Siedmiu wspaniałych

Siedmiu wspaniałych

Powinien mieć TWARDĄ RĘKĘ, NERWY ZE STALI I GŁOWĘ DO PODEJMOWANIA ODWAŻNYCH DECYZJI – takich prezesów szukaliśmy w najważniejszych polskich spółkach.

Skończył 51 lat, jest mężczyzną, ma na imię Andrzej – tak wygląda portret statystycznego prezesa polskiej spółki. Ci, którzy odpowiadają głową przed giełdowymi akcjonariuszami, zarobili w 2012 r. średnio po 1,6 mln zł. I przez to stali się wśród szeregowych pracowników najbardziej znienawidzoną grupą społeczną. Koronny argument: na roczną wypłatę prezesa zwykły robotnik musiałby pracować całe życie.

Prezesi odpowiadają, że muszą otrzymywać wysokie pensje, bo ponoszą nieograniczoną odpowiedzialność za losy firmy. Kiedy błąd popełni pracownik, szef co najwyżej obetnie mu kilkaset złotych z wypłaty. Zła decyzja prezesa może narazić całą spółkę na wielomilionowe straty. Postanowiliśmy sprawdzić, który z prezesów największych spółek z warszawskiej giełdy radzi sobie w biznesie najlepiej. Braliśmy pod uwagę nie tylko wyniki finansowe. Interesowały nas zdolności przywódcze, umiejętność podejmowania szybkich i niepopularnych decyzji, wreszcie odwaga i determinacja, by wychodzić z biznesem poza polskie podwórko. Tak powstał ranking najlepszych polskich prezesów.

PREZES DŁUGODYSTANSOWIEC


Lokalną konkurencję utopił w baryłce ropy, przekształcając Orlen w jeden z największych koncernów przemysłu naftowego w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarządza siedmioma rafineriami w Polsce, Czechach i na Litwie. Jego płocka Petrochemia to najnowocześniejszy tego typu obiekt w Europie, a 2,7 tys. stacji benzynowych tworzy dzisiaj największą sieć dystrybucji paliw w Europie Centralnej.

Sam o sobie mówi, że nie boi się robienia porządków. I to akurat prawda, bo wprowadzając się we wrześniu 2008 r. do gabinetu prezesa Orlenu, Jacek Krawiec miał do wyczyszczenia istną stajnię Augiasza. 2,8 mld dolarów wydane w 2006 r. na zakup litewskiej rafinerii w Możejkach okazało się dla grupy kulą u nogi. Chwilę potem pod pretekstem remontu rurociągu Rosjanie odcięli dostawy ropy do Możejek, co wymusiło sprowadzanie surowca droższą drogą morską. Na dokładkę w całą branżę uderzył światowy kryzys, a ceny ropy poszły w dół. W 2009 r. Krawiec musiał się zmierzyć z 2,5 mld zł straty, którą koncern zanotował rok wcześniej, i kilka razy większym zadłużeniem całej spółki.

Nowy prezes dwoił się i troił, żeby przekonać banki do przedłużenia linii kredytowej. Szukał oszczędności i obniżał zadłużenie, zwiększając sprzedaż paliw na stacjach, sprzedając rezerwy ropy i udziały w spółkach niezwiązanych z branżą paliwową. Efekt był natychmiastowy. W ciągu kilkunastu miesięcy po objęciu fotela prezesa Krawiec zbił zadłużenie Orlenu o 2,3 mld zł, do 10,3 mld, wypracowując przy tym 6 mld zł oszczędności. Ten wyczyn procentuje do dziś.

Miesiąc temu rada nadzorcza Orlenu dała Krawcowi mandat na kolejną trzyletnią kadencję. W poprzedniej też podjął kilka przełomowych decyzji. Po raz pierwszy w historii firmy podpisał długoterminową umowę na zakup ropy bezpośrednio od producenta, omijając pośredników. Zdecydował się wydać 563 mln zł na zakup kanadyjskiej spółki wydobywczej TriOil, wprowadzając Orlen do grona producentów ropy naftowej i gazu ziemnego. Nie odpuścił łupków, robiąc z Orlenu lidera poszukiwań gazu łupkowego w Polsce. Krawiec ma jednak przed oczami ten sam horror, który zobaczył po raz pierwszy zasiadając w fotelu prezesa spółki.

1 Jacek Krawiec

Mówią o nim, że jest prezesem do zadań specjalnych. Kiedy sześć lat temu podjął się kierowania Orlenem, zastał zadłużoną po uszy spółkę. Kilkoma szybkimi decyzjami udało mu się ograniczyć długi i wypracować pierwsze zyski. Dzisiaj Orlen jest jednym z największych koncernów przemysłu naftowego w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarządza siedmioma rafineriami, a 2,7 tys. stacji benzynowych tworzy największą sieć dystrybucji paliw w Europie Środkowej.

2. Zbigniew Jagiełło

Jego PKO BP umocnił się na pozycji lidera bankowości w Polsce. W lutym wszedł z usługami do Szwecji, teraz idzie na Berlin

3. Andrzej Klesyk

Pod jego wodzą w 2013 r. PZU miał ponad 1 mld dolarów zysku. Klesyk ma opinię prezesa do spraw niezałatwialnych

4. Herbert Wirth

Nie boi się gigantycznych inwestycji za granicą. Dzięki nim wprowadził lubiński KGHM do górniczej pierwszej ligi

5. Paweł Jarczewski

Podjął się kierowania największym koncernem chemicznym w kraju. Z Azotów chce zrobić groźnego konkurenta dla Zachodu

6. Dariusz Lubera

W prowadzonym przez niego Tauronie stawia na inwestycje. Do 2020 r. chce na ten cel wydać rekordowe 44 mld zł!

7. Mateusz Morawiecki

Marzy mu się, żeby BZ WBK stał się drugim największym bankiem w Polsce. Dzisiaj z jego usług korzysta 3,6 mln klientów

Należąca do Orlenu rafineria w Możejkach jest znowu poniżej granicy rentowności. Głównie przez nieprzychylne stanowisko Litwy oraz spadek eksportu do Stanów Zjednoczonych. Z przyjaciela Orlenu USA stały się jego poważnym konkurentem, coraz sprawniej zalewając europejskie rynki amerykańskim paliwem z łupków. Złe wiadomości płyną też z Polski. Rośnie szara strefa w handlu paliwami. Z lewej ropy może dzisiaj korzystać już co piąty Polak. Te między innymi problemy pomniejszyły zysk operacyjny Orlenu do 3,2 mld zł za 2013 r. w porównaniu z 4,5 mld zł, które koncern zarobił rok wcześniej. Krawiec w młodości trenował biegi długodystansowe, więc powinien być odporny na długotrwały wysiłek. Już raz pokazał, że stać go na przeprowadzenie błyskawicznej rewolucji. Pozostaje nam czekać na kolejną.

KSIĄŻĘ NA POLOWANIU

Zbigniew Jagiełło lubi się fotografować z miniaturą „Bitwy pod Grunwaldem” pędzla Jana Matejki. Na płótnie uwieczniono w końcu króla Jagiełłę, który przygląda się z daleka polu bitwy. Kilka dni temu prezes banku PKO BP wygrał nie jedną bitwę, lecz całą kampanię, kupując za 2,81 mld zł polskie aktywa skandynawskiej grupy Nordea. To znak, że 20-proc. udział PKO BP w polskim sektorze bankowym jest dla Jagiełły zbyt małym kąskiem. Do swoich 8 mln klientów dołączy więc blisko pół miliona kolejnych z Nordei. Ale Jagiełło ma jeszcze większy apetyt. W lutym wszedł ze swoimi usługami do Szwecji, a teraz idzie na Berlin. W Niemczech chce obsługiwać głównie polskich przedsiębiorców. Nie obyło się jednak bez wpadek.

Frankowcy właśnie szykują pozew przeciwko PKO BP, który ich zdaniem wrobił ich w niekorzystne kredyty w szwajcarskiej walucie. Oszukani czują się również ci, którzy zainwestowali oszczędności życia w sprzedawane na niejasnych zasadach ubezpieczenia inwestycyjne. Jagiełło został szefem PKO BP w 2009 r., wyprowadzając się z gabinetu prezesa funduszu inwestycyjnego TFI Pioneer Pekao. Chociaż 50-letni menedżer nigdy wcześniej nie zarządzał bankiem, to było wiadomo, że jest diabelnie skuteczny. W poprzedniej pracy potrafił wycisnąć maksimum ze sprzedaży funduszy w okienkach. Rada nadzorcza PKO BP poszukiwała wtedy właśnie takiej twardej ręki, która paroma szybkimi ruchami wyprowadzi firmę na szersze wody. Udało się. Jagiełło umocnił bank na pozycji lidera we wszystkich najważniejszych segmentach rynku, zarabiając w zeszłym roku ponad 3,2 mld zł.

MISTRZ PARKIETU

Był zaproszony na koktajl z Billem Gatesem, a najbliższego współpracownika Warrena Buffetta osobiście namawiał do zakupu akcji PZU. Andrzej Klesyk polskiemu gigantowi ubezpieczeniowemu szefuje już od siedmiu lat i dorobił się w nim ksywki prezesa od spraw niezałatwialnych. To on zaraz po objęciu prezesury jednym ruchem ręki zakończył dziesięcioletni spór ze skłóconym udziałowcem Eureko, jednocześnie dopinając szczegóły wejścia PZU na giełdę. Debiut pod okiem Klesyka w 2010 r. był wtedy największym wydarzeniem na Książęcej od czasu powstania giełdy. Na debiucie akcje dały zarobić Polakom nawet 15 proc. Dobra passa szefa PZU trwa od lat. Odkąd został prezesem, spółka nie zarobiła mniej niż 2,39 mld zł. W zeszłym roku pobiłarekord od czasu giełdowego debiutu, zgarniając ponad miliard dolarów zysku netto. – Jesteśmy mistrzami świata – zwykł komentować dobre wyniki Klesyk. Nadal jednak nie może sobie poradzić z głównymi grzechami ubezpieczycieli. Zaniżane odszkodowania, brak zwrotu pieniędzy za wynajęcie auta zastępczego czy kontrowersyjne zapisy w polisach na życie to główne zarzuty klientów PZU, które psują Klesykowi markę.

Do koncernu trafił, kiedy spółka znajdowała się w stanie całkowitego rozkładu. Zarząd skłócony z udziałowcami, dyrektorzy działający bez zgody Komisji Nadzoru Finansowego i wyniszczający spór z holenderskim Eureko, które żądało 35,6 mld zł odszkodowania. Klesyk prezesem został w grudniu 2009 r. Eksperci mówili wtedy, że to spóźniony prezent mikołajkowy dla spółki. Świetnie wykształcony, po Harvardzie, otrzaskany w bojach w amerykańskich i brytyjskich firmach rozsadził skostniałe struktury państwowego molocha.

GÓRNIK ABSOLUTNY

Mało który prezes w Polsce ma odwagę wyściubić czubek nosa za próg krajowego rynku bez obaw, że narazi swoją firmę na bolesny upadek. Herbert Wirth razem z nosem wystawił za granicę ręce i nogi, wykładając w 2012 r. 9 mld zł na zakup kanadyjskiej spółki górniczej Quadra FNX. W ten sposób prezes KGHM został autorem największej inwestycji zagranicznej w historii Polski, wprowadzając polskiego giganta wydobywczego do górniczej ekstraklasy. Według ubiegłorocznych danych lubiński koncern z 3,2-proc. udziałem w globalnym rynku awansował z dziesiątego na siódme miejsce wśród największych producentów miedzi górniczej na świecie.

Nieprzerwanie od kilku lat KGHM jest też największym globalnym producentem srebra, z 3 mld zł zysku za ubiegły rok. Po dekadzie koniunktury wydobywczy moloch ma dzisiaj już bardziej pod górkę. Kanadyjski zakup odbija się Wirthowi czkawką, bo część kopalni okazała się nierentowna. Prezesa o palpitację serca przyprawiają też duże wahania notowań miedzi. Słabe dane z Chin, głównego odbiorcy metalu, doprowadziły do spadku cen na najważniejszych światowych parkietach. Od czasu przejęcia sterów KGHM w 2009 r. Wirth konsekwentnie i odważnie przemalowuje lubińską firmę na światowego giganta. Zawsze sprzyjały mu w tym jednak dobre dane ze światowych rynków. Czy poradzi sobie przy gorszym wietrze?

CHEMIK BIZNESU

Prezes koncernu wartego ponad 6 mld zł nie ma łatwego życia. Tym bardziej jeśli spółka, którą przyszło mu kierować, powstała zaledwie parę miesięcy przed jego przyjściem. Tak było w przypadku Pawła Jarczewskiego, który w maju zeszłego roku trafił na fotel prezesa Grupy Azoty. To nowy twór biznesowy, powstały na początku zeszłego roku po połączeniu największych zakładów syntezy chemicznej w Tarnowie, Puławach, Kędzierzynie i Policach. W zeszłym roku grupa przyniosła prawie 10 mld zł przychodów. Po konsolidacji branża dokładnie obserwuje ruchy Jarczewskiego. Stanął przed szansą stworzenia z Azotów poważnego gracza, z którym liczyłaby się zachodnia konkurencja. Nie ma się co łudzić, że prezes zrobi z Azotów drugiego niemieckiego Basfa albo amerykański Dow Chemical. Może jednak uda mu się chociaż podnieść innowacyjność polskiej chemii, która dzisiaj po prostu nie istnieje.

Jarczewski polską branżę chemiczną zna od podszewki. Od 1992 r. był związany z puławskimi Azotami. W 2008 r. został ich prezesem, a w zeszłym roku zabrał się do budowania globalnej potęgi Azotów po konsolidacji. Pod koniec sierpnia przejął kopalnie fosforytów w Senegalu. W tym roku chce tam wydobywać nawet 400 tys. t surowca potrzebnego do produkcji nawozów – flagowego produktu spółki. W 2014 r. Jarczewski zamierza wydać nawet 800 mln zł na inwestycje, które poprawią rentowność koncernu. Natomiast za dwa lata Azoty wspólnie z Lotosem za 12 mld zł mają rozpocząć budowę gigantycznego kompleksu petrochemicznego w Gdańsku. Jarczewski działa szybko i nie boi się dużych wyzwań. Jego największym problemem pozostaje dostęp do taniego gazu – głównego paliwa biznesu, którym kieruje.

CZŁOWIEK INWESTYCJA

Dla branży energetycznej Dariusz Lubera to stary wyjadacz. Z energetyką jest związany od 1985 r., kiedy zaczynał pracę w zakładzie energetycznym w Tarnowie. Przeszedł wszystkie szczeble kariery od zwykłego referenta po prezesa zarządu. Dzisiaj kieruje drugim największym w kraju koncernem energetycznym, który dostarcza prąd do gniazdek ponad 5 mln Polaków. Tauron zajmuje się wydobyciem węgla, produkcją energii oraz jej dystrybucją i sprzedażą w południowo-zachodniej Polsce. Lubera zasiadł w fotelu prezesa grupy w marcu 2008 r. Jego głównym zadaniem było połączenie porozrzucanych po Śląsku państwowych spółek energetycznych pod sztandarem jednego koncernu. W 2010 r. z sukcesem wprowadził spółkę na giełdę. Debiut wprawdzie nie był elektryzujący, bo nie dał nic zarobić inwestorom, ale dzisiaj kurs akcji Tauronu jest najwyższy od trzech lat.

Luberę może jednak wpędzić w tarapaty spadający popyt na energię elektryczną w całej Europie. Wyniszczająca dla energetyki jest też polityka klimatyczna UE, która wspierając zieloną energię, wypiera z rynku tradycyjne źródła. Właśnie przez to wartość dwóch największych niemieckich koncernów energetycznych spadła od 2010 r. o połowę. Lubera musi uważać, żeby Tauron nie podzielił ich losu. Z firmy, którą kieruje, zrobił inwestycyjną lokomotywę, która w całej Polsce buduje na potęgę. W zeszłym roku grupa wydała na inwestycje 3,8 mld zł. Oddała dwie farmy wiatrowe na Pomorzu i trzy bloki biomasowe w Tychach, Stalowej Woli i Jaworznie. Za 618 mln zł stawia potężny blok energetyczny w Tychach, a do 2020 r. na nowe inwestycje chce dać 44 mld zł.

PREZES Z APETYTEM

To u niego zagrali Danny DeVito, a ostatnio Kevin Spacey. Mateusz Morawiecki może się dzisiaj odprężyć w fotelu i oglądać gwiazdorskie reklamy kierowanego przez siebie banku. BZ WBK notuje właśnie najwyższy kurs w historii. 412,90 zł za akcję, mniej więcej tyle, ile prezes Morawiecki zarabia w niecałą godzinę. Jego bank jako jedyny z dużych graczy nad Wisłą utrzymał zyski w kryzysie i stał się wizytówką hiszpańskiej grupy Santander, z którą połączył się w 2011 r. W środowisku bankowym ma opinię bezpiecznego konserwatysty. Ostrzegając o zbliżającym się do kraju bankowym tajfunie, krytykował prezesów, którzy udzielali kredytów w walutach.

Swoją przygodę z bankowością zaczynał w 1998 r. jako doradca prezesa zarządu Banku Zachodniego SA. Po połączeniu BZ z Wielkopolskim Bankiem Kredytowym Morawiecki w 2007 r. wskoczył na fotel prezesa nowej instytucji występującej pod nazwą Bank Zachodni WBK i zrobił z niej jeden z największych banków w Polsce, z trzecią co do wielkości siecią oddziałów. W zeszłym roku ostatecznie wchłonął Kredyt Bank, dzięki czemu dzisiaj z jego usług korzysta ponad 3,6 mln klientów. Dla Morawieckiego to i tak za mało. Od dawna powtarza, że BZ WBK ma się stać drugim bankiem w Polsce. Żeby dogonić włoskie Pekao, Morawiecki musiałby się zdecydować na jeszcze jeden duży zakup. Pytanie, czy go na to stać. ■

KTO MA SZANSĘ NA TYTUŁ?

Sprawdzilismy również, kto już za rok mógłby trafić do grona najlepszych polskich prezesów.

Tomasz Zaboklicki

Prezes bydgoskiego producenta pojazdów szynowych PESA z upadającej firmy w kilka lat stworzył światowego giganta

Dariusz Orłowski

Kiedy wchodził do Wawela, zastał głęboki PRL. Dzisiaj krakowski producent słodyczy stał się jedną z najmocniejszych spółek

Tomasz Bogus

Jego Bank Pocztowy pozyskuje nowych klientów najszybciej w całej branży. Za rok chce ich mieć już 3 mln

Okładka tygodnika WPROST: 15/2014
Więcej możesz przeczytać w 15/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0