Jagiełło do aresztu? (aktl.)

Jagiełło do aresztu? (aktl.)

Prokurator generalny zwrócił się do marszałka Sejmu o zgodę na tymczasowe aresztowanie posła Andrzeja Jagiełły - poinformowało Ministerstwo Sprawiedliwości.
Grzegorz Kurczuk skierował również do marszałka Marka Borowskiego wnioski o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej posłów: Henryka Długosza, szefa SLD w Świętokrzyskim oraz Renaty Beger i Józefa Skowyry (przeciwko posłom Samoobrony prowadzone jest postępowanie przez prokuraturą rejonową w Pile, w związku z fałszowaniem podpisów na listach wyborczych).

Prokuratura w Kielcach chce postawić Długoszowi zarzut utrudniania śledztwa w sprawie przecieku w aferze starachowickiej. Taki sam zarzut został już postawiony Jagielle. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

"Wierzcie mi, to nie jest nic przyjemnego podpisywanie takich wniosków. Czuję się podle, ale wiem, że jako minister sprawiedliwości-prokurator generalny przyjąłem na siebie określone obowiązki i muszę je teraz wykonywać" - powiedział dziennikarzom Kurczuk proszony o komentarz do wniosków prokuratur.

Pytany, czy wniosek o aresztowanie Jagiełły jest konieczny, Kurczuk odpowiedział, że z wiedzy, jaką posiada od prowadzącej śledztwo prokuratury w Kielcach wynika, iż uzyskanie zgody na  aresztowanie Jagiełły może się okazać konieczne dla prawidłowego przebiegu prowadzonego tam śledztwa.

Kurczuk nie chciał odpowiedzieć, ile czasu potrzeba jeszcze organom ścigania, by ustalić, kto był źródłem przecieku w aferze starachowickiej. "Wszystkie organa prokuratury i policji pracują prawidłowo" - zapewnił.

Ze źródeł zbliżonych do prokuratury wiadomo, że ewentualna zgoda na aresztowanie Jagiełły nie musi wcale oznaczać, iż rzeczywiście zostanie on osadzony w areszcie śledczym. Procedura może bowiem skończyć się na zobowiązaniu go do  stawiania się na każde wezwanie organów ścigania. "Jeśli Jagiełło wywiązałby się z tego, to wcale nie musiałby siedzieć" - uważa informator.

Jagiełło jest podejrzany o ostrzeżenie starachowickich samorządowców. Zatelefonował do nich 26 marca rano, dokładnie w dniu, kiedy policja planowała zatrzymanie starosty, wiceszefa Rady Powiatu i 25 członków gangu ze Starachowic, z którymi samorządowcy mieli powiązania. Telefonując do nich powołał się na informacje od wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Zbigniewa Sobotki. Później oświadczył, że to był blef.

O tym, że to Długosz mógł być źródłem przecieku mówił sekretarz generalny SLD Marek Dyduch na podstawie notatki, którą senator SLD Jerzy Suchański skierował do premiera i prokuratora generalnego. Notatkę tę senator napisał w chwili gdy zadeklarował chęć złożenia w kieleckiej prokuraturze zeznań w sprawie starachowickiej. Później premier Leszek Miller oświadczył, że nie było w niej nazwiska informatora Jagiełły. Po sobotniej konfrontacji z posłem Jagiełło w kieleckiej prokuraturze również Suchański wycofał się z tego, co wcześniej napisał, mówiąc, że nie było ostrzeżenia ze strony Jagiełły.

Kielecki prokurator Stanisław Książek ujawnił jednak, że wniosek o uchylenie immunitetu szefowi świętokrzyskiego SLD został sporządzony m.in. w oparciu o notatkę senatora Suchańskiego.

W poniedziałek marszałek Sejmu Marek Borowski otrzyma moją rezygnację z immunitetu. "Jestem niewinny, chcę jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę" - oświadczył poseł Długosz.

rp, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także