Największe wybory świata

Największe wybory świata

Rusza karnawał demokracji, jakiego świat nie widział. W jego efekcie władzę w INDIACH przejmą najpewniej nacjonaliści.

Mieszkańcy Indii emocjonują się polityką do tego stopnia, że na czas wyborów większość zrezygnowała z wakacji. Żeby wyrównać straty, biura podróży przygotowały ofertę dla zagranicznych turystów – przedwyborczą objazdówkę po partyjnych wiecach i festynach. A tych nie brakuje. Ulicami przechodzą hałaśliwe parady z orkiestrami dętymi i bębnami, przejeżdżają riksze obwieszone bannerami promującymi najważniejsze stronnictwa. Na olbrzymich imprezach organizowanych w całym kraju panuje piknikowa atmosfera, po przemowach polityków czas umilają występy grup tanecznych. Kokosy zbijają producenci gadżetów. Hitem jest odświeżacz powietrza marki Rahul Gandhi (szef Indyjskiego Kongresu Narodowego, INC) oraz herbata z wizerunkiem lidera opozycji. Na targu kupisz opatrzone symbolami partii bindi (święta kropka, tradycyjny w hinduizmie znak noszony przez kobiety na czole), partyjne naszyjniki, maskotki, flagi, szaliki, czapki, opaski, maski, naklejki i kalendarze.


Żeby poczuć gorący klimat wyborczego lata, nie trzeba nawet wychodzić z domu, wystarczy zajrzeć na portale i do blogosfery albo włączyć telewizor. Kampanijne utarczki obejmują wszelkie możliwe obelgi, wytykanie sobie szwindli i wzajemne wysyłanie się do szpitali psychiatrycznych. W realu dochodzi do obrzucania kamieniami i oblewania farbą zwolenników wrogich formacji. Indie zamieniły się w największy na planecie kocioł wyborczy. Do głosowania jest uprawnionych ponad 814 mln osób, przygotowano prawie milion lokali wyborczych, które będą otwierane w dziewięciu etapach. Dziesiątki partii zabiegają o względy obywateli należących do różnych kast i religii, których najczęściej dzielą także język i zwyczaje, a łączy jedno: zamiłowanie do polityki.

Ale tegoroczne głosowanie jest wyjątkowe nie tylko z powodu swojej wielkości i kosztowności (rząd wyda na nie 5 mld dolarów). Politologów ekscytuje to, że może w nim wziąć udział aż 100 mln młodych ludzi, którzy po raz pierwszy będą mieli szansę wpłynięcia na losy kraju. Rządząca od dziesięciu lat koalicja z INC na czele prawie na pewno sromotnie przegra, a do władzy wrócą nacjonaliści. Najwięcej emocji budzi jednak nowa partia, która za cel postawiła sobie walkę z wszechogarniającą korupcją. Wielu Hindusów ma nadzieję, że to ona rozpocznie budowę nowych Indii.

PODCIERANIE ZA 80 DOLARÓW

– Przed Igrzyskami Wspólnoty Narodów rząd wydał niewyobrażalne pieniądze na dozowniki mydła i papier toaletowy, a ubikacje i tak były brudne. Ktoś bardzo się na tym wzbogacił – Rakesh, 23-letni student inżynierii, kręci kpiąco głową. W tym roku będzie głosował po raz pierwszy. Na pewno przeciwko obecnej władzy, której patronuje zasłużona rodzina Nehru-Gandhi.

Jedna rolka słynnego papieru miała kosztować 80 dolarów. A to był zaledwie początek afer, które wstrząsnęły krajem. Media zaczęły ujawniać gigantyczne przekręty, w które byli zamieszani politycy INC. Rząd pogrążał też globalny kryzys. Od czterech lat gospodarka hamuje. Tempo wzrostu PKB spadło poniżej poziomu 5 proc. – najgorszy wynik od 30 lat. Hindusom, których kraj jeszcze kilka lat temu był uważany za wschodzącą potęgę porównywalną z Chinami, trudno to przełknąć.

Faworytem wyborów jest nacjonalistyczna Indyjska Partia Ludowa (BJP). Jej lider Narendra Modi od dziesięciu lat rządzi stanem Gudżarat, który może się pochwalić niezłymi wynikami gospodarczymi. Modi obiecuje, że młodym da pracę, a mieszkańcom prowincji elektryczność. Wielu ekspertów uważa go jednak za niebezpiecznego populistę, który może podpalić zróżnicowany rasowo i religijnie kraj. W Indiach żyje druga pod względem liczebności społeczność muzułmańska na świecie. Chociaż wyznawcy islamu i hinduizmu spotykają się na co dzień, to zwykle mieszkają na oddzielnych osiedlach, handlują na wydzielonych targowiskach i kultywują wzajemną niechęć. – Oni mają mnóstwo dzieci, dlatego łatwiej im w biznesie. Ja muszę zatrudniać pracowników – narzeka na muzułmanów Amul Chawla, który od kilkunastu lat prowadzi w Delhi rodzinny sklep z obuwiem.

Zdaniem nacjonalistycznych działaczy istnieje spisek, którego celem jest powiększenie społeczności muzułmańskiej i jednoczesne zmniejszenie dzietności Hindusów. Chodzi o to, by Hinduski wychodziły za muzułmańskich mężczyzn i zmieniały wiarę. W tym celu przystojni mężczyźni mają być specjalnie szkoleni do uwodzenia młodych dziewcząt w miejscach publicznych albo przez telefon. Takie historie trafiają do mieszkańców wsi, dla których małżeństwo córki z członkiem innej kasty lub religii to plama na honorze. Narendra Modi jest oskarżany o to, że nie zrobił nic, by powstrzymać pogrom muzułmanów w rządzonym przez niego Gudżaracie w 2002 r., gdy zginęło ponad tysiąc osób. Działacze BJP są też oskarżani o podburzanie hindusko-muzułmańskich rozruchów w Uttar Pradesh we wrześniu ubiegłego roku. Zginęło wtedy kilkadziesiąt osób, a ponad 40 tys. musiało uciekać z domów. Po zamieszkach znacznie wzrosło poparcie dla BJP wśród hinduskiej większości w tym najludniejszym indyjskim stanie.

ZWYKŁY CZŁOWIEK NADCHODZI

BJP jest faworytem, ale ton tegorocznym wyborom nadaje nowa Partia Zwykłego Człowieka (AAP), która chce zmienić w kraju wszystko: mentalność społeczeństwa i model demokracji. Jej motorem jest walka z korupcją, którą traktowano dotąd w Indiach jako niedające się wyplenić zło konieczne. Walka z łapówkarstwem nigdy nie stała się tu priorytetem. Przekupność wiejskich urzędników niskiego szczebla jest tematem anegdot, ale również w miastach powstał trudny do obejścia system współzależności. – Kiedy ktoś zostaje policjantem, musi wymuszać pieniądze, żeby spłacić dług zaciągnięty na łapówkę, którą wręczył, by zdać egzaminy – tłumaczy Mala, mieszkająca w Delhi nauczycielka z Bengalu Zachodniego. Biorą lekarze, prawnicy, szefowie wszelkich instytucji i nie spotyka ich za to powszechne potępienie. Dopiero lider AAP Arvind Kejriwal zaczął przed dwoma laty zajmować się tematem. Symbolem nowej partii jest miotła, która ma wyczyścić Indie. Partia świetnie sobie poradziła w wyborach stanowych w Delhi, a Kejriwal został szefem tamtejszego rządu. Zaledwie na sześć tygodni. W tym czasie zdążył zorganizować kilka protestów, ogłosić się anarchistą i demonstracyjnie zrezygnować ze stanowiska. W efekcie AAP nie schodziła z czołówek gazet i teraz gra o stawkę dużo wyższą niż stolica. Kejriwal ogłosił, że zamierza wstrząsnąć Indiami. Chociaż nie ma szans na przejęcie władzy, to zmusił konkurentów do działania i całkowicie zmienił ton debaty publicznej.

Rozpolitykowana ulica ocenia go różnie. – Głosowałem na niego, bo nie ukradł tyle co tamci – mówi Amul Chawla. – Nie osiągnął dotąd nic. Nie rozumie, jak działa polityka – przekonuje z kolei Smriti, 28-letnia prawniczka. – Myśli, że jeśli rozwiąże problem korupcji, to wszystko inne samo się naprawi. I wylicza „wszystko inne”: bezpieczeństwo kobiet, infrastruktura, problemy religijne, rasowe i kastowe.

Badacze od dawna przewidują wybuch masowych protestów ludzi wykluczonych. Na razie dalitowie (niedotykalni, przedstawiciele najniższych kast) są politycznie podzieleni, a ich przywódcy rozsiani po wszystkich ugrupowaniach. Zdaniem prof. Shiva Visvanathana z Uniwersytetu Delhijskiego wkrótce mogą się zjednoczyć w obronie wspólnych interesów. Na ich lidera może wyrosnąć wówczas właśnie Arvind Kejriwal. – W następnej dekadzie może stanąć na czele rządu – mówi socjolog. Dziś AAP brakuje wizji gospodarczej, co nie podoba się wielkiemu biznesowi, w tym właścicielom mediów wspierających stary układ sił. Partia nie daje też recept na takie bolączki, jak opieka zdrowotna, niedożywienie milionów obywateli, dostęp do wody pitnej. Ale zdaniem ekspertów po najbliższych wyborach AAP i tak zostanie bardzo silną opozycją. – Będą promowali nowy rodzaj demokracji, decentralizację i przekazywanie władzy ludziom – przewiduje prof. Visvanathan. – Ich czas jeszcze nie nadszedł, ale przez najbliższe lata mogą się przygotowywać do przejęcia władzy – uważa. Żeby rozpocząć prawdziwą przebudowę systemu, Hindusi muszą najpierw się rozczarować nacjonalizmem. Może się to okazać bolesne. ■

Okładka tygodnika WPROST: 15/2014
Więcej możesz przeczytać w 15/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także