Marketingowe zabiegi w debacie

Marketingowe zabiegi w debacie

(FOT. scout tufankijan/polaris/east news/ Materiał ilustracyjny z tygodnika)
Marketingowe zabiegi, których polscy kandydaci nie użyli w debacie, a które mogą wykorzystać.

DOBRE I ZŁE STRATEGIE

Ronald Reagan podczas debaty w 1980 r. z Jimmym Carterem demonstracyjnie go nie słuchał. Ten lekceważący gest przyniósł mu sukces w telewizyjnym starciu.

W debacie w 2008 r. Barack Obama po tradycyjnym podaniu ręki Johnowi McCainowi natychmiast złapał go za prawy łokieć – ten gest miał pokazać, że to Obama narzuca reguły gry podczas tej rozmowy. Ten prosty zabieg pozbawił McCaina możliwości pozdrowienia publiczności i zgromadzonych przez telewizorami widzów. Obama jeszcze podczas trzymania ręki McCaina zaczął pozdrawiać publiczność.

W 1960 r. odbyła się pierwsza w historii telewizyjna debata prezydencka między kandydatami: Johnem F. Kennedym i Richardem Nixonem. Obaj kandydaci zaprezentowali swoje małżonki, ale Kennedy zdawał sobie sprawę, że oszałamiająca Jacqueline Kennedy przyćmi niezbyt atrakcyjną żonę Nixona.

Podczas starcia między George’em Bushem seniorem a Billem Clintonem w 1992 r. kandydat demokratów często podchodził do osób z publiczności zadających pytanie albo do kamer. Dzięki temu sprawiał wrażenie osoby, która jest blisko ludu.

BŁĘDY URZĘDUJĄCEGO PREZYDENTA

Bronisław Komorowski próbuje stosować strategię Aleksandra Kwaśniewskiego z 2000 r. Ówczesny prezydent starał się wówczas unikać starć z rywalami, by nie narażać się na bezpośrednie ciosy. Było to możliwe dzięki niemal w pełni dyspozycyjnym wobec Kwaśniewskiego mediom. Bardziej pluralistyczny rynek medialny i rewolucja informacyjna, jaką wywołał internet, spowodowały, że obecnemu prezydentowi ta zagrywka sukcesów nie przynosi. Zwłaszcza że Polacy jednoznacznie domagają się przedwyborczych debat. Wskazują na to wyniki badań opinii publicznej. Z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z połowy lutego wynikało, że 56 proc. Polaków chciała debaty urzędującego prezydenta jeszcze przed pierwszą turą majowych wyborów.

Niepodejmowanie rękawicy w debacie może jednak zaszkodzić przed ostatnią wyborczą prostą. Niewykluczone, że właśnie brak udziału w telewizyjnym pojedynku Bronisława Komorowskiego miał wpływ na spadek poparcia urzędującego prezydenta w sondażach. W badaniu IBRiS dla „Super Expressu”, które zostało zrobione w dzień po debacie, jedynie 39,7 proc. ankietowanych wskazało Bronisława Komorowskiego jako swojego kandydata. – Prezydent sam sobie zaszkodził. Ostentacyjne zignorowanie debaty i wybranie wywiadu z trzema dziennikarzami w konkurencyjnej stacji to był strzał w stopę. Mógł błyszczeć przy tylu marnych kandydatach. Tak pokazał, że lekceważy wyborców. A nikt nie lubi bycia ignorowanym – kwituje politolog Wojciech Jabłoński.


Tekst pojawił się w 20/2015 numerze tygodnika "Wprost", dostępnym w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

Czytaj także

 1
  • AWERS IP
    Te 33,7 proc głosujących na PO i Komorowskiego - jakaś połowa z nich to aparatczycy i ich rodziny, a resztę też rozumiem, no bo czy ktoś widział by wariat podczas badania tak chętnie przyznawał-"tak panie doktorze jestem durniem?"

    Czytaj także