Celebryci gnębią Kima

Celebryci gnębią Kima

Drobna dwudziestolatka kontra brutalny reżim Korei Północnej. Gra, którą podjęła Park Yeon-mi, toczy się o wolność, honor i życie. Jej poprzednicy nierzadko kończyli z kulą w głowie.

Korea Północna to kraj niewyobrażalny. Nie możemy śpiewać, mówić, ubierać się i myśleć tak, jak chcemy. To jedyny kraj na świecie, w którym za telefonowanie za granicę dostaje się karę śmierci – zaczęła opowiadać przez łzy Park Yeon-mi. – Już kiedy miałam dziewięć lat, musiałam oglądać publiczną egzekucję przyjaciółki mojej matki, którą ukarano za drobne przewinienie. Cztery lata później uciekliśmy do Chin. Przemytnik zgwałcił moją matkę. W Chinach zmarł mój ojciec, pochowaliśmy go własnymi rękami, w tajemnicy. Nie mogłam nawet płakać – bałam się, że zostaniemy odesłani z powrotem. Yeon-mi zapragnęła jednego: objechać świat i ujawniać prawdę o życiu na Północy.

Wystąpienie filigranowej Koreanki pod koniec ubiegłego roku na One Young World Summit w Irlandii stało się najważniejszym wydarzeniem spotkania młodych liderów ze 190 krajów. Wstrząśnięta jej relacją sala siedziała w milczeniu, a po kilku minutach oklaskiwała wystąpienie na stojąco. Wtedy narodził się fenomen Park Yeon-mi. Klipy z jej wystąpieniem na YouTubie obejrzano do tej pory około dwóch milionów razy. Koreanka objeżdża międzynarodowe imprezy podobnej rangi co One Young World Summit, z konferencją TEDx włącznie, bierze udział w popularnych południowokoreańskich telewizyjnych show, współprowadzi audycję publicystyczną, pracuje jako reporterka w mediach relacjonujących bieżące wydarzenia na Północy, publikuje w „Washington Post” czy „The Guardian”.

W wywiadach nie szczędzi drastycznych szczegółów. – Sama egzekucja nie była dla mnie czymś wyjątkowym, widywałam już egzekucje – mówiła niedawno w studiu BBC. – Ale wtedy chodziło o przyjaciółkę mojej matki. Widziałam jej wypływający mózg. Gdy ojciec Yeon-mi został uznany za przestępcę, a rodzinę zaczęto represjonować, dziewczyna głodowała – jadła trawę, a nawet ważki. Yeon-mi wiele ryzykuje. Od momentu, gdy Półwysep Koreański przecięła wzdłuż 38. równoleżnika strefa zdemilitaryzowana, z Korei Północnej uciekło już prawdopodobnie około 300 tys. ludzi: jakieś 200 tys. do Chin, kilkadziesiąt tysięcy do Rosji, około 27 tys. udało się przedostać do Korei Południowej. Olbrzymia większość z nich nawet nie przyznaje się do swojego pochodzenia, a jeżeli już musi, to stara się zachować maksymalną tajemnicę lub używa fałszywych nazwisk. Uciekinierzy wiedzą jedno: reżim pamięta, reżim nie wybacza „zdradzieckim ścierwom”.

WRÓG ZERO

„Ludzkim ścierwem”, które „krwią zapłaci za swoje zbrodnie”, jest Park Sang-hak. Aktywista zasłynął wypuszczaniem w powietrze wielkich balonów z dołączonymi antyreżimowymi ulotkami i pendrive’ami, zawierającymi materiały o prawdziwej sytuacji na świecie i w samej Korei Północnej. Zresztą nie kryje się z tym: balony unoszą się w powietrze z pawilonu Rimjin, jednego z miejsc, które zwiedzają turyści chcący zobaczyć najstarszą linię zawieszenia broni na świecie. Z placu można oglądać wzgórza na Północy. Lub być z nich oglądanym. – Ameryka i marionetkowe władze Południa nie powinny ani na moment zapomnieć, że pawilon Rimjin jest w zasięgu wzroku naszych żołnierzy – odgrażał się swego czasu jeden z północnokoreańskich wojskowych, nawiązując do happeningów Parka.

Ale to nie kula pogranicznika czy snajpera miała powalić aktywistę. Cztery lata temu zadzwonił do niego inny uciekinier z Północy, były komandos znany jako Ahn. – Ahn powiedział mi, że jest u niego gość z Japonii, który chce wesprzeć naszą sprawę – mówił Park. W ostatniej chwili, tuż przed zaplanowanym spotkaniem, południowokoreańska służba bezpieczeństwa ostrzegła Parka, że to zasadzka. Ahn okazał się wynajętym przez Pjongjang zabójcą, który miał dosypać aktywiście trucizny do jedzenia.

Pomysłodawca „balonowej” akcji nie może spać spokojnie. Reżim pamięta o swoich wrogach – a wśród nich Park cieszy się szczególnym tytułem Wroga Zero. W 1997 r. nieznani do dziś sprawcy, najprawdopodobniej wysłannicy ówczesnego Phenianu, posiekali kulami Ri Han-jonga, siostrzeńca dawnej kochanki Kim Dzong Ila, zmarłego kilka lat temu lidera Północy. Siostrzeniec nie tylko dał nogę z Północy (15 lat wcześniej), ale zamierzał też „zmonetyzować” posiadaną wiedzę, publikując książkę o intymnym życiu północnokoreańskiego dyktatora. Zabójcy dopadli go w jego własnym mieszkaniu.

Kule z browninga, które dosięgły Ri, mogły być jednak ostrzeżeniem dla Hwang Dzang-jopa, który uciekł na Południe tuż przed zabójstwem. Hwang był w reżimie „numerem dwa”: piastował eksponowane stanowisko sekretarza Partii Pracy Korei Północnej. To Hwang wymyślił obowiązującą do dziś na Północy ideologię dżucze, stanowiącą wciąż podstawę oficjalnej politykiPjongjangu – od samowystarczalności po wojownicze wybryki reżimu na scenie międzynarodowej. Nietrudno się domyślić, że dla Seulu był to najcenniejszy dar od losu. Sędziwy aparatczyk został objęty stałą ochroną policyjną. Wiosną 2010 r. na Południu ujęto dwóch majorów północnokoreańskiego wywiadu, którzy mieli namierzyć Hwanga. – Namierzyć i poderżnąć mu gardło, bo to cierń w oku Północy – skwitował lapidarnie Oh Se-in, prokurator odpowiedzialny za śledztwo w tej sprawie. Aresztowani zeznali, że byli gotowi popełnić samobójstwo po wypełnieniu misji. Pół roku po ujęciu zamachowców „numer dwa” zmarł z przyczyn naturalnych.

Inni uciekinierzy nie mogą jednak liczyć na policyjną ochronę czy nową tożsamość – zresztą nie tylko o ich życie chodzi. Kim Dzong-min był w swoim czasie obiecującym urzędnikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na Północy, w randze generała brygady, potem prezesem jednego z państwowych konglomeratów. Na Południe uciekł pod koniec lat 80. – Mogę sobie wyobrazić, że moja rodzina została zesłana w jakieś naprawdę paskudne miejsce – zwierzał się Bradleyowi K. Martinowi, autorowi książki „Under the Loving Care of the Fatherly Leader”. – Jeśli dam Kim Dzong Ilowi powód do większego gniewu, obawiam się, że potraktuje moich bliskich jeszcze gorzej. Kim Dzong-min w 2001 r. pojechał do Chin, prawdopodobnie próbować zaaranżować ucieczkę krewnych. Zniknął.

KONIEC MILCZENIA

– Ojciec Park Yeon-mi trafił do więzienia, bo nielegalnie sprzedawał miedź. Wypuścili go z powodu choroby, zmarł na raka trzustki – opowiada mężczyzna przedstawiony jako wuj Yeon-mi. – Odkąd jej rodzice zaczęli sprzedawać miedź, wiodła całkiem dostatnie życie, nie miała czego zazdrościć innym. Nie wiem, dlaczego dziś opowiada takie rzeczy, skoro miała takie szczęśliwe dzieciństwo – sekunduje mu kobieta prezentująca się jako jej ciotka. – Mimo młodego wieku zawsze była ambitna. Raz powiedziała matce: mama, jak mam wyjść za kogoś za mąż, to nie będzie nikt inny jak milioner – wytyka. Dziewczynka miała przepadać za luksusowymi przedmiotami, przeżyć rozczarowanie, gdy nie została wybrana na przewodniczącą klasy, pragnęła być sławna. Ba, jej ojciec miał nigdy nie uciec z Korei Północnej. Wszystkie te wypowiedzi znalazły się w propagandowym filmie, jaki wyemitowała niedawno północnokoreańska stacja telewizyjna Uriminzokkiri.

– Przez dekady ich strategia sprowadzała się do zachowywania milczenia w sprawie uciekinierów i obozów koncentracyjnych – tłumaczy znawca Korei Północnej Michael Kirby. To on przewodził komisji śledczej ONZ, która sporządziła 372-stronicowy raport dotyczący prześladowań, jakich doświadczają Koreańczycy z Północy z rąk oprawców reżimu. Oparta na relacjach uciekinierów analiza to długa litania przypadków tortur, niewolniczej pracy, przemocy seksualnej i głodzenia więźniów. Dokument pojawił się mniej więcej w tym samym czasie, w którym Park Yeon-mi zadebiutowała w Irlandii. „To instrument politycznego spisku mającego na celu sabotowanie systemu socjalistycznego” – skwitował zebrane przez autorów raportu relacje Pjongjang.

Po tym, jak niektórzy uciekinierzy, z Park Yeon-mi na czele, zaczęli robić kariery w światowych mediach, reżim nie może już pozwalać sobie na „standardowe” skrytobójstwo. Co więcej, inny znany uciekinier Shin Dong-hyuk jest twarzą kampanii dotyczącej złożenia w Międzynarodowym Trybunale Karnym pozwu oskarżającego liderów z Pjongjangu o zbrodnie przeciw ludzkości. Reżim Kimów odpowiada coraz bardziej agresywną propagandą. Niewiele więcej może zrobić. Uciekinierka-celebrytka Park Yeon-mi obiecuje udowodnić prawdziwość swojej relacji. Stawka jest w końcu większa niż wiarygodność jednej osoby: jeżeli Park okazałaby się kłamczuchą, świat wzruszyłby ramionami i ponownie zapomniał o zbrodniach Pjongjangu na kolejne lata. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 14/2015
Więcej możesz przeczytać w 14/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0