Rzeczpospolita piwna

Rzeczpospolita piwna

Szacuje się, że w Polsce jest już 30 tys. domowych piwowarów. W tej branży dokonuje się dziś kolejna rewolucja.

Warzeniem piwa zajęłam się trochę przez przypadek. Mieszkam na odludziu, w Bieszczadach. Robiłam przetwory, nalewki i wina. Z ciekawości kupiłam sprzęt do warzenia piwa w domu. Zrobiłam i wyszło fajne. Potem było kolejne, i jeszcze jedno, no i tak to się zaczęło. Rzuciłam nalewki i przestawiłam się na piwo. Zaczęłam robić je na konkursy.

Wygrywałam i tak się rozkręciłam – opowiada Agnieszka Łopata, właścicielka małego browaru Bieszczadzka Wytwórnia Piwa „Ursa Maior”. To, co się dzieje w branży piwowarskiej, to autentyczna piwna rewolucja. Pułap wyznaczony hasłem „Polska krajem tysiąca browarów” już dawno został przekroczony. Szacuje się, że mamy ok. 30 tys. domowych piwowarów i liczba ta stale rośnie. To już nie tylko konsumenci wytwarzanego przez siebie napoju, ale także mikrodostawcy na mikrorynki rodziny, przyjaciół i znajomych oraz degustatorów pasjonatów. Na polskim rynku oprócz browarów przemysłowych funkcjonują dziś też browary rzemieślnicze i restauracyjne, a w ostatnich latach także kontraktowe (producent wynajmuje powierzchnię na wyprodukowanie piwa w browarze, do którego dostarcza recepturę i surowce).

– Nigdy wcześniej oferta piw w Polsce nie była chyba tak szeroka jak dziś. Tylko Grupa Żywiec oferuje 35 różnorodnych piw w 11 stylach – mówi Sebastian Tołwiński, rzecznik prasowy grupy. To w końcu jeden z gigantów. – Nie traktujemy naszej przygody tylko jako biznesu. To byłby początek końca. Jesteśmy browarem rzemieślniczym, nastawionym na tworzenie niewielkich ilości piwa wyjątkowego, z dużym wkładem pracy ręcznej, wymagającego wiedzy, praktyki i intuicji piwowarów – mówi Jacek Materski z Artezana, produkującego tylko 10 tys. litrów piwa miesięcznie. Przed uatrakcyjnianiem rynku na siłę przestrzega także kolegów ze swojego segmentu Marek Jakubiak, właściciel Browarów Regionalnych Jakubiak. – Znam browary, które produkowały po 40 może nie piw, ale etykiet. Tymczasem małe browary powinny zostać przy sześciu-siedmiu piwach. Tworzenie następnych spowoduje, że zmęczenie zrobi swoje – mówi.

Piwne bachanalia

Zmiany nastąpiły nie tylko w dziedzinie gospodarczej, ale także cywilizacyjnej. Dynamicznie rozwija się ogromny ruch entuzjastów piwa ze swoimi stowarzyszeniami, organizacjami i bractwami. Rozwija się birofilska kultura i turystyka. Pojawiła się w Polsce zupełnie nowa odmiana eventów: mieszaniny ludowego festynu i piwnych bachanaliów połączonych z konkursami na najlepszy złocisty napój.

Trudno sobie wyobrazić, by jakiekolwiek wielkie wydarzenie sportowe czy popkulturalne mogło zaistnieć bez wszechobecnego zapachu chmielu. Ba, związki są tak ścisłe, że np. piłkarskie mistrzostwa Europy w 2012 r. wywindowały produkcję piwa w Polsce na rekordowy poziom 37,9 mln hektolitrów, a duże imprezy muzyczne to oprócz pogody jeden z głównych determinantów wyników finansowych piwnych potentatów. I co najważniejsze, ta branża cały czas rośnie. Gdy kilka lat temu wydawało się, że wszystko jest już poukładane i podzielone, w branży znowu zabąbelkowało. Jeszcze raz sprawdziło się powiedzenie, że małe jest piękne. Według różnych szacunków w Polsce bywały okresy, gdy funkcjonowało kilkaset browarów, ale to raczej dość odległa przeszłość (do 1914 r. było ich ok. 500). W czasach nam bliższych, w okresie II Rzeczypospolitej, liczba browarów wahała się od ponad 240 w 1922 r. do 173 w 1932 r. Potem bywało różnie: w 1970 r. – 97 browarów, w latach 1981-1990 – 80, w latach 1993-1996 lekko ponad sto. Od roku 1996, po wielkichkonsolidacjach w branży, liczba browarów systematycznie się zmniejszała, aż do 2010 r., kiedy to mieliśmy najmniej czynnych browarów, tylko 64. Potem jedne zakłady powstawały, a inne upadały. Rok temu otwarto aż 21 nowych browarów, a zlikwidowano tylko trzy, i obecnie znowu mamy setkę miejsc, w których wytwarzane jest piwo na większą i bardzo dużą skalę.

Skoro napój jest znany i lubiany od wieków, to w zasadzie dlaczego browary w ogóle upadają? – Przedsiębiorstwa, które nie są w stanie sprostać rosnącej konkurencji, są eliminowane z rynku, także browarniczego. Wprawdzie skala bankructw na rynku piwowarskim nie jest duża, ale rynek jestoczyszczany z nieefektywnych podmiotów – mówi dr Katarzyna Boratyńska z Katedry Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstw Wydziału Nauk Ekonomicznych SGGW w Warszawie. Jej zdaniem większość przyczyn upadłości browarów ma charakter endogeniczny, a więc zarządzający mają na nie wpływ. – Wśród rynkowych przyczyn dominują głównie: nieudana ekspansja rynkowa, agresywna konkurencja i zatory płatnicze. Natomiast wśród przyczyn wynikających z polityki gospodarczej największy wpływ na upadłość mają: skomplikowany i niejasny system podatkowy oraz wysoki poziom akcyzy. Poza słabościami zarządzania w sferze finansowej największy wpływ mają: utrata płynności finansowej, wzrost zobowiązań, w tym przeterminowanych, i wysokie zadłużenie browaru – mówi dr Boratyńska.

Pasteryzacja czy mikrofiltracja

Upadłości jak na razie omijają gigantów. Ci skupieni są w trzech grupach: Kompania Piwowarska, Grupa Żywiec i Carlsberg Polska. Niektórzy zaliczają do tej grupy jeszcze Van Pura. Skupiają oni aż 90 proc. rynku, ale wszystko wskazuje na to, że go na amen nie zablokowały.

– Rynek piwa w Polsce jest silnie skonsolidowany. To rynek dojrzały. W przyszłości wzrastać będzie jednak liczba małych i średnich browarów, głównie restauracyjnych i lokalnych. Związane jest to z rosnącą popularnością piw smakowych i regionalnych oraz coraz większą innowacyjnością produktową browarów. Następował będzie dalszy wzrost kultury piwnej w społeczeństwie – prognozuje dr Boratyńska. Co to znaczy? Po prostu mniejsze browary także zasiadły do stołu i stopniowo, w miarę ucztowania, ich apetyt rośnie. Według Andrzeja Olkowskiego, prezesa Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich, a jednocześnie członka zarząduolsztyńskiego Browaru Kormoran, zadecydowała o tym filozofia: nie musi dominować technologia SWT, czyli szybciej, więcej i taniej – ma być smakowiciej. Prawdziwych piwoszy znudził już dominujący w kraju styl eurolager i zaczęli poszukiwać czegoś innego, autentycznego, z własną, autorską pieczątką. W tę niszę trafiły browary regionalne, jeszcze niedawno bezskutecznie ścigające się o względy eurolagerowców tylko ceną. Prezes Olkowski już się pogodził z tym, że na tym polu nie ma o co walczyć. – Ci, którzy przeliczają procent alkoholu na złotówki, będą dobrze zaopatrzeni przez dyskonty i potentatów, natomiast ci, którzy poszukują smaku – przez browary regionalne – mówi.

Jeszcze niedawno konkurencja między browarami z wielkiej czwórki i regionalnymi miała charakter wojenny. Walczono technologią konserwowania piwa. Mniejsi, którzy operowali głównie na lokalnych rynkach, nie musieli aż tak bardzo zabiegać o długie terminy przydatności do spożycia, jak potentaci operujący na rynku ogólnopolskim oraz eksportowym.Zaatakowali więc niepasteryzowaniem swoich marek. Pasteryzacja (podgrzewanie przy wysokim ciśnieniu) zdaniem smakoszy zabija indywidualny, drożdżowy smak i naturalny aromat piwa. Uderzenie okazało się skuteczne, bo giganci prawie natychmiast odpowiedzieli… niepasteryzowanymi wyrobami. Na to mali podnieśli rwetes, że to humbug, bo piwa koncernowe są poddawane innemu zabiegowi – mikrofiltracji (zimna technologia mikrofiltrów odsączających wszelkie smakowite „zanieczyszczenia”), także wyjaławiającej piwo ze wszystkiego, co najlepsze. Prezes Browaru Ciechan, bardzo aktywny w tym sporze, zaczął nalegać na sygnowanie piw informacją, że nie są utrwalane tak, jak robi to w swoich browarach.

Drugie pole rywalizacji to piwa smakowe. – Był taki moment, w którym piwa smakowe weszły na rynek. To było w 2007 r. Od tamtego czasu ich podaż się ustabilizowała i już nie rośnie. Jeśli ktoś miał wiodącą sprzedaż jakiegoś smakowego piwa, to robił na tym biznes. Gdy to się rozszerzy na kilkadziesiąt browarów, to nikt na tym interesu nie zrobi. Myślę, że powoli browary będą się wycofywały z piw smakowych – przewiduje Marek Jakubiak. Bardziej optymistyczny jest Czesław Wojciech Szczepaniak, prezes Browaru Namysłów. – W Polsce na pewno tego typu napoje będą w portfolio browarów. Młodzi i kobiety piją to jako piwo, choć w niektórych krajach klasyfikowane są jako napój. Pamiętajmy bowiem, że w niektórych tego typu napojach piwo stanowi tylko 50 proc. Szacuje się, że takie napoje przejmą 10 proc. rynku, a to dużo – mówi.

Krystyna Boratyńska, Katedra Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstw Wydziału Nauk Ekonomicznych SGGW w W arszawie

2013 r. nie był łatwy dla przedstawicieli branży piwowarskiej. Nastąpił spadek sprzedaży piwa w Polsce. Wśród głównych uwarunkowań można wskazań m.in.: globalny kryzys finansowy, wzrost kosztów działalności, niesprzyjająca konsumpcji pogoda w pierwszej połowie 2013 roku.

Sebastian Tołwiński, rzecznik prasowy Grupy Żywiec

Ubiegły rok nie był łatwym rokiem, a ten wcale nie będzie łatwiejszy, głownie ze względu na sytuację makroekonomiczną. Przy konsumpcji ok. 97 l na osobę, polski rynek piwa wydaje się także już dość nasycony.

Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich

Może nas zaskoczyć cydr. Oczekiwania producentów tego niskoprocentowego napoju są ogromne, a sprzedaż jak na razie jest na poziomie poniżej błędu statystycznego. Pomysł na cydr powstał w krajach, gdzie bywa nadwyżka jabłek, a akcyza jest bardzo niska. Może on zatem być tam bardzo tani. W Polsce, gdzie jest droższy niż butelka piwa, ten najważniejszy argument upada, ale potencjał jest. Jeśli na wschodzie Europy pojawi się blokada na polskie jabłka, a mówi się o tym coraz częściej, to coś z tym towarem będziemy musieli zrobić…

Okładka tygodnika WPROST: 25/2014
Więcej możesz przeczytać w 25/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także