Tożsamość Jaruzelskiego

Tożsamość Jaruzelskiego

Staramy się pokazać, jak poplątanym człowiekiem był generał. I jak to wpływało na jego wybory polityczne – mówią Mariusz Cieślik i Paweł Kowal, autorzy książki „Jaruzelski. Życie paradoksalne”, która ukaże się 13 maja.

Można by sądzić, że skoro biografię Wojciecha Jaruzelskiego firmuje swoim nazwiskiem polityk prawicy, to mamy do czynienia z książką pisaną na pohybel generałowi. A jednak „Jaruzelski. Życie paradoksalne” wymyka się tej prostej logice.

Nie oznacza to, że autorzy zastosowali zasadę, że o zmarłych źle mówić nie należy. Po prostu zamiast zwyczajowych ideologicznych połajanek albo nachalnej apologii mamy dobrze udokumentowaną sylwetkę, układającą się w opowieść o wielkim karierowiczu i oportuniście, łączącym wiarę w komunizm i przewodnią rolę Związku Radzieckiego z czynnym antysemityzmem i endeckimi uprzedzeniami. Wszystko to podlane dodatkowo tęsknotami za romantyczną, żeby nie powiedzieć sarmacką tradycją ziemiańskiego patriotyzmu, której do dziś hołduje np. prezydent Bronisław Komorowski. Autorzy układają z tych elementów cechy idealnego namiestnika rosyjskiego w Polsce, człowieka, którego pokręcone losy są usprawiedliwieniem w bezwzględnej walce o władzę. Bo to władza, wbrew rozpowszechnionym mitom o zbawiennej roli generała w dziejach Polski, okazuje się dla niego celem samym w sobie. Tytułowy paradoks życiorysu niesie Jaruzelskiego przez największe zawirowania naszej współczesnej historii, od stalinizmu, przez masakry robotników na Wybrzeżu, stan wojenny aż po prezydenturę w częściowo wolnej Polsce.

Było w stanie wojennym takie hasło: „znajdzie się pała na generała”. Jaka pała jest w waszej książce?

PAWEŁ KOWAL: Nie chcieliśmy pisać za albo przeciw generałowi. Moje doświadczenie z pisania tej książki jest takie, że już nigdy nie będę myślał o historii, oddzielając ją od życia osobistego bohaterów.

W takim razie co ukształtowało Jaruzelskiego?

MARIUSZ CIEŚLIK: Decydujący wpływ miało pęknięcie w jego biografii, dlatego zatytułowaliśmy książkę „Jaruzelski. Życie paradoksalne”. Z jednej strony mamy przedwojenną szkołę ojców marianów, ziemiaństwo, pobyt na zesłaniu, tradycję romantyczną i dziadka powstańca z 1863 r., a z drugiej zawrotną karierę w PRL, która wymaga zapomnienia wszystkiego, z czego się wyrasta.

Dziadka powstańca zastępuje stalinowska Informacja Wojskowa?

M.C.: W Instytucie Pamięci Narodowej nie ma zbyt wiele dokumentów na ten temat, ale co do tego, że Jaruzelski podpisał zobowiązanie do współpracy, nie ma wątpliwości. Tyle że hipotezy odnośnie do tego, co robił, nie mają wystarczającego poparcia w świadectwach. Być może znaczenie współpracy z Informacją Wojskową dla kariery Jaruzelskiego jest przeceniane. W szczytowym okresie stalinizmu agentem był co 16. żołnierz, a to on został generałem w wieku 33 lat. W każdym razie Informacja była wyjątkowo ponurą instytucją, która kilkanaście tysięcy niewinnych ludzi wsadziła do więzień i stoi za wieloma wyrokami śmierci. Nawet w czasach komunizmu współpraca z tą strukturą nie była powodem do chwały, więc o tym epizodzie w biografii Jaruzelskiego wiedziało niewielu ludzi.

Ale fakt, że prowadził antysemicką czystkę w wojsku, był znany szerzej.

P.K.: Cóż, za kadencji Jaruzelskiego w Ministerstwie Obrony z powodu pochodzenia wyrzucono z wojska kilkuset oficerów. Nie ochronił nawet człowieka, który był świadkiem na jego ślubie. Czy żywił antysemickie uprzedzenia? On sam w wywiadach twierdził, że nie, ale teksty przemówień z okresu marca 1968 r. i dokumenty, świadczą przeciwko niemu. Być może na jego postawę wpłynęły poglądy endeckie, które były bardzo żywe zarówno na jego rodzinnym Podlasiu, jak i w szkole.

Co jeszcze nim powodowało?

P.K.: Na pewno strach. Po pierwsze po powrocie z zesłania bał się Rosji, na Syberii zginął jego ojciec, on sam ledwie przeżył. We wczesnych latach 50. bał się, że zostanie odkryte jego ziemiańskie pochodzenie. Z bardziej błahych powodów trafiało się wtedy do kazamatów bezpieki. Kiedy przetrwał ten najgorszy dla siebie czas, po Październiku 1956 r. znów zaczął się obawiać o swoją przyszłość. Do władzy wrócili ci, którzy siedzieli w więzieniach, kiedy on robił karierę. M.C.: Jaruzelski zostaje w 1956 r. najmłodszym generałem Ludowego Wojska Polskiego, już po krwawym stłumieniu protestów w Poznaniu. Jego promotorami są generał Popławski, który wyprowadził żołnierzy przeciw robotnikom, i minister obrony Konstanty Rokossowski. Obaj zostają później zmuszeni do wyjazdu do ZSRR, a Jaruzelski trafia do Szczecina.

Stalinizm uczy generała ostrożności?

P.K.: Proces podejmowania decyzji przez niego jest jedną z najciekawszych rzeczy, na jakie się natknęliśmy. To widać w 1970 r. i przed powstaniem Solidarności, gdy bardzo długo się nie wychyla. Wkracza do akcji w momencie, kiedy ma pewność, że karta się odwraca. Tak jest, gdy bierze udział w obalaniu Gomułki. I potem, gdy bierze udział w usuwaniu Gierka, żeby potem samemu zagarnąć całą władzę.

Ale to akurat z punktu widzenia politycznego pożądana cecha.

M.C.: To zależy. Ci, co się spóźniają na pociąg, czasami nie wsiadają wcale.

Ale Jaruzelski jakoś zawsze siedział w pierwszym wagonie.

M.C.: No właśnie. Mówię o ludziach z elity partyjnej, którzy źle obstawiali na kolejnych historycznych wirażach. Jaruzelski obstawiał dobrze. Miał pewien talent i zręczność, by przez ponad pół wieku utrzymywać się na szczycie. P.K.: Jaruzelski to w całej Europie Środkowej jedyny ważny człowiek systemu komunistycznego, który od stalinizmu do końca lat 80. wyłącznie zyskiwał. A do tego jeszcze został prezydentem po upadku reżimu, który stworzył. To ewenement.

A więc jednak mamy wybitnego człowieka, który przeprowadził Polskę przez najtrudniejsze zakręty historii?

P.K.: Taka interpretacja losów generała jest częsta. Przedstawiany jest jako człowiek, który miał bardzo skomplikowaną biografię, zrobił różne złe rzeczy, ale w końcu odkupił swoje winy, bo postanowił uratować Polskę. My tak nie uważamy. Pokazujemy człowieka, polityka działającego w konkretnych warunkach, który po prostu robi karierę i strasznie się martwi, że straci swoją pozycję...

Gdyby urodził się kilkadziesiąt lat później, zrobiłby błyskotliwą karierę w korporacji?

P.K.: Mogę go sobie wyobrazić nawet w elicie londyńskiej na emigracji, gdyby załapał się na armię Andersa. W normalnym demokratycznym systemie Jaruzelski nie zmieściłby się ze swoimi endeckimi poglądami na żadnej lewicy, paradoksalnie pasowałby bardziej do prawicy.

Czyli postawiono na właściwego człowieka: z jednej strony oddanego Moskwie, a z drugiej odpowiadającego na patriotyczne tęsknoty za surowym, ale sprawiedliwym ojcem, mającym za sobą spuściznę ziemiaństwa?

M.C.: Jaruzelski bardzo chciał za kogoś takiego uchodzić i na kogoś takiego został wykreowany przez Jerzego Urbana i Wiesława Górnickiego, co bardzo dokładnie pokazujemy w książce. Do końca życia cieszył się wśród Polaków sporą popularnością, politycy III RP jakoś to uwzględniali, dlatego zapraszano go np. na pokład prezydenckiego samolotu. Przy ocenie każdego polityka trzeba brać pod uwagę współpracowników, jakich sobie dobiera. Najczęściej ludzie stawiają na osobników głupszych od siebie. Jaruzelski postępował inaczej. Wiele złego można powiedzieć o Górnickim, Kiszczaku czy Urbanie, ale na pewno nie można odmówić im inteligencji i wyjątkowego sprytu.

Jednym z mitów związanych z Jaruzelskim jest apolityczność armii. Od prześladowań i pałowania było UB czy ZOMO, a wojsko pozostaje bezstronne.

P.K.: A tymczasem to jest człowiek, który dla kariery łamie największe tabu w polskiej polityce, jakim jest wyprowadzanie wojska przeciwko społeczeństwu. I to kilkukrotnie. W grudniu 1970 r., w czasie słynnej narady u Gomułki, to właśnie Jaruzelski zaproponował sposób rozpędzenia robotniczych demonstracji w Gdańsku. Ten zapis odnalazł prof. Andrzej Paczkowski. Sytuacja jest wówczas taka: Jaruzelski może nic nie mówić, ale się boi, że jeśli się nie wykaże, ministrem obrony zostanie Grzegorz Korczyński. W ten sposób staje się pomysłodawcą masakry na Wybrzeżu, choć sam w niej nie uczestniczy. M.C.: Ale już w 1976 r. ma mocną pozycję i nie pozwala wyprowadzić wojska w Radomiu czy Ursusie. Z kolei w 1981 r. używa żołnierzy, by utrzymać władzę.

W 1981 r. nie kierowała nim chęć uratowania Polski przed rosyjską inwazją?

P.K.: Nie ma żadnego poważnego źródła historycznego, które potwierdzałoby, że Polsce w 1981 r. groziła interwencja. Jesienią 1981 r. doszło zapewne do jakiegoś porozumienia między Kremlem a Jaruzelskim, że on sam zrobi porządek z Solidarnością. Wiadomo było, że ma zostać odsunięty Kania. W źródłach rosyjskich pojawiają się sygnały, że „bratniej pomocy” nie będzie. Jest tylko jeden element niedopowiedziany: czy Rosjanie pomogą, gdyby coś poszło nie tak. Jaruzelski chce zabezpieczyć własną pozycję tak, żeby nie zostać ukaranym za nieudaną akcję. Bał się, że opór podczas wprowadzania stanu wojennego będzie znacznie większy, niż był w rzeczywistości.

Opór w wojsku?

P.K.: Nie, wojsko się podporządkowało, ale propagandowe przekonanie o wyjątkowości wojska ciągle pokutowało, także wśród opozycji. W głośnym tekście z lat 80. Ludwik Dorn wzywał oficerów do wypowiedzenia posłuszeństwa dowództwu. To świadczy o niezrozumieniu mechanizmów tamtej władzy. W latach 80. Jaruzelski wprowadził generałów do rządu i przesunął ośrodek władzy do armii. On PZPR utrzymywał tylko ze względów administracyjnych, ale jednocześnie sondował, czy Rosjanie pozwolą mu rozwiązać partię. Ale oni się na to, rzecz jasna, nie zgodzili.

Czy Jaruzelski był wierzący?

M.C.: Tak można rozumieć niektóre jego wypowiedzi. P.K.: Umarł po katolicku, tak został ochrzczony. Zresztą na łożu śmierci wyspowiadał się także Węgier János Kádár. Dla Jaruzelskiego Kościół był ważną częścią władzy. W historii Polski nie było drugiego okresu, kiedy władza konsultowałaby się z biskupami tak często jak w latach 80. A jednocześnie prześladowano księży. Reżim Jaruzelskiego potrafił to godzić. M.C.: Do dziś stosunki państwo–Kościół w Polsce opierają się na regulacjach z czasów Jaruzelskiego, który jeszcze w latach 60. tolerował rozbijanie przez wojsko uroczystości milenijnych z udziałem prymasa Wyszyńskiego. W tym właśnie rzecz: staramy się pokazać, jakie problemy miał generał z tożsamością, jak poplątanym był człowiekiem. I jak to wpływało na jego wybory polityczne. Dziwnie wyglądało też przecież jego życie osobiste. Ożenił się w wieku 37 lat, bo mu minister powiedział, że to źle wygląda, żeby generał nie miał rodziny – wiemy to z relacji samego generała. Trzeba pamiętać o środowisku, w jakim się obraca abstynent Jaruzelski, którego ziemiańska kindersztuba robi na wszystkich takie wrażenie. Ówczesna generalicja to ludzie, którzy piją, mają kochanki i zmieniają żony. Taki maczystowski styl w ramach komunistycznego wojska. Tymczasem, poza małżonką, o związkach Jaruzelskiego z kobietami nic nie wiadomo, choć pojawia się pogłoska o jakimś romansie z lat 50. Miał ewidentny kłopot w kontaktach z płcią przeciwną. Odmówił np. dowodzenia oddziałem kobiet z frontowym doświadczeniem. Ale miał też w ogóle problemy z okazywaniem uczuć, o czym dużo pisze w swoich książkach jego córka Monika. Nazywa go nieobecnym.

To się robi rzeczywiście pokręcona postać:stalinista, trochę endek, być może także nieuświadomiony gej?

M.C.: Sugerował to Dariusz Wilczak, autor książki „Generalissimus” – trudno takie sprawy badać historykowi. Tymczasem zdarzają się przecież politycy, których libido i emocje idą wyłącznie w karierę. Prowadzą życie rodzinne, bo wszyscy tak robią, a nie dlatego, że szczególnie go potrzebują. Jaruzelski pracował pięć minut od domu, a mimo to nie bywał tam tygodniami. Po prostu mieszkał w biurze.

Pewnym paradoksem jest, że cały ten purytański wizerunek został pod koniec życia generała zdemolowany przez tabloidy, które rozpisywały się o jego rzekomym romansie z gosposią.

M.C.: Przy całym krytycyzmie wobec niego żal mi go. Nie zasługiwał na to, zresztą nikt nie zasługuje, a sprawa była chyba fikcją i wzięła się stąd, że Barbara Jaruzelska nie rozumie, jak działają tabloidy. Cóż, ośmieszono człowieka, który widział siebie jako bohatera tragicznego i który przez lata decydował o losach kraju. O którym tak myśli kilkadziesiąt procent Polaków. I to też jest „życie paradoksalne”, o którym mówimy w tytule książki.

Może to symboliczna kara za grzechy?

M.C.: Ludzie najlepiej zapamiętują rzeczy dotyczące życia osobistego. Mam wrażenie, że gdy doszło do afery z gosposią, Jaruzelski był w tak złym stanie, że tego nie zanotował. Gdyby było inaczej, pewnie czułby, że odebrano mu wszystko, co dla niego istotne. P.K.: Że na koniec życia odarto go z powagi.

■©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

„JARUZELSKI. ŻYCIE PARADOKSALNE”

W pracy historyka w czasach nadmiaru papieru decydujące bywa nie tyle to, co jest, ile to, czego nie ma, co wypadło z druku. To, czego zabrakło w „Dziennikach” Mieczysława Rakowskiego, najpełniejszym z dotychczas opublikowanych diariuszy politycznych PRL, odnalazł Andrzej Paczkowski. To Jaruzelski – wedle ukrytych przed czytelnikami zdań – podczas narady u Gomułki 15 grudnia 1970 r. planował, jak zdławić powstanie robotnicze w Gdańsku. Wedle informacji zanotowanych w brudnopisie Rakowskiego generał „zaskoczył obecnych cywilów szybkością decyzji i sprawnością, przedstawił konkretny plan użycia wojska”. Jaruzelski i jego bliski współpracownik Chocha zaproponowali użycie samolotów do rozprowadzenia gazu łzawiącego przeciwko tłumowi. W takich momentach widać było wojskowe doświadczenie Jaruzelskiego. Tylko on spośród zebranych wiedział, jak radzić sobie z tłumem w walkach ulicznych. Poza generałem na naradzie u Gomułki [15 grudnia 1970 r.] zjawili się Spychalski,

Cyrankiewicz i Moczar. W ostatniej chwili wezwany został Stanisław Kania, który po latach potwierdził udział Jaruzelskiego, ale starał się minimalizować jego rolę. Podkreślał, że spotkanie służyło tylko zakomunikowaniu decyzji Gomułki oraz jego najbliższych współpracowników. Generała – wedle relacji Kani – tak jak i jego, zaproszono w ostatniej chwili. Z tego samego źródła pochodzi informacja, że wiceministerobrony Grzegorz Korczyński już dzień wcześniej dostał polecenie wyjazdu do Gdańska. A to oznacza, że I sekretarz rozważał wariant siłowy. Po latach generał przyznał, że gdyby sprzeciwił się woli I sekretarza KC PZPR, prawdopodobnie straciłby stanowisko ministra na rzecz Korczyńskiego. Tak czy owak, nikt, nawet Kania, nie podtrzymywał po 1989 r. wersji z „ubezwłasnowolnieniem” Jaruzelskiego przez Gomułkę.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2015
Więcej możesz przeczytać w 18/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także