Ministerstwo Sterowania Przedsiębiorstwami

Ministerstwo Sterowania Przedsiębiorstwami

Dymisja ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego może oznaczać kadrowe trzęsienie ziemi w państwowych spółkach. Kolejne będzie po wyborach. Politycy, zamiast prywatyzować, wolą zarządzać wartym setki miliardów złotych majątkiem.

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka”. Minister Karpiński, zanim został nagle odwołany przez premier Ewę Kopacz, sam w ostatnich tygodniach intensywnie odwoływał. Prezes Mariusz Klimczak i wiceprezes Adam Grzebieluch kierowali Bankiem Ochrony Środowiska od siedmiu lat. W Enerdze stanowiska stracili prezes Mirosław Bieliński i jego dwaj zastępcy, co na Pomorzu, gdzie działa energetyczny potentat, zostało odebrane jako kara za niechęć wobec rządowych planów połączenia z PGE.

Jan Wyrowiński (PO), wicemarszałek Senatu, nie kryje z kolei oburzenia odwołaniem prezesa Polskiego Cukru Marka Derezińskiego, którego zastąpił kierujący należącą do firmy Fabryką Cukierków Pszczółka w Lublinie Marek Spuz vel Szpos. – To sabotaż – grzmiał Wyrowiński. – Wydawało mi się, ku mojej wielkiej naiwności, że w spółkach Skarbu Państwa o sprawach kadrowych nie decydują inne względy niż fachowość. Zmiany te łączy brak informacji o ich powodach. Dociekający dziennikarze zwykle słyszą: – To pytanie do rady nadzorczej spółki. Jakby minister nie miał z nią nic wspólnego.

KARUZELA PRZYSPIESZY

To rodzi spekulacje. Mówi się o wchodzeniu do spółek ludzi powiązanych z gabinetem Ewy Kopacz. Kolejnym ich celem miałby być zarząd PZU, ale z wyjątkiem mającego wciąż dobre notowania prezesa Andrzeja Klesyka. Odwołanie Karpińskiego może przyspieszyć zmiany personalne. Zwykle nowy minister wprowadza do spółek grupę swoich ludzi. Poza tym przed wyborami trzeba dać nagrodę, czy jak kto woli, rzucić koła ratunkowe sprawdzonym urzędnikom. W spółkach Skarbu Państwa mogą liczyć na zdecydowanie wyższe pobory i dłuższą pracę.

Kto będzie rozgrywającym? Na następcę Karpińskiego typuje się m.in. zaufaną Kopacz i przewodniczącą komisji finansów publicznych Krystynę Skowrońską, szefa gabinetu politycznego Kopacz Marcina Kierwińskiego i obecnego wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika. – Tu nie ma czasu na naukę zawodu, a Gawlik zjadł już zęby w tym resorcie – mówi nam jeden z posłów PO, zwolennik jego kandydatury. Jeśli PO wybory przegra, obecni nominaci straciliby stanowiska. Ale nie tak prędko, bo najpierw trzeba zwołać walne zgromadzenie, wymienić rady nadzorcze, a dopiero potem można usunąć członków zarządów. O ile uchwały nie zostaną zaskarżone. Wszystko to trwa często miesiącami. Takie zmiany wiążą się z olbrzymimi kosztami na rzecz odchodzących – z tytułu odpraw i rekompensat związanych z zakazem pracy u konkurencji. Gdańscy radni PiS oszacowali takie opłaty w przypadku ostatnich przetasowań w Enerdze na 6 mln zł. Tylko sporadycznie po protestach opinii publicznej udaje się zablokować najbardziej kontrowersyjne nominacje. Tak było w przypadku odwołanego pod naciskiem premier Kopacz Igora Ostachowicza, doradcy ds. wizerunku jej poprzednika Donalda Tuska. Po wyjeździe Tuska do Brukseli stworzono dla niego w Orlenie specjalne stanowisko członka zarządu ds. korporacyjnych i komunikacji z zarobkami, które szacuje się na około 2 mln zł rocznie. Cieszył się nim dwa dni.

W spółkach Skarbu Państwa jest obecnie nerwowo. Jak nie teraz, to stanowisko można stracić po wyborach. A może uda się je ocalić? Typowany na ministra skarbu w rządzie PiS europoseł Dawid Jackiewicz nie ukrywa, że chciałby dokonać poważnych zmian kadrowych w strategicznych spółkach, choć „nie zakłada z góry, że jak ktoś kierował przedsiębiorstwem za rządów PO-PSL, to musi odejść”. – Postawimy na taką kadrę, która nie tylko będzie miała specjalistyczną wiedzę i udokumentowane doświadczenie branżowe, ale jej filozofią działania będzie uczestnictwo w gospodarczym i społecznym programie rządu i realizacja strategicznych interesów państwa, a nie tylko maksymalizacja zysku – zapowiada w rozmowie z „Wprost”.

Z kadrami PiS ma jednak problem. Nieoficjalnie wiadomo, że na razie zebrał zaledwie kilkunastu menedżerów spełniających takie kryteria, jak nieuwikłanie w podejrzane interesy i kontakty oraz lojalność, którzy mogliby wejść do zarządów czy rad nadzorczych. PiS boi się powtórzyć błąd z niefortunnymi nominacjami z czasów rządów w latach 2005-2007. Nikt nie chce, jak powiedział nam jeden z działaczy, „kolejnych Netzli czy Lipców”. Jaromira Netzla, prezesa PZU, ABW zatrzymała w związku z przeciekiem podczas afery gruntowej. Odpolitycznienie spółek Skarbu Państwa to od lat jedno z haseł polityków po kolei SLD, PiS i PO. Po wyborach o tej deklaracji jednak zapominano. – Jestem zwolennikiem jak najgłębszego oddzielenia zarządzania przedsiębiorstwami od polityki. Szkoda, że nie udało się uchwalić projektu przygotowanego przez Jana Krzysztofa Bieleckiego z niezależnym od polityków Komitetem Nominacyjnym, który miał podejmować decyzje dotyczące władz spółek w sposób bezstronny i merytoryczny – wzdycha Tadeusz Aziewicz (PO), przewodniczący sejmowej komisji skarbu.

KONIEC PRYWATYZACJI

Sezon przedwyborczy nigdy nie był dobrym czasem na prowadzenie prywatyzacji. Zarzuty wyprzedaży majątku narodowego działają bowiem skutecznie na wyborców. Jesienią ub.r. resort skarbu wycofał się z planów sprzedaży Polskiego Holdingu Nieruchomości, znanego choćby z planów budowy przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie wysokiego na 150 m PHN Tower. Minister Karpiński tłumaczył to tym, że w przyszłości można uzyskać więcej pieniędzy. Między innymi dlatego zamiast 3,7 mld zł, na jakie opiewał ubiegłoroczny plan prywatyzacji, udało się uzyskać niewiele ponad 1 mld zł, głównie dzięki sprzedaży kolejnego pakietu akcji PGE. Podobne przychody planowane są na ten rok.

Tyle że to pobożne życzenia. Do tej pory do kasy wpłynęło… 10 mln zł. Ministerstwo zrezygnowało właśnie, po protestach związków zawodowych i lokalnych polityków, ze sprzedaży przewoźnika promowego Polska Żegluga Bałtycka. Tymczasem jeszcze w lutym wiceminister Gawlik mówił w Sejmie, że obecna dobra sytuacja finansowa PŻB daje możliwość pozyskania inwestora strategicznego, który umożliwi rozwój floty. „W przeciwnym wypadku biorąc pod uwagę agresywną politykę konkurencji, działalność spółki w dalszym okresie może okazać się zagrożona” – ostrzegał Gawlik. Teraz lansowany jest pomysł połączenia PŻB z innym armatorem kontrolowanym przez państwo – PŻM. Było to już piąte nieudane podejście do prywatyzacji PŻB. W tym roku sprzedany miał być też LOT, który rząd niedawno uratował przed bankructwem, pompując weń ponad 0,5 mld zł pomocy publicznej. Bez dobrego inwestora firma może jednak nie przetrwać. Z nieoficjalnych informacji wynika, że są chętni na zakup większościowego pakietu akcji, i to po przyzwoitej cenie. Ale sama sprzedaż przed wyborami jest mało prawdopodobna. Bo jak mówi jeden z polityków PO, sprawa jest wyjątkowo delikatna, a „wszyscy wokół zachowują się, jakby chodziło o sprzedaż MSZ”. Aziewicz spodziewa się za to debiutu giełdowego Banku Pocztowego. Na sprzedaż trafiłby pakiet mniejszościowy banku. Trwa też, jak podkreśla, proces prywatyzacji „drobnicy”, małych firm, których z różnych powodów nie udało się dotychczas sprzedać. Ponieważ prywatyzacja jest w praktyce zahamowana, przejęcie władzy przez PiS nie oznaczałoby wielkich zmian. Może z wyjątkiem LOT, gdzie Jackiewicz dopuszcza tylko obecność inwestora finansowego z mniejszościowym pakietem, a PO była wcześniej skłonna oddać kontrolę nad przewoźnikiem. Na tym jednak w zasadzie różnice zdają się kończyć. – W wielu przypadkach nie da się już cofnąć czasu. Sprzedaż cukrowni i cementowni to były potężne błędy – tłumaczy Jackiewicz. I przekonuje: – Prywatny właściciel wcale nie jest lepszy od państwowego. Doświadczenie europejskie pokazuje, że państwo jako właściciel, zwłaszcza w sektorach strategicznych, jak energetyka czy zbrojeniówka, radzi sobie nie gorzej.

Takie tezy nie podobają się Aleksandrowi Łaszkowi, głównemu ekonomiście firmowanej przez Leszka Balcerowicza Fundacji FOR. – Wszelkie badania pokazują, że w długim okresie firmy prywatne są lepiej zarządzane niż państwowe. Jeśli spółka kontrolowana jest przez państwo, to jest duże ryzyko, że będzie ono naginać przepisy, by jej pomóc kosztem innych firm i obywateli. Słabo bowiem łączy funkcje bezstronnego arbitra i właściciela. Zarówno w PO, jak i w PiS wskazują, że kryzys gospodarczy udowodnił, iż „duże firmy kontrolowane przez państwo odgrywają rolę stabilizującą w gospodarce”. – Kryzys był głównie w sektorze bankowym i najbardziej ucierpiały upolitycznione banki państwowe. Na przykład w Hiszpanii szalone inwestycje w puste lotniska finansowały właśnie takie lokalne banki kontrolowane przez polityków – ripostuje Aleksander Łaszek. Nie spodziewa się w najbliższych latach poważniejszych działań prywatyzacyjnych, choć same tylko udziały Skarbu Państwa w spółkach notowanych na giełdzie przekraczają 100 mld zł. – Nie będzie takiej presji na pozyskanie pieniędzy, bo sytuacja gospodarcza powinna się poprawiać – dodaje ekspert FOR.

WYOSTRZONE MYŚLENIE O BEZPIECZEŃSTWIE

– Do tej pory pierwszeństwo miało zaspokajanie bieżących potrzeb państwa, zasypywanie dziury budżetowej, a nie gwarancje miejsc pracy, pakiety socjalne, transfer know-how, zobowiązania inwestycyjne. Chcemy ograniczyć drenowanie spółek poprzez dywidendy. Firmy muszą mieć środki na rozwój. W zamian oczekujemy, by aktywnie uczestniczyły w polityce gospodarczej państwa i realizowały jego cele – mówi Dawid Jackiewicz. Podobnie jak PO także PiS tworzy listę firm „strategicznych”. Na rządowej liście są 22 spółki, m.in. KGHM, PGE, Orlen, Lotos, PGNiG, PKO BP, PZU, Tauron, ale pozycji przybywa. W 2014 r. wzbogaciła się o Grupę Azoty, co Karpiński uzasadniał „skalą działalności, dużym wpływem na gospodarkę oraz ogromnym znaczeniem dla rynku pracy”. Niedawno zapowiedział wprowadzenie na nią Poczty Polskiej. Z kolei PiS chciałoby dorzucić kopalnię soli w Wieliczce. Gdy zwracam uwagę na podobieństwa poglądów obu partii w tej materii, Jackiewicz uznaje listę stworzoną przez rząd PO-PSL za w dużym stopniu fikcyjną, skoro nie ma w niej zabezpieczenia przed sprzedażą. – Być może wrócimy do koncepcji, by zbycie akcji spółek strategicznych wymagałoby zgody parlamentu – mówi Jackiewicz. Dla Aziewicza pytanie o podobieństwa w podejściu do prywatyzacji i spółek strategicznych też jest kłopotliwe: – Nigdy nie miałem wątpliwości, że przedsiębiorstwa rozwijają się najlepiej, gdy mają prywatnego właściciela. Prywatna własność w gospodarce powinna być zasadą. Wyjątki mogą dotyczyć tylko wybranych sektorów o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Czasem jednak warto poczekać na lepszą koniunkturę, restrukturyzując przedsiębiorstwo, podnosząc jego wartość, aby w efekcie uzyskać większe wpływy. Ale przyznaje, że wydarzenia na Ukrainie „wyostrzyły myślenie w kategoriach bezpieczeństwa państwa i stały się uzasadnieniem dla gospodarczego interwencjonizmu”.

MIESZANIE W SPÓŁKACH

W ujawnionym w ubiegłym roku nagraniu ówczesny szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz przekonywał prezesa NBP, że Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch..., d... i kamieni kupa”. To wehikuł inwestycyjny państwa, do którego trafia obecnie większość pieniędzy z prywatyzacji. Może też traktować akcje spółek Skarbu Państwa jako zabezpieczenie. Niedawno PIR wsparł Lotos przy sfinansowaniu instalacji do wydobycia ropy ze złoża B8 na Bałtyku. Dzięki temu krajowa produkcja ropy wzrośnie o jedną trzecią. PiS nie potępia idei PiR, a nawet chce ją rozwinąć. Zdaniem Jackiewicza należałoby usunąć ograniczenia w postaci poziomu maksymalnego zaangażowania w jeden projekt w wysokości 600 mln zł. To zbyt mało przy dużych inwestycjach, np. nowej elektrowni, która kosztuje kilkanaście miliardów złotych. – PIR wymaga poważnej korekty, także personalnej. Nie może być też tak, że ryzykuje akcjami spółek Skarbu Państwa. Stają się faktycznie zastawem – mówi Jackiewicz.

Od mieszania herbata nie staje się słodsza. A jednak, i w PO, i w PiS uwielbiają słowo „konsolidacja”. Chcą łączyć przedsiębiorstwa i tworzyć narodowe czempiony. Ponieważ „duży może więcej”, rząd powołał właśnie Polską Grupę Zbrojeniową, zwaną w branży Pegazem, skupiającą ponad 30 przedsiębiorstw i zakładów remontowych, które zatrudniają 19 tys. pracowników i mają łącznie 5 mld zł przychodów. Z kolei przed tygodniem PZU poinformowało o kupnie akcji Aliora i rozpoczęciu konsolidacji banków. PiS też chciałoby konsolidować sektor bankowy. Protestowało tylko przeciw planom wchłonięcia Banku Pocztowego przez PKO BP. Niedawno rząd PO-PSL z tego pomysłu zrezygnował. Rząd zastanawia się nad „obdarowaniem” kopalniami energetyki. Tu akurat PiS ma inny pomysł. – Rozważamy konsolidację sektora wydobycia węgla kamiennego pod skrzydłami KGHM – mówi Dawid Jackiewicz.

Obie partie chcą konsolidować branżę energetyczną, w której działają cztery koncerny. Rząd przymierza się do wzmocnienia PGE poprzez jego połączenie z Energą oraz połączenie Tauronu z Eneą. Tak wzmocniony PGE mógłby łatwiej udźwignąć wielki wydatek, jakim jest planowana budowa elektrowni atomowej. Innym pomysłem jest zmniejszenie liczby grup energetycznych do trzech przez połączenie Energi z Eneą. Rząd miał ogłosić swoje plany już w styczniu, teraz mówi się o drugiej połowie roku. Nieoficjalnie wiadomo, że PiS wolałoby połączenie Energi z Tauronem i Eneą. Nikt nie przejmuje się tym, że przeważnie firmy te są notowane na giełdzie i mają prywatnych udziałowców, którym może to nie być w smak. Z punktu widzenia polityków łączenie firm ma pewną niedogodność. Zmniejsza się liczba miejsc w zarządach i dla nadprogramowych prezesów trzeba szukać nowych posad. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 25/2015
Więcej możesz przeczytać w 25/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0