyna mieć tego świadomość. Ubezwłasnowolnienie orzekane jest na mocy przepisów prawa cywilnego. Jego zwolennicy podkreślają, że to często jedyna droga, by zmusić osoby uzależnione do leczenia lub by chronić osoby chore bądź niepełnosprawne intelektualnie przed nieuczciwymi działaniami przedsiębiorców i pośredników handlowych. Przytaczają liczne przykłady oszukanych przez operatorów sieci komórkowych i naciągniętych na kredyty, które często potem muszą spłacać rodziny.

Oferta nie do odrzucenia

Terapeutka Ewa Woydyłło-Osiatyńska przypomina sobie zaledwie jeden tego typu przypadek w całej swojej karierze. Wtedy sama doradziła, by rodzina wystąpiła o częściowe ubezwłasnowolnienie. Chodziło o młodego mężczyznę uzależnionego od kredytów bankowych. Zaciągał jeden po drugim, bo dzięki temu prezesi banków osobiście pisali do niego listy albo zapraszali na kawę, a to wywoływało u niego euforię. – Zachowywał się jak hazardzista, który odchodzi od stołu kompletnie spłukany i ciągle wierzy, że w następnej turze zgarnie pulę – opowiada terapeutka. Rodzice odcięli mu możliwość wchodzenia w jakiekolwiek operacje finansowe, a do banków rozesłali pismo, w którym poinformowali, że to one poniosą odpowiedzialność za umowy podpisane z synem.

Właśnie gdy w grę wchodzą nałogi, rodzina sięga po ubezwłasnowolnienie, żeby zmusić uzależnionego krewnego do leczenia psychiatrycznego albo antyalkoholowego. Woydyłło-Osiatyńska zdecydowanie się temu sprzeciwia. – Leczenie z nałogu ma sens tylko wtedy, jeśli chory sam ma motywację. Kiedy uzna, że to leczenie mu się opłaca bardziej niż więzienie, strata pracy czy dachu nad głową. To na swój sposób też jest przymus, propozycja nie do odrzucenia, ale w przeciwieństwie do ubezwłasnowolnienia nie odziera z godności – mówi. – Moim zdaniem wnioski o ubezwłasnowolnienie wynikają jedynie z frustracji rodzin. A często to właśnie one przyczyniają się do pogłębiania nałogów. Pobłażają uzależnionym, a kiedy ich zachowanie robi się naprawdę nie do zniesienia, sięgają po pomoc sądów.

Chodzi o pieniądze

Osoby ubezwłasnowolnione częściowo mogą zawierać umowy w codziennych sprawach, iść bez opiekuna do lekarza czy fryzjera. Ubezwłasnowolnieni całkowicie nie mogą nawet kupić mleka czy bułek na śniadanie, bo są pozbawieni wszelkich praw do wykonywania czynności prawnych. A taką jest zawarcie umowy kupna-sprzedaży ze znaną od lat panią Wiesią ze spożywczaka na rogu. Fundacje i stowarzyszenia przeciwne ubezwłasnowolnieniu podkreślają, że niepełnosprawność nie jest chorobą. A ubezwłasnowolnienie poza tym, że jest uwłaczające, odbiera niepełnosprawnym intelektualnie wszystkie prawa. Nawet do spadku. Fundacje przypominają, że ubezwłasnowolnienie, owszem, niweluje ryzyko, że chory podpisze niekorzystną dla siebie umowę kredytową albo naiwnie przekaże majątek komuś obcemu, ale nie rozwiązuje sprawy opieki. – Niestety – zwraca uwagę Kordel – ta opieka to zwykle kwestia drugoplanowa. Często prawdziwym motywem wystąpienia z wnioskiem są spodziewane korzyści majątkowe, przejęcie mieszkania czy chociażby kilkusetzłotowej renty. Ubezwłasnowolnieni często przebywają w domach pomocy społecznej, a do ich mieszkań wprowadzają się opiekunowie prawni, zazwyczaj bliscy – mówi. – Nie można się posługiwać ubezwłasnowolnieniem jak narzędziem do osiągnięcia takiego celu. To zwykłe nadużycie – dodaje.

Kilka lat temu rzecznik praw obywatelskich złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, by osoby ubezwłasnowolnione mogły same się starać o uchylenie tej decyzji lub jej zmianę. Po tej interwencji zmieniły się procedury orzekania o ubezwłasnowolnieniu. Teraz sędzia musi wysłuchać osoby, której sprawa dotyczy, a psychiatra musi przeprowadzić badania. Jak pokazuje życie, ta zmiana nie rozwiązała wszystkich problemów.

Zgodnie z prawem pani Stanisława mogłaby się zwrócić do sądu o zmianę opiekuna prawnego dla brata. Musiałaby jednak udowodnić zaniedbania jego żony. A o to na odległość jest trudno. Wniosek o cofnięcie ubezwłasnowolnienia mógłby złożyć sam brat, ale on, ponieważ jest chory, nie rusza się z domu. Pani Stanisława interweniowała, gdzie tylko mogła. Bezskutecznie. Dyrektorka ośrodka pomocy społecznej, z którym rodzina brata powinna współpracować, nie widzi problemu. Bo wydaje jej się, że jeżeli w czasie kontroli pracownika socjalnego w mieszkaniu panuje porządek, to wszystko jest jak należy. – Chciałabym tylko wiedzieć, że brat żyje, że nic mu nie jest, że ma właściwą opiekę. Czy to tak dużo? – pyta pani Stanisława. ■

Okładka tygodnika WPROST: 11/2014
Więcej możesz przeczytać w 11/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  • stasia IP
    Jeżeli wszystkie instytucje sprawdziły,że jest należyta opieka i nic złego się nie dzieje to coś znaczy.Czy w tym wszystkim oczerniającej PANI STANISŁAWIE o co właściwie chodzi? Czy o dobro brata? Tu nie ma co wyjaśniać. Wiadomo o co chodzi siostrom.O konflikt.A ta rodzina potrzebuje pomocy i wsparcia w opiece nad chorym.Oni nie mają normalnego życia Bo chory mąż i ojciec i opieka nad nim JEST NAJWAŻNIEJSZA.
    • barbar IP
      Nie pomagacie w opiece nad chorymi to przynajmniej nie przeszkadzajcie! To jest bulwersujące! Wszystko można sprawdzić.Takie oczernianie rodziny, która sprawuje należytą opiekę w dzień i w nocy jest nieludzkie!

      Czytaj także