SKANER

SKANER

RYNEK

Znika bat na kredytobiorców

Trybunał Konstytucyjny kruszy przywileje banków. Nie będą już mogły samodzielnie decydować o nasłaniu komornika na kredytobiorcę.

Siedzę i nie wiem, co robić, bo odebrałam dziś z sądu list o nadaniu klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu. Wiem, że mogę złożyć zażalenie, i wiem też, że nie wstrzymuje ono biegu sprawy. Czy mam jakieś szanse na to, aby ją zatrzymać? Chodzi o błahe 400 zł, a tytuł egzekucyjny na 30 tys. zł – pyta na forum internetowym poświęconym bankowemu tytułowi egzekucyjnemu (BTE) jedna z internautek. To przykład z setek podobnych przypadków, z jakimi borykają się klienci banków, wobec których uruchomiono BTE. Wyłącznie na podstawie tych relacji trudno ocenić, czy bank miał prawo do szybkiego wystawienia tytułu, bo klient był nierzetelny, ale nie zmienia to powszechnej opinii, że banki zdecydowanie zbyt gorliwie korzystają z tego instrumentu. Tym bardziej że są w tym aspekcie wyjątkowo uprzywilejowane, a od lat taką sytuację tolerują kolejne rządy. Bo BTE to możliwość wydawania przez bank wyroku poza sądem. Choć banki nie są instytucją państwową, to wchodzą w kompetencje państwa, bo ferują wyroki. W sporze z klientem mogą właściwie bez udziału sądu domagać się od klienta spłaty kredytu z całego jego majątku. To bank podejmuje tę decyzję, a nie sąd – mówi Stanisław Kluza, były minister finansów i były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Tłumaczy, że BTE jest strasznie niesprawiedliwy. – Bank jednocześnie jest interesariuszem i sądem – mówi Kluza. Trybunał Konstytucyjny wytrącił bankom ten oręż z ręki. Odpowiadając na pytanie sądu w Koninie, uznał, że w relacji klient–kredytobiorca występuje brak równowagi podmiotów wobec prawa, bo egzekucja następuje z pominięciem sądowego postępowania rozpoznawczego. Innymi słowy: sąd nie rozpatruje racji stron, tylko uznaje, że rację ma bank. Aby dać czas bankom na zmiany, trybunał zdecydował, że BTE zniknie za ponad rok. Ta decyzja oznacza, że klienci banków nie muszą już się obawiać, że w razie problemów ze spłatą zobowiązań za chwilę zapuka do ich drzwi komornik. Ulgę mogą poczuć przede wszystkim posiadacze kredytów we frankach. Banki po wystawieniu BTE zamieniały bowiem po niekorzystnym kursie zobowiązania z franków na złote. Bankowcy przestrzegają, że efekty wyroku dla klientów nie muszą jednak być wcale takie dobre. Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, mówił po ogłoszeniu wyroku, że konsekwencją mogą być wyższe koszty zaciągania lub otrzymywania kredytów. A to uderzy nie tylko w nierzetelnych klientów, lecz także w tych, którzy na czas regulują zobowiązania. Wiele zależy jednak od tego, jakie rozwiązanie przyjmie ustawodawca, który musi zastąpić BTE. – Podstawowe wyzwanie to sytuacja po 1 sierpnia 2016 r., gdy banki nie będą już mogły wystawiać tytułu, a zaległość kredytowa powstanie u klienta, który zawarł umowę o kredyt i zgodził się na egzekucję BTE przed wyrokiem TK. Jeśli nie znajdzie się mechanizm wprowadzenia do istniejącej umowy z klientem alternatywnych rozwiązań, bank jak każdy inny podmiot będzie mógł jedynie dochodzić swoich roszczeń na zwykłej drodze sądowej – mówi Krzysztof Korus, radca prawny, Partner dLK Korus, ekspert prawa bankowego. Całe zamieszanie wokół BTE można podsumować jednym zdaniem. Ponieważ polskie sądy działają opieszale, tytuł był prawną protezą umożliwiającą im szybkie odzyskiwanie należności. Trzeba mieć nadzieję, że w najbliższych miesiącach, kiedy ruszą zapewne prace nad nowymi przepisami dotyczącymi zabezpieczeń kredytów, wreszcie tę protezę zastąpi dobre, równe dla wszystkich prawo. Łukasz Korycki

DEBATA

Silne państwo to silna gospodarka

CZY REGULACJA I INTERWENCJA OGRANICZAJĄ WOLNOŚĆ, czy państwo sprawdza się w roli właściciela, a jeśli tak, to w jakich sektorach rynku? Między innymi nad tym pytaniem będą się zastanawiać uczestnicy panelu „Rola państwa w gospodarce. Wolność, regulacja, interwencja”, zorganizowanego przez CE- ED Institute w pierwszym dniu Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. W dyskusji 20 kwietnia wezmą udział m.in. Witalij Kliczko, mer Kijowa, Horst Köhler, były prezydent Niemiec w latach 2004-2010, Leszek Balcerowicz – były wicepremier szef NBP.

WYBORY

Wirtualna kampania

PUDZIANOWSKI POPIERA PAWŁA KUKIZA, A HITLER (ZDANIEM JANUSZA PALIKOTA) głosowałby na Janusza Korwin-Mikkego. To najbardziej kontrowersyjne wpisy kandydatów na prezydenta w internecie. Co tydzień podsumowujemy aktywność kandydatów na prezydenta w mediach społecznościowych. Królem Facebooka nadal jest Janusz Korwin-Mikke, z kolei na Twitterze rządzi Janusz Palikot. W tym tygodniu największą popularnością cieszył się wpis prezydenta związany z katastrofą smoleńską oraz zapowiedź wizyty w programie Kuby Wojewódzkiego Janusza Korwin-Mikkego.


NAGRODA

Nominacje do tytułu Człowiek Roku „Wprost”. Głosujcie z nami!

Szanowni Państwo! Trwa Wasze głosowanie w wyborach Człowieka Roku „Wprost”. W tym roku bowiem postanowiliśmy, że decyzję o tym prestiżowym tytule przekażemy czytelnikom. Postanowiliśmy zmienić formułę przyznawania tej nagrody, dając Państwu wpływ na to, kto Waszym zdaniem w minionym roku wywarł przemożny wpływ na życie społeczne, gospodarcze i polityczne. Obok przypominamy sylwetki ludzi, którzy (naszym zdaniem) spełniają kryteria tej nagrody. Głosować można na stronie www.wprost.pl, na której znajduje się specjalna zakładka, gdzie można to robić. Redakcja

Joanna Krupska

Za realną politykę na rzecz rodzin i dowód, że organizacje pozarządowe mogą wpływać na to, jak urządzony jest nasz świat. Kierowany przez nią Związek Dużych Rodzin Trzy Plus to niezwykły przykład tego, jak organizacja pozarządowa może wpływać na poprawę funkcjonowania państwa.

Krzysztof Kwiatkowski

Za przykład tego, że urzędnik może być niewygodny dla władzy. Nowy prezes NIK, choć jest politykiem rządzącej PO, swoimi raportami i wystąpieniami pokontrolnymi udowadnia, że NIK służy państwu, a nie rządowi.

Karolina i Tomasz Elbanowscy

Za mobilizację Polaków, nieustępliwość i budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Twórcy Fundacji „Rzecznik Praw Rodziców” nie ustają w walce o to, by rodzice mieli prawo do decyzji, czy wysłać do szkoły dziecko sześcio-, czy siedmioletnie.

Cezary Kaźmierczak

Za bój o polskie małe i średnie firmy. Jako szef Związku Przedsiębiorców i Praco dawców skutecznie broni polskich małych i średnich firm, jeśli trzeba, narażając się rządzącym.

Tomasz Siemoniak

Za to, że armia jest ważna, oraz politykę wspierania polskich firm. Jako wicepremier i minister obrony narodowej dba, by pieniądze, jakie mamy do wydania na armię, rozwijały naszą gospodarkę.

Adam Kiciński

Za promocję Polski.

Sławi nie tylko polską myśl technologiczną, lecz także polską literaturę. Prezes firmy CD Projekt, producenta przeboju rynku gier komputero wych „Wiedźmin”, wypłynął już na globalne wody.

Ryszard Florek

Za walkę o długoterminowy dobrobyt Polski. Prezes firmy Fakro, producenta okien dachowych, który zrobił na świecie, jako jedna z nielicznych polskich firm, oszałamiającą karierę.

KOMENTARZ

ZUS potrzebuje łowcy głów

No i mamy klops. Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma prezesa i w najbliższym czasie mieć go nie będzie. Do tego wyłanianie kandydata na to stanowisko skończyło się awanturą. Katarzyna Kalata, jedyna pretendentka na ten fotel, która zdała egzamin pisemny, oskarża komisję egzaminacyjną niemal o mobbing, ta odwdzięcza jej się zarzutami skrajnej niekompetencji. Wszystko to każe się zastanowić, czy obecny model wyboru szefa jednej z najważniejszych instytucji w Polsce jest racjonalny. Jak jest teraz? Komisja konkursowa, która jest de facto złożona z ludzi podległych premierowi, ma wyłonić trzech kandydatów i przedstawić ich ministrowi pracy. Ten dokonuje selekcji i podsuwa jedną osobę szefowi rządu, który może, ale nie musi powołać jej na stanowisko prezesa. System jest dość kuriozalny. Udaje bowiem niemiecką precyzję i skandynawską przejrzystość ze szkodą dla końcowego efektu.

Poza tym premier może w nieskończoność nie dokonywać wyboru, przedłużając prowizorkę, jaką zwykle jest tzw. p.o. Nietrudno wyobrazić też sobie, że komisja na egzaminie ustnym może otrzymać „wytyczne”, kogo preferować, kogo pognębić. Aż dziwne, że w tej sytuacji ten egzamin nie jest rejestrowany. Obecny sposób wyłaniania kandydata może także odstręczać od ubiegania się o fotel prezesa ZUS naprawdę dobrych kandydatów. Mogą się oni obawiać, że polegną na dość szczegółowym teście pisemnym. Czy naprawdę prezes ZUS musi co do jednego złotego znać wysokość zasiłku pogrzebowego? Urzędnicza komisja nie wydaje się też mieć najlepszych kompetencji do oceny menedżerskich, kierowniczych i zarządczych zdolności kandydatów. Z tej pułapki wyjścia są dwa. Pierwsze to wyrzucenie do kosza całego tego konkursowego cyrku. Niech premier wybiera, kogo chce, i bierze za to odpowiedzialność. Tu pojawia się jednak wątpliwość dotycząca ewentualnego kumoterstwa czy jakości przyszłego prezesa. Nie raz już mieliśmy sytuację pod tytułem: „Niech Staszek spróbuje sił w biznesie”. Może zatem warto rozważyć model mieszany. Kandydatów prześwietlają nie urzędnicy, ale profesjonalna, niezależna firma head hunterska, i to ona podsuwa premierowi kilka propozycji. Do tego postępowanie powinno być jawne dla mediów. Wtedy trudno o zarzuty o mobbing, ustawienie konkursu, ludziach z układu czy spoza niego, kuriozalnych pytaniach. BARTOSZ MARCZUK

Okładka tygodnika WPROST: 17/2015
Więcej możesz przeczytać w 17/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także