Kobiety, bariery, wolność

Kobiety, bariery, wolność

Czy 25 lat wolnej Polski to dobry czas dla kobiet? – zastanawiały się uczestniczki DEBATY „KOBIETY I BARIERY”, której patronował „Wprost”. Dyskusja odbyła się w ramach festiwalu Karuzela Cooltury.

Marcin Dzierżanowski: W tygodniku „Wprost” Magdalena Środa pisze: „Pod względem praw kobiet i ich możliwości transformacja okazała się regresem. Polska odzyskiwała wolność i podmiotowość, a kobiety ją traciły”. Warto zatem było zmieniać ustrój, skoro transformacja spowodowała tyle kłopotów?

Joanna Szczepkowska, aktorka: Ewidentnie spowodowała kłopot Magdalenie Środzie. Bardzo dużo jeżdżę po Polsce i widzę, że wpływ kobiet na życie jest coraz większy. Dlatego mam wrażenie, że pani profesor nie widzi zbyt dobrze obecnej rzeczywistości. Może powinna pójść do okulisty?


Janina Ochojska, prezes Polskiej Akcji Humanitarnej: Ja też uważam, że kobiety przeżywają obecnie swój czas. Zresztą nie tylko w Polsce. Nawet w Somalii, do której jeżdżę, w coraz większym stopniu biorą sprawy w swoje ręce. Otylia Jędrzejczyk, mistrzyni pływacka: Może dlatego faceci coraz bardziej boją się kobiet. Jesteśmy zdeterminowane, z większym uporem dążymy do celu. Nic dziwnego, że wzbudzamy poczucie zagrożenia. Edyta Herbuś, tancerka i aktorka: W branży artystycznej siłą rzeczy nie ma aż tak ostrych podziałów ze względu na płeć. Ale bariery mentalnościowe pozostały. Oksana Zabużko, ukraińska pisarka: Problem w tym, że mężczyźni lepiej od nas umieją się popisywać. Nie wstydzą się mówić o swoich osiągnięciach i mocnych stronach. Natomiast kobiety mniej mówią, a więcej robią. Widzę to na Ukrainie, gdzie od pół roku trwa wojna. Mężczyźni działają demonstracyjnie, na pokaz, umieją na przykład robić wojnę i w niej umierać. Dla kobiet najważniejsze jest zachować i ocalić. To też jest bohaterstwo, choć inne, kulturowo mniej doceniane i widoczne.

Marcin Dzierżanowski: Ten sam problem mieliśmy w Polsce w czasach walki z komuną. Przed 1989 r. kobiety działały w opozycji na równi z mężczyznami, a przy Okrągłym Stole, kiedy dzielono się władzą, prawie ich nie było.

Janina Ochojska: Trochę mi takie podejście nie odpowiada. Ja byłam w opozycji dlatego, że marzyłam o normalnym kraju, a nie po to, by później rządzić. Dlatego pracowałam w podziemnej bibliotece, rozwoziłam nielegalną bibułę. Po 1989 r. nie poszłam do polityki, bo nie chciałam. Dla mnie najważniejsze to żyć przyzwoicie, a nie odnieść spektakularny sukces. Joanna Szczepkowska: Wywieranie presji na kobiety, żeby koniecznie odnosiły sukces, to współczesna forma ostracyzmu. Jeśli nie masz sukcesu, jesteś gorsza. Bardzo mi się to nie podoba. A może ja nie chcę rządzić? Może chcę być poetką i pisać wiersze? Albo zająć się rodziną? W 2004 r. miałam bardzo poważną propozycję wejścia do polityki, prof. Bronisław Geremek namawiał mnie, żebym startowała do europarlamentu. Odmówiłam. Otylia Jędrzejczyk: W ogóle powinniśmy chyba działać na rzecz poszerzenia definicji słowa „sukces”. Bo to słowo dla każdego może znaczyć coś innego. Kiedyś sukcesem było dla mnie zdobywanie medali. Dziś ważniejsze jest dla mnie, że kiedy spotkały mnie przeciwności losu, umiałam się podnieść.

Marcin Dzierżanowski: Bardzo to wszystko optymistyczne. Ale na przykład ostatnie badania Najwyższej Izby Kontroli mówią, że w instytucjach państwowych Polki zarabiają o 11 proc. mniej niż mężczyźni, a na niektórych stanowiskach nawet o 30 proc. Przecież nie jest tak, że pracują gorzej!

Otylia Jędrzejczak: Wręcz przeciwnie, zwykle są bardziej wydajne, w dodatku zawsze, gdy coś zaczynają, to kończą. Janina Ochojska: Płacowe nierówności to jest rzeczywiście problem. Ale trudno za nie winić polskie przemiany. Odziedziczyliśmy pewną kulturę, w której kobieta powinna to, a mężczyzn tamto. Ale nikt rozsądny nie zaprzeczy, że w ostatnich latach to się zmienia. Kobiety są coraz aktywniejsze, z kolei mężczyźni angażują się w życie rodzinne. Nie od razu Kraków zbudowano! Otylia Jędrzejczak: Wiele zależy od naszej determinacji. Ja te przemiany widzę na swoim poletku sportowym. Jeszcze kilka lat temu ciąża zawodniczki była uznawana za chorobę. Dziś już tak nie jest, udało nam się wywalczyć rozwiązania systemowe, które wspierają kobiety sportu spodziewające się dziecka. Ale to wszystko nie zrobiło się samo. Dzielnie walczyła o to m.in. Dorota Idzi wraz z Polskim Stowarzyszeniem Sportu Kobiet. Joanna Szczepkowska: Świetny przykład. W walce o swoje prawa kobiety muszą w większym stopniu korzystać ze struktur. Problem w tym, że nie mamy do nich zaufania.

Oksana Zabużko: Jestem zaskoczona, bo u nas, na Ukrainie, jest dokładnie tak samo. Tyle że my to usprawiedliwiamy tym, że nigdy nie mieliśmy swojego państwa, przez lata uczyliśmy się działać wbrew instytucjom. Ciekawa jestem, dlaczego to samo zjawisko występuje w Polsce, gdzie przecież mieliście własną państwowość. Janina Ochojska: A zabory? A komunizm? Myślę, że przyczyny są podobne. W dodatku po 1989 r. w dobrym tonie jest u nas krytykować instytucje. W efekcie Polacy z nich nie korzystają, nie ufają nawet organizacjom pozarządowym. Jak mają problem, piszą do telewizji.

Marcin Dzierżanowski: Powiedziały panie, że kobiety mniej mówią, a więcej robią. Może zatem powinny masowo iść do polityki? Może gdyby to one tworzyły życie publiczne, funkcjonowałoby ono sprawniej?

Joanna Szczepkowska: Kobieta kobiecie nierówna. Przestańmy szufladkować. Edyta Herbuś: I budować ograniczające stereotypy. W moim zawodzie widzę je bardzo wyraźnie, tym bardziej że, niestety, taniec trochę uprzedmiotawia kobietę. Dopóki odnosiłam sukcesy w tańcu, wszystko było OK. W pewnym momencie poczułam jednak potrzebę wyjścia z tej sfery komfortu, postanowiłam, że będę aktorką. Od sześciu lat niektórzy nie rozumieją, jakim prawem chcę grać. Na szczęście się nie poddaję, mam duszę fightera. Otylia Jędrzejczak: W mojej branży na szczęście rozliczają nas wyniki. Ale w sytuacji, gdy próbuję coś zrobić poza sportem, uderzam w mur stereotypów. Kiedy kandydowałam w wyborach do europarlamentu, ciągle słyszałam pytanie: po co ona się wychyla?

Edyta Herbuś: To szufladkowanie, o którym wspomniała pani Szczepkowska, to naprawdę problem. Drażni mnie na przykład, że kobietom ciągle się przypisuje emocjonalność, a mężczyznom – myślenie racjonalne. Ten argument pada zawsze w sytuacji, kiedy facet nie może zrozumieć kobiety. „Jesteś emocjonalna!” – rzuca wtedy. Joanna Szczepkowska: Mało tego – „histeryczna!”. Ostatnio słyszę to, bo stoję na stanowisku, że w związku z wojną na Ukrainie premier powinien odwołać obchody Roku Polsko-Rosyjskiego. Kiedy o tym mówię, słyszę, że to histeria. Gdyby to mówił mężczyzna, pewnie by powiedzieli, że jest konkretny, ma zdecydowane poglądy. Oksana Zabużko: To ciekawe, bo jedyną stroną, która w tym konflikcie zachowuje się histerycznie, jest Putin. Mówi się w polskich mediach, że Putin to histeryk? Joanna Szczepkowska: Oj, nie! Tyran tak, ale nie histeryk! Oksana Zabużko: No tak, czyli Putin jest w porządku, natomiast histeryzuje pani Szczepkowska. Śmieszne. Różna miara, którą się przykłada do mężczyzn i kobiet, bywa irytująca. Jestem po pięćdziesiątce, w moim wieku faceci, którzy coś osiągnęli, najczęściej już odcinają kupony. A kobieta ciągle coś musi udowadniać. To ma skądinąd dobre strony – mamy nieustającą motywację, żeby się rozwijać, podczas gdy mężczyźni w naszym wieku już sobie najczęściej odpuszczają. Dobrze by było jednak trochę tę presję na kobiety zmniejszyć.

Otylia Jędrzejczak: A przy okazji znały swoją wartość. Żeby bardziej wierzyły w siebie.

Marcin Dzierżanowski: A nie wierzą?

Oksana Zabużko: Naiwne pytanie! Oczywiście, że mniej w siebie wierzą niż faceci. Na całym świecie tak jest. Edyta Herbuś: Powinny też mniej z sobą konkurować, a bardziej współpracować. Problemem Polek jest to, że nie umieją się wspierać, tylko z sobą walczą. Oksana Zabużko: Klasyczny syndrom mniejszości. Bo kobiety są ciągle mentalną mniejszością. Joanna Szczepkowska: Musimy walczyć o coś, a nie z sobą. Doświadczenie polskich przemian pokazuje, że bez walki niewiele osiągniemy, samo nic nie przyjdzie. Wiele rzeczy w Polsce zmieniliśmy tylko dzięki determinacji. ■

Okładka tygodnika WPROST: 24/2014
Więcej możesz przeczytać w 24/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także