Kalejdoskop kulturalny

Kalejdoskop kulturalny

Gdyńskie gatunki

Festiwal w Gdyni, najważniejszy przegląd rodzimej produkcji, jest dowodem, że polskie kino staje się coraz bardziej różnorodne. W konkursie zostanie zaprezentowanych 13 tytułów. Są wśród nich zarówno obrazy współczesne, jak i kameralne, intymne „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz. Ale rodzimi twórcy, szukając nowego języka rozmowy z widzami, coraz częściej zwracają się w stronę obrazów gatunkowych. Premierowo w Gdyni zostaną zaprezentowane m.in. dwa thrillery („Fotograf” Waldemar Krzystka i „Jeziorak” Michała Otłowskiego) oraz dwa filmy biograficzne („Jack Strong” Władysława Pasikowskiego i „Bogowie” Łukasza Palkowskiego o Zbigniewie Relidze). Gdyński konkurs dowodzi także, że w Polsce rodzi się kino niezależne z prawdziwego zdarzenia. Przestają to być propozycje garażowe, kręcone kiepską kamerą. Niezależność kryje się tu w sposobie myślenia: Krzysztofa Skoniecznego („Hardkor Disko”) czy Grzegorza Jaroszuka („Kebab i horoskop”). Swoje ostatnie produkcje pokażą wreszcie doświadczeni artyści. Powracający do reżyserii Grzegorz Królikiewicz („Sąsiady”), Jerzy Stuhr („Obywatel”), Lech Majewski („Onirica. Psie pole”). Nowy dyrektor artystyczny festiwalu Michał Oleszczyk postawił też na kino przeszłości. Osobne sekcje poświęcił dziełom przedwojennym, Januszowi Nasfeterowioraz polskim filmom grozy. Festiwal odbywa się w dniach 15-20 września. Krzysztof Kwiatkowski

Dobra rozrywka

W TYM TYGODNIU „WPROST” można kupić z dwoma filmami na DVD. „Last Vegas” jest komedią w gwiazdorskiej obsadzie (Douglas, De Niro, Freeman, Kline) o starszych facetach, którzy postanawiają zaszaleć. I ruszają do stolicy szaleństwa. Drugi obraz to katastroficzne „Pompeje”. Czyli: wybuch wulkanu, walki niewolników i miłość.

Być blisko

W DWÓJKOWYM CYKLU KOCHAM KINO „Lęk wysokości”, fabularny debiut Bartka Konopki, reżysera głośnego „Królika po berlińsku”. Piękna opowieść o trudnej miłości syna i chorego psychicznie ojca. O człowieku, który widzi, jak powoli odchodzi bliska mu osoba, o próbach łapania chwil normalności i nadrabiania straconego czasu. O żalu, że nie było się wystarczająco blisko. Ale również o wchodzeniu w życie z bagażem rodzinnej traumy i strachem o przyszłość. KK

„LĘK WYSOKOŚCI”, REŻ. BARTOSZ KONOPKA, TVP 2, CZWARTEK, 18 WRZEŚNIA, GODZ. 22.40

Miss ma HIV

Kiedy Maciej Kowalewski, autor i reżyser „Miss HIV”, ogłosił na Facebooku, że we wrześniu odbędą się ostatnie spektakle tytułu, pomyślałem: „Skończyła się pewna epoka”. Spektakl Kowalewskiego stał się nie tylko wizytówką teatru niezależnego, ale także swego rodzaju manifestem wykluczonych. Premiera „Miss HIV” odbyła się w kwietniu 2005 r. w legendarnym warszawskim klubie Le Madame. Później przedstawienie znalazło się w repertuarze Och-Teatru. Wybory na Miss HIV odbywają się naprawdę w Gaborone, stolicy Botswany. Sztuka Kowalewskiego to przenikliwy portret rzeczywistości, w której nie tylko ciało staje się towarem, ale także najintymniejsze szczegóły anatomii czy przekonań. Autor nie drwi jednak z kandydatek do korony chorej piękności, nie szydzi z marzeń, ale uważnie obserwuje społeczne mechanizmy i wyciąga surowe wnioski. Przedstawienie Kowalewskiego ma znakomite tempo i obsadę. Akcja rozgrywa się za kulisami sceny, cztery finalistki przygotowują się do ostatecznego starcia. Każda z bohaterek granych przez wyciszoną Ewę Szykulską, ujmującą Patrycję Szczepanowską, wieloznaczną Izę Kunę oraz prowokacyjną Marię Seweryn ma własną historię. Oto katoliczka, której siostra bliźniaczka umarła na AIDS na misji w Afryce; żona geja oraz naiwna nastolatka traktująca chorobę jako jeden z gadżetów. Mistrzem ceremonii jest Rafael, drag queen jak marzenie w porywającej kreacji Tomasza Tyndyka (rola grana na zmianę z równie świetnym Rafałem Mohrem). Prowokacja Kowalewskiego, który zamiast łzawego lamentu po raz pierwszy opowiedział w Polsce o AIDS w sposób przewrotny i dowcipny, po niemal dekadzie wydaje się niewinna. Zadowoleni z siebie uczestnicy „Warsaw Shore” uznaliby zapewne spektakl w „Ochu” za sentymentalną opowieść dla naiwnych, ale w międzyczasie „Miss HIV” stała się sztuką o wiele głębszą, mocniejszą. To wiarygodna diagnoza społecznego oszustwa. Mówimy cudzymi słowami, chorujemy naprawdę, czyli na niby. Zamiast twarzy – makijaż permanentny. A miss ma „hifa”. Łukasz Maciejewski

„MISS HIV”, REŻ. MACIEJ KOWALEWSKI, OCH-TEATR, WARSZAWA

Imperium Batmana

Teologiczny traktat pożeniony z grą komputerową? Skrzyżowanie powieści gotyckiej, romansu i gorzkiej satyry, która uderza równie mocno w postsowiecką Rosję i przeżarty konsumpcjonizmem, syty Zachód? Parodia naukowego dyskursu i paranoicznych teorii spiskowych? Wszystko to razem do jednej powieści potrafi z powodzeniem wrzucić współcześnie właściwie tylko jeden pisarz – Wiktor Pielewin. „Batman Apollo” to sequel książki „Empire V”, lepiej czytać je razem, ale oddzielnie też się da bez kłopotu. Obie traktują o zakonspirowanych władcach świata – wampirach, które wyhodowały niegdyś ludzkość jako swego rodzaju trzodę chlewną, dostarczającą jednak zbiorowym i nieświadomym wysiłkiem nie mięsa ani krwi, lecz mentalnego pokarmu zwanego „bablosem”. Brzmi to poważnie, ale z Pielewinem zasadniczo nigdy nie wiadomo, czy mówi serio, czy kpi. Narracyjny talent rosyjskiego pisarza szybko zresztą sprawia, że przestajemy się nad tym zastanawiać – i tu tkwi jedna z subtelnych wampirycznych pułapek, jakie na nas zastawiono. „Batman Apollo” to nie jest książka dla początkujących adeptów prozy Pielewina, miejscami bywa barokowo przeładowana, czasami popada w głęboki ekscentryzm. Niemniej autor „Małego palca Buddy” ma podobny dar co Quentin Tarantino: potrafi brutalnie łamać popkulturowe przyzwyczajenia. Czterdzieści stron dialogu o fałszywej meta fizyce świadomości? Proszę bardzo. Piotr Kofta

WIKTOR PIELEWIN, „BATMAN APOLLO”, PRZEŁ. EWA ROJEWSKA-OLEJARCZUK, WYDAWNICTWO LITERACKIE 2014

Powstanie 2014

Gdy od powstania warszawskiego odgradza nas dystans czasu, mitów, interpretacji, Jan Komasa przenosi na ekran 63 dni zrywu bez znieczulenia i patosu. W jego nowoczesnym, znakomicie zrealizowanym „Mieście 44” nie ma zbędnych słów. O pragnieniu wolności i poświęceniu nie trzeba mówić wprost. Reżyser portretuje młodych ludzi, którzy pełni zapału idą do powstania, aby bronić wszystkiego, w co wierzą. I trafiają w środek piekła. Są tu euforia początku, upadek Starego Miasta, wybuch czołgu pułapki, zdziesiątkowany Czerniaków. Cywile, którzy odwracają się od powstańców. Fenomenalna sekwencja dogorywania miasta, tuż przed kapitulacją. Kiedy już nadzieja wygasła, ale przecież walczy się do końca. Są w tym filmie śmierć, cierpienie, rozpacz. „Szkło bolesne – obraz dni”. Tak się dzisiaj pokazuje na ekranie wojnę: dosłownie, z całym jej okrucieństwem. „Miasto 44” budzi kontrowersje. Twórcom zarzuca się komiksowe podejście do zrywu narodowego, szarżowanie z efektami specjalnymi. Ale Komasa nie podlizuje się nastolatkom. Surrealne sekwencje wprowadza konsekwentnie. Zawsze, kiedy obserwuje świat subiektywnie, z punktu widzenia swoich bohaterów. Kiedy zapisuje chwile, które – wśród pożogi – wwiercają się w umysł. Pocałunek, bieg pod ostrzałem, koszmar kanałów. Tworząc powstańczą panoramę, reżyser zapisuje w ten sposób emocje pojedynczych ludzi.

Czy Komasa zadaje pytanie o sens zrywu? Tak, choć nie formułuje go wprost. „Miasto 44” jest obrazem dzikiej rzezi, w której zginęła cała generacja warszawskiej inteligencji. Ale również portretem ludzi wychowanych tak, że decyzja, czy walczyć, była dla nich oczywista. Na końcu na ekranie pojawia się współczesna Warszawa. Piękny widok europejskiej stolicy. Gdyby oni byli inni, może dzisiaj nie żylibyśmy w takim świecie? Bo „Miasto 44” jest hołdem. Elegią dla ludzi i miasta. Świetny, wstrząsający film. Krzysztof Kwiatkowski

„MIASTO 44”, REŻ. JAN KOMASA, KINO ŚWIAT

Rola trupa

BEZROBOTNY AKTOR ze „Sprawy dla dwojga”, szukając jakiegokolwiek zajęcia, decyduje się odgrywać zwłoki w prokuratorskiej rekonstrukcji zbrodni. Film Jeana-Paula Salomégo to typowa francuska komedia. Trochę przegadana, z wątkami sensacyjnym, romantycznym i kilkoma scenami jedzenia. Ale lekka i na poziomie. Krzysztof Kwiatkowski

„SPRAWA DLA DWOJGA”, REŻ. JEAN-PAUL SALOMÉ

Kryzys aktora

„GDYBYM TYLKO TU BYŁ” to kolejny film, który powstał dzięki crowdfundingowi. I kolejny o aktorze (z największą rolą w dorobku: w reklamie pasty do zębów). Zach Braff opowiada o 35-latku, który dowiaduje się, że umiera jego ojciec. Zatrzymuje się w biegu i dokonuje podsumowań. Zastanawia się, co w życiu stracił i co jest ważne. To nierówny film. Zdarzają się w nim momenty ckliwe i kiczowate. Ale też często Braff rozładowuje patos żartem, ironią, niezłymi dialogami. Można zobaczyć. Krzysztof Kwiatkowski

„GDYBYM TYLKO TU BYŁ”, REŻ. ZACH BRAFF, UIP

TOP 10 KINO

1. „Lucy”, reż. Luc Besson, UIP

2. „Wakacje Mikołajka”, reż. Laurent Tirardm, KINO ŚWIAT

3. „Jako w piekle, tak i na ziemi”, reż. John Erick Dowdle, UIP

4. „Dawca pamięci”, reż. Phillip Noyce, KINO ŚWIAT

5. „Barbie i tajemnicze drzwi”, reż. Karen Lloyd, UIP

6. „Dzwoneczek i tajemnica piratów”, reż. Peggy Holmes, DISNEY

7. „Magia w blasku księżyca”, reż. Woody Allen, KINO ŚWIAT

8. „Sekstaśma”, reż. Jake Kasdan, UIP

9. „Strażnicy Galaktyki”, reż. James Gunn, DISNEY

10. „Boyhood”, reż. Richard Linklater, UIP

TOP 10 MUZYKA

1. „Empik Jazz Club: Louis Armstrong”, Louis Armstrong, MAGIC RECORDS/UNIVERSAL MUSIC PL

2. „Jestem…”, Bednarek, LOU&ROCKED BOYS/ROCKERS PUBLISHING

3. „Składam się z ciągłych powtórzeń”, Artur Rojek, KAYAX/AGORA

4. „Mini World”, Indila, UNIVERSAL MUSIC PL

5. „Reversal”, Pokahontaz, MAXFLOREC/MYSTIC PRODUCTION

6. „Comfort and Happiness”, Dawid Podsiadło, SONY MUSIC PL

7. „Medycyna ostateczna”, Natural Mystic, LOU&ROCKED BOYS/ROCKERS PUBLISHING

8. „Add the Blonde”, Margaret, MAGIC RECORDS/UNIVERSAL MUSIC PL

9. „DaDaDam”, Perfect, POLSKIE RADIO/WARNER MUSIC PL

10. „Z całych sił”, Grzegorz Hyży & Tabb, GORGO/SONY MUSIC PL

TOP 10 KSIĄŻKI

1. „Moje wypieki i desery na każdą okazję”, Dorota Świątkowska, EGMONT POLSKA

2. „Moje przepisy i pomysły”, Dorota Świątkowska, EGMONT POLSKA

3. „Władca liczb”, Marek Krajewski, SPOŁECZNY INSTYTUT WYDAWNICZY „ZNAK”

4. „Ten obcy”, Irena Jurgielewiczowa, NASZA KSIĘGARNIA

5. „Opowieści z Narnii. Lew, Czarownica i stara szafa”, C.S. Lewis, MEDIA RODZINA

6. „Zostań, jeśli kochasz”, Gayle Forman, NASZA KSIĘGARNIA

7. „Jedyna”, Kiera Cass, JAGUAR

8. „Dary anioła. Tom 6. Miasto niebiańskiego ognia”, Cassandra Clare, MAG

9. „Chłopcy z Placu Broni”, Ferenc Molnár, NASZA KSIĘGARNIA

10. „Szatan z siódmej klasy”, Kornel Makuszyński, NASZA KSIĘGARNIA

Tygiel Kulki

W OSTATNICH PROJEKTACH GABA KULKA zaskakiwała kreatywnością („Baaba Kulka”, „Wersje”), teraz na „The Escapist” wraca do swych pierwszych muzycznych inspiracji sprzed lat, ale bogatsza chociażby o fantastyczne porozumienie muzyczne z zespołem, z którym zna się już intuicyjnie. Melodyjność klasyków rockowej ballady i punkowy pazur, a do tego jazzowe podteksty, czyli jak zwykle u Kulki jej unikatowy tygielek. Plus produkcja Marcina Borsa, pełnoprawnego członka zespołu o często decydującym głosie. Świetny, dojrzały album. Piotr Metz

GABA KULKA „THE ESCAPIST” MYSTIC

Kolorowy Robert

ROBERT PLANT, główny hamulcowy dalszego wskrzeszania Led Zeppelin, o dziwo na albumie „Lullaby and... The Ceaseless Roar” porusza się po terytorium bliskim macierzystej grupie. Folkowo-orientalne inspiracje ą la Kashmir i Rain Song poszerzone są tu o czarny funk bliski afrykańskim inspiracjom Petera Gabriela i korzenne amerykańskie dźwięki. A pan Robert śpiewa dziś bardziej kolorowo niż kiedykolwiek w Led Zeppelin, zastępując zwierzęcą siłę wszechstronnością. I trudno się dziwić, że zdecydowanie woli pracować na własne konto. Piotr Metz

ROBERT PLANT „LULLABY AND... THE CEASELESS ROAR” NONESUCH

Złoto za rolkę

PRL-U NIE MA CO ŻAŁOWAĆ, co innego starać się go zrozumieć. Ostatecznie ludowa ojczyzna odbija się nam czkawką nawet po ćwierćwieczu. PRL-owskie historie zgromadzone przez Michała Matysa i Piotra Lipińskiego oscylują między tytułowym absurdem a rzeczywistą grozą. Osobliwości gospodarki niedoboru: legendarny brak papieru toaletowego, poszukiwania cukru w cukrze, drewniane samochody czy słynny Pewex zderzają się tu z opowieścią o niewolniczej pracy (w ramach tzw. Służby Polsce) i wstrząsającą relacją z pokazowego procesu w sprawie afery mięsnej. „Absurdy PRL-u” to rzecz nie tylko dla nostalgików. Piotr Kofta

MICHAŁ MATYS, PIOTR LIPIŃSKI „ABSURDY PRL-U” PWN 2014

Samotni

„NOWY JO NESBØ” – głosi blurb na okładce „Jaskiniowca” Jørna Liera Horsta. Rozumiem kwestie marketingowe, ale z Nesbø łączy Horsta głównie narodowość. Nie jest też nowy, tylko z jakiegoś powodu polski wydawca zaczyna publikowanie jego kryminałów od ostatniej pozycji z serii rozpoczętej przed dekadą. Ale poza tym wszystko jest w porządku – „Jaskiniowiec” to pełnokrwista, pomysłowa, złożona powieść noir rozgrywająca się na zasypanej śniegiem norweskiej prowincji. Horst jako były policjant zna detektywistyczny fach od podszewki, ale jego książka to także przejmująca historia o bezgranicznej samotności. Piotr Kofta

JØRN LIER HORST „JASKINIOWIEC” PRZEŁ. MILENA SKOCZKO SMAK SŁOWA 2014

Okładka tygodnika WPROST: 38/2014
Więcej możesz przeczytać w 38/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także