Bankowe spięcie

Bankowe spięcie

Osobista niechęć Jensa Weidmanna do Maria Draghiego to wśród polityków tajemnica poliszynela. Pytanie, kto bardziej na niej straci: Europejski Bank Centralny czy Bundesbank.

Kupowanie obligacji i papierów wartościowych zabezpieczonych aktywami (ABS), w nadziei zachęcenia banków komercyjnych do udzielania pożyczek, to kolejny pomysł Europejskiego Banku Centralnego (EBC) na uzdrowienie unijnych finansów. Ma pobudzić gospodarki regionu i zwiększyć inflację. Jego efektem jednak będzie zwiększenie bilansu EBC z 2 do 3 bln euro.

– Należy zrozumieć, że czasami wypełnianie naszego mandatu wymaga wyjścia poza standardowe narzędzia polityki monetarnej – argumentuje Mario Draghi, prezes EBC, i tłumaczy, że polityka Europejskiego Banku Centralnego nie znajduje równomiernego przełożenia w sytuacji, gdy rynki finansowe są fragmentaryczne lub poddawane irracjonalnym lękom. – Musimy uporać się z tymi blokadami, aby uzyskać jednolitą politykę pieniężną, a dzięki temu stabilność cen dla obywateli strefy euro. Chwilami może to wymagać środków nadzwyczajnych – napisał Draghi w oficjalnym komentarzu.

Specjalne oświadczenie opublikowane przez EBC jest odpowiedzią na falę krytyki, jaka popłynęła ze strony niemieckich polityków. Ci obawiają się, że EBC będzie skupował również akcje o ratingu niższym niż BBB-, czyli nieinwestycyjnym (taki rating posiadają obecnie papiery greckie czy cypryjskie), co może przyczynić się do niepowodzenia całego przedsięwzięcia. Jego następstwem mogłoby być finansowanie rządów państw, a przyzwolenie na rozpoczęcie skupu obligacji rządowych to w Berlinie temat tabu.

– Istnieje ryzyko, że będziemy kupować papiery wartościowe po zbyt wysokich cenach. To oznaczałoby transfer ryzyka z banków komercyjnych do banku centralnego, a w ostateczności do podatników – tłumaczy swoje obawy na łamach „Der Spiegel” Jens Weidmann, szef Bundesbanku i główny krytykant polityki Draghiego. Nie powstrzymuje się przy tym od uszczypliwości. – Najnowsze narzędzia przynoszą takie same efekty, jak leki przeciwbólowe. Może i walczą z objawami, jednak całkowicie pomijają to, co najważniejsze, a mianowicie przyczynę. Co gorsza, mają skutki uboczne – stwierdza Weidmann. W stronę Europejskiego Banku Centralnego krytyka ze strony Niemiec płynie od dłuższego czasu. Do tej pory zbytnio się nią nie przejmowano. Dziś zaczyna być problemem.

POLOWANIE JASTRZĘBIA

Wzajemne animozje, które przerodziły się w szczerą niechęć pomiędzy Draghim a Weidmannem, to gorący temat rozmów wśród europejskich finansistów. Urzędnicy związani z EBC, mówią, że stało się to już nazbyt osobiste, a relacje obu panów są „całkowicie zgniłe i nie do naprawienia”. Jedna z osób powiązanych z obydwoma politykami w rozmowie z Reuterem wspomina wręcz, że „ilekroć Draghi i Weidmann są gdzieś w tym samym miejscu, padają zakłady o to, czy panowie się spotkają”. W zeszłym tygodniu niemiecka prasa poszła jeszcze dalej i napisała, że panowie nie zamienili ze sobą słowa od lipca, co zdumiewa, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że szef Bundesbanku jest również członkiem Rady Prezesów EBC. Weidmann unika Draghiego jak ognia. Dzieli ich nie tylko odmienne spojrzenie na politykę fiskalną Unii, ale i temperament. Weidmann to typ jastrzębia, lubi stawiać na swoim i trudno mu iść na kompromis, podczas gdy szef Europejskiego Banku Centralnego chciałby dogodzić wszystkim. Łagodna polityka monetarna tegoostatniego budzi sprzeciw niemieckiego banku centralnego, który ma raczej konserwatywne poglądy na kasę fiskalną Unii. Szef Bundesbanku krytykuje doraźne działania Draghiego. Jego zdaniem nic nie zmienią.

– Błąd w myśleniu europejskich polityków polega na tym, że wszyscy pytają, co jeszcze może zrobić EBC, zamiast pytać, w jaki sposób ludzie odpowiedzialni za kreowanie polityki mogą pomóc w rozwiązywaniu problemów Europy – uważa Weidmann. Jego zdaniem rozwiązaniem mają być głębokie reformy strukturalne państw członkowskich, a nie poleganie na interwencjach EBC. Zbyt luźne podejście do problemów, w tym zbyt niskie stopy procentowe, mogą uśpić czujność europejskich polityków, którzy, omamieni wizją oddalającego się zagrożenia, zaczną odkładać w czasie decyzje o niewygodnych dla siebie reformach. – Rządy pożyczają dziś pieniądze tak tanio jak nigdy, a długi wciąż rosną – ostrzega. Już w zeszłym roku w rozmowie z „Wall Street Journal” Weidmann stwierdził, że kryzys zadłużenia Europy może potrwać nawet dekadę, co kłóciło się z opinią szefa Komisji Europejskiej Joségo Manuela Barroso, który powiedział, że Europa najtrudniejszą fazę kryzysu ma już za sobą.

Czarny scenariusz niemieckich ekonomistów opiera się na obawie, że rządy w Europie nie będą reformować niczego, bo nie chcą podpadać swoim wyborcom i zmuszać ich do zaciskania pasa. Europa zacznie wpadać w recesję, co odbije się na skali bezrobocia i poziomie życia jej mieszkańców. A sfrustrowanych wyborców nic nie powstrzyma od zagłosowania na polityków, którzy będą optowali za rozpadem strefy euro. Inna kwestia to zarzuty o upolitycznianie Europejskiego Banku Centralnego. Szef Bundesbanku od miesięcy powtarza, że banki centralne znalazły się pod zbyt dużą presją polityków, którzy domagają się od nich stymulowania krajowych gospodarek poprzez „ultraniskie stopy procentowe i inne bodźce”. Niezależność podmiotów finansowych od polityki jest w Niemczechwysoko ceniona, bo wciąż pamięta się tam skutki takiego romansu z 1920 r., co doprowadziło kraj do hiperinflacji.

Weidmann nie jest odosobniony w swoich przekonaniach. Do formułowania zarzutów przyłączył się Jürgen Stark, były główny ekonomista EBC, który uważa, że „bank upolitycznił swoje działania i że może się okazać niezdolny do zapewnienia stabilności cen”. Rzecznik EBC bagatelizuje konflikt, mówiąc, że różnica zdań jest „zdrowa” dla członków Rady Prezesów, którzy z zasady mają odmienne poglądy, potrafią jednak działać kolegialnie na rzecz wspólnego interesu.

CZARNE CHMURY

Sam Mario Draghi odpiera zarzuty. Zapewnia, że również jest zwolennikiem reform państw członkowskich. Oświadczył, że „w strefie euro konieczne są reformy strukturalne, bez nich bowiem nie uda się przywrócić trwałego wzrostu gospodarczego”. Jednocześnie stosuje działania, które mają na celu uwspólnienie długu państw europejskich (spłata jest gwarantowana przez bank centralny lub system ratunkowy), co stoi w jasnej sprzeczności z indywidualną odpowiedzialnością krajów za swoje długi w eurostrefie, którą postuluje Weidmann.

Draghi niemieckiego kolegę nazywa „nein zu allem” (wszystko na nie) i niewiele robi sobie z nieprzychylnych mu ocen. Przynajmniej tak było do czasu powstrzymywania się od publicznych komentarzy przez Angelę Merkel. Kanclerz Niemiec wielokrotnie udzieliła Draghiemu milczącego poparcia. Dziś nieoficjalnie wiadomo, że Angela Merkel czuje się przez niego zdradzona od chwili, gdy w czasie konferencji w Jackson Hole w sierpniu wezwał on rząd w Berlinie do stymulacji fiskalnej. Jakby tego było mało, „New York Times” oświadczył, że wszedł w posiadanie tajnych i nigdzie nie publikowanych sprawozdań z posiedzeń ECB za lata 2012 i 2013. Padają podejrzenia, że fakt wycieku informacji to efekt narastającego konfliktu pomiędzy ECB a Bundesbankiem. – Do tej pory EBC był pewny siebie, mimo całej krytyki w mediach niemieckich, że może liczyć na Schäublego i Merkel, ale ostatnia krytyka jest dla niego prawdziwą pobudką – powiedział Marcel Fratzscher, były szef analiz polityki międzynarodowej w EBC, a obecnie prezes instytutu gospodarczego DIW Berlin. Stracenie poparcia największych i najbardziej wpływowych państw członkowskich strefy euro byłoby zabójcze dla wiarygodności EBC i doprowadziło do „erozji zaufania” oraz „jego zdolności do pracy z rządami” – pisze Reuter.

Trudne relacje Europejskiego Banku Centralnego z niemieckimi politykami to także żadna nowość. Poprzednik Weidmanna w Bundesbanku, Axel Weber, w 2011 r. zrezygnował ze stanowiska w proteście przeciwko polityce skupu obligacji, którą prowadził Jean-Claude Trichet, ówczesny szef EBC. Dziś nic nie wskazuje na to, by podobny scenariusz miał miejsce. Mało tego, pojawiają się głosy, że Weidmann mógłby zastąpić Draghiego na stanowisku szefa EBC, i to wcześniej niż w październiku 2019 r., kiedy kończy się jego kadencja. Taką analizę przedstawił niedawno David Marsh na łamach „MarketWatch”. Argumentował przy tym, że obecny prezydent Włoch Giorgio Napolitano złoży w dniu swoich 90. urodzin (29 czerwca 2015 r.) dymisję, a Draghi jest poważnym kandydatem na to stanowisko (zwłaszcza po dobrym przyjęciu młodego premiera Mattea Renziego). Gdyby rzeczywiście tak się stało, można oczekiwać, że polityka monetarna stałaby się nie taka łagodna.

Okładka tygodnika WPROST: 45/2014
Więcej możesz przeczytać w 45/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także