Prywatna służba zdrowia

Prywatna służba zdrowia

Już milion Polaków korzysta z abonamentowych usług medycznych prywatnych firm
System ochrony zdrowia załamie się w ciągu kilku tygodni - ostrzega Związek Powiatów Polskich. Nawet jeśli plan ratunkowy ministra Leszka Sikorskiego przedłuży agonię obecnego systemu do kilku miesięcy, na pewno nastąpi ograniczenie dostępu do wielu usług medycznych, wydłużenie kolejek do operacji, zabiegów, badań diagnostycznych. Na rynku istnieje jednak alternatywa: już milion Polaków korzysta z abonamentowych usług medycznych prywatnych firm bądź zawarło prywatne ubezpieczenia zdrowotne. Nie liczą oni na państwową służbę zdrowia - wolą liczyć na siebie. To jedyna droga do zagwarantowania sobie opieki lekarskiej na przyzwoitym poziomie. Szkoda tylko, że państwo tym najbardziej odpowiedzialnym i zaradnym obywatelom nie pomaga, lecz wręcz przeciwnie - karze ich.
Od połowy lat 90. powstało kilkanaście firm, w tym kilka ogólnopolskich, które oferują leczenie za stałą miesięczną opłatę. Każda z nich proponuje kilka wariantów tzw. koszyków usług medycznych. Można kupić wariant minimalny zawierający tylko podstawowe usługi, na przykład wizyty u lekarza internisty. Droższy abonament to możliwość hospitalizacji w jednoosobowym pokoju z telefonem, telewizorem i opieką pielęgniarską lub wizyty lekarza w domu. Cena najtańszego koszyka wynosi miesięcznie około 30 zł (obejmuje wizyty u internisty i szczepienia),najdroższego - prawie 2 tys. zł (daje gwarancję operacji i hospitalizacji za granicą, jeśli schorzenia nie można wyleczyć w Polsce).

Z Kenii do Polski
Rynek prywatnych usług medycznych rozwija się w Polsce według schematu wymyślonego w... Kenii przez Bengta Beckmanna - pół Szweda, pół Rosjanina. Na początku lat 70. Beckmann zorganizował w Kenii pogotowie lotnicze (wraz z zapleczem medycznym) dla tamtejszych białych przedsiębiorców i turystów. Wcześniej, gdy padali ofiarą chorób i wypadków, byli zmuszani do płacenia drakońskich łapówek w tamtejszych szpitalach. Jakość usług kenijskich medyków była kiepska, więc Beckmann zaoferował własny pakiet za zryczałtowany abonament (de facto był to rodzaj polisy). Gdy system sprawdził się w Kenii, żona Beckmanna Maria (z domu Sapieha) namówiła męża na podobny eksperyment w Polsce. Tak powstała firma ABC Medicover. Następcą tej spółki jest Medicover.
Spółki działające obecnie na polskim rynku oferują usługi medyczne w abonamencie. Jeśli nastawiają się na obsługę całych firm, abonament miesięczny na jednego pracownika wynosi 40-100 zł. Klient indywidualny musi za taki sam pakiet zapłacić do 400 zł, a jeśli i jego rodzina zamierza korzystać z usług, cena może wzrosnąć do 800 zł miesięcznie. Dzięki konkurencji ceny leczenia abonamentowego są prawie o 20 proc. niższe niż w 1995 r. Jednocześnie poprawił się standard leczenia.
Jedną z największych w Polsce firm oferujących abonamentowe usługi medyczne jest wspomniany Medicover (z kapitałem szwedzkim - spółka jest notowana na giełdzie w Sztokholmie),działający w pięciu krajach, m.in. w Czechach i na Węggrzech. W Polsce Medicover ma już ponad 100 tys. klientów, głównie w Warszawie, gdzie obsługuje prawie dwa tysiące firm (w całym kraju - 3 tys.). Na lokalnych rynkach silną konkurencją są dla niego lubelski Luxmed (ma filie w Kraśniku i Chełmie, prowadzi uzdrowisko w Nałęczowie) oraz Swissmed działający w Gdańsku i Tczewie. Potentatem na rynku jest też spółka Medycyna Rodzinna, w której abonament (w wysokości 29-279 zł) wykupiło prawie 20 tys. osób - w Warszawie, Szczecinie, Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Tychach i Opolu. W całym kraju spółka ma czternaście nowoczesnych przychodni lekarskich. Medycyna Rodzinna nastawiła się głównie na klientów indywidualnych.
W dużych miastach działają lokalne, dobrze wyposażone prywatne centra medyczne, które wprawdzie nie są w stanie zagwarantować leczenia wszystkich chorób, lecz wszystkie diagnozują. W Warszawie dwie placówki ma Centrum Medyczne Damiana (abonament kosztuje 50-90 zł). Działa tu też Enel-Med, współpracujący z setką placówek w całym kraju (abonament tej firmy wykupiło 20 tys. osób). Firmy korzystające z prywatnych usług medycznych mogą negocjować cenę. Za każdorazowe przedłużenie umowy również można zyskać zniżkę.

Abonament, czyli mniejsze dobro
W Polsce dobrze funkcjonuje już rynek niepublicznych usług medycznych, praktycznie nie istnieje natomiast system prywatnych polis zdrowotnych. Do wykupu abonamentowych usług medycznych zachęcało firmy polskie prawo - wydatki na ten cel można było odpisać od zysków, co oznaczało mniejsze podatki. Wykup polisy zdrowotnej obciążony był (i jest do dziś) koniecznością odprowadzenia podatków i składek ZUS - w wysokości 50 proc. wypłacanej kwoty, czyli tak jak od innych świadczeń. Efekt jest taki, że w Polsce wykupiono zaledwie 2 tys. polis medycznych (usługę taką oferuje na przykład PZU Życie). - Analizowaliśmy ten segment rynku, ale przedsięwzięcie nie rokowało nadziei na zyski - mówi Bożena Wolińska z Compensy Heros. Podobne doświadczenia mają towarzystwa TUW i Generali Zurich, które wycofały ze swojej oferty prywatne polisy zdrowotne.
Firmy ubezpieczeniowe liczyły na to, że sytuacja zmieni się po reformie służby zdrowia przeprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka. Rozważano wtedy przeniesienie części składki zdrowotnej dotychczas przekazywanej do ZUS do prywatnego sektora ubezpieczeń. - Ostatecznie schowaliśmy nasze projekty polis zdrowotnych do szuflady, gdy minister Mariusz Łapiński zaczął swoją kontrreformę służby zdrowia - mówi Bożena Turek z krakowskiego oddziału TUW. Rynek polis zdrowotnych nie rozwinął się także dlatego, że kosztowny system kontroli przepływu pieniędzy między pacjentem, firmą ubezpieczeniową i zakładem leczniczym trzeba budować niemal od zera (w dodatku nie sprzyjają temu istniejące przepisy),podczas gdy system abonamentowy już działa, a koszt jego rozbudowy jest niewielki.
Mimo trudnej sytuacji na rynku ubezpieczeniowym, spowodowanej wrogą polityką fiskalną państwa, towarzystwa asekuracyjne starają się oferować swoim klientom dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Na przykład Commercial Union włączył wiosną tego roku do standardowego ubezpieczenia na życie pakiet "Na Zdrowie". - Nie jest to typowa polisa zdrowotna, ale umowa dodatkowa - tłumaczy Bogdan Białorucki z CU. O podobieństwie do polisy zdrowotnej świadczy jednak to, że CU może zażądać od klienta przed zawarciem z nim umowy wyników badań lekarskich lub skierować go na takie badania (na koszt towarzystwa). Podobnie działają towarzystwa asekuracyjne na całym świecie. Klienci CU mogą się ubezpieczyć na wypadek hospitalizacji czy zabiegu chirurgicznego, włącznie z przeszczepem serca, który został wyceniony na 50 tys. zł. Aby móc liczyć na wypłatę takiej sumy, 30-letni mężczyzna musi płacić 53 zł miesięcznej składki. Wysokość składki rośnie oczywiście wraz z wiekiem.
W styczniu tego roku nową formę ubezpieczenia na zdrowie wprowadziło też Nationale-Nederlanden. "Zdrowie Lwa" to również umowa dodatkowa do typowego ubezpieczenia na życie lub ubezpieczenia inwestycyjnego. Przewiduje dwa rodzaje świadczeń: z tytułu pobytu w szpitalu (nawet 180 dni w roku) oraz operacji (aż 500 rodzajów). Najwyższa wypłacona suma za operację wynosi 20 tys. zł.

Przez abonament do prywatyzacji
Abonamentowe usługi medyczne funkcjonują przede wszystkim w krajach, gdzie państwowa służba zdrowia popsuła rynek, obniżyła jakość usług medycznych i podwyższyła ich koszty. W Wielkiej Brytanii z różnych form abonamentu korzysta aż 80 proc. obywateli. - Im większa mizeria państwowej służby zdrowia, tym większe szanse dla nas. Docelowo cały rynek usług medycznych powinien być jednak sprywatyzowany, bo dzięki temu obniżyłyby się koszty i poprawiła jakość - mówi Adam Rozwadowski, dyrektor Enel-Medu. Polisy zdrowotne funkcjonują tam, gdzie służba zdrowia pozostaje w prywatnych rękach, na przykład w Szwajcarii.
Na razie osoby płacące abonament za usługi medyczne bądź wykupujące polisy płacą podwójnie, bo jednocześnie muszą uiszczać podatek zdrowotny (zwany eufemistycznie ubezpieczeniem zdrowotnym). Podobnie jest zresztą w wypadku osób kształcących dzieci w prywatnych szkołach. Wybierają tę formę, bo dzięki temu korzystają z usług lepszej jakości. Dlaczego ludzie dbający bardziej niż inni o własne bezpieczeństwo zdrowotne, czyli de facto rzadziej chorujący, nie mogliby przeznaczyć na prywatne ubezpieczenia medyczne choćby części podatku zdrowotnego? Do ZUS odprowadzaliby na przykład 5 proc., a pozostałe 2,75 proc. przeznaczaliby na prywatne ubezpieczenie. W ten sposób powstałaby konkurencja, a w efekcie doszłoby do oddolnej prywatyzacji usług medycznych. Czy zawsze złe rozwiązania mają wygrywać z dobrymi?

Okładka tygodnika WPROST: 32/2003
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 32/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • marrekIP
    Nic dziwnego, jeśli w prywatnej służbie zdrowia można liczyć na krótkie terminy i wysoką jakość leczenia. Przykładem jest Mokotowskie Centrum Medyczne szpitalse.pl - tutaj na uwagę zasługuje zarówno przychodnia, jak i szpital, który niedawno został odremontowany i teraz jest jednym z najbardziej nowoczesnych.
    • aniaIP
      Polska nie jest Ci obojętna?
      Pokaż to na www.jednymglosem.pl

      Czytaj także