Pięć urlopowych błędów Polaków

Pięć urlopowych błędów Polaków

Letni wyjazd to niełatwe zadanie. Można mu sprostać, pod warunkiem że nie pojedzie się w sierpniu do Egiptu i nie będzie męczyć dzieci zwiedzaniem zabytków.

Przeżyłam piekło, gdy wybrałam się z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym do Wenecji. Tłok, upał, drogo. W kolejce do Bazyliki św. Marka dzieci wyją, że nie chcą do kościółka, tylko żeby im kupić maskę, bo wokół kuszą sprzedawcy pamiątek. A skoro nie mogą pływać „kajakiem”, bo za drogo, to nie będą nic zwiedzać. Zazdrościłam parze starych Japończyków, którzy przy spoconym kieliszku białego wina kontemplowali widok z placu. Ja z wyjazdu zapamiętałam głównie walkę z dziećmi. Podobne wakacyjne doświadczenia ma wielu Polaków, którzy zamiast wypoczynku zafundowali sobie katusze. Radzimy, jak zaplanować wyjazd, by uniknąć najczęstszych błędów. Podstawowa zasada jest taka: dostosować ten czas do swoich możliwości. Niby banalne, a bardzo trudne.

BŁĄD 1: URLOP JAK STRESUJĄCE ZADANIE

Przymus efektywnego relaksu sprawia, że urlop staje się kolejnym zadaniem do wykonania. Nie ma tam miejsca na luz. Zamiast regeneracji przynosi stres, jak praca. Krzysztof Matys, właściciel małego biura podróży, spotyka takich klientów. – Do wyboru wakacji podchodzą jak do kupowania domu czy inwestycji na całe życie – mówi. – Planując, zaczynają od „tour de oferta”, czyli poszukiwania najlepszej propozycji. Jednak objazd biur podróży, który ma służyć znalezieniu okazji, jest według Matysa absurdalny. Jak tłumaczy, biura agencyjne, które sprzedają wycieczki, są jak sklepy z wakacjami, które wystawiają to, co im przyślą wielcy touroperatorzy. A ci wszędzie proponują te same oferty, w tych samych cenach. Nawet gdyby biura chciały dawać rabaty, to nie mogą, bo grożą za to kary finansowe. Natomiast różni je jakość obsługi, umiejętność poprowadzenia klienta, wiedza na temat proponowanych krajów.

Drugi krok w programowaniu wypoczynku to długie wybieranie hoteli. – Są klienci, którzy oceniają położenie, plażę, basen, jedzenie, godziny, w których działa all-inclusive, wielkość pokoi, wystrój łazienek, jakie kanały są w TV, jakie animacje na basenie. Jeden przyniósł tabelę zajmującą kilka stron, w której pogrupował hotele według własnych kryteriów – opowiada Matys. Co jednak będzie, jeśli na wakacjach przygotowanych z takim wysiłkiem coś nie wypali? Wtedy nadejdzie frustracja. Matys posługuje się przykładem klientów z czasów, kiedy był rezydentem biur podróży. – To typ ludzi, którzy są ze wszystkiego niezadowoleni. Hotel nie jest dla nich jednym z elementów infrastruktury, jak samolot, walizka czy ubezpieczenie, który ma im umożliwić poznanie innej kultury, wygrzanie się w słońcu czy kontakt ze sztuką. Staje się celem samym w sobie. I kiedy okazuje się np. za ciemny, za duży, za mało przytulny, to psuje całe poczucie zadowolenia z wakacji.

Zadaniowe traktowanie wypoczynku sprawia, że trudno się oddać lenistwu, które, jak dowodzą psycholodzy, jest najlepszym sposobem na regenerację. Wypoczynek stał się już tak trudną sztuką, że uczą go trenerzy. Psycholog i coach Michał Pasterski, podpowiada na swoim blogu, jakich technik użyć, by na wakacjach odgonić myśli o pracy i codziennych problemach. Jak nie ulegać wewnętrznemu chaosowi, który sprawia, że umysł jest przeciążony, a ciało spięte. Gadatliwy umysł, który nie da się wyłączyć, nie pozwala skorzystać z przyjemności, skupić się na kojącym szumie fal, zapachu łąki.

BŁĄD 2: PUŁAPKI NAJTAŃSZEJ OPCJI

– Sporo klientów zwraca uwagę tylko na cenę. Uprzedzamy ich, że w ramach tej niskiej ceny jest gorsza oferta niż w ramach tej o kilkaset złotych droższej. To nie jest pisane małym druczkiem, tylko mówione wprost. Ale klienci upierają się przy najtańszej opcji, a potem na miejscu przeżywają rozczarowanie, bo mają ciasne i ciemne pokoje w starych hotelach, łóżka są zrobione z kamiennych katafalków, których nie można przesunąć, basen jest malutki, do morza daleko, a na plaży ścisk – mówi Matys. Agnieszka Guźniczak-Beim, autorka bloga CityBreak.me specjalizująca się w tanim podróżowaniu, opowiada historię o Malediwach, która jest przestrogą dla ludzi łapiących okazje. Otóż pewnego razu pojawiła się świetna oferta lotów na te malownicze wyspy na Oceanie Indyjskim za 1500 zł w dwie strony. Tym, którzy z niej skorzystali, zrzedły miny, gdy okazało się, że na miejscu są hotele, w których noc kosztuje przeważnie kilka tysięcy złotych, a wysepka, na której wylądowali, jest mała i po dwóch dniach już nie ma na niej co robić, transport na inną jest drogi, ciężko znaleźć sklep. – Niektórzy musieli spać na plaży – wspomina Agnieszka Guźniczak-Beim. – To pokazuje, że przy okazjach nie liczy się tylko refleks, ale i umiejętność szybkiego wyszukiwania informacji o miejscu, zanim kupimy bilety.

Radzi przed wakacjami sprawdzać fora na portalach poświęconych taniemu podróżowaniu, np. na Fly4free. Gdy sama rezerwuje nocleg przez platformy Booking.com albo Airbnb, sprawdza na forach albo na mapach satelitarnych w Google Earth, jak wygląda okolica. Bo na zdjęciach mieszkania do wynajęcia nie będzie przelotówki, która biegnie za tylną ścianą, a na mapie – będzie. Tanie jeżdżenie jest kuszące, ale wymaga wprawy. Trzeba umieć rozróżniać okazje od cięcia kosztów. Krzysztof Matys, który organizuje wyjazdy do Gruzji, opowiada o turystach,którzy zachłysnęli się tanią ofertą do tego pięknego kraju. I rezerwują noclegi w najtańszych hotelach w Batumi. A wprawny turysta wie, że w krajach byłego bloku wschodniego zostały koszmarne, zaniedbane hotele w wieżowcach przypominających bloki. Można takie spotkać na Bałkanach i Słowacji. W Gruzji też. Mieszkanie w nich, nawet jeśli hotel nie jest celem podróży, może okazać się przykre. Tym bardziej, że Gruzja obfituje we wspaniałe kwatery, z regionalną kuchnią, winami i toastami wznoszonymi z gościnnymi gospodarzami. Trzeba tylko wiedzieć, jak szukać. Guźniczak-Beim ostrzega przed innymi pułapkami oszczędności: jeśli najtańszy hotel jest na peryferiach, może się okazać, że za transport do centrum zapłacisz drożej niż za lokum tam. Warto zamieszkać na obrzeżach, ale pod warunkiem, że metro czy autobus są blisko, a ceny komunikacji są umiarkowane. Lepiej też zwrócić uwagę na bliskość sklepu spożywczego – nie każdego stać na trzy posiłki w knajpach. I dowiedzieć się na forach, gdzie szukać taniego i dobrego jedzenia lokalnego, bo próbowanie kuchni to część zwiedzania.

BŁĄD 3: DZIECKO W ZATŁOCZONYM MIEŚCIE

Agent, który zna się na swojej pracy, wie, że rodzinie z dziećmi, która chce polecieć do Hiszpanii, warto polecić Costa de la Luz, wybrzeże z piaszczystymi plażami, trasami rowerowymi i do jazdy konnej, cichymi hotelami. Natomiast grupie przyjaciół zarekomenduje Costa Brava, gdzie jest sporo głośnych klubów, a kurorty żyją całą noc. Gorzej, jeśli klienci ci nie trafią na dobrego agenta i sami wybiorą, nietrafnie. Wtedy na miejscu może się okazać, że z wypoczynku nici, bo ktoś, kto źle znosi upały, wylądował w rozgrzanym piecu, czyli w Egipcie w temperaturze 47 st. C. Kairu, a także innych upalnych i zatłoczonych miast, powinny unikać rodziny z dziećmi. – Maluchy nudzą się podczas zwiedzania kościołów, męczy je tłum i hałas – mówi Ilona Ciżewska, psycholog z Centrum Psychologii Podróży, która specjalizuje się w profilowaniu wyjazdów prywatnych i biznesowych.

BŁĄD 4: NIEDOPASOWANA OFERTA

Psycholodzy twierdzą, że nie każdy wypoczywa tak samo – jednym potrzebne są bodźce, a jak ich nie dostaną, robią się nerwowi, inni natomiast powinni się wyciszyć. Kwestia organizmu i trybu życia. Centrum Psychologii Podróży oferuje przygotowanie wakacji dostosowanych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych. To usługa luksusowa. Podczas serii spotkań tworzony jest profil podróżniczy klienta. – Obejmuje on cele, oczekiwania, marzenia, możliwości, stan zdrowia psychofizycznego, osobowość i temperament osoby, która skorzysta z tej usługi – mówi Ciżewska. Psycholog zapyta na przykład, czy klient był jedynakiem, czy też wychowywał się z rodzeństwem. Od tego może zależeć, czy będzie się czuł lepiej w krajach azjatyckich, czy w USA. Bo w Azji lepiej być nastawionym na działanie w grupie, a w Stanach na traktowanie indywidualne. Człowiek narażony na zaburzenia lękowe może się źle poczuć w Indiach, gdzie spotka się z nadmiarem bodźców dźwiękowych, zapachowych, a do tego z upałem i tłokiem. Podobnie jak osoba, która lubi mieć kontrolę nad otoczeniem, nie będzie zrelaksowana, czekając kilka godzin na autobus, co jest normą w Kambodży. Lepiej się poczuje w ekskluzywnym zamkniętym hotelu w Wietnamie, gdzie dyskretny personel jest na każde skinienie. Turysta z nadwrażliwością słuchową nie powinien wybierać się do dżungli, bo choć to fascynujące doznanie, to hałas jest tak świdrujący, że będzie przez całą podróż znerwicowany. Natomiast ten, kto potrzebuje stymulacji i niezwykłych doznań, dostanie przewodnika, z którym wejdzie w gejzer wulkanu. Godzina profilowania kosztuje 300 zł, a przygotowanie profilu trwa od kilku do kilkunastu, a może i więcej godzin. Klient dostaje spersonalizowany pakiet, w którym są np. adresy hoteli do wyboru, miejsca warte zwiedzenia, które właśnie jemu się spodobają, i kontakt do osoby, do której powinien zadzwonić, gdy złamie nogę.

BŁĄD 5: W SZPILKACH NA GIEWONT

Łukasz Mucha z Polskiego Klubu Alpejskiego, organizator komercyjnych wypraw wysokogórskich: – Ludzie myślą, że jak potrafią przebiec maraton, to potrafią wejść na każdą górę. Naczytają się przechwałek na forach, że ktoś wchodził na Kazbek w sandałach i też tak chcą spędzić wakacje. A potem lata po nich śmigło. Bo na Kaukazie kondycja nie wystarczy, a sandały już na pewno. Dlatego ważna jest realna ocena swoich możliwości. Osoby, które planują aktywny wypoczynek, powinny się do niego przygotować, zadbać wcześniej o kondycję i zaopatrzyć się w odpowiednie obuwie, ubranie i sprzęt. Wyprawa w Himalaje czy na rafting na alpejskich rzekach od razu po wstaniu zza biurka to fatalny pomysł. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

SPRAWDŹ UBEZPIECZENIE

Wyjeżdżając na wakacje za granicę, możesz wykupić ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Biura podróży zazwyczaj proponują polisy w swoich ofertach. Trzeba jednak sprawdzić warunki, bo znowu można popełnić błąd. Co będzie, jeśli turysta skacząc do basenu, złamie nogę, a będzie pod wpływem alkoholu? Łatwo sobie wyobrazić taki wypadek na wakacjach typu all-inclusive. Będzie źle, bo towarzystwo ubezpieczeniowe może nie zapłacić za jego leczenie. W umowach z klientami znajdują się takie klauzule, zatytułowane jako: „ograniczenia odpowiedzialności”. A w nich zapis, że rozumiane są przez to zdarzenia, do których dochodzi pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. Jeśli wypadek był poważny, koszty leczenia i sprowadzenia chorego do Polski mogą wynosić nawet kilkadziesiąt tysięcy euro.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2015
Więcej możesz przeczytać w 25/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także