Conchita a sprawa polska

Conchita a sprawa polska

NIENAWIŚĆ WOBEC GEJÓW jest kontynuacją przedwojennych uprzedzeń wobec Żydów – uważa Michał Bilewicz, szef Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Polska się zatrzęsła, bo brodaty facet w złotej sukni wygrał konkurs Eurowizji. Czy Polacy są homofobami?

Faktem jest, że najbardziej nielubiana przez Polaków grupa mniejszościowa to geje.

Dotychczas badania pokazywały, że z największą niechęcią spotykają się mniejszości narodowe, Cyganie, Żydzi.

Nie jest tak, jeśli chodzi o mowę nienawiści. Mam przed sobą najnowsze badania z 2014 r. Właśnie skończyliśmy pracę nad nimi. Centrum Badań nad Uprzedzeniami, działające przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, przygotowało je wspólnie z Fundacją Batorego. Przedstawiliśmy badanym przykłady mowy nienawiści wobec różnych grup mniejszościowych. Największe przyzwolenie jest na nienawistne wypowiedzi wobec gejów. Dużo większe niż Żydów czy muzułmanów...

Tylko gejów?

Dla osób LGBT. Jednak w wielu badaniach widzimy, że w Polsce prototypem osoby homoseksualnej jest gej. Jeżeli pytamy o to, jaki jest stosunek badanych do osób homoseksualnych, to odpowiadając, myślą o geju.

I niezmiennie go nie lubią?

W 2013 r. nasze Centrum przeprowadziło polski sondaż uprzedzeń. Jedna trzecia badanych wówczas Polaków stwierdziła, że osoby homoseksualne zagrażają rodzinie. Sporo. Z kolei 29 proc. zgodziło się ze stwierdzeniem, że „osoby homoseksualne stanowią zagrożenie dla wszystkiego, co uważam za dobre, moralne i normalne w społeczeństwie”. Czyli najbardziej tradycyjne formy homofobii są wyznawane przez jedną trzecią dorosłych Polaków. Przy czym lepiej będzie, jeśli nazwiemy to postawami homonegatywnymi, bo homofobia oznacza lęk, a tu chodzi o racjonalizowanie niechęci. Polacy też nie zgadzają się na to, żeby geje mieli w jakikolwiek sposób do czynienia z dziećmi. 48 proc. badanych przez nas Polaków stwierdziło, że osobom homoseksualnym nie powinno się pozwalać na pracę z dziećmi.

Skąd to się bierze?

Lękowa forma uprzedzeń wobec tej grupy jest kontynuacją przedwojennych uprzedzeń antysemickich. Pokazuje to w swych analizach socjolog Adam Ostolski. To lęk przed tym, że jakaś grupa fundamentalnie zagraża rodzinie i polskości. Przed wojną był bardzo silny nacisk społeczny na to, żeby Żydzi nie byli nauczycielami w szkołach. I to samo widzimy dzisiaj, jeśli chodzi o gejów. Polacy myślą, że geje, którzy będą pracować z dziećmi, mogą te dzieci zdeprawować. Tak jak przed wojną mogli im zagrażać Żydzi.

Czy na takie postawy mają wpływ wypowiedzi publiczne, takie jak księdza Dariusza Oki, że niemiecka Partia Zielonych dąży do legalizacji pedofilii?

Niestety w polskim dyskursie publicznym można powiedzieć niemalże wszystko. A te wypowiedzi prowadzą do wzrostu uprzedzeń wobec ludzi LGBT. Mamy dowody na to, że osoby, które słyszą takie kłamliwe wypowiedzi, gotowe są później dyskryminować mniejszości. Co ciekawe, jeśli chodzi o wypowiedzi w kontekście Conchity Wurst, to widać w nich znak czasów. Przecież mamy w historii wiele przykładów mężczyzn, którzy przebierali się na scenie za kobiety...

Ostatnio po sieci chodzą zdjęcia Eugeniusza Bodo w sukience.

No właśnie. W 1937 r. Eugeniusz Bodo wystąpił w piosence „Seksapil” w stroju kobiecym i nikt nie robił z tego problemu. Bo mężczyźni, którzy przebierali się na scenie za kobiety, nie byli odbierani z perspektywy politycznej. A teraz są. Wspomniany ksiądz Oko, ale nie tylko on, robi kwestię polityczną z tego, co nie musi nią być. Podobnie, jak tęcza na placu Zbawiciela w Warszawie. Ona przecież mogła być wieloznacznym symbolem, a została potraktowana jako element jakiejś polityki, która ma zmienić kształt rodziny. Bodo i Conchita Wurst, choć oboje występują w sukniach, są inaczej odbierani, bo niegdyś sztuki nie traktowano jako polityki. Myślę, że Polacy wpadli w polityczną pułapkę. W Austrii prezydent państwa pogratulował Conchicie Wurst występu. Kilka lat temu Eurowizję wygrała Dana International, piosenkarka izraelska, która nie kryła tego, że urodziła się jako mężczyzna. I konserwatywne społeczeństwo żydowskie w Izraelu wybrało ją na swoją reprezentantkę. Ona sama działała w kampaniach polityków z centroprawicowej, nie lewicowej, partii Kadima. W Polsce to nadal jest nie do pomyślenia. Nie mamy dystansu do kwestii seksualności.

Dlaczego? Jesteśmy jeszcze w trakcie przemiany kulturowej, transformacji?

To raczej nie jest kwestia transformacji, bo to zjawisko się pogłębia. W dyskursie publicznym kwestie LGBT czy gender stały się kwestią polityczną dopiero niedawno. W latach 90. tego nie było. Jestem co do tej sprawy pesymistyczny. Uważam, że pod tym względem należymy do obszaru państw postradzieckich. Niedawno analizowałem dane z Europejskiego Sondażu Wartości, który bada poziom homofobii w różnych krajach. I tam się wybija prawidłowość, że najwyższy poziom homofobii panuje w krajach postkomunistycznych – nieważne, czy ateistycznych, katolickich, czy muzułmańskich. Azerbejdżan, Gruzja, Armenia, Rosja, Ukraina i my – Polska – oraz Węgry, jesteśmy częścią tej rzeczywistości. Można się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje.

I jakie są wnioski?

W krajach, w których zawiodła wszelka moralność, gdzie ludzie dochodzili do bogactwa przez kradzież i korupcję, powstała potrzeba jasnego rozdzielenia tego, co dobre od tego, co złe. A skoro tak wiele wartości się skompromitowało, największą stała się rodzina. Najważniejsze jest to, co ją chroni. Można nawet ukraść, jeżeli to miałoby przyczynić się do dobrostanu rodziny. A osoby homoseksualne są przedstawiane jako zagrożenie dla rodziny.

Ale przecież gej nie zagraża rodzinie. Nie ukradnie żony ani sam nie założy szczęśliwej tradycyjnej rodziny, nawet jeśli wymusi się na nim ślub z kobietą.

A jeśli model życia geja się rozpowszechni? Na tym polega właśnie lęk, który stoi za niechęcią wobec osób LGBT.

No ale trzeba by założyć, że gejem jest się z wyboru.

I osoby homofobiczne bardzo często w to wierzą. Pokazują to badania. A jeżeli to jest kwestią wyboru, to znaczy, że geje mogliby się zmienić, gdyby chcieli. Nie chcą, więc mogą zachęcać do swojego stylu życia nasze dzieci i uderzyć w rodzinę. Ten lęk jest szczególnie obecny w całym naszym regionie. Podejrzewam, że prezydent Putin świadomie go używa, żeby rozszerzać swoją strefę wpływów i straszyć Unią Europejską. To widać w krajach, które wahają się między zachodem a Rosją. Kilka miesięcy temu prowadziliśmy badania w Armenii. Zauważyłem, że Ormianie, nawet ci wykształceni, kiedy rozmawialiśmy o ich ewentualnym zbliżeniu do Unii, zaczynali mówić, że Unia to małżeństwa gejowskie, że geje będą adoptować ich dzieci. Byłem zaskoczony, że to jest ich pierwsze skojarzenie z Europą. Sądzę, że był to efekt intensywnej propagandy Rosji – w ten sposób przekonywano Ormian do Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej zamiast integracji z Unią Europejską.

U nas też małżeństwa gejowskie są kojarzone z kulturowym przegniciem Europy.

Akurat Europa gwarantuje państwom członkowskim dużą autonomię w sprawach światopoglądowych. Niektóre państwa UE faktycznie dopuszczają małżeństwa jednopłciowe. Ale przecież państwa te to też państwa dobrobytu, wyrównujące nierówności społeczne. W Armenii rezydencje oligarchów, multimilionerów sąsiadują zaś z bieda-domkami. Jednak nie słychać tam, by ktoś głośno mówił: wstąpimy do Unii, to bogactwo nam się trochę wyrówna. Tylko mówi się, że będą małżeństwa gejowskie. I moim zdaniem to jest element polityki międzynarodowej Rosji.

Kim jest polski homofob?

Mieszkaniec wsi i małych miast. Jak pokazuje nasz Sondaż Uprzedzeń z 2013 r., w dużych miastach poziom homofobii jest dwukrotnie niższy niż na wsi. Osoby z wyższym wykształceniem są znacznie mniej homofobiczne niż te ze średnim, podstawowym czy gimnazjalnym. Zdecydowanie najwyższy poziom homofobii mają osoby starsze. Takie, których sytuacja po 1989 r. się pogorszyła i nową rzeczywistość postrzegają jako wrogą. Bardziej homofobiczni są ludzie, którzy nie mają poczucia kontroli nad własnym losem, których życie jest nieprzewidywalne, pełne niepokoju o własny byt. Potrzebują oparcia się na czymś, co jest pewne. Dlatego dążą do tego, żeby państwo było silne, jasno wyznaczało reguły tego, co jest dobre, co jest złe, określało, jaki model rodziny jest właściwy. Wiele badań pokazuje, że brak poczucia kontroli tworzy autorytarne poglądy. One z kolei odpowiadają za lęki.

A ludzie młodzi?

No właśnie. Z drugiej strony widzimy, że to nie starsi są najbardziej narażeni na wpływ homofobicznej mowy nienawiści, bo w telewizji nie ma jej tak dużo. Najbardziej narażona jest młodzież. I badania, które teraz robiliśmy z Fundacją Batorego, pokazują, że 77 proc. młodzieży spotyka się z wypowiedziami homofobicznymi w internecie. Zaskoczył nas rozmiar tego zjawiska. Jak dużo tego musi tam być! Mamy przykłady. „Brzydzę się pedziów, są wynaturzeniem człowieka, powinni się leczyć”. Zdumiało nas też to, że 65 proc. młodych Polaków tego typu wypowiedzi słyszy z ust swoich znajomych. Spytaliśmy badanych, co myślą o wypowiedziach polityków, którzy używają homofobicznej mowy nienawiści. Takich, jak ta jednego z liderów Młodzieży Wszechpolskiej, który niedawno oświadczył: „Rozumiem, że ktoś może mieć skłonności homoseksualne, to jest pewna ułomność, słabość, ale pedałów działaczy, którzy dążą do przywilejów dla związków homo i adopcji dzieci trzeba zwalczać”. I 35 proc. dorosłych Polaków oraz 38 proc. młodzieży uznało, że taka wypowiedź powinna być dopuszczalna i że jest na nią miejsce w dyskursie publicznym. Kiedy porównamy to z mową nienawiści wobec Ukraińców czy czarnoskórych, widzimy, że przyzwolenie jest o wiele mniejsze, a reakcje na obrażanie Ukraińców czy Afrykańczyków są znacznie bardziej negatywne.

Dlaczego tak się dzieje?

Osoby LGBT nie są w Polsce chronione normą poprawności politycznej. To grupa, którą bezkarnie można obrażać. Wynika to z tego, że istnieje na to przyzwolenie polityczne.

Jak z homofobią walczyć? Czy to w ogóle może być skuteczne? Czy tłumaczenie: „homofobie, mylisz się” ma sens?

Nie trzeba mówić „mylisz się”, tylko uczyć w szkołach o osobach homoseksualnych. Żeby uświadomić młodzieży, i to nie tylko tej w dobrych szkołach, społecznych, wielkomiejskich, ale w całym kraju, że 10 proc. społeczeństwa to osoby LGBT. Że, podobnie jak osoby heteroseksualne, ludzie ci chcą miłości, rodziny i że należy im stworzyć warunki do zaspokojenia tych potrzeb.

Da się to wprowadzić do szkół?

Trzeba odpolitycznić tę kwestię. To jest zadanie dla polityków. Tak jak nie prowadzą kampanii na rzecz kary śmierci, mimo że większość społeczeństwa by jej chciała, tak byłoby świetnie, gdyby nie zdobywali wyborców homofobią. Chodzi o to, żeby stworzyć normę: w to nie wchodzimy.

Ale to się nie stanie.

Jest jeszcze jedna rzecz, w którą wierzę – kontakt z osobami LGBT. I teraz inicjatywa powinna być po stronie tych osób. Coming outy, parady równości – to może mieć bardzo pozytywne konsekwencje. To pomaga uświadomić heteroseksualnej większości: „Żyjemy wśród was, jesteśmy tacy, jak wy”. Nasze badania pokazują, że najmocniejsze, najbardziej zakorzenione formy homofobii można skutecznie ograniczyć poprzez kontakt z osobą homoseksualną. To działa na takiej zasadzie: nauczyciel mojego dziecka jest świetny, a jest gejem, znam go, rozmawiam z nim na wywiadówkach, on ma partnera, a nie żonę, ale to osoba taka, jak ja.

W małej wsi ludzie mówią, że nie akceptują czarnych, ale kiedy zamieszka tam czarny lekarz, wszyscy go lubią.

Bo dzięki bezpośredniemu kontaktowi widać, że używanie mowy nienawiści jest krzywdzące. Skoro lubię czarnego lekarza czy lekarza geja, to nie będę popierał polityki homofobicznej czy rasistowskiej. To działa. A szczególnie pogłębiony kontakt, przyjaźń. Mam znajomych, którzy dzięki takiej przyjaźni przeszli metamorfozę. To widać też w badaniach, które prowadzimy.

Warto więc namawiać osoby znane i lubiane do coming outów?

Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem. W wielu krajach równolegle funkcjonują konserwatywne społeczeństwo i wyzwolona kultura, wyzwolone media, które pełnią rolę wentyla bezpieczeństwa. Podczas oglądania telewizji następuje odreagowanie, ale w życiu codziennym panuje głęboka dyskryminacja.

Czyli skuteczniejsze są coming outy znajomych?

Tak. Ludzie będą oglądać „dziwaczną” Conchitę Wurst, ale nawet jeśli ją polubią, nie przełoży się to na akceptację konkretnego związku dwóch facetów, którzy nie są Conchitą, tylko wyglądają tak, jak my. A w społeczeństwie, w którym dominują postawy homofobiczne, coming out staje się ryzykowny.

A może przemianę zacząć od instytucji państwowych? Na przykład od policji.

Ale w policji w ostatnich latach wiele zmieniło się na korzyść. W Komendzie Głównej jest specjalny pełnomocnik odpowiedzialny za kwestie praw człowieka i różnorodności. Prowadzi warsztaty i szkolenia dla policjantów, dotyczące na przykład tego, jak mają się zachowywać w sytuacji, gdy przesłuchują osobę nieheteroseksualną. Policja jest właśnie dobrym przykładem na to, jak instytucje publiczne mogą się zmieniać w tym zakresie. Sami możemy to zauważyć, obserwując policjantów chociażby podczas parad równości – zachowują się nienagannie.

Czy kawały o gejach wpływają na postawy wobec nich? Reagować, kiedy ktoś je opowiada?

Żarty są sposobem na skanalizowanie poglądów nienawistnych. I nawet w społeczeństwach, w których istnieje jakaś norma poprawności politycznej, można ją obchodzić, mówiąc: to był tylko żart. Dziś strony internetowe Ku Klux Klanu to strony z dowcipami. To jest sposób na legalne wyrażanie nienawiści rasowej w Ameryce. A przecież wiemy, że Ku Klux Klan nie opowiada tych dowcipów dlatego, że są śmieszne. To jest nowoczesna forma uprzedzeń.

Czy na publiczne wypowiedzi homofobiczne można jakoś reagować? Mamy prawo, które na to pozwala?

Ani konstytucja, ani Kodeks karny nie chronią osób homoseksualnych przed dyskryminacją. Są przepisy, które chronią osoby z powodu przynależności etnicznej czy religijnej, ale przed mową nienawiści dotyczącej orientacji seksualnej – nie. W lęku przed homofobicznymi wyborcami rządzący boją się bardziej odważnych rozwiązań prawnych. Aleksander Smolar słusznie mówił, że realizując politykę homofobiczną, realizujemy zamierzenia Putina dla tej części świata. Widząc, jak w Armenii na homofobii budowano antyeuropejską fobię, wiemy, że to nas zbliża w kierunku Rosji Putina i światopoglądu, który w tej części świata jest najmocniejszy. Możemy wybierać między Hiszpanią czy Holandią a Rosją i Azerbejdżanem. To jest nowe oblicze tego samego podziału. ■


Lista polskich homofobów

Homoseksualność i transpłciowość jest nienaturalna, obrzydliwa. Geje i lesbijki tworzą międzynarodowe, powiązane środowisko, które chce przejąć kontrolę nad światem. Osoby homoseksualne to pedofile – to tylko niektóre homofobiczne twierdzenia, które są masowo rozpowszechniane w polskiej debacie publicznej. – W zachodnich krajach rozpowszechnianie tego typu opinii jest niedopuszczalne, w Polsce uchodzi na sucho. Debaty, w których padają homofobiczne i transfobiczne stwierdzenia, organizowane są w mediach publicznych i nikogo to nie dziwi – mówi Agata Chaber, prezes Kampanii Przeciw Homofobii. Podkreśla, że konsekwencje nie są wyciągane nawet wobec osób, które wprost nawołują do aktów przemocy wobec osób homoseksualnych i transpłciowych. – Dlatego ważna jest zmiana prawa, by karalne było nawoływanie do nienawiści nie tylko ze względu na przynależność narodową, etniczną, rasową czy wyznaniową, lecz także z powodu orientacji psychoseksualnej lub tożsamości płciowej – mówi Chaber.

1. Ks. Dariusz Oko filozof Lekarze stosują takie porównanie inżynierskie, że seks gejowski to jest tak, jakby tłok silnika, zamiast w cylindrze silnika, poruszał się w rurze wydechowej. To jest medycznie i technicznie katastrofa. Bo i samochód nie pojedzie, i rura się rozwali. I stąd biorą się choroby i problemy. Dlatego ci ludzie są potem tak schorowani i tak cierpiący.

(SEJM, 2014)

2. Krystyna Pawłowicz posłanka PiS Jak ja widzę faceta obok siebie, to jak mogę się zwracać „proszę pani”? W jednej audycji w radiu byliśmy [z Anną Grodzką – red.] razem i on udowadniał, że jest kobietą. No jaka pani, no twarz boksera.

(NA SPOTKANIU Z WYBORCAMI, 2013)

3. Maciej Maleńczuk muzyk rockowy Dziewczyna przebrana za faceta wygląda głupio i brzydko, a facet przebrany za dziewczynę zawsze wygląda śmiesznie. Może wprowadzić taki dzień raz w roku, w którym faceci przebierają się za baby i latają na szpilkach. Żeby wszyscy zobaczyli na własne oczy, jakie to jest śmieszne. W homoseksualizmie jest jednak coś obrzydliwego, nie? Jest jakiś taki wstrętny. No to może lepiej, żeby chociaż wyglądało ładnie.

(„DO RZECZY”, 2014)

4. Bartosz Kownacki poseł PiS Płonie pedalska tęcza na placu Zbawiciela. Ciekawe, ile jeszcze kasy wyda bufetowa na jej renowację zanim zdecyduje się ją usunąć.

5. Stefan Niesiołowski poseł PO Przecież mogą się spotykać, zrzeszać, mieszkać ze sobą. Obrzydliwe, jak często chełpią się tym, że są z kimś w związku.

(WYPOWIEDŹ DO MEDIÓW, 2013)

6. Stanisław Pięta poseł PiS U osób z za­bu­rze­niem w ukierun­ko­wa­niu po­pę­du sek­su­al­ne­go przed­mio­tem za­in­te­re­so­wa­nia stają się osoby tej samej płci, osoby nie­doj­rza­łe, zwie­rzę­ta lub przed­mio­ty. (SEJM, 2013)

7. Janusz Korwin- -Mikke lider Nowej Prawicy Mówię na nich homosie. To takie pieszczotliwe określenie, ja nie używam tego słowa na g..., bo mi się z gównem kojarzy.

(W TVN 24, 2009)

8. Lech Wałęsa były prezydent Geje powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej.

(TVN 24, 2013)

9. Beata Kempa posłanka Solidarnej Polski Namacalna ekspansja silnego lobby LGBTQ pokazuje, w jakim kierunku będzie w najbliższych latach podążać Europa. Dla mnie to nienormalne i obrzydliwe.

(„FRONDA”, 2014)

10. Ryszard Legutko eurodeputowany PiS Prawdą jest, że zorganizowane środowiska homoseksualne to silne rupy wpływu. Ponadto są to grupy najsilniej chronione i najbardziej uprzywilejowane. W świetle obowiązującego ustawodawstwa, mówienie o tym, że są to grupy dyskryminowane, jest śmieszne. Prawda jest taka, że aktywiści homoseksualni mogą robić praktycznie wszystko. I uchodzi im to na sucho. (WPROST.PL, 2013)

Okładka tygodnika WPROST: 21/2014
Więcej możesz przeczytać w 21/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także