Korkociąg Samoobrony

Korkociąg Samoobrony

Samoobronie grozi los KPN: kolejne rozłamy prowadzące do unicestwienia
On jest jak drogowskaz: dzięki niemu widzę, co mówią inni politycy, widzę ich zakłamanie - egzaltowała się rok temu Teresa Marmucka-Lalka, bliska współpracowniczka Andrzeja Leppera. Dziś dla Marmuckiej-Lalki i setek innych działaczy Samoobrony Lepper nie jest żadnym drogowskazem. Tak jak poseł Zbigniew Witaszek (też wierny Lepperowi rok temu) uważają go za karykaturę dyktatora, człowieka mściwego, próżnego i zakłamanego. Sklecona przez Leppera w 2001 r. ekipa dostała to, czego chciała: władzę, immunitety, przywileje, ochronę przed sądem i komornikiem. Nie muszą już więc czynić wiernopoddańczych gestów wobec wodza. Mimo wciąż dużego poparcia Samoobronie może grozić los KPN: kolejne rozłamy prowadzące do unicestwienia.
W ciągu 22 miesięcy działalności klubu Samoobrony odeszło z niego 22 posłów - w klubie zostało 31 osób. Z trzeciej siły w Sejmie drużyna Leppera jest teraz ledwo szóstą. Mimo zręczności i politycznego nosa przywódcy Samoobrony Polacy coraz częściej dostrzegają, że partia i jej lider to hipokryci, którzy krzycząc "łap złodzieja", sami mają nieczyste sumienia. Okazało się też, że Samoobrona nie jest żadnym głosem ludu. Nie reprezentuje również elektoratu antyeuropejskiego, więc radykałowie wolą popierać Ligę Polskich Rodzin. Afery z udziałem posłów i działaczy Samoobrony już tylko irytują Po-
laków. Z kolei polityczne inicjatywy partii Leppera stały się im obojętne, bo nic z nich nie wynika - w Sejmie ludzie Samoobrony głosują zwykle tak jak SLD, co demaskuje ich ja-ko rzekomych przedstawicieli antyestablishmentu. Lepper nie jest już nawet w stanie organizować blokad na drogach. Samoobrona znalazła się w korkociągu prowadzącym do zderzenia z ziemią.

Samoobrona lepperków
Andrzej Lepper, układając listy wyborcze, zebrał na nich osoby bardzo podobne do siebie - małych lepperków: żądnych władzy, na bakier z prawem, mówiących byle co, byle głośno i demagogicznie. Jeszcze przed wyborami Danuta Hojarska miała odpowiadać za wyłudzenie kredytów, a małżeństwo Łyżwińskich za utrudnianie egzekucji należności i niepłacenie podatków.
Dla niektórych, na przykład detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, Samoobrona była tylko windą do politycznej kariery. Partia przyciągnęła też osoby, które przegrały wybory oraz rozgrywki wewnętrzne w innych ugrupowaniach i znalazły się w politycznym niebycie - jak Janusz Maksymiuk, były szef kółek rolniczych, dziś jeden z najważniejszych doradców Andrzeja Leppera (również Janusz Szewczak, który w przeszłości doradzał ponad dziesięciu partiom). Niedawno z Samoobroną związali się też były prezes ZChN Ryszard Czarnecki i szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy Mieczysław Wachowski. Liczą na znalezienie się na listach partii Leppera w następnych wyborach.

Mao Lepper
Lepper, chytry gracz polityczny i sprawny demagog, nie docenił zagrożenia płynącego z budowania swego otoczenia według kryterium podobieństwa charakterów do własnego. Pierwsze zgrzyty w Samoobronie zaczęły się w listopadzie 2001 r., gdy z klubu odeszli Krzysztof Rutkowski, a potem Zbigniew Nowak. Lepper nie przejął się tym zbytnio: mówił, że odeszli ludzie, którzy wykorzystali Samoobronę, ale już nie mają szans w przyszłych wyborach. W partii rozpoczął się wówczas wyścig o władzę i jak największe wpływy. Do tego celu prowadziły dwie drogi: uzyskanie znaczącej pozycji w partyjnej centrali lub zostanie lokalnym liderem, zdolnym do konstruowania koalicji z SLD i PSL. Obie drogi w praktyce oznaczały narażenie się na konflikt z Andrzejem Lepperem.
Przewodniczący (tak jak przewodniczący Mao w komunistycznych Chinach) skwapliwie pilnował, by żaden z jego współpracowników nie miał pozycji na tyle silnej, by stanowić choćby cień zagrożenia dla wodza. Gdy Wojciech Mojzesowicz podjął walkę o pozycję człowieka numer 2 w Samoobronie i zaczął się upominać o wewnątrzklubową demokrację, został przez Leppera skasowany. Usunięcie Mojzesowicza było sygnałem dla innych małych lepperków: albo bezwarunkowa dyscyplina wobec wodza, albo won z klubu i partii!

Upojeni władzą
Po wyborach samorządowych Samoobrona weszła w koalicje i zaczęła współrządzić w kilku województwach. Władza tak zasmakowała lokalnym działaczom, że nie przejęli się słowami swojego szefa, który nakazał im opuszczenie koalicji z SLD i rezygnację ze stanowisk. Na Podlasiu Lepper wyrzucił za to z partii wszystkich wojewódzkich radnych. Teresa Marmucka-Lalka, wiceszefowa struktur w województwie kujawsko-pomorskim, wyleciała z Samoobrony, bo wybrała posadę w zarządzie województwa.
Mocni stanowiskami w lokalnych samorządach działacze Samoobrony zaczęli się upominać o wewnątrzpartyjną demokrację. Leon Żero z Podlasia był pierwszym baronem Samoobrony, który stracił za to stanowisko. - Główną przyczyną tych nagłych rozstań z partią jest to, że Lepper i jego doradcy nie chcą się rozliczać z partyjnych pieniędzy. A przecież każdy z parlamentarzystów wykłada duże środki. Wcześniej to było po 1200 zł miesięcznie, teraz 850 zł - mówi Franciszek Franczak wyrzucony z partii w maju tego roku. Tydzień temu z partii odeszli Zenon Tyma, Stanisław Dulias, Zdzisław Jankowski i Zbigniew Witaszek (pretekstem również było domaganie się rozliczeń z wydawania partyjnych pieniędzy). Gdy Zenon Tyma, szef partii w Opolskiem, pociągnął za sobą innego posła z opolskiego Józefa Tomalę, Lepper rozwiązał wojewódzkie struktury partii. - Samoobrona popadła w samouwielbienie, a to może być gwoździem do jej trumny. Ja i moi ludzie stworzyliśmy struktury w terenie, a teraz przewodniczący rozwiązuje je jednym pociągnięciem pióra, choć nie ma do tego prawa - mówi Zenon Tyma. - Przewodniczący Lepper obiecał zrobić lustrację gospodarczą, wszyscy na to czekali, a tu nic się nie dzieje, poza tym że coraz więcej ludzi uwikłanych w przestępcze interesy jest w partii i coraz bliżej szefa - mówi teraz Leon Żero, były szef partii na Podlasiu.
Lepper jest nadal liderem, nadal dysponuje sztandarem, marką, a liczba mandatów ciągle jest wystarczająca, by był nieformalnym koalicjantem SLD. Czy jednak wystarczy, by powtórzyć wynik wyborczy z 2001 r.? Uciekinierzy z Samoobrony w to wątpią. - Partia przeszła chrzest bojowy, pozbywając się renegatów i ludzi słabych. W ten sposób się wzmocniliśmy, nabraliśmy odporności na różne bakterie. Bo niektórzy okazali się bakteriami zarażającymi organizm Samoobrony. Załatwiła ich gorączka, którą sami wywołali - komentuje Andrzej Lepper.
Okładka tygodnika WPROST: 32/2003
Więcej możesz przeczytać w 32/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Janusz M. IP
    Leon Żero nigdy nie  był członkiem Samoobrony i  nie  mógł być wyrzucany. Wspierał Leppera od  początku jego działalności lecz do  partii Samoobrona nie  należał.