Podatkowe trzęsienie ziemi

Podatkowe trzęsienie ziemi

Partia Kaczyńskiego zaproponuje podatkową rewolucję. Chce docenić mały i średni biznes oraz rodzimy kapitał. Jej propozycje nie spodobają się zagranicznym koncernom. PO chce kontynuacji, choć przyspieszy z korzystnymi dla podatników rozwiązaniami.

W poniedziałek 8 czerwca odbędzie się pierwsze spotkanie liderów i ekspertów, którzy pracują dla Prawa i Sprawiedliwości nad zmianami w podatkach – słyszymy od osoby, która zna kulisy przygotowań programu tej partii. Ma on zostać przedstawiony w pierwszy weekend lipca na Śląsku, ale prace koncepcyjne nad nim trwają już od kilku miesięcy. Liderami zespołów, które go opracowują, są Jarosław Gowin i prof. Piotr Gliński. Prezes PiS Jarosław Kaczyński już zimą dał im zielone światło do tego, by przygotowali propozycje programowe. Jeden i drugi od tamtej pory zaprzęgli do pracy co najmniej kilka środowisk. Od tamtej pory trwają spotkania z ekspertami, przedstawicielami przedsiębiorców, naukowcami. Pomysł Kaczyńskiego jest sprytny: zmusić do pracy dwóch nieco rywalizujących ze sobą polityków, by z ich propozycji wyłonić ostateczny program.

PODATKI NA BANKI, KARUZELE VAT

Jak udało nam się ustalić, eksperci pracują nad podatkami w zakresie określonych ram. Przesądzona jest po pierwsze sprawa podniesienia kwoty wolnej od podatku. Ma ona wzrosnąć z obecnych 3,1 tys. zł do ok. 8 tys. zł. Ten pułap zgłaszał już w kampanii Andrzej Duda. Nie jest to propozycja oderwana od rzeczywistości, ale odpowiada na realia, w jakich żyją Polacy. Minimum egzystencji, czyli poziom dochodów, który jest niezbędny do przeżycia, wynosi u nas blisko 550 zł miesięcznie, czyli blisko 7 tys. zł rocznie. Przeciw temu, że państwo opodatkowuje dochód niezbędny do przeżycia, protestuje prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, która złożyła w tej sprawie wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Uznaje, że jest to niezgodne z ustawą zasadniczą. Problemem są jednak pieniądze. Koszt podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys. wynosi dla budżetu ok. 12 mld zł rocznie. Tyle że część z tej kwoty wróci w formie VAT czy PIT po wyjściu części osób z szarej strefy.

PiS ma tego świadomość. Dlatego drugi pewny element jego podatkowego planu opiera się na poszukiwaniu dodatkowych pieniędzy. Tutaj punkty są dwa. Pierwszy to opodatkowanie banków, sieci hipermarketów, telekomów, a być może także firm ubezpieczeniowych. – Chodzi o to, by zrównać możliwości konkurowania między dużym zagranicznym kapitałem a polskimi firmami – słyszymy od osób znających prace programowe. Szczegółowe propozycje mogą przewidywać m.in. wprowadzenie podatku katastralnego dla operatorów dużych sklepów. – Opodatkowanie samych dużych hipermarketów niewiele da, bo sieci stawiają teraz na sklepy średniej wielkości – słyszymy od twórców propozycji podatkowych PiS. Jeśli chodzi o banki, to z naszych informacji wynika, że sprawa jest przesądzona. Prawo i Sprawiedliwość już raz zresztą proponowało opodatkowanie tego sektora, zgłaszając w Sejmie własny projekt ustawy. Wtedy nie zyskał on akceptacji, ale obecnie – po tym, jak banki jawnie naigrywają się z osób zadłużonych we frankach – opór będzie zapewne mniejszy. Drugi element dodatkowych wpływów to uszczelnienie karuzeli w VAT. Obecnie budżet na wyłudzaniu tego podatku traci ok. 30 mld zł rocznie. – Wprowadzimy system rejestracji transakcji i faktur w czasie rzeczywistym, bo kontrole po czasie są tu nieskuteczne – słyszymy od ekspertów PiS.

Ukłon w stronę rodzimego biznesu ma być jednak głębszy. Obecnie samozatrudnieni płacą składki w wysokości ponad 1 tys. zł miesięcznie. Bez względu na to, jakie osiągają dochody. – Mamy wstępną decyzję kierunkową, by te obciążenia obniżyć o połowę – słyszymy od osób, które zajmują się pracą nad programem. Tutaj znowu problemem są jednak pieniądze. Osób opłacających pełne składki do ZUS jest ponad 1,2 mln. Jeśli mieliby zapłacić zamiast 1 tys. zł połowę, oznaczałoby to ubytek dochodów na kwotę ok. 7 mld zł rocznie. By wzmocnić polski mały biznes, eksperci PiS proponują także rozciągnięcie na cały kraj rozwiązań, jakie obowiązują w specjalnych strefach ekonomicznych. – Szybsza amortyzacja przy spełnieniu określonych warunków inwestycyjnych objęłaby także mniejsze firmy – słyszymy na zapleczu PiS.

PO PLANUJE

Na tym tle skromnie wyglądają propozycje rządzącej PO. Po stronie rządu pracuje Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego. Pod przewodnictwem prof. Leonarda Etela, rektora Uniwersytetu w Białymstoku, przygotowuje projekt nowej ordynacji podatkowej. Kierunki tych prac są dwa. Pierwszy to złagodzenie nadmiernego rygoryzmu i formalizmu ordynacji podatkowej oraz wprowadzenie mechanizmów chroniących podatnika w relacjach z urzędami. Ma zatem obowiązywać zasada, że podatnik jest rzetelny i świadomie nie dąży do naruszenia prawa podatkowego. Drugi to poprawa współpracy między organami podatkowymi i podatnikami. Rozwiązania te mają zachęcać podatników do korygowania swoich błędów (korekta poniżej 50 zł nie wymagałaby jakiegokolwiek udziału podatnika). Wprowadzona ma też zostać klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania, zwiększyć miałaby się efektywność kontroli podatkowej – powinna być skierowana głównie na zwalczanie przestępczości skarbowej.

Ten projekt może stać się leitmotivem kampanii wyborczej PO. Minister finansów Mateusz Szczurek deklaruje, że rząd przyjmie kierunkowe założenia do ordynacji we wrześniu. To pozwoli rozpocząć konsultacje społeczne, a następnie prace. Tyle że nie ma najmniejszych szans, żeby szczegółowe rozwiązania zostały zaprezentowane przed wyborami. Prace nad nową ordynacją Ministerstwo Finansów rozpisało na dwa lata. To, co wydaje się realniejsze, to trzy rozwiązania, które są już na agendzie prac PO. Pierwsze to wprowadzenie zaproponowanej jeszcze przez Bronisława Komorowskiego zasady, że wszelkie wątpliwości są rozstrzygane na korzyść podatnika. Nad sprawą tą, blokowaną do tej pory przez rząd, będziemy nawet głosować we wrześniowym referendum.

Druga propozycja podatkowa, jaka może się pojawić jeszcze przed zakończeniem prac nad projektem przyszłorocznego budżetu, to szybsza niż obiecana na początek 2017 r. obniżka VAT. Może on spaść o 1 pkt proc. już od stycznia 2016 r. Kwota wolna od podatku – to trzecia propozycja, z jaką może wyjść rząd. Mówił o tym we „Wprost” wicepremier Piechociński, wskazując, że sprawa jest w toku, choć trwają prace nad szczegółami. Jedno na dziś jest pewne: podatki nie zostaną bez zmian. Bez względu na to, kto wygra wybory, okres kampanii, słabość sondażowa PO, zdjęcie z Polski procedury nadmiernego deficytu, niezły wzrost gospodarczy i konkretne propozycje PiS spowodują, że rząd będzie skłonny do zmian. Pchać ku nim będzie go także postawa przedsiębiorców, którzy od lat powtarzają, że ustawy podatkowe trzeba napisać od nowa, a PO w sprawie podatków nic nie robi.

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak ma radykalne zdanie na ten temat. – Średnio się przywiązujemy do tego, o czym mówią politycy. To jest kwestia wiarygodności. Platforma ją straciła – uważa Kaźmierczak. Podobną ocenę można usłyszeć w Forum Obywatelskiego Rozwoju. I konkretny przykład. – Rząd przygotował nowelizację ordynacji podatkowej i schował ją do zamrażarki – mówi prof. Dariusz Adamski, ekspert FOR. Nie przez przypadek. Rząd musiał się wycofać w połowie maja pod naciskiem organizacji przedsiębiorców ze skrajnie represyjnej klauzuli obejścia prawa podatkowego. Rozwiązanie to forsowało Ministerstwo Finansów. Ten fatalny obraz PO będzie chciała zapewne zmienić. Oby wreszcie z korzyścią dla tych, którzy utrzymują polityków. Czyli nas, podatników. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 24/2015
Więcej możesz przeczytać w 24/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także