Karna sfora dyktatora

Karna sfora dyktatora

Wybielą satrapów, skorumpują opornych, oczernią niewygodnych. Zastępy lobbystów krążą po europejskich korytarzach.

Wielkie europejskie firmy lobbingowe wręcz się biją o gotówkę od szemranych polityków. Według Corporate Europe Observatory (CEO), organizacji monitorującej lobbing w UE, obsługiwanie dyktatorów to coraz bardziej dochodowy interes. – Reżimy coraz częściej przekazują europejskim firmom z branży PR zadania, którymi powinni zajmować się ich dyplomaci – piszą autorzy raportu CEO „Spin doktorzy i autokraci: jak europejskie firmy PR-owe wybielają represyjne reżimy”. – Co gorsza, pracownicy firm PR przyjmują zlecenia nawet od tych najbardziej uwikłanych – dodają.

Pomaganie przywódcom łamiącym prawo międzynarodowe to na brukselskich salonach norma: lobbysta pomoże obsmarować znienawidzonych przez dyktatora działaczy, storpedować niewygodne projekty, doprowadzić do złagodzenia sankcji. Czasem także przekupi opornych lub zamiecie pod dywan niewygodne fakty.

LOBBING DOBRY, LOBBING ZŁY

Nie chodzi o to, że lobbing to coś złego. Przeciwnie, wyodrębnienie się profesji lobbysty pozwala na kontrolowanie sieci perswazji, które i tak oplatają wszystkie wpływowe instytucje świata. Państwa mają prawo dbać o swój interes. Jeśli ich dyplomacja jest zbyt słaba, by dotrzeć do właściwych uszu, mogą stosować outsourcing, czyli przekazywać dyplomatyczną robotę firmom zewnętrznym, które zarabiają na wypracowywaniu i utrzymywaniu kontaktów z wpływowymi politykami. – Moja codzienna praca polega głównie na podtrzymywaniu zainteresowania wszystkich ogniw w naszej sieci kontaktów, by w razie potrzeby mieć dostęp do ich uszu – mówi pracownik średniego szczebla jednej z londyńskich firm lobbingowych w sektorze finansowym. Problem rodzi się wtedy, gdy klientami lobbystów zostają państwa popełniające zbrodnie wojenne i notorycznie łamiące prawa człowieka.

SZLACHETNY POGROMCA CHAOSU

Przykład na czasie? Rosja. Z usług zachodnich firm Putin korzysta od ośmiu lat. Do obsługi swoich interesów w Europie wynajął wtedy koncern GPlus, a w Stanach Zjednoczonych powiązaną z nim firmę Ketchum. Lobbyści zaczęli z grubej rury: po roku Putin został człowiekiem roku amerykańskiego magazynu „Time”. Nic dziwnego, że wkrótce z podobnych usług zaczął korzystać Gazprom.

Co konkretnie robią wynajęci przez Putina PR-owcy w Europie? Przekonują polityków Unii, że generalnie Rosji zależy na bezpieczeństwie energetycznym Europy i że zastosowanie proponowanych przez Putina rozwiązań to bezpieczeństwo zwiększy (tak twierdzili swego czasu przedstawiciele Hill and Knowlton, promujący gazociąg Nordstream). Tworzą też siatkę osób decyzyjnych i wpływowych dziennikarzy, aby przedstawić im kremlowski punkt widzenia. Na przykład taki, że obecność rosyjskich wojsk w Donbasie jest konieczna, a ostrzał Ukrainy z haubic uzasadniony. Czasem jednak mają z tym problem: – Jeśli numer jeden w rosyjskiej polityce określa swój kraj jako twierdzę odpierającą „ciemny chaos Europy”, a wartości europejskie ujmuje jako „zgniłe i bezpłciowe”, to robienie mu dobrego PR może nastręczać pewnych trudności – ironizują autorzy raportu.

POLSCY PIJACY W SMOLEŃSKU

Mimo wszystko współpraca Rosji z firmami PR najwyraźniej układa się dobrze, ponieważ trwa do dzisiaj. Przykładowe sukcesy? W 2009 r. podczas kryzysu gazowego, gdy Rosja w środku zimy odcięła gaz Ukrainie, skutecznie udało się odmalować wschodniego sąsiada Polski jako nieprzewidywalnego partnera, który kradnie paliwo. Europejscy PR-owcy maczali też palce w rozpowszechnianiu rosyjskiej opowieści o katastrofie smoleńskiej. Według tej wersji samolot rozbili pijani Polacy. Badania poprzedzające ten komunikat polegały na analizie najbardziej niekorzystnych stereotypów o Polakach wśród europejskiej opinii publicznej. Inny przykład: usunięcie szefa Gazpromu z listy osób objętych sankcjami w 2014 r.

PR-owcy na usługach Rosji preparują też informacje dla pracowników Komisji Europejskiej. Jedna z firm lobbingowych ocenia zasoby informacyjne urzędników KE jako „ograniczone” i sugeruje, że lubią oni polegać na wiadomościach dostarczanych z zewnątrz. To idealna przestrzeń dla GPlus, firmy założonej przez Petera Guildforda i Nigela Gardnera, byłych rzeczników instytucji UE. Za swoje usługi firma bierze rocznie około 200 tys. euro (to i tak skromnie: firma Kreab Gavin Anderson może brać nawet trzy razy więcej). Kto jak nie oni zna europejską wrażliwość i potrafi ubrać interes w perswazyjną formę? Do zespołu stale dołączają nowi ludzie z doświadczeniem w polityce.

DRZWI OBROTOWE

Zjawisko przechodzenia od polityki do lobbingu i z powrotem doczekało się zresztą wśród osób śledzących powiązania tych dziedzin własnej nazwy – „drzwi obrotowe”. Tak jak człowiek może dzięki obrotowym drzwiom wygodnie wychodzić i wracać do budynku, tak regulator może w mgnieniu oka wyjść z butów polityka i przejść na żołd tych, których działalność reguluje. Raz jest w jednym świecie, raz w drugim, przynosząc do niego kontakty, interesy i metody perswazji z poprzedniego. Na liście CEO europejskich polityków, którzy przeszli przez takie drzwi, są najbardziej prominentne nazwiska: Herman Van Rompuy, prezydent Rady Europejskiej, obecnie w radzie doradczej TomorrowLab, producenta sprzętu użytku domowego, czy Günter Verheugen, były komisarz ds. przemysłu, obecnie udziałowiec i współpracownik niemieckich firm. Z naszego podwórka – Michał Kamiński, kiedyś poseł do Parlamentu Europejskiego, do niedawna współpracownik amerykańsko-izraelskiej firmy PR Prism Group. – W lobbingu panuje coraz większa konkurencja, dlatego okresowe prezentowanie nowych wpływowych nazwisk z doświadczeniem politycznym to taki pokaz mody, dzięki któremu firma lobbingowa pokazuje, że jest na topie – mówi przedstawiciel jednej z europejskich firm lobbingowych. Ale chociaż to, co robią Van Rompuy czy Verheugen może się wydawać kontrowersyjne, ich transfery to drobiazg w porównaniu z działalnością osób, które wysługują się antydemokratycznym dyktatorom.

TELEMISIE

W 2010 r., dwa miesiące po opublikowaniu raportu ONZ oskarżającego afrykańską Rwandę o zbrodnie wojenne, Louis Michel, były komisarz UE, oraz Charles Goerens i Mariya Gabriel-Nedelcheva założyli w europarlamencie grupę „Przyjaciele Rwandy”, otwarcie mającą na celu promocję interesów tego kraju w UE. Grupa była przeciwna sankcjom dla Rwandy, a przywódcę tego kraju Paula Kagame, współodpowiedzialnego za ludobójstwo, określiła jako „wizjonera i gwaranta stabilności w regionie”.

Oprócz lobbingowej taktyki „na przyjaciela” istnieje taktyka „na telemisia”. Emerytowany europoseł Hans-Peter Martin opowiedział o ofertach luksusowych wyjazdów do krajów takich jak na przykład Azerbejdżan, w którym nie było demokratycznych wyborów od 1993 r. Rządzący tam Ilham Aliyev w 2013 r. zapewnił sobie reelekcję z poparciem formalnie wynoszącym 84 proc. Ci, którzy wątpili w tak dobry wynik, zasilili statystyki dotyczące aresztowań, pobić i tortur. W obliczu takich oskarżeń reżim musiał się choć trochę wybielić. Według organizacji European Stability Initiative robił to metodą „kawiorowej dyplomacji”, zapraszając polityków na darmowe konferencje, wydarzenia czy wakacje. Organizowały je rzekomo europejskie twory, takie jak Stowarzyszenie Europy i Azerbejdżanu. Sympatię wobec demokratycznych standardów okazywano na takich wyjazdach w formie prezentów, które stanowiły jedwabne dywany, biżuteria czy kilka kilogramów kawioru na osobę. W zamian za te dary zaproszeni goście, wśród których był na przykład włoski europoseł Pino Arlacchi, stawali się użytecznymi pionkami: jako „panowie z Europy” z uznaniem kiwali głowami do kamery, opowiadając o „demokratyczności i wolności” wyborów. Co ciekawe, często zapominali wpisywać tych wypadów do rejestru podróży. Europosłanka i była współpracowniczka prezydenta Francji Rachida Dati poszła nawet krok dalej, nazywając Azerbejdżan „wzorem do naśladowania dla krajów muzułmańskich”. Podobne historie można by przytoczyć też na temat Chin, Uzbekistanu, Gruzji, Nigerii, Bangladeszu, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz wielu innych krajów.

DOKĄD UMYKA ETYKA

Co robić w obliczu oblężenia Brukseli przez pomocników kawiorowych satrapów? Wiele firm lobbingowych twierdzi, że nic – i wskazuje na współpracę z europejskim „Rejestrem służącym przejrzystości”. To wykaz, w którym podmioty lobbingowe zamieszczają listę firm i krajów, na rzecz których działają. Jednak autorzy raportu CEO są sceptyczni: „Po pierwsze rejestr jest dobrowolny, więc nie spełnia swojej roli” – czytamy w raporcie. „Wiele firm podaje też nieadekwatne dane, a poza tym na liście nie ma firm prawniczych, bo te zasłaniają się koniecznością ochrony prywatności klienta. Nie ma w ogóle danych o tym, ile firm stosuje ten trik, aby pozostać w cieniu. W rejestrze są też ogromne białe plamy” .

„Rejestr musi stać się obowiązkowy” – twierdzą autorzy raportu. – „Reżimy łamiące prawa człowieka powinny znaleźć się na czarnej liście, a lobbing na ich rzecz powinien być zakazany” – dodają. Czy to coś zmieni? – Niestety, satrapa z odpowiednio dużym kapitałem zawsze znajdzie pośredników w obliczu zakazu – ocenia Michał Kolanko z portalu 300polityka. Według niego ważniejsza jest rola mediów, aby w porę identyfikowały, kto za czym naprawdę stoi. Czy wobec tego nie można mówić o etyce w lobbingu? – Chodzi raczej o to, że poszczególne firmy mają swoje własne standardy etyczne – mówi pracownik jednej z międzynarodowych firm lobbingowych z biurem w Warszawie, która zatrudnia Polaków. Co to oznacza w praktyce? – Kiedyś proponowano nam przez pośredników pracę dla Azerbejdżanu. Odmówiliśmy. Tak samo jak odmówilibyśmy pracy dla Gazpromu. Ale w lobbingu pracują osoby o różnych przekonaniach politycznych. Znam spółkę, która ma osobne piętro do obsługi Gazpromu. Kondygnację wyżej pracują ludzie, którzy mają problem, żeby z tymi pierwszymi usiąść w jednym pokoju. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 11/2015
Więcej możesz przeczytać w 11/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także