Instytut Giertycha na sprzedaż

Instytut Giertycha na sprzedaż

Domenę Instytutu Myśli Państwowej można kupić od ręki. Cena nie jest wygórowana. To 390 zł.

To miał być mocny think tank z ambicjami politycznymi. Konserwatywny w swoim założeniu, wsparty doświadczeniem „państwowców”: Romana Giertycha, Kazimierza Marcinkiewicza, Michała Kamińskiego. Dziś zostały z tego przedsięwzięcia nazwa, automatyczna sekretarka i profil na Facebooku, nieaktualizowany od miesięcy. Idea miała się narodzić nad trumną marszałka Wiesława Chrzanowskiego, założyciela Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, niegdyś wpływowej partii, w której karierę rozpoczynało wielu znanych dziś polityków. Powołajmy Instytut Myśli Państwowej – teraz już nie wiadomo, który z żałobników pierwszy wpadł na ten prosty pomysł. Był kwiecień 2012 r. To pierwsza z wersji powołania think tanku. Druga jest dosyć trywialna. Dogadywanie rozpoczęło się już zimą 2011 r. W jednym z hoteli w Zakopanem spotykają się europoseł Michał Kamiński (uciekinier z PiS) i Roman Giertych (bez przydziału politycznego). W tym samym czasie w tym samym hotelu gościł też „bezrobotny” były premier Kazimierz Marcinkiewicz ze swoją żoną Izabelą.


Jednak list intencyjny powołujący nowy konserwatywny think tank polityczni weterani podpisują dopiero w lutym 2013 r. Wszystkich łączy przymiotnik „narodowy” odmieniany przez wszystkie przypadki. Większość z nich wywodzi się ze Zjednoczenia Chrześcijańsko- -Narodowego. Wśród sygnatariuszy Instytutu są Stefan Niesiołowski (dawne ZChN), wiekowy Leszek Moczulski (historyczny lider Konfederacji Polski Niepodległej), Kazimierz Marcinkiewicz (też kiedyś w ZChN), Michał Kamiński (również zaczynał w Zjednoczeniu), Tomasz Szyszko (były minister, ZChN). Swój podpis składa także Roman Giertych, dziś mecenas, niegdysiejszy lider narodowców pod różnymi nazwami. Ostatnio Ligi Polskich Rodzin, a wcześniej Stronnictwa Narodowego. Rola Giertycha w tym przedsięwzięciu jest kluczowa. To on bierze na siebie ciężar prowadzenia Instytutu. Komunikat z listem o powołaniu think tanku publikuje na blogu na stronach internetowych pisma „Fronda” Wojciech Wierzejski, współpracownik Giertycha z czasów LPR. Wierzejski podaje też adres kontaktowy: biuro@giertych-kancelaria.pl. I tak jest do dzisiaj. Adres Instytutu jest adresem kancelarii prawnej prowadzonej przez byłego ministra edukacji narodowej.

Think tank dorobił się własnego profilu na Facebooku, który polubiło ok. 500 osób. Ma charakter czysto informacyjny, pokazuje, kto, gdzie i kiedy coś robił. Na przykład: „Do warszawskiej restauracji Magdy Gessler AleGloria przybyli sympatycy Instytutu Myśli Państwowej na konferencję promującą najnowszą książkę mec. Romana Giertycha »Między prawem a polityką«. W książce były wicepremier i minister edukacji na początku opowiada o swoich korzeniach, o zaangażowaniu w politykę kilku pokoleń rodziny Giertychów, o własnych sukcesach i porażkach”. Instytut nie ma nawet strony internetowej. Bo adres WWW podany na profilu facebookowym odsyła do strony Aftermarket.pl. Tam domena Instytutu Myśli Państwowej wystawiona jest na sprzedaż. Każdy może sobie ją kupić od ręki – za jedyne 390 zł. Dorobek Instytutu jest niewielki. Poza promocją książki Giertycha think tank angażuje się w akcję „Stop finansowaniu partii politycznych”. Zarząd Główny IMP wraca także do tematu prawa śniegu, czyli ułatwień dla narciarzy w jeżdżeniu po prywatnych terenach górskich. To jedna z idei Kazimierza Marcinkiewicza z czasów, gdy był premierem.

Czym jest więc Instytut Myśli Państwowej, którego prezesem pozostaje Roman Giertych? Think tanku z prawdziwego zdarzenia nie przypomina. Stanisław Michalkiewicz, najbliższy współpracownik Janusza Korwin-Mikkego, wietrzył polityczny podstęp. – Ten związek partnerski pod nazwą Instytutu Myśli Politycznej jest utworzony, by zneutralizować Ruch Narodowy – mówił na jednym ze spotkań ze swoimi sympatykami. I obrazowo to wytłumaczył: to próba ucięcia mu główki i przyprawienia właściwej, żeby powstał taki tasiemiec uzbrojony. – Partia rusofilska i filosemicka. Idealne rozwiązanie. Wszystko pod kontrolą – sugerował Michalkiewicz. Powody założenia IMP były bardziej przyziemne – tak oceniają znawcy tematu. Byłym politykom potrzebna była organizacja, która zapewniłaby im formalny status. Jest on konieczny, żeby swobodnie funkcjonować w sferze publicznej. No bo łatwiej jest zaprosić do ogrodów prezydenckich Romana Giertycha jako prezesa zarządu Instytutu Myśli Politycznej niż Romana Giertycha, właściciela kancelarii prawnej. Instytut to dobra forma do prowadzenia rozmów, spotkań i uczestniczenia w życiu politycznym, mimo że jest się osobą prywatną.

A IMP miał oczywiście aspiracje polityczne. – Miał pasować pod prezydenta Bronisława Komorowskiego. Michaś Kamiński bywał na prezydenckich imprezach, Giertych szedł 11 listopada w pierwszym szeregu z Komorowskim na Marszu Niepodległości – mówi jeden z naszych rozmówców. – Mocna delegacja IMP odśpiewała wtedy razem z prezydentem pod pomnikiem Romana Dmowskiego „Pieśń konfederatów barskich”. Zresztą był to zabawny przypadek – obok siebie stanęli antagoniści. Z jednej strony Leszek Moczulski, piłsudczyk, z drugiej – Maciej Giertych, ojciec Romana, endek. Instytut miał być kuźnią ekspertów. W pewnym sensie stał się kuźnią kadr. Udało się to w przypadku Michała Kamińskiego, który zasilił szeregi kandydatów Platformy Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego. Ale kanały, które łączyły i łączą IMP z polityką i obecną władzą, mają charakter bardziej nieformalny. Choćby nieukrywane przyjaźnie Kamińskiego i Giertycha z szefem MSZ Radosławem Sikorskim.

Instytut zapraszał też do współpracy przedstawicieli biznesu. Takie wyzwania mógł bez problemu podejmować Kazimierz Marcinkiewicz. Były premier prowadzi przecież działalność gospodarczą, która polega na świadczeniu usług konsultingowych. I uczestniczy w wielu przedsięwzięciach tego typu. Ostatnio głośno było choćby o inicjatywie założenia z Józefem Oleksym, byłym eseldowskim szefem rządu, polsko-rosyjskiej izby gospodarczej.

Marcinkiewicz jest członkiem zarządu Instytutu. Nie chciał rozmawiać na jego temat, bo jak tłumaczył, był w długiej podróży. Może oddzwoni, jak dotrze na miejsce. Nie zadzwonił. Michał Kamiński, kolejny członek zarządu, też jest małomówny. Czy Instytut w ogóle działa? – pytam. – Nie jestem dobrym rozmówcą. Byłem ostatnio bardzo zajęty, miałem kampanię do europarlamentu – odpowiada. Kiedy były jakieś spotkania organizowane przez Instytut? – Ostatnio w zeszłym roku, chyba w Rzeszowie i Katowicach. Rozmawiać o swojej roli w think tanku nie chce również Stefan Niesiołowski. A w kancelarii Romana Giertycha, pod której adresem jest zarejestrowany Instytut, czynna jest tylko poczta głosowa, choć jest środek dnia. – Jest Instytut, nie ma myśli państwowej – ocenia Artur Zawisza, niegdyś kolega Kamińskiego w ZChN. – To klęska. �

Okładka tygodnika WPROST: 30/2014
Więcej możesz przeczytać w 30/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także