Ciąża w biegu

Ciąża w biegu

Kobieta z brzuszkiem pokonująca wolnym truchcikiem kolejne kilometry przestaje już dziwić. I bardzo dobrze – uważają specjaliści.

Kiedy Iwona Stepajtis, fotografka z Warszawy, dowiedziała się, że jest w ciąży, od razu wpisała w wyszukiwarkę internetową „bieganie w ciąży”. – Nie chciałam rezygnować z ruchu. Nie w momencie, kiedy czuję się w pełni zdrowa, a i sama ciąża poza porannymi nudnościami w żaden sposób mi nie dokucza. Poza tym ruch w ciąży jest wskazany, dzięki temu i ja, i moje dziecko jesteśmy lepiej dotlenieni. Siedząc w domu, oszalałabym z nudy! – mówi.

DAWKA SZCZĘŚCIA

Iwona nie zawsze była aktywna. Bieganie było jej traumą ze szkolnych lekcji wychowania fizycznego. Na początku tego roku postanowiła jednak, że wystartuje ze swoim psem Fado w zawodach dogtrekkingowych (marsz lub bieg na orientację z psem) na dystansie 20 km. Taki cel okazał się idealną motywacją. – Pierwsze treningi to były głównie spacery przeplatane truchtem na odcinku dosłownie kilkunastu metrów. Jednocześnie chodziłam na zumbę, żeby zrzucić parę zbędnych kilogramów – mówi. Od kwietnia zaczęła regularnie biegać, a pod koniec lipca dowiedziała się, że jest w ciąży. Już w ciąży Iwona wystartowała w dwóch biegach na 5 km i w jednym biegu z psem.

– Mój pierwszy w życiu start na 5 km to Bieg Powstania Warszawskiego. Byłam w drugim miesiącu ciąży – opowiada. Teraz jednak udział w zawodach odkłada na czas po porodzie. Lekarz pozwolił jej na bieganie, ale musi pilnować tętna i nie może się nadmiernie przemęczać. A podczas wyścigu trudno utrzymać taką dyscyplinę. – Biegniesz i widzisz, że jak przyspieszysz na ostatnim kilometrze, to zrobisz życiówkę. Albo łapie cię kolka, ale wiesz, że jak się zatrzymasz, nie pobiegniesz już dalej. A to tylko 5 km, więc zamiast odpuścić, biegniesz do mety – mówi. Szczegółowe relacje z pokonanych kilometrów i na temat intensywności wysiłku zdaje lekarzowi. – Wszystko jest w porządku i ze mną, i z dzieckiem. Dzięki temu, że jestem aktywna, nie tylko mam lepszą kondycję, ale też większą odporność. Poza tym bieganie daje ogromną radość i pozytywną energię. Uwielbiam to przepełniające mnie uczucie szczęścia po treningu. Tego się nie da opisać, tego trzeba samemu doświadczyć – mówi.

Iwona nie jest wyjątkiem. Aktywne wcześniej kobiety, kiedy zachodzą w ciążę, nie widzą powodów, dla których z dnia na dzień miałyby porzucić swoje pasje. – Oczywiście wysiłek w ciąży musi być dostosowany do tego szczególnego stanu. Najważniejsze jest wtedy dobro dziecka – mówi Agata Matejczuk, wicemistrzyni Polski w biegu 24-godzinnym. Zdobyła ten tytuł pod koniec września (w 24 godziny pokonała dokładnie 204 km i 181 m), mimo że wiosną urodziła swoje trzecie dziecko, córeczkę Lidkę. Kiedy Agata, przyzwyczajona do forsownych treningów, specjalizująca się w tych najdłuższych i najbardziej wymagających dystansach, dowiedziała się, że jest w ciąży, musiała zupełnie przeorganizować tryb życia, ale z ruchu nie zrezygnowała. – Bardzo dużo chodziłam z kijkami. Jeśli biegałam, to były to krótkie odcinki, pokonywane bardzo delikatnym truchtem – mówi.

BIEGANIE CZY ROWER

Wzorem i idolką biegających przyszłych mam jest bez wątpienia dziennikarka i prezenterka Beata Sadowska, autorka książki „I jak tu nie biegać!”. O tym, że spodziewa się dziecka, poinformowała oficjalnie w czerwcu 2013 r., chwilę po przekroczeniu mety biegu na 10 km w Gałkowie. Sadowska pokonała dystans spokojnym tempem, a po jego ukończeniu, wskazując na swój wyraźnie już zaokrąglony brzuch, powiedziała reporterowi jednej z telewizji, że największe gratulacje należą się najmłodszemu uczestnikowi, który liczy zaledwie kilka miesięcy. Sadowska wielokrotnie podkreślała w wywiadach, że cały czas była pod kontrolą lekarki, która pozwoliła na bieganie, i przekonywała, że synek dorastający w brzuchu na pewno da znać, jeśli będzie miał dość. Dziennikarka biegała do ósmego miesiąca, a do treningów wróciła dwa miesiące po porodzie. Do Dominiki Stelmach, biegaczki i mamy dwójki dzieci, często zgłaszają się ciężarne biegaczki. Wszystkim mówi, że najważniejsze jest słuchanie własnego organizmu.

– W pierwszej ciąży czułam się doskonale, biegałam do końca drugiego trymestru, chodziłam na gimnastykę dla kobiet w ciąży i jogę. W drugiej łapałam infekcje, więc siłą rzeczy czułam się gorzej. Mimo to starałam się dużo spacerować – to jedna z najlepszych form ruchu w ciąży – mówi. Dominika na czas ciąży zmieniła zasady dotychczasowego treningu. – Po pierwsze, żadnych planów. Wszystko robiłam w zależności od samopoczucia i tego, co podpowiadał mi wewnętrzny głos – mówi. Biegała tylko na bieżni mechanicznej i z pulsometrem. – Wiadomo, przyjemniej jest pobiegać gdzieś w plenerze, ale bieżnia daje ten komfort i bezpieczeństwo, że w każdej chwili można przerwać i nie zostaje się gdzieś daleko od domu. Z tego samego powodu polecam też rower stacjonarny. Jazdę w terenie zdecydowanie nie, bo nawet jeśli my będziemy ostrożne, to są inni uczestnicy ruchu, a upadek na rowerze może się źle skończyć – tłumaczy. Ona sama po jednej i drugiej ciąży do formy wracała błyskawicznie. Pierwszy trening? Tydzień po pierwszym porodzie i pięć dni po drugim. Trzy miesiące po urodzeniu drugiego dziecka ukończyła morderczy Maraton Karkonoski.

Ewa Kuś, konsultant Grupy Lux Med do spraw ginekologii i położnictwa, przyznaje, że kobiet aktywnych w ciąży jest coraz więcej. – To zwykle panie, które były aktywne wcześniej – mówi. – Ruch w ciąży jest bardzo korzystny, jednak pewne rzeczy trzeba zmodyfikować, niektóre aktywności są wręcz niewskazane – dodaje. Pacjentkom odradza przede wszystkim najbardziej urazowe sporty: jazdę na rowerze, na nartach czy konno. Poleca pływanie, jogę, nordic walking i szybki marsz, ewentualnie specjalne ćwiczenia dla kobiet w ciąży, które oferują kluby fitnessu i szkoły rodzenia.

ŻONIE BYM NIE POZWOLIŁ

Dla pań, które dotąd stroniły od wysiłku fizycznego, ciąża może się stać motywacją, by wreszcie coś ze sobą zrobić. – Wyczytują w gazetach albo w internecie, że kobieta w ciąży powinna być aktywna, zdrowo się odżywiać, dbać o siebie – mówi Agnieszka Grochowska, warszawska trenerka fitnessu, która specjalizuje się w prowadzeniu zajęć dla ciężarnych i młodych mam. – Te ćwiczenia tylko pozornie są podobne do innych zajęć fitnessu. Tu jednak jest o wiele mniejsze tempo, więcej odpoczynku, wprowadzane są różne techniki i ćwiczenia, które potem mogą być pomocne w czasie porodu – tłumaczy. Podaje też inne korzyści: – Jeśli na zajęcia przychodzą same kobiety w ciąży, to jest okazja nie tylko do ćwiczeń, ale też do rozmów o problemach, doświadczeniach czy chociażby o zakupach. To też jest ważne – mówi. Z jej obserwacji wynika, że w tym roku pojawiło się szczególnie dużo aktywnych przyszłych mam. – Wynika to też oczywiście z większej liczby porodów – mówi.

Doktor Ewa Kuś cieszy się z pozytywnego trendu, ale podkreśla, że jeszcze wiele jest do zrobienia. Statystyki pokazują, że co czwarta ciężarna Polka cierpi na otyłość. – Wciąż gdzieś tkwią w nas stereotypy, że kobieta w ciąży musi jeść za dwoje i dużo odpoczywać. Efekt jest taki, że pacjentki do drugiego trymestru potrafią przytyć aż 10 kg. Potem jest już tylko gorzej: boli je kręgosłup, są opuchnięte, a pod koniec ciąży ledwo przewracają się z boku na bok. A przecież sam poród to ogromny wysiłek fizyczny. Warto się do niego przygotować. Oczywiście rozsądnie i konsultując wszystko z lekarzem.

W społeczeństwie wciąż żywe są też inne stereotypy, na przykład taki, że uprawianie sportu może być przyczyną poronienia. Tymczasem Ewa Kuś w całej swojej lekarskiej karierze nie pamięta przypadku, żeby kobieta poroniła z powodu uprawiania jakiegoś sportu. – O tym akurat decydują inne czynniki. Każdą wątpliwość oczywiście trzeba konsultować z lekarzem – podkreśla. Z mitami walczy też Dominika Stelmach. – Mnie wprost nikt nigdy nie powiedział, że robię coś niewłaściwego. Ale w fitness clubie często słyszę komentarze panów na widok ćwiczącej kobiety z brzuszkiem: „swojej żonie bym nie pozwolił”. A ja pytam: dlaczego? Przecież nasze mamy i babcie, jeśli tylko czuły się dobrze, wcale nie stroniły od prac fizycznych w ciąży. To nie jest nic nowego – mówi. �

Okładka tygodnika WPROST: 47/2014
Więcej możesz przeczytać w 47/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0