Konsolidacja widmo

Konsolidacja widmo

Konsolidacja sektora zbrojeniowego, flagowy projekt obronny rządu Donalda Tuska, dramatycznie się opóźnia.

Wtorek, 2 września. Targi Przemysłu Obronnego w Kielcach. Szef MON Tomasz Siemoniak oraz Włodzimierz Karpiński, minister skarbu, oficjalnie inaugurują działalność Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), spółki konsolidatora polskiego sektora obronnego. Staje się to dziesięć miesięcy po zarejestrowaniu tego podmiotu, który docelowo ma zarządzać państwowymi przedsiębiorstwami zbrojeniowymi. – Jeszcze w poniedziałek informacja wskazywała, że na stoisku PGZ pojawi się premier Donald Tusk. We wtorek rano okazało się, że tak się jednak nie stanie. Szef rządu doszedł pewnie do wniosku, że nie będzie inaugurował działalności czegoś, co istnieje tylko na papierze – mówi urzędnik resortu skarbu. Jak więc faktycznie wygląda realizacja flagowego projektu rządu PO-PSL? „Wprost” ujawnia kulisy konsolidacji polskiego sektora zbrojeniowego.

ZAWYŻONA WYCENA

Na początku grudnia ubiegłego roku sąd zarejestrował spółkę Polska Grupa Zbrojeniowa SA. Na jej czele stanął Wojciech Dąbrowski, dotychczasowy prezes Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). Jego zastępcą został z kolei Michał Świtalski, który do nowo stworzonego przedsiębiorstwa trafił z funkcji szefa Wojskowej Agencji Mieszkaniowej (WAM). Kilka miesięcy później do PGZ zostały włączone pierwsze przedsiębiorstwa kontrolowane przez Skarb Państwa. Kolejnym etapem, który miał zakończyć się do końca marca, było wniesienie do PGZ 11 wojskowych przedsiębiorstw remontowo-produkcyjnych (WPRP), podległych dotąd Ministerstwu Obrony Narodowej. Wśród nich m.in. spółka Rosomak produkująca kołowy transporter opancerzony.

Pojawił się jednak poważny problem. – Sąd zakwestionował wycenę tych spółek. Stwierdził, że jest ona znacząco zawyżona – mówi „Wprost” osoba związana z resortem skarbu. Podkreśla, że przygotowana wycena wynosiła ponad 2 mld zł. Jednak według sądu miała ona zostać zawyżona o kilkaset milionów złotych. W związku z tym proces włączenia podległych MON zakładów zaczął się opóźniać.

Dopiero 29 sierpnia Polskiej Grupie Zbrojeniowej udało się podpisać umowę przejęcia własności akcji wojskowych przedsiębiorstw. Jeszcze tego samego dnia spółka przesłała do sądu wniosek o zarejestrowanie tych zmian. A co za tym idzie, o podwyższenie kapitału zakładowego. To nagłe przyspieszenie nie jest przypadkiem. Z nieoficjalnych informacji „Wprost” wynika, że kręgom rządowym wyjątkowo zależało, by na targach w Kielcach ogłosić, że wojskowe zakłady znajdują się już formalnie w PGZ. Miał o tym poinformować osobiście premier, czasu było jednak niewiele. Kieleckie targi rozpoczynały się już w poniedziałek 1 września, czyli trzy dni po złożeniu do sądu wniosku o podwyższenie kapitału.

CZY BYŁY NACISKI?

Ministerstwo Skarbu liczyło, że warszawski sąd rejestrowy decyzję w tej sprawie podejmie już 1 września, tak by następnego dnia Tusk mógł ogłosić sukces. Dlatego – jak wynika z informacji potwierdzonych w dwóch niezależnych źródłach – resort miał naciskać, aby orzeczenie w tej sprawie zapadło w poniedziałek. Tak się jednak nie stało. – Sąd rejestrowy nie podjął decyzji w sprawie tego wniosku – twierdzi Katarzyna Kisiel, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Zaprzeczyła jednak, by Ministerstwo Skarbu wywierało jakiekolwiek naciski na sąd. – Wniosek zostanie rozpoznany w ustawowym terminie – dodała. Prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Wówczas wojskowe przedsiębiorstwa remontowo-produkcyjne formalnie znajdą się w PGZ.

Brak decyzji sądu skomplikował jednak planowaną na drugi dzień targów inaugurację zbrojeniowego konsolidatora. – Okazało się, że formalnie nie ma się czym pochwalić, dlatego szef rządu nie wziął udziału w imprezie – mówi nasz informator związany z resortem skarbu. Mimo to podczas konferencji z udziałem Siemoniaka i Karpińskiego poinformowano, że wojskowe zakłady… są już w PGZ.

Jak to możliwe bez rejestracji w sądzie? Grzegorz Szymański z PGZ w piśmie do „Wprost” stwierdził, że po podpisaniu 29 sierpnia umowy o przejęciu własności akcji wojskowych przedsiębiorstw grupa stała się pełnoprawnym właścicielem tych spółek. Konsolidatorom zbrojeniówki sen z powiek spędza przede wszystkim wniesienie do PGZ majątku Polskiego Holdingu Obronnego (PHO). Proces ten miał się zakończyć do połowy br., tymczasem nadal nie ma nawet podpisanej umowy przekazania majątku. – Miało do tego dojść 28 sierpnia, tak aby jeszcze na kieleckich targach można było się tym pochwalić. Ale mimo że spotkanie w resorcie trwało do późnej nocy, do podpisania umowy nie doszło – mówi nasz informator. Zgodnie z projektem PHO miałoby wnieść posiadane zakłady, w zamian obejmując część akcji PGZ. Sprawa nie jest jednak prosta, bo kierowany przez Marcina Idzika holding ma być winny podległym przedsiębiorstwom przynajmniej 160 mln zł. Dużym problemem są też kredyty zaciągnięte przez PHO m.in. we francuskich bankach zabezpieczone na udziałach holdingu zbrojeniowego. Z nieoficjalnych informacji „Wprost” wynika, że jednym z pomysłów jest wykup tego zadłużenia przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

PROWIZJA I ANALIZY PRAWNE

To niejedyne problemy holdingu. Nad PHO wisi widmo ewentualnych roszczeń wynikających z nierealizowanego kontraktu sprzedaży do Indii 204 wozów zabezpieczenia technicznego (WZT-3). Opiewająca na 275 mln dolarów umowa została zawarta w styczniu 2012 r. przez ówczesnego prezesa Bumaru (obecnie PHO) Edwarda Nowaka. Jego następcy stwierdzili jednak, że kontrakt jest nieopłacalny, i nie zdecydowali się go uruchomić. Mimo to zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych spółka Nobletime zaczęła domagać się od PHO wypłaty 32 mln dolarów za doprowadzenie do podpisania tej umowy. Sprawę miał rozstrzygnąć trzyosobowy sąd arbitrażowy kierowany przez Ryszarda Kalisza, prawnika i znanego polityka lewicy. Tak się jednak nie stało. – Arbitraż został zamknięty bez merytorycznego rozstrzygnięcia. W najbliższym czasie zostanie złożony nowy wniosek o powołanie drugiego, mam nadzieję skutecznego, arbitrażu – mówi „Wprost” Dariusz Kapitan, pełnomocnik Nobletime. – To roszczenie się nie przedawnia. Zobowiązanie to po włączeniu PHO do PGZ powinno obciążyć nowy podmiot – dodaje. PHO stoi jednak na stanowisku, że roszczenie spółki z Wysp Dziewiczych jest nieuzasadnione.

Resort skarbu nie chciał odnieść się szczegółowo do tych kwestii. „Na podstawie informacji przekazywanych przez zarząd spółki na bieżąco analizujemy sytuację ekonomiczno-finansową PHO. Pragniemy zauważyć, że zgodnie z Kodeksem spółek handlowych to zarząd prowadzi sprawy spółki i ją reprezentuje” – stwierdziło w piśmie do „Wprost” biuro prasowe Ministerstwa Skarbu.

Tymczasem z nieoficjalnych informacji „Wprost” wynika, że Marcin Idzik zamówił dwie zewnętrzne opinie prawne. Wskazują one, że wniesienie majątku PHO do PGZ w obecnym kształcie mogłoby narazić kierowany przez niego zarząd na zarzut działania na szkodę spółki. Podobnego zdania są też prawnicy przedsiębiorstwa. – W takiej sytuacji również miałbym poważne wątpliwości – powiedział „Wprost” Edward Nowak, były prezes dawnego Bumaru. – Obecnie w spółce trwają analizy ekonomiczne i prawne, które mają zapewnić organom spółki realizację procesu konsolidacji bez ryzyka zarówno dla organów, jak i samej spółki – wyjaśnia Idzik. Podkreśla jednak, że trwająca konsolidacja jest niezbędna do wzmocnienia polskiego sektora obronnego.

DŁUGI I TAJEMNICZY POŚREDNIK

Ministerstwo zapewnia, że kolejnych opóźnień już nie będzie. „Zakończenie procesu konsolidacji spółek polskiego przemysłu obronnego w ramach PGZ nastąpi do końca 2014 r.” – twierdzi twardo resort. Dzięki temu państwowe przedsiębiorstwa zbrojeniowe mają skutecznie walczyć o kontrakty z MON, które do 2022 r. na modernizację armii planuje wydać 130 mld zł. Sposób prowadzenia procesu konsolidacji ostro krytykuje jednak gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony narodowej ds. modernizacji armii. – Nie tylko nie ma żadnej strategii, lecz także warunków do kierowania taką spółką jak PGZ. Idea konsolidacji była jak najbardziej zasadna, ale jej wykonanie pozostawia bardzo dużo do życzenia. Nie ma bowiem ludzi, którzy podołaliby temu zadaniu. W efekcie taka sytuacja bardzo szkodzi polskiemu przemysłowi – uważa. �

Okładka tygodnika WPROST: 37/2014
Więcej możesz przeczytać w 37/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także