Straż miejska ofiarą własnej arogancji

Straż miejska ofiarą własnej arogancji

Mieli pilnować porządku i być wsparciem dla obywateli, a zajmują się fotoradarami. Dlatego mieszkańcy ich nie lubią. Także włodarze gmin uznają, że bez strażników się z powodzeniem obejdą. W ostatnim czasie tę formację zlikwidowało 15 samorządów.

Czersk (woj. pomorskie). Komendant straży miejskiej karze mandatem za przekroczenie prędkości właściciela samochodu ciągniętego na lawecie. Tłumaczy – niczym w filmie Stanisława Barei – że przecież kogoś ukarać musiał. Szczecinek (woj. zachodniopomorskie). Krążące w sieci nagranie pokazuje, jak strażnicy miejscy najpierw brutalnie wpychają 20-letniego mężczyznę do auta, a potem bijąc go i psikając gazem w twarz, chcą zmusić do podpisania fałszywych zeznań.

Warszawa. Monitoring rejestruje strażnika, który bez powodu powala na ziemię, a potem poddusza młodą kobietę, która spacerowała z dzieckiem w wózku i labradorem. To jedynie kilka przykładów głośnych spraw z ostatnich miesięcy. Na efekty nie trzeba czekać. Kolejne gminy rezygnują z posiadania własnej straży. Okazało się bowiem, że formacja, która w założeniu miała dbać o bezpieczeństwo i pomagać mieszkańcom w sprawach zbyt błahych dla policji, nie spełnia tych oczekiwań. Wolą więc dofinansować policję lub przedsiębiorstwa komunalne zajmujące się np. monitoringiem lub sprzątaniem ulic.

MASZYNKA DO ZARABIANIA PIENIĘDZY

Postulat likwidacji straży miejskiej – po skandalu z mandatem za lawetę – pomógł wygrać ostatnie wybory na burmistrza Czerska Jolancie Fierek. Gdy objęła urząd, wyborczą obietnicę natychmiast spełniła. – Skrupulatnie przyjrzałam się ustawie o strażach gminnych. Nigdzie nie znalazłam zapisu, że ma to być maszynka do zarabiania pieniędzy. A tym właśnie się stała, zaniedbując swoje pierwotne obowiązki. Nie pilnowała porządku, nie zapewniała bezpieczeństwa – podkreśla. Straży nie uratował nawet dochód z mandatów, który wpływał do gminy – w najlepszych latach było to nawet 1,8 mln zł (przy całkowitym budżecie 70 mln zł), przy czym jej utrzymanie kosztowało 600 tys. zł. W ślady Czerska poszli inni. W marcu identyczną decyzję podjęli radni z Białogardu (woj. zachodniopomorskie). Burmistrz Krzysztof Bagiński podczas swojej pierwszej kadencji próbował uzdrowić jednostkę: dofinansował ją, wzmocnił i zmodernizował. Za namową komendanta kupił kolejny fotoradar. – Dostałem od mieszkańców po głowie, a efektów nie było. Strażnicy snuli się po mieście, podsypiali na służbie, tylko te radary obsługiwali – wylicza porażki. Dlatego teraz zlikwidował straż. Pieniądze, które szły na utrzymanie blisko 20 pracowników (ok. 1 mln zł), wydał na miejski monitoring i dofinansowanie policji.

W marcu straż miejska przestała też istnieć w Piszu (woj. warmińsko-mazurskie). Wcześniej w Świeradowie-Zdroju i Strzegomiu (woj. dolnośląskie), w Pionkach i Zakroczymiu (woj. mazowieckie), w Łagowie (woj. świętokrzyskie), w Łasku (woj. łódzkie), Żorach i Szczyrku (woj. śląskie), Stalowej Woli (woj. podkarpackie), Chrzanowie, Trzebini czy Libiążu (woj. małopolskie).

Nigdzie nie pojawił się postulat, aby powołać ją z powrotem. – Nikt w Białogardzie za strażnikami nie tęskni. Mieszkańcy wielokrotnie skarżyli się na ich niekompetencję i opieszałość. Zresztą w całej Polsce obserwuję społeczny ruch oddolny, który zakłada ich likwidację – mówi Bagiński. Propozycja likwidacji, wciąż nierozstrzygnięta, od lat pojawia się wśród radnych m.in. w Krakowie, Szczecinie, Sosnowcu, Kętrzynie, Lęborku, Sieradzu, Stargardzie, Zgierzu, Zduńskiej Woli czy Lublinie. Nigdy straży nie powołano w Bukownie (woj. małopolskie), gdzie gmina opłaca dodatkowe patrole policji (podobnie jest w Chrzanowie). Tam, gdzie radni nie wychodzą z taką inicjatywą, o likwidację zabiegają mieszkańcy. Referenda obywatelskie w tej sprawie odbyły się m.in. w Pszczynie, Rybniku, Bydgoszczy, Poznaniu, Kielcach, Łodzi, Elblągu, Sopocie, Zielonej Górze, we Wrocławiu, a ostatnio w Szczecinku. Nie było jednak wystarczającej frekwencji, by wyniki były wiążące.

SPECJALIŚCI OD FOTORADARÓW

Z zestawień przesłanych przez wojewodów do MSW wynika, że w 2014 r. w Polsce funkcjonowało 588 oddziałów straży miejskiej (w tym 466 miejskich i 122 gminne), łącznie zatrudniając blisko 11,5 tys. osób. „Informacja statystyczna o działalności straży gminnych (miejskich) w 2013 r.” (najnowsza dostępna), a także raport NIK z 2011 r. pokazują, że funkcjonariusze już od kilku lat zaniedbują zadania, do których zostali powołani. Liczba interwencji związanych bezpośrednio z bezpieczeństwem mieszkańców zmalała w niektórych gminach nawet o 41 proc. W 2013 r. interwencje związane z wykroczeniami porządkowymi i zakłócaniem spokoju publicznego stanowiły zaledwie 5 proc. działalności straży, obrona bezpieczeństwa osób i mienia – 2 proc., a utrzymywanie czystości i porządku w gminach – 4 proc. Względną aktywnością – 10 proc. interwencji – strażnicy wykazali się, jeśli chodzi o wystawianie mandatów osobom spożywającym alkohol pod chmurką, co akurat jest dość rentowne.

Straż zajmuje się głównie ściganiem sprawców wykroczeń komunikacyjnych, czyli obsługą fotoradarów i wystawianiem mandatów za złe parkowanie. W 2013 r. stanowiło to 67 proc. wszystkich interwencji. Dla porównania w 2005 r. było to 27 proc. Przy tym zdecydowana większość mandatów (nawet 96 proc.) wypisywana jest właśnie na podstawie zapisów z fotoradarów. Przykładowo w Szczecinku takie urządzenie w ciągu dwóch lat podniosło liczbę ujawnionych wykroczeń komunikacyjnych aż o 811 proc. Raport NIK „Bezpieczeństwo Ruchu Drogowego” z końca 2014 r. wykazał, że strażnicy z fotoradarem mobilnym często wbrew prawu przenoszą się w miejsca nieuzgodnione z policją, tzw. mandatonośne. – Nie chcieliśmy fotoradarów. W 2005 r. w efekcie akcji „Razem bezpieczniej na drodze” zabrano je policji i przydzielono nam. Teraz spijamy gorzkie piwo, jakie za nas nawarzono – broni się Piotr Ichniowski, rzecznik Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnych RP. Być może ta patologia wkrótce zniknie. Sejm rozpoczął prace nad nowelizacją Prawa o ruchu drogowym. W myśl projektu PO straże gminne straciłyby uprawnienia do używania urządzeń rejestrujących, a wszystkie stacjonarne fotoradary trafiłyby do Głównego Inspektoratu Ruchu Drogowego.

PRZYWILEJE PRZEWRÓCIŁY W GŁOWACH

Jerzy Dziewulski, były poseł i antyterrorysta, który w latach 90. współtworzył przepisy powołujące straż miejską, nie ma złudzeń. W obecnym kształcie jest ona wypaczeniem pierwotnych celów. Jest pewien, że coraz więcej gmin będzie z niej rezygnować, bo w małych miastach, poniżej 25 tys. mieszkańców, po prostu nie jest potrzebna. – W latach 90. byliśmy zmuszeni wspomóc policję w czynnościach porządkowych. To był szczególnie niebezpieczny czas, na terenie Polski działała mafia, gangi, przestępczość była wysoka. Chcieliśmy, aby policja skupiła się na rozwiązaniu problemu dużej przestępczości, a nie na wykroczeniach. Strażnicy miejscy mieli zapewnić podstawowe czynności porządkowe, czyli m.in. sprawdzać miejskie śmietniki, brud na ulicach, oznakowanie ulic i budynków, patrolować parki, tereny wokół szkół i placów zabaw – przypomina Jerzy Dziewulski. I tłumaczy, że wraz z uzyskaniem przywilejów, takich jak sprawowanie kontroli w ruchu drogowym (m.in. przez fotoradary), posiadanie kajdanek, paralizatorów, pałek (na początku mieli tylko gaz) czy aut z kogutami kolorystyką przypominających radiowozy, strażnicy zaczęli obrastać w piórka.

– Największy problem straży miejskiej to zakusy, aby stać się drugą policją. Walczą o coraz większe uprawnienia, nie ponosząc przy tym większej odpowiedzialności, zwłaszcza że strażnikiem może zostać każdy, kto przejdzie badania psychologiczne i wątpliwej jakości kurs. Nic dziwnego, że z takimi przywilejami nikomu się nie chce kontrolować śmietników – mówi Dziewulski.

Profesor Jan Widacki, adwokat, który również tworzył Ustawę o strażach gminnych, zgadza się, że nie powinny one dublować policji, ale powrócić do pierwotnych założeń. – Straż jest potrzebna, zwłaszcza w dużych miastach. Gdyby jej nie było, nie miałby kto pilnować porządku, kontrolować ulicznego handlu, interweniować w drobnych wydarzeniach porządkowych – podkreśla Widacki. – Ale jej działania nie mogą się skupiać tylko na mandatach. Strażnicy są po to, aby dbać o dobro, komfort i bezpieczeństwo obywateli. Powinni współpracować ze strażą pożarną, ułatwiać pracę pogotowiu ratowniczemu, chociażby dbając o to, aby samochody specjalne mogły swobodnie dotrzeć i zaparkować tam, gdzie są potrzebne. Wtedy odbiór ich pracy byłby łaskawszy.

POWSZECHNA NIENAWIŚĆ

Tymczasem Polacy coraz głośniej i bardziej otwarcie manifestują niechęć do strażników. Wielu porównuje ich ze służbą ORMO z PRL. Na Facebooku aż się mnoży od lokalnych grup sprzeciwu wobec funkcjonariuszy. Najaktywniejsza, na której regularnie pojawiają się informujące o ich nadużyciach, czyli „Zlikwidować Straż Miejską”, ma już 42 tys. fanów.

– Dostajemy kilkadziesiąt wiadomości dziennie od tych, którzy mieli do czynienia z bezdusznymi funkcjonariuszami. Wkurzeni ludzie pytają nas, co wolno strażnikom, a czego nie wolno, i jak walczyć z bezprawnym nadużyciem władzy, jakiego doświadczyli – ocenia jeden z założycieli strony. Chce zostać anonimowy, bo wie, że igra z ogniem. Zwłaszcza że do założenia grupy zmotywowała go łapówka, jaką wymusił na nim strażnik miejski za chwilowe (podobno nawet nie wysiadł z auta) zatrzymanie pojazdu w niedozwolonym miejscu.

Do rangi obywatelskiego bohaterstwa urosły działania Emila Rau, znanego jako „Emil – łowca fotoradarów” lub „Zorro polskich dróg”. Jest kierowcą, prowadzi firmę transportową, więc dużo jeździ po kraju. Już od kilku lat nagrywa kamerą, a potem wrzucają na własny kanał internetowy, dowody nadużyć strażników, nieprawidłowe ustawianie fotoradarów czy umieszczanie ich w miejscach, gdzie nie ma realnego zagrożenia. Obecnie ma własny program w TVN Turbo. – Ludzie uwielbiają nas nienawidzić – odpowiada Piotr Ichniowski. I nawet się temu nie dziwi. – Trudno lubić tych, którzy w kółko, z uporem maniaka, muszą tłumaczyć ludziom, że złamali prawo, że zakłócają porządek, dodatkowo wlepiając mandat. Ale to nasza praca – tłumaczy. Żali się, że trwa nagonka na strażników. Jego zdaniem mówienie o tendencji do likwidowania straży miejskiej przez gminy to przesada. Wszak wciąż pozostało ponad pół tysiąca oddziałów. Podaje też pozytywne przykłady ich działalności.

– Nikt nie widzi, gdy jesteśmy pierwsi i jedyni na miejscu zdarzenia. Jak bronimy wałów przeciwpowodziowych, usuwamy skutki kataklizmu. Gdy w Katowicach zawaliła się kamienica, w której zginęło małżeństwo dziennikarzy i ich dziecko, na miejscu pierwsi byli i ewakuowali ludzi właśnie strażnicy miejscy – podkreśla. Zdaniem Jerzego Dziewulskiego strażnicy mieli szansę stać się przyjazną, szanowaną przez obywateli służbą. Gdyby poszli w stronę straży pożarnej, czyli nieśli realną pomoc, ludzie lubiliby ich, tak jak lubią strażaków. Niestety, wybrali nękanie obywateli i bloczki z mandatami. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

DZWOŃ PO STRAŻ MIEJSKĄ, GDY:

ktoś niszczy cudze mienie, np. ławki, znaki drogowe, kosze na śmieci, maluje graffiti na budynkach

została zastawiona droga pożarowa lub brama ktoś wypala łąki, pali śmieci, nie sprząta nieczystości po swoim psie

natknąłeś się na dzikie wysypisko śmieci, znalazłeś porzucony sprzęt elektroniczny lub RTV

zauważyłeś, że ktoś niszczy drzewa i krzewy

ktoś zakłóca ciszę nocną w miejscu publicznym

gdy uporczywie zaczepia cię żebrak

gdy widzisz osoby pijące alkohol lub palące papierosy w niedozwolonym miejscu

gdy zarwie się chodnik, pęknie rura kanalizacyjna

STRAŻNICY NIE MAJĄ UPRAWNIEŃ, BY:

ukarać pijanego kierowcę prowadzącego auto. Nie mogą bowiem zatrzymać jadących pojazdów (chyba że jest to strefa zamknięta dla ruchu kołowego). Należy wtedy wezwać policję

wejść do czyjegoś mieszkania. Jeśli więc sąsiad urządził w nocy uciążliwą imprezkę, lepiej zadzwonić na policję

gdy na miejscu np. wypadku czy katastrofy budowlanej są ofiary, należy o tym powiadomić w pierwszej kolejności policję i pogotowie. Straż miejska może jedynie wspomóc ich działania

JAK JEST ZA GRANICĄ

W niektórych krajach południowej Europy, m.in. w Hiszpanii i we Włoszech, policja municypalna dubluje zadania drogówki. We Francji strażnicy mają nawet prawo do sprawdzania trzeźwości kierowców. Na terenie prawie całej Szwajcarii zajmują się tylko sprawdzaniem opłat za parkowanie (w Zurychu mają szersze kompetencje). Instytucja straży miejskiej jest za to nieznana w krajach nordyckich

Okładka tygodnika WPROST: 18/2015
Więcej możesz przeczytać w 18/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także