Siła debaty

Siła debaty

Jeśli wybory są świętem demokracji, to bezpośrednia konfrontacja kandydatów jest tego święta główną uroczystością. To z niej wyborcy najwięcej dowiadują się o pretendentach do najwyższego urzędu.

Pojedynek kandydatów w wyborczym starciu składa się z dwóch składników: osobowościowego i merytorycznego. W Polsce opanowaliśmy dobrze jedynie PR-owskie zagrania – mówi specjalista od marketingu politycznego, dr Norbert Maliszewski. Dlatego to właśnie PR-owskie sztuczki, a nie merytoryczne przygotowanie kandydatów, decydowały najczęściej o sukcesie w politycznych pojedynkach.

CHWILOWA PAMIĘĆ TUSKA

Nie znaczy to, że telewizyjne pojedynki przestają mieć znaczenie. To właśnie zwycięstwo w bezpośrednim starciu z Jarosławem Kaczyńskim zapewniło Platformie Obywatelskiej sukces wyborczy w 2007 r. – Przygotowywaliśmy Tuska tydzień do debaty. Cen uczył się tuż przed wejściem. Tusk ma świetną pamięć chwilową – mówi sztabowiec byłego premiera. To właśnie przepytanie ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego z cen podstawowych produktów spożywczych, podwyżek cen benzyny oraz wysokości pensji pielęgniarek zdecydowało o zwycięstwie Tuska.

Pomysłodawcą wprowadzenia do debaty tematu cen był Igor Ostachowicz, ale do konfrontacji z Kaczyńskim przygotowywali lidera PO także Sławomir Nowak i PR-owiec Adam Łaszyn. Paweł Graś, współpracownik Donalda Tuska, oburza się, kiedy pytamy, dlaczego w czasie debaty zamiast merytorycznych argumentów późniejszy premier używał tanich marketingowych chwytów. – To nie były chwyty, tylko wykazanie, jak mało lider przeciwnej formacji wie o otaczającej go rzeczywistości – mówi Graś. W debacie Kaczyńskiego i Tuska niekorzystnie na zachowanie prezesa PiS wpłynęła również reakcja zebranej w studiu publiczności ze strony Platformy, która wiele razy przerywała mu wypowiedzi.

– To nie moi ludzie złamali umowę ciszy publiczności. Powiedziałem szefowej mojej ekipy w studiu, że jeśli PiS pierwszy naruszy umowę, wtedy wprowadzamy projekt „żywa publika”. Ktoś z PiS na wątek o Angeli Merkel krzyknął do Tuska: „Na kolana!”. Wtedy moi ruszyli. Kaczor potem jęczał, że publiczność mu przeszkadzała – przekonuje sztabowiec Donalda Tuska. Joachim Brudziński (PiS) mówi „Wprost”, że choć na nagraniu z debaty nie słychać dobrze słów publiczności, to przerwali ją zwolennicy Tuska. – Od początku byli nastawienia na złamanie umowy. Kiedy Jarosław Kaczyński sięgał do notatek, zwolennicy Tuska zaczęli krzyczeć: „Kaczor, nie ściągaj!” – mówi Brudziński. W tej sytuacji na dalszy plan zeszły recepty na podwyższenie zarobków Polaków, realizację programu „taniego państwa”, tematy relacji z Niemcami, misji wojskowej w Iraku czy polityki wschodniej. Jedną wizję przyszłości Polski przedstawił wówczas Donald Tusk, który stwierdził, że… z Polski zamierza zrobić drugą Irlandię.

MERYTORYCZNA PORAŻKA

Nie zawsze jednak Donald Tusk z debat wychodził obronną ręką. W 2005 r., podczas prezydenckiego starcia z Lechem Kaczyńskim, nie miał przygotowanych PR-owskich chwytów i przegrał w debacie o bardziej merytorycznym charakterze. – Za kampanię Tuska odpowiadał wtedy Jacek Protasiewicz. Zupełnie go nie przygotował – zdradza jeden z byłych współpracowników Tuska. Rywale spierali się wówczas o dostęp do teczek, wydatki socjalne czy stosunek do Rosji. Część komentatorów uznała, że Donald Tusk w czasie rozmowy był spięty i zbyt agresywny. – Atakujący Tusk był w tym wydaniu niezbyt autentyczny. Powinien uważniej słuchać siebie, a mniej doradców od PR. Lepiej wypadł Kaczyński – ogłosił zaraz po debacie Tomasz Żukowski, socjolog.

NOGA NA POŻEGNANIE

Tusk nie wyciągnął wówczas wniosków z potyczki Aleksandra Kwaśniewskiego z Lechem Wałęsą w 1995 r. Wówczas także nie spór o wizję polityki, ale marketingowe sztuczki zdecydowały o sukcesie lidera lewicy. Ówczesny prezydent stracił urząd, mimo że przed debatą sondaże dawały mu zwycięstwo (dwa tygodnie przed wyborami na Wałęsę chciało głosować 43 proc. wyborców, a na Kwaśniewskiego 37 proc.).

Debata zaczęła się od zgrzytu, który wyprowadził ówczesnego prezydenta z równowagi. – Wałęsa został sprowokowany tym, że Kwaśniewski się spóźnił, a potem się z nim nie przywitał – wspominał były pracownik kancelarii Wałęsy zaraz po debacie. Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z „Wprost” debatę sprzed 20 lat wspomina inaczej: – To nie było prowokowanie. Zresztą Wałęsa nie o to miał pretensje, ale o zeznanie podatkowe, które przyniosłem, by oddalić od siebie zarzuty o to, że nie zapłaciłem podatku od niedawno nabytej firmy. To był moment, który go zirytował – wspomina dzisiaj Kwaśniewski. Ale potknięć było więcej. Na zakończenie Kwaśniewski zaskoczył Wałęsę, podchodząc do niego z wyciągniętą ręką, Wałęsie puściły nerwy: – To pan rozpoczął niekulturalnie. Dobrze, że się pan zreflektował, przecież pan wszedł tak jak do obory, ani be, ani me, ani kukuryku – mówił. I dalej: – Panu to ja mogę co najwyżej nogę podać.

KLĘSKA MIODOWICZA

Debata z 1995 r. była o tyle zaskakująca, że wcześniej w tego typu starciach Wałęsa świetnie sobie radził. Niewątpliwie najistotniejszym telewizyjnym pojedynkiem w najnowszej historii Polski była jego debata z 1988 r., kiedy zmierzył się z Alfredem Miodowiczem, przewodniczącym OPZZ. Z założenia miała być pojedynkiem zakończonym bezapelacyjnym zwycięstwem obozu władzy i wielką przegraną charyzmatycznego wodza Solidarności. Stało się jednak inaczej. Z debaty zwycięsko wyszedł Lech Wałęsa. Rozmowa została później określona przez Wojciecha Jaruzelskiego jako nieszczęsna. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

DOBRE I ZŁE STRATEGIE

Marketingowe zabiegi, których polscy kandydaci nie użyli w debacie, a które mogą wykorzystać:

Ronald Reagan podczas debaty w 1980 r. z Jimmym Carterem demonstracyjnie go nie słuchał. Ten lekceważący gest przyniósł mu sukces w telewizyjnym starciu.

W debacie w 2008 r. Barack Obama po tradycyjnym podaniu ręki Johnowi McCainowi natychmiast złapał go za prawy łokieć – ten gest miał pokazać, że to Obama narzuca reguły gry podczas tej rozmowy. Ten prosty zabieg pozbawił McCaina możliwości pozdrowienia publiczności i zgromadzonych przez telewizorami widzów. Obama jeszcze podczas trzymania ręki McCaina zaczął pozdrawiać publiczność.

W 1960 r. odbyła się pierwsza w historii telewizyjna debata prezydencka między kandydatami: Johnem F. Kennedym i Richardem Nixonem. Obaj kandydaci zaprezentowali swoje małżonki, ale Kennedy zdawał sobie sprawę, że oszałamiająca Jacqueline Kennedy przyćmi niezbyt atrakcyjną żonę Nixona.

Podczas starcia między George’em Bushem seniorem a Billem Clintonem w 1992 r. kandydat demokratów często podchodził do osób z publiczności zadających pytanie albo do kamer. Dzięki temu sprawiał wrażenie osoby, która jest blisko ludu.

Błędy urzędującego prezydenta

Bronisław Komorowski próbuje stosować strategię Aleksandra Kwaśniewskiego z 2000 r. Ówczesny prezydent starał się wówczas unikać starć z rywalami, by nie narażać się na bezpośrednie ciosy. Było to możliwe dzięki niemal w pełni dyspozycyjnym wobec Kwaśniewskiego mediom. Bardziej pluralistyczny rynek medialny i rewolucja informacyjna, jaką wywołał internet, spowodowały, że obecnemu prezydentowi ta zagrywka sukcesów nie przynosi. Zwłaszcza że Polacy jednoznacznie domagają się przedwyborczych debat. Wskazują na to wyniki badań opinii publicznej. Z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z połowy lutego wynikało, że 56 proc. Polaków chciała debaty urzędującego prezydenta jeszcze przed pierwszą turą majowych wyborów.

Niepodejmowanie rękawicy w debacie może jednak zaszkodzić przed ostatnią wyborczą prostą. Niewykluczone, że właśnie brak udziału w telewizyjnym pojedynku Bronisława Komorowskiego miał wpływ na spadek poparcia urzędującego prezydenta w sondażach. W badaniu IBRiS dla „Super Expressu”, które zostało zrobione w dzień po debacie, jedynie 39,7 proc. ankietowanych wskazało Bronisława Komorowskiego jako swojego kandydata. – Prezydent sam sobie zaszkodził. Ostentacyjne zignorowanie debaty i wybranie wywiadu z trzema dziennikarzami w konkurencyjnej stacji to był strzał w stopę. Mógł błyszczeć przy tylu marnych kandydatach. Tak pokazał, że lekceważy wyborców. A nikt nie lubi bycia ignorowanym – kwituje politolog Wojciech Jabłoński.

Okładka tygodnika WPROST: 20/2015
Więcej możesz przeczytać w 20/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także