Policyjna atrapa

Policyjna atrapa

Czy mamy jeszcze policję?
W Katowicach funkcjonariusze policji współpracowali z mafią wołomińską, a jeden z nich utrudniał śledztwo w sprawie zabójstwa kolegi. Komendant wojewódzki z Lublina zapowiedział rozwiązanie wydziału drogowego, bo funkcjonariusze współpracowali z gangiem wyłudzającym ubezpieczenia za fikcyjne stłuczki i wypadki. Komendant główny policji Antoni Kowalczyk został wezwany przez kielecką prokuraturę prowadzącą śledztwo w sprawie przecieku informacji operacyjnych do lokalnych polityków SLD współpracujących z mafią w Starachowicach. Skoro pytano o to komendanta głównego, do przecieku informacji musiało dojść na najwyższych szczeblach policji. Wszystko to wydarzyło się w pierwszych trzech tygodniach sierpnia. W ostatnich latach co roku ponad 300 policjantów było objętych postępowaniem karnym. Jeśli dodać do tego, że 60 proc. ofiar drobnej przestępczości w ogóle nie zgłasza spraw policji, bo nie wierzy w jej skuteczność, zasadne staje się pytanie, czy mamy jeszcze w Polsce policję.

Przedstawiciele Komendy Głównej Policji twierdzą, że ujawniane afery świadczą nie o słabości policji, lecz o jej sile i zdolności do samooczyszczenia. Przemilczają fakt, że sama policja ujawnia najwyżej co dwunaste przestępstwo w swoich szeregach. Oznacza to, że prawo łamie 4 proc. policjantów. To więcej niż w społeczeństwie, gdzie wskaźnik ten wynosi niecałe 3 proc. Na ironię zakrawa w tym kontekście wypowiedź komendanta Antoniego Kowalczyka dla "Gazety Policyjnej": "Każdy policjant w czasie szkolenia musi mieć wpojony pogląd, że wykonuje zawód szczególnego zaufania. W tym zakresie ogromnego znaczenia nabierają właściwa postawa i własny przykład przełożonych wszystkich szczebli. Nic nie utrwala bowiem się tak skutecznie jak negatywny wzorzec płynący z góry". Święte słowa.

Trąd w komendzie głównej

- Układy, donosicielstwo, strach i demoralizacja - to prawdziwy obraz policji - mówi Wiesław Wolański, wiceprezes Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów. Po ponad dwunastu latach pracy w policji zauważa on, że w komendach zatrudnione są całe rodziny, że awansują wyłącznie swoi, zaś osoby spoza układu są zawalane pracą, której nie są w stanie przerobić. Stąd zasadą działania policjanta jest nie wychylać się. - Młody policjant z wydziału ruchu drogowego, którego zatrzymaliśmy za branie łapówek, z wrażenia zemdlał. On naprawdę myślał, że nie robi nic złego. Gdy przyszedł do pracy, wszyscy w wydziale brali, więc przyjął to za coś normalnego - opowiada funkcjonariusz Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, zajmującego się wykrywaniem przestępstw wśród policjantów. Tyle że to w policji nic nowego, bo w czasach PRL było jeszcze gorzej, tylko się o tym nie mówiło. Poza tym, dlaczego akurat policja miałaby być lepsza od innych służb i instytucji?

Przy okazji wyjaśniania sprawy starachowickiej wyszło na jaw, że w policji istniała swego rodzaju nadkomenda główna w postaci gabinetu politycznego szefa MSW i doradców wiceministrów. Czyli znowu mamy sytuację podobną do tej z czasów PRL. Komendant główny policji wszystkie ważne decyzje nieformalnie konsultował z Romanem Kurnikiem, byłym kadrowcem SB za czasów generała Kiszczaka. Potem Kurnik był szefem kadr w policji, zastępcą komendanta głównego Marka Papały. Do niedawna był doradcą politycznym Zbigniewa Sobotki, wiceministra spraw wewnętrznych. To właśnie Sobotkę jako źródło przecieku pierwotnie wskazywał Andrzej Jagiełło, były poseł SLD, który swoich starachowickich kolegów ostrzegał przed planowaną akcją policji. Okazało się też, że Kurnik oraz inny doradca Sobotki - Józef Semik - mieli wpływ na decyzje komendanta Kowalczyka dotyczące bieżących spraw kadrowych i operacyjnych.

Rak w komendach wojewódzkich

"Najłatwiej kupić policjanta, bo zarabia najmniej. Gdy raz zacznie współpracować, już nie może przestać, jest w garści" - opowiadał o początkach swego imperium Lucky Luciano, gangster, który miał w kieszeni cały Neapol. Potwierdzają to analizy spraw prowadzonych przez Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. - Policjanci od przestępców dostają grosze w stosunku do wartości pracy, jaką godzą się robić, i oczywiście konsekwencji. To dziwne, ale wielu funkcjonariuszy nie uświadamia sobie, ile znaczą dla grup przestępczych, które podstępnie wplątują ich w przestępcze zależności. - mówi Jacek Górecki, szef BSW. Agentów mafii raz ulokowanych w strukturach policji pozbyć się trudno, często bywają używani do tego, by namówić do współpracy kolegów, skorumpowani są nie tylko pojedynczy policjanci, ale całe wydziały.

- Ujawniona skala korupcji policjantów jest tak przerażająca, że jestem zmuszony rozformować wydziały ruchu drogowego w Lublinie i w Puławach. Wydziały te będą tworzone od nowa, a wszyscy kandydaci przejdą wcześniej przez komisję weryfikacyjną, która prześledzi ich dotychczasową służbę - zapowiada Marek Hebda, komendant lubelskiej policji. Taką decyzję komendant podjął w ubiegłym tygodniu, gdy okazało się, że większość policjantów współpracuje z grupami przestępczymi wyłudzającymi odszkodowania komunikacyjne. Lubelska prokuratura prowadzi obecnie trzy niezależne śledztwa dotyczące wyłudzeń dokonywanych przez trzy grupy przestępcze, z którymi współpracowali funkcjonariusze. Dotychczas w areszcie zatrzymano 11 funkcjonariuszy z wydziałów ruchu drogowego z Lublina i Puław oraz z Bychawy, Kazimierza nad Wisłą i Dorohuska. Według ustaleń śledztw, sfałszowali oni dokumenty dotyczące co najmniej 62 fikcyjnych stłuczek, dzięki czemu przestępcy wyłudzili ponad 2 mln zł od firm ubezpieczeniowych. U jednego z policjantów znaleziono podczas przeszukania ukryte w piecyku gazowym 70 tys. zł, co pokazuje skalę prowizji otrzymywanych od gangu. -  Ogromna liczba takich oszustw wskazuje na brak instynktu samozachowawczego i poczucie bezkarności wszystkich uczestników tego procederu, w tym policjantów - mówi prokurator Cezary Maj z lubelskiej prokuratury.

Leniwy jak policjant

Policjantów służby patrolowej z Radziejowa w woj. bydgoskim przyłapano na tym, że zamiast na patrole jeździli na pikniki do lasu. Tam biesiadowali, czytali gazety, a potem w jednostce wraz z przełożonym rozliczali się ze służby przy wódce.

Taka postawa oraz zwyczajne lenistwo policjantów powodują, że 60 proc. ofiar drobnej, ale najbardziej uciążliwej dla obywateli przestępczości nie zgłasza się na policję. Prawie 45 proc. ofiar rozboju badanych na zlecenie policji przez CBOS przyznało, że nie powiadomiło o tym przestępstwie policji, a co trzeci badany oświadczył, że nie zgłosił włamania. Uzasadniano to m.in. tak: "policja nawet gdyby zajęła się sprawą, to i tak nie schwytałaby sprawcy" (tak twierdziło 37 proc. badanych), "chciałem uniknąć długich urzędowych procedur" (19 proc.).

Zero tolerancji dla skorumpowanej policji

Kiepska, leniwa i skorumpowana policja nie jest wcale polską przypadłością. Gdy Rudolph Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku, wprowadzał strategię "zero tolerancji dla zła" oznaczała ona przede wszystkim zero tolerancji dla skorumpowanej i leniwej policji. William Bratton, który stanął na czele nowojorskiej policji, zdumiony zauważył, że: "cała policja nowojorska podzielona była na feudalne beneficja, niektórzy szefowie wydziałów w ogóle ze sobą nie rozmawiali, nie było koordynacji działań i priorytetów". Bratton zaczął działalność od zwolnienia całego kierownictwa policji i zatrudnienia 6 tys. nowych pracowników. Już po roku wszystkie wskaźniki przestępczości w Nowym Jorku spadły o ponad 12 proc. Czy polskiej policji również nie powinno się zorganizować od nowa?

Violetta Krasnowska

Pełny tekst ukaże w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 25 sierpnia.

Czytaj także

 0