Gladiatorzy

Gladiatorzy

Boli już samo patrzenie na mecze piłki ręcznej. Szczypiornistami zostają tylko najwięksi twardziele.

Sekundy do końca. Przegrywamy. Mecz o brąz. Złoto odjechało, ale teraz liczy się medal. Nikt nie chce być czwarty. Ze środka piłka trafia do Michała Szyby. „Jestem Szybąąąąąąą” – pisze ktoś na Twitterze. Wszyscy jesteśmy przezroczyści. Szyba trafia. W ostatniej sekundzie. Euforia kibiców, gigantyczne emocje. To wszystko okupione bólem. Bo żeby zagrać taki mecz, trzeba mieć nie tylko stalowe nerwy, ale i organizm ze stali.

DWA KETONALE, VOLTAREN I JEDZIEMY!

Siniaki, zadrapania? To nie robi na nich żadnego wrażenia. Normalka. Robert Majdziński z rady trenerów zarządu Związku Piłki Ręcznej w Polsce oponuje jednak, kiedy słyszy przymiotnik „brutalny” w odniesieniu do szczypiorniaka. – Kontaktowy, męski, twardy. Tak bym to określił – mówi.

I dodaje, że w kontaktowości kryje się piękno tej dyscypliny. Każdy, kto chce grać w ręczną, od początku musi być na to gotowy. Podczas zakończonych niedawno Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej w Katarze trzyosobowa ekipa medyczna – lekarz i fizjoterapeuci – uwijała się jak w ukropie. Każdy mecz decydował o być albo nie być polskiej reprezentacji.

Opowiada Rafał Markowski, lekarz kadry seniorów: – Piotrek Chrapkowski skręcił sobie staw skokowy. Normalnie odpoczywałby po czymś takim ze dwa tygodnie. Ale jak odpoczywać, skoro kolejny mecz za niecałe 48 godzin? Przyszedł i sam rzucił: „Dwa ketonale, voltaren i jedziemy!”. Na imprezach tej rangi nie ma rozczulania się nad sobą. – Taki Piotr Grabarczyk. Poobijany był niemiłosiernie! W trakcie meczu miał wręcz problemy, żeby zbiec do ławki, tak go bolały plecy – ciągnie Markowski. Wtedy do akcji wkracza on i jego zespół: zabiegi, leki, zastrzyki. Żeby na kolejnym meczu zawodnik mógł znowu dać z siebie wszystko. Bartosz Jurecki, obrotowy reprezentacji, już po powrocie do kraju mówił, że lekarze mieli pełne ręce roboty, aby Polacy mogli zagrać z Hiszpanią o brąz. – Musieli nas sklejać i składać. Wiedzieliśmy, że to ostatni mecz i ostatnia szansa na medal – mówił. Nie było mowy, żeby odpuścić. Dla niego, tak jak dla wszystkich podopiecznych trenera Michaela Bieglera, to właściwie chleb powszedni. Cena, jaką płacą za bycie na szczycie.

NOKAUT PIŁKĄ

Piłka ręczna jest jednym z najbardziej urazowych sportów. Markowski, który na co dzień pracuje też z futbolistami, śmieje się, że piłka nożna to przy ręcznej niewinna zabawa. – Tam mamy przede wszystkim urazy nóg. W ręcznej zaangażowane jest całe ciało. Najczęstsze są kontuzje stawu skokowego, więzadeł krzyżowych, ale też barku, urazy głowy. Na te ostatnie szczególnie narażeni są bramkarze. Zygfryd Kuchta, legendarny obrońca, a dziś szkoleniowiec, śmieje się, że przeciętny zawodnik z pola za żadne skarby nie chciałby stanąć na bramce. – Bramkarz z pełną świadomością przyjmuje na siebie uderzenia piłki. Nie może odskoczyć, uchylić się. A uderzenie piłką, która osiąga prędkość do 100 km/h, naprawdę boli! – mówi.

Nieraz się zdarzało, że bramkarz był dosłownie nokautowany, tracił na chwilę przytomność. Odporność psychiczną, zachowania wbrew naturalnemu instynktowi, który każe człowiekowi uchylić głowę przed uderzeniem, ćwiczą na treningach: inni zawodnicy specjalnie celują w okolice głowy bramkarza. Sławomir Szmal zapytany w jednym z wywiadów, czy trzeba być szaleńcem, by zdecydować się na rolę bramkarza, odpowiedział, że właściwie to nie wie, bo na początku sportowej przygody ból przesłaniała mu... miłość do tej dyscypliny sportu. Karierę zaczynał w polu, gdzie pokazał się jako jeden z najbardziej dążących do kontaktu chłopaków. Postawiono go więc między słupkami.

SZCZYPIORNISTA NIE PĘKA

Niewiele brakowało, by Karol Bielecki, nasz lewy rozgrywający, w ogóle nie został piłkarzem ręcznym. Jako nastolatkowi odmówiono mu przyjęcia do grupy Jana Prześlakiewicza, szkoleniowca młodzieżowych reprezentacji kraju, bo był zbyt wychudzony. Braki fizyczne nadrobił jednak pracą i talentem. Ale specjaliści wśród predyspozycji do tej dyscypliny na pierwszym miejscu wymieniają właśnie warunki fizyczne: szczypiornista musi być wysoki (190 cm wzrostu to minimum), szybki, wytrzymały, silny, skoczny.

Charakter jednak nie jest tu bez znaczenia. To, co się przytrafiło Bieleckiemu pięć lat temu podczas towarzyskiego meczu z Chorwacją, pokazuje, jak bardzo nieprzewidywalny i groźny może być ten sport. Polak, przypadkowo trafiony kciukiem przez Chorwata Josipa Valčicia, stracił oko. Ogłosił koniec kariery. Ale już sześć tygodni później ponownie wyszedł na parkiet. „Chcę grać tak samo jak przed wypadkiem. Nie boję się tego. Uważam, że kontuzja uczyniła mnie silniejszym. Z treningu na trening jest coraz lepiej” – mówił, a jego słowa cytowały wszystkie media. Dziś grający w specjalnych okularach ochronnych Bielecki jest jednym z najlepszych zawodników reprezentacji. I nie chodzi tylko o to, jak gra na parkiecie. Ale też o wolę walki i nieustępliwość, jaką pokazał przez fatalną historię z okiem.

Wojciech Osiński, dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, o szczypiornistach mówi krótko – To wojownicy. Właściwie nie znam żadnego piłkarza ręcznego, który by pękał, który nie jest odporny na ból, który nie ma w sobie determinacji i ogromnej woli walki – mówi. On także porównuje szczypiornistów z piłkarzami nożnymi. – Nie są tak rozpuszczeni i rozpieszczeni. No i pieniądze. Najlepsi zarabiają w tym sporcie 10-20 tys. euro miesięcznie. Piłkarzowi nożnemu za taką kwotę nie chciałoby się wstać z krzesła – mówi.

WIDOWISKO

Zygfryd Kuchta podkreśla, że przez ostatnich kilkadziesiąt lat piłka ręczna przeszła metamorfozę. Jest bardziej brutalna i bezwzględna, bo gra toczy się szybciej, dynamiczniej, a co za tym idzie, stała się bardziej widowiskowa. Duża w tym rola zmian w przepisach. – Nowe regulacje wymusiły dzisiejszą dynamikę gry – mówi. Wspomina wyniki z Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 r., gdy polscy szczypiorniści zdobyli brązowy medal. – Remis 13:13 ze Szwedami, wygrana 11:8 z Duńczykami. Już na podstawie tych rezultatów można się domyślić, że więcej było taktyki, grania na czas. Teraz tak się nie da. Po pierwsze mamy możliwość szybkiego rozpoczęcia gry od środka, bez konieczności czekania aż zawodnicy przeciwnika wrócą na swoją połowę obrony. No i sędzia może sygnalizować grę na czas – wylicza. To bez wątpienia przekłada się na atrakcyjność meczów z punktu widzenia kibica, który dostaje widowisko najwyższej klasy z ogromną dawką emocji, zwrotów akcji, które niejednego przyprawiały o stany bliskie zawału serca.

PAPIERY NA GRANIE

Kibice pamiętają słynne słowa trenera Bogdana Wenty w styczniu 2009 r., w meczu z Norwegią. Stawką był awans do półfinałów mistrzostw świata. Trener Norwegów poprosił o czas na 15 sekund przed końcem. „Jak wprowadzą siódmego zawodnika, mają 15 sekund. Przerywać i mamy pustą bramkę. Tylko spokojnie, mamy dużo czasu!” – mówił Wenta. I rzeczywiście Norwegowie, by wzmocnić atak, wycofali bramkarza. Polacy wygrali. Podobne emocje zafundował wspomniany już Szyba podczas meczu z Hiszpanią. – W dobrym zespole muszą być zawodnicy, którzy potrafią wziąć na siebie odpowiedzialność. Zaryzykować, podjąć decyzję, postawić wszystko na jedną kartę – mówi Majdziński.

Dobrzy trenerzy takich cech szukają u młodych adeptów tej dyscypliny. – Muszą być odważni. Uparci. Mieć ogromną wolę walki – wylicza Majdziński. O takich zawodnikach trenerzy mówią między sobą: „Ten to ma papiery na granie”. – Bo nie wystarczą dobre warunki fizyczne, doskonała motoryka, koordynacja, jeśli brakuje tego czegoś, co pozwala zawodnikowi pokazać się na meczu, zabłysnąć w tych decydujących momentach – mówi. Sukcesy polskich szczypiornistów sprawiają, że młodzi chcą uprawiać ten sport. – I dobrze, bo piłka ręczna to wspaniała szkoła charakteru – mówi trener. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 9/2015
Więcej możesz przeczytać w 9/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0