Abecadło o Kisielu

Abecadło o Kisielu

Ćwierć wieku temu Stefan Kisielewski, najwybitniejszy felietonista w historii Polski, wydał „Abecadło Kisiela”, zapis refleksji o ludziach jego epoki. „To nie statecznie uporządkowany alfabet wspomnień, ile raczej abecadło, i to takie, co właśnie z pieca spadło; w dodatku na łeb na szyję” – pisał. Mimo to „Alfabet” do dziś uznawany jest za syntetyczne ujęcie wizji świata autora. My stworzyliśmy „Alfabet o Kisielu” – przypominając (także ułożone alfabetycznie) najważniejsze wątki związane z biografią i polityczną myślą publicysty. Dziś hasła na litery J, K i L. W następnych numerach – kolejne.

J JAK JĘZYK

Język felietonów Kisiela był zrozumiały dla każdego – bez względu na wykształcenie czy pozycję społeczną. Autor tworzył dla inteligentów, ale był czytany przez wszystkich. Jego felietony sprawiały wrażenie pisanych na kolanie, były jednak głęboko przemyślane. Upozowana spontaniczność była literackim chwytem, który świetnie działał na czytelników. „Gatunek felietonowy daje pole do operowania aluzją, żartem, mową zastępczą, ogólnym klimatem. Nawet skreślenia cenzuralne, mnożące się wówczas, nie wydawały się decydujące, zwłaszcza gdy wierny czytelnik oswoił się z felietonową mową” – tłumaczył Stefan Kisielewski w przedmowie autorskiej do zbioru najważniejszych felietonów.

Pierwsze publikacje Kisielewski miał przed wojną. Pisał wtedy głównie o muzyce. Jego teksty w specjalistycznych kwartalnikach zachwycały nie tylko znajomością rzeczy i skrupulatnością, lecz także bogactwem i giętkością języka polskiego. Za piękno formy chwalił swojego ucznia prof. Władysław Tatarkiewicz, u którego Kisiel, student filozofii, zaliczył pracę roczną.

Po wojnie Kisiel rozszerzył swój warsztat. Zaczął pisać felietony, artykuły, reportaże. A także powieści – te pod pseudonimem Tomasz Staliński. Ale najlepszy był w krótkiej formie. Tekstom dla Tygodnika Powszechnego nadawał własny styl. Język nowoczesny mieszał się z dawną polszczyzną. Słowa potoczne z wielkimi pojęciami. „Ja wprawdzie twierdzę, że stąd, z Ameryki, o wiele lepiej widzę Polskę niż p. Kisiel, który w niej tkwi, wsadzony w nią jak kartofel w worek, którego dialektyka myszką trąci, który myśli frazeologią zaczerpniętą z polskiej literatury” – pisał Witold Gombrowicz w „Dzienniku”. W pierwszej edycji Nagród Kisiela, które odebrali ludzie wskazani osobiście przez Kisielewskiego, wśród zwycięzców znalazł się Mieczysław Wilczek, minister w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Kontrowersyjny wybór Kisiel uzasadnił w swoim stylu: Mirosław Wilczek „ładnie i przekonująco się wypowiada”. To była aluzja do zmiany języka, jakim posługiwał się były minister, a potem prywatny przedsiębiorca. Innymi słowy z partyjnego żargonu przeszedł na język kapitalizmu. Kisiela przez cały PRL najbardziej drażniła partyjna nowomowa. Uważał ją za szkodliwą. Na przekór sztywniactwu pisał felietony z rozmachem, starał się, aby były barwne i szczere.

K JAK KATOLICYZM

„Tygodnik Powszechny” powstał w marcu 1945 r. To katolickie pismo społeczno- -kulturalne od początku wydawane było pod patronatem arcybiskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, a nad katolickim charakterem pisma czuwał delegat arcybiskupi ks. Jan Piwowarczyk. Kisiel rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem” już w kwietniu. Redaktorzy i autorzy jeździli na wspólne rekolekcje. Jedne z nich odbywały się w Tyńcu. Przez kilka dni redakcja wspólnie się modliła, czytała Pismo Święte, słuchała kazań ojców benedyktynów. Kisiel uczestniczył w benedyktyńskich rekolekcjach z pobożnością i żywym zainteresowaniem. Ostatniego dnia uciekł. Był to dzień spowiedzi. Kisiel był obrońcą religii. Twierdził, że jest ona spoiwem społecznym. Był katolikiem praktykującym i wierzącym. Ale w co dokładnie wierzył? Czasem mówił, że jest panteistą i że wszystko jest Bogiem. Innym razem, że deistą. Że Bóg istnieje jako bezosobowa siła i nie interesuje się sprawami ludzi.

„Zastanawiałem się nad dzielącą nas różnicą poglądu na istnienie duszy, Boga i życia po śmierci ziemskiej” – pisał Jerzy Waldorff, laureat Nagrody Kisiela w 1990 r. „Ja, z temperamentu raczej wybuchowy romantyk, w niewielkim kręgu materii, w jakim przyszło mi żyć, dla Boga miejsca nie znajdywałem. On znajdował w sobie miejsce, jeśli nie na wiarę w Boga, to na szukanie Go” – pisał w „Słowie o Kisielu”. Natomiast prymas Wyszyński mawiał wręcz: „Z całego »Tygodnika Powszechnego« największy teolog to Kisielewski”. Wbrew jego wszystkim herezjom. Najwyższy hierarcha Kościoła w Polsce lubił Kisiela i czytać, i słuchać. Wyszyński podobał się Kisielowi przede wszystkim jako polityk i mąż stanu. Imponowała mu postawa prymasa wobec władzy komunistycznej. „Pisz ksiądz o diable”– powiedział Kisiel do młodego księdza, Józefa Tischnera, podczas rozmów w redakcji „Tygodnika Powszechnego”. „To była dobra rada” – przyznawał po latach ks. Tischner, laureat Nagrody Kisiela w 1993 r. „Czym przykuwał moją uwagę? Przede wszystkim wolnością. W czasach szczególnego, nader perfidnego zniewolenia umysłów Kisiel poruszał się po świecie jako istota wolna” – pisał Tischner. Jan Paweł II podczas audiencji powiedział Kisielowi, że ten w felietonach krytykuje zawsze wszystkich, a papieża nie krytykuje nigdy. Po powrocie do Polski Kisiel napisał krytykę Jana Pawła II, przewrotną i dowcipną, utrzymaną w tonie ciepłej ironii. Podobno cały Watykan, łącznie z papieżem, zanosił się śmiechem.

L JAK LIBERALIZM

Kisiel był prekursorem liberalizmu gospodarczego. W czasach, gdy każdy liberał był wrogiem systemu, a liberalne poglądy były uważane przez władzę za niebezpieczne, reakcyjne, burżuazyjne i wątpliwe moralnie. Kisiel – jakby nigdy nic – głosił jednak wolność gospodarczą i wolność obywatelską. Największego przyjaciela w liberalizmie znalazł w Leopoldzie Tyrmandzie, który w latach 50. słuchał jazzu i nosił kolorowe skarpetki. Kisiel z Tyrmandem wznosili hasła liberalne – bez realnej nadziei, że ktokolwiek weźmie je serio. Sytuacja zmieniła się diametralnie w 1989 r. W Polsce trwały rozmowy Okrągłego Stołu. „Rozprawianie o demokracji bez silnego zaplecza gospodarczego nie ma większego sensu” – powtarzał Kisiel. I dodawał: „Balcerowicz to doskonały i nieprzewidziany wynalazek”. Wypowiadał się o nim z entuzjazmem i trzymał kciuki za wielkie reformy transformacji z socjalizmu w kapitalizm. W 1990 r. Kisiel narzekał, że prywatyzacja idzie za wolno. Uważał, że to ona powinna być główną działalnością rządu Tadeusza Mazowieckiego. Przez całe lata 80. Kisielewski odnosił się z rezerwą i nieufnością do Solidarności. Zawsze obawiał się, że ludzie z ruchu robotniczego nie rozumieją kapitalizmu i chcą jedynie socjalizmu z ludzką twarzą. „Kisiel za sól ziemi był skłonny uważać raczej sklepikarza niż robotnika. Jego ideałem był XIX-wieczny kapitalizm pełnej, wolnej konkurencji” – mówi Aleksander Hall, minister w rządzie Mazowieckiego. „Lubił kapitalizm nie wielkich międzynarodowych koncernów, ale drobnych sklepikarzy i rodzinnych przedsiębiorstw” – zaznacza Hall. Pytanie, czy taki kapitalizm był możliwy w latach 90. XX w.?

„Szanuję go za to, iż nie będąc ekonomistą, znał prawa rządzące gospodarką. To rzadka cecha” – mówił Leszek Balcerowicz, laureat Nagrody Kisiela w 1994 r. „Nie miałem okazji poznać Stefana Kisielewskiego osobiście, ale jego twórczość sprawiła, że w jakiś sposób go znam. Był człowiekiem niepokornym”. Stefan Kisielewski walczył z absurdami socjalizmu. „W gruncie rzeczy całość mojej krytyki ustroju marksowsko-leninowskiego, moich poglądów gospodarczych nie bardzo jest znana” – pisał rozżalony. Przy całym swoim liberalizmie gospodarczym w sferze obyczajowej pozostawał konserwatystą. Reprezentował nurt politycznego myślenia, który można nazwać konserwatywnym liberalizmem.

Okładka tygodnika WPROST: 44/2014
Więcej możesz przeczytać w 44/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także