Uczeń, który nie przerósł mistrza

Uczeń, który nie przerósł mistrza

Polityczna kariera Nowaka to historia jego relacji z Donaldem Tuskiem. To on dawał mu kolejne role i decydował o kolejnych zesłaniach.

Kiedy został ministrem transportu, na kilka tygodni zaszył się w gmachu resortu. – Wiedział, że dostał szansę, by wreszcie odciąć się od wizerunku teczkowego Tuska, przybocznego, niesamodzielnego polityka. To była taka szansa, która miała go wynieść na szczyt – mówi jeden z polityków Platformy. Dlatego nie chciał jej zmarnować. Na przykład zacząć od medialnej wpadki pokazującej, że niespecjalnie zna się na dziedzinie, którą ma zarządzać. – Muszę najpierw ogarnąć resort – odpowiadał na pytania o wywiady. Zapytałam wtedy Nowaka w SMS-ie, ile czasu na koniec jego kadencji będzie trwała podróż pociągiem z Warszawy do Gdańska. Odpisał szybko: 2:20. Dziś pociąg na tej trasie wciąż jeździ przynajmniej cztery godziny.

Sam Nowak pociągami jeździł rzadko. No, chyba że chodziło o pokazanie się u boku Donalda Tuska w czasie „gospodarskiej wizyty premiera” przed Euro 2012. Na co dzień wolał jednak rządową limuzynę. Do domu do Gdańska na weekendy chętnie zabierał się z Tuskiem samolotem szefa rządu. Miejsce tam zawsze na niego czekało.

MŁODY WILK

Przebieg politycznej kariery Nowaka to w gruncie rzeczy historia jego relacji z Donaldem Tuskiem. Tusk był dla Nowaka mentorem, politycznym ojcem, jedynym punktem odniesienia. To on dawał mu kolejne role, ale i lekką ręką decydował o kolejnych zesłaniach Nowaka. „Donald ochrzaniał go brutalnie, z buta. Kazał mu siedzieć nad czymś do drugiej w nocy, a nazajutrz wstawać o szóstej rano. […] Nowak pokornie to znosił” – opisywał Janusz Palikot w „Kulisach Platformy”. Pierwszy raz na szczycie znalazł się w 2007 r., kiedy jako 33-latek został szefem gabinetu premiera. Raptem trzy lata wcześniej wszedł do Sejmu (gdy zwolnił się mandat po Januszu Lewandowskim, który został europosłem). Szybko dołączył do „dworu” Tuska, gdzie robiło się politykę, planowało kampanię. – Najważniejsi byli Tusk, Schetyna i Drzewiecki. Nowak i Graś w czasach opozycji odgrywali rolę pomocniczą. To znaczy organizowali alkohol i kanapki – wspomina Paweł Piskorski, jeden z byłych liderów PO. Jednak ta rola szybko rosła. Nowak był bardzo aktywny w kolejnych kampaniach, okazał się sprawnym spin doktorem, zwłaszcza gdy przychodziło atakować Pałac Prezydencki i lidera PiS.

Kiedy PO wygrała wybory w 2007 r., przeprowadził się do własnego gabinetu w Alejach Ujazdowskich. Czuł się tam doskonale. Jesienią 2008 r. udzielał mi i Dorocie Kołakowskiej wywiadu dla „Rzeczpospolitej”. Zapewniał w nim, że nie widzi siebie w roli następcy Donalda Tuska jako lidera Platformy. To był czas, gdy Tusk miał jeszcze kandydować na prezydenta. – W PO nie musi dojść do zmiany lidera, jeśli Donald Tusk przeniesie się do pałacu, bo prezydent mógłby zachować legitymację partyjną – opowiadał nam wtedy z przekonaniem. Pewny siebie, cyniczny młody wilk – mówili o nim już wtedy koledzy z Platformy. Wytykali plastikowość, przywiązanie do wyglądu, drogich garniturów (szczególnie marki Kenzo) i gadżetów. „Sławek uwierzył, że jest kimś absolutnie szczególnym dla Tuska. Wychowankiem, politycznym młodszym bratem, może następcą. W cynizmie, bezwzględności, braku sentymentu wzorował się na Donaldzie. Za to okazywanie wyższości, podkreślanie na każdym kroku „jestem od Donalda” posłowie PO gotowi byli go zabić. Ale Sławek nic sobie z tego nie robił, bo przecież był od Donalda...” – opowiadał polityk rządowy w książce Michała Majewskiego i Pawła Reszki „Daleko od miłości”.

Nie mógł uwierzyć, że bezwzględność Tuska przyjdzie mu szybko poczuć na własnej skórze. A to przecież dla niego, jak sam przyznał w wywiadzie w 2009 r. dla „Polski the Times”, jest w ogóle w polityce. Nie dla zmieniania rzeczywistości, dla wielkich idei, ale dla bliskiej mu osoby premiera. Bo Tusk, według Nowaka, jest „dotknięty przez Pana Boga geniuszem”.

Z NOWAKIEM ZNAMY SIĘ SŁABO

Te słowa padły już po tym, jak Nowak został strącony wraz z większością dworu Tuska z kancelarii do Sejmu. Powód? Afera hazardowa, z którą sam Nowak nie miał nic do czynienia, ale jego odejścia zażądał wówczas również dymisjonowany wicepremier Grzegorz Schetyna. Tusk się zgodził. „Ludzie z otoczenia Tuska, którzy namawiali go do bardzo głębokich zmian w gabinecie, wahali się, czy mówić mu o Nowaku, którego »traktował jak syna«. Gdy się zdecydowali i oznajmili, że i Nowak powinien odejść, usłyszeli w odpowiedzi: Nie ma problemu, z Nowakiem znamy się słabo” – tak tamten moment opisywali autorzy „Daleko od Wawelu”.

Nowak jednak publicznie tłumaczył: „Premier zawsze szuka niestandardowych rozstrzygnięć i na tym też polega jego siła. Obrady klubu zakończył ostatnio sformułowaniem: »nie traćcie ducha«. Biblijnie, powiało świeżą bryzą” („Polska the Times”). Sama afera hazardowa, przekonywał wtedy Nowak, była dla dworu Tuska „szokiem”. „To był szok, bo przecież wszyscy się znamy i w pierwszym odruchu pytaliśmy się: coś takiego u nas? Przecież to niemożliwe. Byliśmy przygnębieni. Czuliśmy, jakby ktoś w nas w środku zgasił światło”. Opowiadał, że czuł się jak człowiek zdradzony: „Zbigniew Chlebowski po prostu mnie zawiódł. Takiego go nie znałem. W wielu politykach jest bardzo dużo egotyzmu, narcyzmu, który pcha do złych rzeczy. Niejeden próbuje dodawać sobie ważności i stroić miny. Na to chyba zachorował Zbyszek Chlebowski”.

PUSTE GABINETY

Nowak przeżywał także szok osobisty. Nie mógł zrozumieć, że jego guru pozbył się go z kancelarii. „Długo żył jeszcze nadzieją, że wróci do Tuska” – wspominał Palikot w „Kulisach Platformy”. Tym bardziej że w innych miejscach nie potrafił się specjalnie odnaleźć. Po zesłaniu do Sejmu został wiceprzewodniczącym klubu PO. – Sprawiał wrażenie osamotnionego. Przesiadywał godzinami w swoim gabinecie na uboczu, a potem wychodził – opowiada jeden z polityków Platformy. W klubie posłowie nie pałali do niego sympatią. Pamiętali mu, że traktował ich arogancko i protekcjonalnie, przekazując polecenia Tuska. Że gdy próbowali dotrzeć za jego pośrednictwem do premiera, Nowak miesiącami ich ignorował. Być może dlatego, kiedy kilka miesięcy później klub PO kolejny raz wybierał swoje władze, Nowakowi zabrakło głosów i przestał być wiceprzewodniczącym (zgłosiła go wtedy Ewa Kopacz).

Prezydentem został właśnie Bronisław Komorowski. Nowak był od początku zaangażowany w jego kampanię wyborczą, został szefem sztabu. Kampania – mimo licznych wpadek – przyniosła Komorowskiemu zwycięstwo. Nowak przyjął więc propozycję z Pałacu Prezydenckiego, żeby zostać ministrem odpowiedzialnym za kontakty z rządem i parlamentem. Choć sam widział się już na stanowisku szefa Kancelarii Prezydenta. – Ale Komorowski na tyle mu nie ufał. Obawiał się, że Nowak ma być wtyczką Tuska w pałacu – opowiadali wtedy politycy PO. Trafił do kolejnego wielkiego, pustego gabinetu. Na dworze Komorowskiego także się nie odnajdywał, otoczony politykami dawnej Unii Wolności, poprzedniej generacji. Sam wyznaczył więc sobie rolę pośrednika między kancelariami premiera i prezydenta. Jego znajomi przyznawali: nudził się. W pałacu przesiedział rok, aż przyszła kolejna kampania. Wystartował z jedynki na Pomorzu (był też liderem pomorskiej Platformy) i dostał się do Sejmu z wynikiem 65 629 głosów.

POWRÓT NA SZCZYT

Tak zaczął się powrót na szczyt. Tusk właśnie układał swój drugi rząd, kolejny autorski gabinet „zderzaków”. Nowak marzył, że zostanie ministrem sportu, ale ten resort objęła Joanna Mucha. Dostał transport. Resort trudny, ale dający możliwości wykazania się, zwłaszcza po kiepsko ocenianym Cezarym Grabarczyku. – Miał zmężnieć, nie kojarzyć się tylko z harataniem w gałę. Tusk wychowywał go jeszcze wtedy na swojego następcę – wspomina były współpracownik premiera. Po Platformie krążył wówczas żart: chciał sport, ale Tusk dla zdrowia dodał mu tran. – To dla Sławka najpoważniejszy test w życiu. Widać w nim determinację. Jeśli osiągnie sukces, to na pewno w dużym stopniu przesądzi to o jego przyszłości politycznej – mówił mi wtedy Tadeusz Aziewicz z PO.

Nowak starał się więc wzorować na Tusku. Gospodarskie wizyty na autostradach, twarda postawa na spotkaniach z kolejarzami, stosowanie metody „na kozę” (najpierw przyznać, że autostrada raczej nie będzie gotowa na Euro 2012, by potem pozytywnie „zaskoczyć”). Był oceniany coraz lepiej, zbudował sobie poparcie w środowisku. Czuł się coraz pewniej. Na prezesa PKP powołał menedżera Jakuba Karnowskiego. Politycy PO opowiadali mi wtedy taką scenę z sali plenarnej Sejmu. Nowak spotyka Grabarczyka. – Zwolniłeś już wszystkich moich ludzi! Tylko jeden jeszcze został – atakował go Grabarczyk. – Tak, a który? Daj to nazwisko – odparował ironicznie Nowak. Spółdzielnia, frakcja PO, której liderem był Grabarczyk, po wyborach 2011 r. znalazła się w defensywie. W ramach odwetu na Nowaku przejęła młodzieżówkę PO – jej szefem został wtedy współpracownik Andrzeja Biernata z Łodzi, Bartosz Domaszewicz. Nowak wywodził się z młodzieżówki, sam był jej ojcem założycielem i patronem Młodych Demokratów. Z młodzieżówki jego czasów wywodzą się znane twarze PO: Agnieszka Pomaska czy Paweł Olszewski.

PRZECZEKAĆ WSZYSTKO

W Ministerstwie Transportu „ładnie rósł” – ubolewali Paweł Graś i prezes Orlenu Jacek Krawiec, koledzy Nowaka. Ale znowu zgubiła go pewność siebie i arogancja. Najpierw afera zegarkowa. Początek roku, w kancelarii premiera zbierają się władze PO. Jedną ze spraw są zarzuty wobec Nowaka dotyczące oświadczeń majątkowych. Nowak po nieprzyjemnej rozmowie z Tuskiem sam składa wniosek o zawieszenie w prawach członka partii. Opowiada polityk PO: atmosfera jest bardzo ciężka. Nowak nie uczestniczy w dyskusji. Czeka w innym gabinecie. Tusk wychodzi do niego i wraca z informacją, że Nowak składa taki wniosek. Dodaje, że trzeba go psychicznie wspierać, bo Sławek ma ciężką sytuację. Mija kilka miesięcy, wybucha afera taśmowa. Nowak zapowiada odejście z polityki. Kiedy pojawiają się gorsze sondaże, politycy PO na wewnętrznych naradach przyznają: sytuacja ze Sławkiem nam nie pomaga.

– A czy on was w czasie którejś z takich narad przepraszał? – pytam polityka z władz partii. W słuchawce cisza. – Nie przypominam sobie – pada po chwili odpowiedź. Jego znajomy przyznaje, że dziś Nowak żałuje wywiadu, w którym zapowiedział, że odchodzi. – A zegarków i próśb do Parafianowicza nie żałuje? – pytam. – On teraz czeka na listopad, jest przekonany, że sąd go oczyści. Nie dopuszcza innej myśli. Wierzy, że to zmieni perspektywę. Jak ja bym pisał teraz o nim tekst, to zatytułowałbym go: „Czekając na wyrok”. Pierwsze rządowe szlify Nowak zdobywał w MON, gdzie zatrudnił go minister Janusz Onyszkiewicz. 16 lat temu. – Kolejne lata pokazały: miałem rację, że miał duży potencjał. Szkoda, że się pogubił – mówi dziś Onyszkiewicz. �

Okładka tygodnika WPROST: 42/2014
Więcej możesz przeczytać w 42/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także