Efekt Matki Teresy

Efekt Matki Teresy

Czy POZYTYWNE NASTAWIENIE POMAGA chorym na nowotwory? Część naukowców jest o tym przekonanych – fragment książki „Życie z rakiem”.

Australijska wokalistka Kylie Minogue, która od 2005 r. zmaga się z rakiem piersi, jest przekonana, że w walce z chorobą pomaga jej pozytywne nastawienie. – Powtarzam sobie, że z tą chorobą można się uporać. Jeśli cokolwiek robię, to ma jakieś znaczenie – stwierdziła. Również Jerzy Kropiwnicki, były prezydent Łodzi, nie poddał się, gdy w 2005 r. dowiedział się, że ma nowotwór jelita grubego. Przeszedł operację w warszawskim Centrum Onkologii, a potem na spotkaniach z dziennikarzami przekonywał, że najważniejsza jest wola życia, bez tego szansa na przeżycie jest mizerna (…). Prof. Tomasz Trojanowski, szef Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, wielokrotnie opowiadał o starszym księdzu, kustoszu jednego z sanktuariów maryjnych, cierpiącym na bardzo złośliwy nowotwór, tzw. glejopochodny guz nowotworowy. Księdzu zależało na tym, żeby ukończyć odnawianie sanktuarium (…). – Choć sądziłem, że ma on przed sobą najwyżej dwa lata życia, to żył nadal, a od wykrycia choroby minęło prawie dziesięć lat – wyznał mi w rozmowie profesor.

Podobnych przykładów jest znacznie więcej, choć może nie aż tak spektakularnych (…). – Niektórzy chorzy z zaawansowanymi nowotworami chcą jedynie doczekać ważnego wydarzenia w ich życiu, np. ślubu dzieci, komunii wnuków lub ukończenia studiów przez córkę czy syna. I często im się to udaje. Takie konkretne plany, nawet krótkoterminowe, na kilka zaledwie miesięcy, rzadko na kilka lat, wielu dają ogromną siłę witalną – mówi prof. Tadeusz Pieńkowski, szef Kliniki Onkologii i Chirurgii Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku. Każdy z takich przykładów ma ogromny walor psychologiczny. Wielu chorym daje nadzieję, i to do samego końca.

Prof. Trojanowski zapewniał mnie, że stan psychiczny pacjenta jest bardzo ważny, i to nie tylko u chorych na raka, ale także u cierpiących na wiele innych schorzeń. – Kiedyś sami przeprowadziliśmy badania, by ocenić, jaki wpływ ma psychika na efekty leczenia u osób operowanych z powodu tzw. dyskopatii lędźwiowej (przepukliny jądra miażdżystego). Aby ocenić ich stan psychiczny, posłużyliśmy się tzw. skalą poczucia beznadziejności Becka, jedną z najczęściej używanych do badania poczucia jakości życia oraz ryzyka samobójstwa. Chorzy z nastawieniem depresyjnym i niską motywacją uzyskiwali wyraźnie gorsze wyniki leczenia, choć byli w podobnej kondycji jak pacjenci, którzy wykazywali większy optymizm – mówił. (…)

JAK TO JEST Z NOWOTWORAMI?

W jakim stopniu pozytywne nastawienie i wola życia faktycznie pomagają chorym na nowotwory złośliwe? (…) Wielu chorych jest przekonanych o tym, że stan psychiczny jest bardzo ważny. Wierzy w to od 60 do 94 proc. ankietowanych w kilku badaniach kobiet, które przez co najmniej dwa lata prowadziły udaną walkę z rakiem piersi, jajnika lub szyjki macicy. Przekonany jest o tym Greg Anderson, prezes Cancer Recovery Foundation’s Lifetime Achievement Award, który zachorował na raka płuca. Podobno lekarze dawali mu jedynie miesiąc życia. Wtedy poznał Carla Simontona stosującego techniki psychologicznego wspomagania u chorych na raka. Simonton wpadł na ten pomysł na początku lat 70. XX w., gdy był na stażu na University of Oregon. Zwrócił wtedy uwagę, że część chorych na raka odmawia radioterapii. Nie dlatego, że boi się powikłań i uciążliwych napromieniowań, co oczywiście też miało znaczenie. Przede wszystkim jednak chorzy nie chcieli się leczyć, ogarniało ich zwątpienie w sens terapii. Simonton chciał im pomóc (...). Rozważał, czy nie można by wykorzystać u nich tych samych technik podnoszenia motywacji, jakie w tamtych czasach stosowano wśród biznesmenów. Polegało to na tym, że należało sobie wyobrażać, jakie efekty chce się uzyskać i w jaki sposób. Z badań wynikało, że ci, którzy tak postępowali, częściej osiągali sukcesy. A gdyby chorzy na raka stosowali podobne wizualizacje i wyobrażali sobie, jak zastosowany u nich lek lub promienie niszczą komórki rakowe? Może odczuwaliby mniej działań ubocznych? Może efekty ich leczenia byłyby lepsze?

Simonton był jednym z pierwszych terapeutów, którzy zaczęli wprowadzać psychoterapię do onkologii. Od 1973 r. pracował w ośrodku radioterapii w Fort Worth w Teksasie. Jedna z jego pacjentek z przerzutami do jamy brzusznej nie odczuwała skutków ubocznych chemioterapii od czasu, gdy zaczęła stosować technikę wizualizacji. Wcześniej miała bóle brzucha, nudności i wymioty. Takich pacjentów było coraz więcej. Wkrótce pojawiły się twierdzenia, że jego metody nie tylko poprawiają stan i samopoczucie chorych, ale mogą też im przedłużać życie.

(…) Inne badania zdawały się potwierdzać przekonania Simontona (…). W 1989 r. psychiatra David Spiegel ze Stanford University stwierdził, że stan emocjonalny wpływa na przeżywalność chorych na raka piersi z przerzutami. Pacjentki, które uczestniczyły w spotkaniach grup wsparcia psychologicznego, żyły prawie dwa razy dłużej niż te, które nie brały w nich udziału. O ile w ich przypadku przeżywalność wyniosła ponad 36 miesięcy, o tyle w drugiej grupie nie przekraczała 19 miesięcy. Równie optymistyczne okazały się obserwacje, które w 2008 r. opublikowała dr Barbara Anderson z Ohio State University. Tym razem obserwowano 227 kobiet z rakiem piersi w II i III stadium nowotworu (z przerzutami do węzłów chłonnych). Pacjentki przez rok spotykały się z psychologiem w 8-12-osobowych grupach (przez pierwsze cztery miesiące – raz w tygodniu, a później – raz w miesiącu). Również stosowały techniki relaksacyjne. Leczenie psychologiczne rozpoczęto zaraz po operacji, ale jeszcze przed chemioterapią i radioterapią. Po 11 latach ustalono, że psychoterapia grupowa o 56 proc. zmniejsza ryzyko zgonu i o 45 proc. redukuje groźbę nawrotu choroby. (…)

ŻADNEJ RÓŻNICY

Badania przeprowadzone u chorych z innym rodzajem nowotworów złośliwych już nie były tak optymistyczne. Jeśli potwierdzały, że pozytywne nastawienie jest ważne dla przebiegu choroby nowotworowej, to kolejne temu zaprzeczały. Przekonała się o tym dr Ellen H. Boesen z Kopenhagi, członek Duńskiego Towarzystwa Onkologicznego. Chciała powtórzyć obiecujące obserwacje z 1993 r., gdy wykazano, że pomoc psychologiczna wydłuża życie chorych na czerniaka. Uczona w nowych badaniach obserwowała 262 chorych, z których połowa brała udział w sześciu dwugodzinnych zajęciach psychoedukacyjnych. Niestety, tym razem nie zauważono żadnej różnicy między obiema grupami chorych. Po czterech-sześciu latach obserwacji zmarła taka sama liczba chorych, zarówno tych, którzy mieli wsparcie psychologiczne, jak i tych, którzy z niego nie korzystali. Doktor James Coyne z University of Pennsylvania twierdzi, że pacjenci, którzy stracili nadzieję na wyzdrowienie, żyli średnio równie długo jak i ci, którzy podchodzili do swojej choroby z pozytywnym nastawieniem. (…)

Amerykańscy psychologowie, Scott O. Lilienfeld, Steven Jay Lynn, John Ruscio i Barry L. Beyerstein, autorzy książki „50 wielkich mitów psychologii popularnej. Półprawdy, ćwierćprawdy i oczywiste bzdury”, zaliczyli pozytywne nastawienie pomagające pokonać raka do jednego z największych mitów, który od lat niezmiennie cieszy się wielką popularnością. Chorzy na raka – twierdzą – mogą znacznie złagodzić fizyczne i emocjonalne cierpienie, korzystając z odpowiedniej opieki medycznej i psychologicznej, utrzymując kontakty z przyjaciółmi i rodziną lub odnajdując sens w każdej chwili życia. Nie ma jednak dowodów, że to przedłuży im życie.

Czy pozytywne nastawienie nie pomaga chorym na nowotwory? Jeśli chcemy rozważać naukowe podejście, to musimy przede wszystkim stwierdzić, że badania na ten temat są nie tyle negatywne, ile raczej sprzeczne. Trudno je przeprowadzić, stosowane są w nich różne terapie i nie sposób jednoznacznie ocenić, co tak naprawdę pomogło lub zawiodło u poszczególnych chorych. Chorzy nie są zdani wyłącznie na pomoc psychologa i na modlitwę. Przez cały czas leczą się i stosują różne metody terapii. Poznajmy badania opublikowane w 2012 r. Wynika z nich, że depresja u chorych na nowotwory powinna być leczona podobnie jak guzy i przerzuty, gdyż może skrócić życie chorego z zaawansowanym rakiem. Jest zatem takim samym złym czynnikiem rokującym jak biologia choroby.

Prof. Lorenzo Cohen z University of Texas MD Anderson Cancer Center twierdzi, że wykazał to na przykładzie 217 chorych na raka nerki z przerzutami. W badaniach udokumentowano, kto jest wierzący, ma wsparcie najbliższych i jak sobie radzi ze stresem. Pacjentom kilka razy dziennie pobierano próbki krwi oraz śliny, by zbadać, jak w ciągu dnia zmienia się u nich poziom kortyzolu, hormonu stresu, oraz markerów stanów zapalnych w organizmie. Średni okres przeżycia wszystkich obserwowanych pacjentów nie przekraczał 1,8 roku. W depresji było 23 proc. badanych. Chorzy ci żyli krócej niż pozostali pacjenci, nawet po uwzględnieniu innych czynników ryzyka, takich jak styl życia. Najwcześniej umierali ci, u których poziom kortyzolu był najwyższy przez cały dzień. Wykazano również, że silny stres stymuluje procesy zapalne w organizmie, co niekorzystnie wpływa na postęp choroby. Prof. Cohen uważa, że trudno jednoznacznie wykazać, by stan psychiczny wpływał na długość przeżycia chorych z zaawansowanym nowotworem. Potrzebne są dalsze badania, które ostatecznie to wyjaśnią. Sądzi jednak, że opieką psychologiczną powinni być objęci chorzy na raka będący w depresji. (…) ■

Zbigniew Wojtasiński „Życie z rakiem” Wydawnictwo Z/W

Okładka tygodnika WPROST: 14/2014
Więcej możesz przeczytać w 14/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0