Zafałszowane otwarcie

Zafałszowane otwarcie

Pół roku po wygranych wyborach rząd Leszka Millera przedstawił "Raport otwarcia" przygotowany w gabinecie politycznym Wiesława Kaczmarka, ministra skarbu. Dokument od początku sprawiał wrażenie zrodzonego z nieprawego łoża. Kontrola NIK potwierdza, że odczucia większości były słuszne.
"Raport" miał zaszokować opinię publiczną rozmiarami zniszczeń poczynionych przez ekipę Jerzego Buzka w spółkach skarbu państwa. Rok później Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przy jego sporządzaniu. Z resortu skarbu zniknęła część dokumentów, które posłużyły do opracowania bilansu. NIK oceniła ponadto, że raport zawiera nieprawdziwe fakty, jest mylący i nieobiektywny. I choć rzecznik rządu Marcin Kaszuba, na pośpiesznie zwołanej konferencji prasowej przed wejściem do warszawskich Łazienek stwierdził, że dokumenty już zostały odtworzone nic nie wskazuje na to, aby wyjaśniły one wszystkie wątpliwości kontrolerów. Wykazali oni na przykład, że za straty poniesione przez spółki skarbu państwa odpowiedzialność ponoszą nie tylko prezesi z czasów AWS, ale także ci z lat 1993- 97, czyli z okresu rządów koalicji SLD- PSL. "Raport" zarzuca też brak nadzoru nad firmami podczas gdy część dokumentów wskazuje na coś zupełnie przeciwnego. Miał pomóc SLD wznieść się ponad prawicowe poziomy, tymczasem wpisuje się w ciąg afer, które sprawiają, że notowania sojuszu systematycznie spadają.

Dorota Macieja

Czytaj także

 0