Tajemnice Palikota

Tajemnice Palikota

Partia jest bez pieniędzy. Jestem pewien, że prokuratura prędzej czy później zajmie się jej finansami – mówi Andrzej Rozenek, były rzecznik Twojego Ruchu.

Polityczna prostytutka – tym razem to o panu. Palikot nie wierzy, że pan odszedł od niego z powodu niepłaconych składek na ZUS. O co naprawdę poszło?

O nieprawidłowości w finansach klubu i partii. Ostatnim problemem było to, że klub nie płacił składek za naszych współpracowników. Ludzi, którzy ciężko tu pracowali za marne grosze.

Celowo nie płacił?

O przypadku moglibyśmy mówić, gdyby ktoś nie płacił miesiąc, dwa, kiedy to jest jednorazowa sytuacja. Według audytu Kancelarii Sejmu w całym 2014 r. klub tylko raz zapłacił składki w terminie, a przez pół roku nie płacił za nikogo. To uporczywe i świadome popełnianie przestępstwa skarbowego. Żądaliśmy wyjaśnień od Palikota, bo odpowiada za to on i służby finansowe. Ale nie pozwolono nam zobaczyć, jak wyglądają konto klubu, historia wydatków, nie przedstawiono żadnych dokumentów. Usłyszeliśmy tylko, że wszystko jest okej i zapłacone, co nie było zgodne z prawdą, bo konto jest nadal zajęte przez ZUS, a zaległości nie zostały w całości uregulowane.

Palikot zapewnia, że wszystko jest w porządku, i pokazuje papiery z ZUS.

To jest manipulacja, bo on wystąpił do ZUS z pytaniem, czy partia nie zalega ze składkami. Okazało się, że partia nie zalega. Za to zalega klub, to są dwa różne podmioty. To taki zabieg PR-owy, o krótkich nogach.

Nie próbował pana zatrzymać?

Nie. Był burzliwy klub. Sławek Kopyciński odczytał wyniki kontroli, dezawuując to, co mówił Palikot, że to wynik kłopotów finansowych po odejściu z klubu kilkunastu osób. Bo oni odeszli we wrześniu. A z kontroli wynika, że ZUS nie był płacony co najmniej od stycznia 2014 r. Zrezygnowałem z funkcji rzecznika, bo nie jestem w stanie tego tłumaczyć publicznie, poza tym odszedłem z funkcji członka zarządu.

Panie pośle, ale pan dopiero teraz odkrywa rzeczywistość? To nie jest pierwszy przypadek wątpliwości wokół finansów Palikota. Była awantura z Piotrem Ikonowiczem, kolejnymi wierzycielami w kampaniach (i partii, i stowarzyszenia), wreszcie miliony na e-partię. Wtedy pan nie miał takich wątpliwości.

Po informacjach „Wprost” dotyczących nieprawidłowości przy e-partii na wniosek mój i kolegów została powołana komisja, która miała zbadać, co się stało z tymi pieniędzmi. Wszyscy uznaliśmy, że należy wyjaśnić koszt oprogramowania rzędu 2,5 mln, a może nawet więcej. Każdemu zdroworozsądkowo myślącemu wydaje się, że to zbyt dużo.

No i co z tego wynikło?

Komisja zebrała się sześć razy, poprosiła służby księgowe, jak to Janusz nazywa, o udostępnienie konkretnych materiałów finansowych: przelewów, rozliczeń z konta. Księgowa wielokrotnie odmówiła jednak dostępu do nich, powołując się na tajność, że to dokumenty niejawne. Komisja uznała więc, że jej praca nie ma sensu. Sytuację zreferowała szefowa komisji na ostatnim zarządzie partii. Palikot stwierdził w związku z tym, że misja komisji dobiegła końca i należy ją zlikwidować. Oprotestowałem tę decyzję i zażądałem protokołu na piśmie.

A poprzednie historie jak traktowano? Były jakieś rozmowy o tym, co się dzieje w finansach partii?

Tak, były takie dyskusje. Ale my chyba nadmiernie je bagatelizowaliśmy, bo Palikot miał na wszystko świetną wymówkę. W przypadku Ikonowicza mówił, że nie płaci mu, bo on zakłada własną partię, więc nie ma sensu finansować tworu, który będzie dla nas konkurencją. W przypadku ludzi, którym zalegaliśmy z płatnościami za różne usługi, zawsze była mowa, że nie mamy pieniędzy. A jak będą, to się zapłaci.

To co się działo z subwencją budżetową?

Przez wiele miesięcy słyszeliśmy, że spłacamy cały czas zaległości z kampanii 2011 r. Jak je spłaciliśmy, rzekomo czy naprawdę, okazało się, że znowu nie ma pieniędzy, bo wydaliśmy je na eurowybory, w które partia podobno wpompowała 6 mln. Rzecz w tym, że to wszystko było na gębę. Myśmy nigdy nie dostali żadnej informacji na piśmie. Od kiedy wszedłem do zarządu, czyli jakiś rok temu, prawie na każdym posiedzeniu się tego domagałem. Podobnie jak Robert Kwiatkowski czy Paulina Banaś i kilka innych osób z zarządu. Ale te sprawy były zawsze przekładane na kolejne terminy. Jestem pewien, że prokuratura prędzej czy później się tym zajmie. Jeden z byłych działaczy już złożył zawiadomienie w sprawie e-partii i jest śledztwo, które wyjaśni, na co zostały wydane pieniądze i czy ktoś przypadkiem nie czerpał z tego dodatkowych korzyści.

W jakiej sytuacji finansowej jest dziś partia Palikota?

Uwzględniając wydatki na obecną kampanię prezydencką, partia jest bez pieniędzy. Prawdopodobnie zaciągnęła kredyt na poczet przyszłych dotacji i w tej chwili już chyba wydaliśmy wszystko do końca kadencji. Mówię „chyba” i „prawdopodobnie”, bo jedynie księgowa i Palikot wiedzą, jak jest naprawdę.

Kiedy z Palikotem rozstawali się kolejni politycy, pan przy nim trwał. Mówił nawet, że ci, którzy odchodzą, działają na rzecz PO. Teraz to pan działa na rzecz Platformy i to w środku kampanii.

Zawsze jest jakaś kampania, wcześniej była samorządowa czy do europarlamentu. Ja tu nic nie kalkulowałem, nie można przecież powiedzieć, że wykalkulowałem audyt Kancelarii Sejmu i to, że ZUS zajmie nam konto.

To pretekst. Pana koledzy mówią, że nie podjął pan tej decyzji nagle.

Nigdy nie podjąłem żadnej doniosłej decyzji pochopnie. A tę traktuję bardzo poważnie. Trzy lata tu spędziłem, walczyłem o dobre imię Palikota i Twojego Ruchu. Więc nie mogłem jej podejmować na podstawie plotek czy pomówień, musiałem mieć w ręku dowód na to, że dzieje się coś złego.

Pan był we władzach partii, pełnił funkcję jej rzecznika.

Już dawno byłem odsunięty od decyzji.

Rzecznik malowany.

Tak można to nazwać. Od czasu, gdy na Radzie Politycznej zaproponowałem, żeby na prezydenta kandydowała Barbara Nowacka zamiast Palikota, stałem się elementem zbędnym. Na przykład jako rzecznik partii o konferencjach prasowych przewodniczącego dowiadywałem się co najwyżej z Twittera.

To kto rządzi tą partią?

Duopol: Janusz Palikot i księgowa, pani Danuta Wójcik. To są zresztą dziwne zależności, bo Palikot wiele razy przyznawał, że ma do niej potworne zastrzeżenia, zdarzały się jej elementarne błędy i niedopatrzenia. Ale nie były wyciągane żadne konsekwencje.

Kim jest dzisiaj Palikot, po tych wszystkich zwrotach i metamorfozach?

Zagubionym człowiekiem. Mówi, że jest mesjaszem lewicy. Ale nie przywiązuje się do żadnych idei, raczej jest technokratyczny w podejściu do opcji politycznych.

Kampania Palikota się panu podobała?

Przebiegała od wpadki do wpadki. On mi zarzuca, że mu rzucam kłody pod nogi. Ale największe kłody on sobie rzuca sam. Kiedy pojechałem na ferie z dziećmi, zobaczyłem zdjęcia Palikota w trumnie, w jednej z gazet. Myślałem, że to jakiś ponury żart, fotomontaż. A nagle widzę, że to sesja. Dramatyczny pomysł. W Polsce temat śmierci jest święty, kompletnie niemądre i nieprzemyślane.

Mam wrażenie, że raczej typowe. Czym to się różni od penisów, świńskich ryjów, krzyża z puszek Lecha czy marihuany?

Wtedy chodziło o to, żeby zaistnieć. Ale dziś? Przecież Janusz nie ma problemu, żeby dostać się do mediów. Teraz powinna być pora, żeby przedstawiać program, mówić poważne rzeczy. Ale początek kampanii prezydenta w trumnie? To powrót do czasów, gdy był happenerem, a nie kandydatem na najwyższy urząd w państwie.

Ja nie rozumiem, na jakiej podstawie pan zakładał, że Janusz Palikot może być politykiem poważnym.

Gdyby był konsekwentny, przez ostatnie półtora roku nie miał takich ekscesów, to może by mu się to udało. Ale on jest człowiekiem o dwóch twarzach. Mam też do niego żal, że przeprosił za głosowanie w sprawie reformy 67. Z nikim tych przeprosin nie uzgodnił, a tyle wcześniej powiedzieliśmy argumentów za podniesieniem wieku... Przepraszanie teraz jest misją samobójczą.

Pan mówi, że na razie nie przechodzi do Platformy. A potem?

Potem nie wiem. Na razie zostałem posłem niezależnym. Ale nie jestem z nikim dogadany, nie mam żadnego planu.

Im bliżej wyborów, tym bliżej decyzji. Telefon już dzwonił na pewno.

Tak, od grudnia 2011 r., od wszystkich z wyjątkiem PiS. A na poważnie rozważam dwie drogi: jedna to pozostanie w polityce. Druga – powrót do tygodnika „Nie”.

Budowa nowego projektu na lewicy wchodzi w grę?

Przyglądam się z uwagą. Tych projektów jest już chyba pięć czy sześć, wszystkie na razie są w zalążku i wyglądają na projekty długoterminowe. Nie takie, które mogą wypalić na najbliższe wybory parlamentarne w październiku.

Pan, Napieralski, Nowacka, Olejniczakowie, w tle Ordynacka, Kwaśniewski – coś z tego się może wykluć?

Jeśli w takim kształcie, to na pewno beze mnie. To już przerabialiśmy, nazywało się Europa Plus. Kompletny niewypał.

Niektórzy uważają, że głównie z powodu samego Palikota.

Nie, tu go będę bronić. To był pomysł od początku nieudany, bo nie można robić jakiejkolwiek partii w oparciu o to, że kilku polityków chce dostać mandaty. Kwaśniewski sam powiedział, że to jest projekt tylko na wybory do europarlamentu. W tym samym momencie go pogrzebał.

Jeśli dzisiejsze władze SLD nie przetrwają wyborów prezydenckich, to przyjdzie ktoś zrobić relaunch tej formacji? Czy Miller zgasi światło, a z drugiej strony Palikot zabierze zabawki i to by było chwilowo na tyle.

Myślę, że Sojusz jednak dotrwa do wyborów, wprowadzi niewielką grupę posłów do Sejmu. Ale, moim zdaniem, jedyna recepta dla centrolewicy na dziś to jej brak w Sejmie. Zimny prysznic. Ci liderzy muszą zrozumieć, że bez nich polityka też może istnieć.

Jak liberałowie po 1993 r.

Dokładnie. Koniec lewicy jest faktem bez względu na to, czy SLD przeciśnie się nad progiem. �

©(P) WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 11/2015
Więcej możesz przeczytać w 11/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także