Nie rzucim ziemi, skąd nasz Zych

Nie rzucim ziemi, skąd nasz Zych

Ustawa o ochronie polskiej ziemi za poparcie kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na marszałka Sejmu – takie warunki PSL postawiło Platformie. Ponieważ PO nie chce się zgodzić na projekt ludowców, w koalicji będzie zgrzytać.

Ustawa ograniczająca obrót ziemią to dla PSL być albo nie być. – Tylko dzięki jej uchwaleniu jesteśmy w stanie odzyskać chociaż część zaufania na wsi – mówi polityk PSL. Dlatego 10 czerwca wicepremier Janusz Piechociński namawiał premier Ewę Kopacz na poparcie projektu. – Był pewien, że dostanie jasną deklarację, że premier i PO też poprą projekt PSL. W odpowiedzi usłyszał jednak, że takiego wsparcia nie będzie – opowiada osoba z otoczenia wicepremiera.

Ludowcy jednak nie odpuszczają. Szantażują PO, że nie poprą kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na marszałka Sejmu i wystawią na to stanowisko Józefa Zycha. PSL zalicytował na tyle wysoko, że Kopacz się ugięła. Rząd wysłał do Sejmu swoje stanowisko popierające ustawę autorstwa PSL. To jednak nie uspokoiło ludowców, bo jasnego stanowiska w sprawie projektu nie zajął klub parlamentarny PO. – Platforma wielokrotnie coś mówi, a później nic z tego nie wynika. My, jeśli chodzi o tę ustawę, stawiamy sprawę jasno. Jeśli nie dostaniemy gwarancji, że nasz projekt zostanie uchwalony, wystawimy swojego kandydata na marszałka Sejmu – mówi poseł PSL.

Inny polityk związany z otoczeniem Piechocińskiego dodaje: – Naszym kandydatem na marszałka będzie Zych. Chyba że Platforma jasno określi się w sprawie projektu ustawy o ochronie sprzedaży ziemi. Ustawa, o którą batalię toczy PSL, ma regulować obrót ziemią rolniczą po 1 maja 2016 r. Według obecnie obowiązujących regulacji prawnych po tej dacie cudzoziemcy będą mogli kupować w naszym kraju ziemię bez jakichkolwiek ograniczeń. W 2013 r. do laski marszałkowskiej wpłynęły wprawdzie dwa projekty mające tę sytuację zmienić, ale prace nad nimi stanęły w miejscu. Jeden, autorstwa PiS, został odrzucony. Drugi, autorstwa PSL, zakłada, że ziemię rolną mogliby tylko kupić rolnicy, którzy spełniliby wiele wymogów. Musieliby mieszkać co najmniej pięć lat na terenie danej gminy i faktycznie uprawiać ziemię. – Startując w przetargu ograniczonym na zakup ziemi organizowanym przez Agencję Nieruchomości Rolnej, składaliby oświadczenia pod odpowiedzialnością karną – mówi Stanisław Kalemba, poseł PSL, sprawozdawca projektu. – Nasza ustawa opiera się na takich samych regulacjach, jakie obowiązują w Danii czy we Francji – dodaje. Poza tym PSL chce wyeliminować zakup na słupa, czyli podstawione osoby mieszkające w danej gminie, na terenie której ANR ogłasza przetargi. – Nabywcy musieliby udokumentować źródło pochodzenia swoich pieniędzy – wyjaśnia poseł PSL.

Ludowcy chcą też wprowadzić ograniczenia dotyczące areału kupowanego przez rolników od ANR do 300 hektarów. Firmy mogłyby kupić od agencji maksymalnie 500 hektarów. Ale prawdziwą rewolucję wprowadzono do ustawy na ostatnich posiedzeniach podkomisji. – Według proponowanych przepisów ziemia, która znajduje się we władaniu ANR lub jest przez agencję dzierżawiona, trafi do zasobu strategicznego państwa. Nie będzie podlegała sprzedaży. ANR będzie ją tylko mogła wydzierżawiać – informuje Leszek Korzeniowski, poseł PO, wiceprzewodniczący komisji rolnictwa i rozwoju wsi. I właśnie dlatego politycy Platformy nie chcą poprzeć projektu. – Są wielcy dzierżawcy mający po 500 czy 1000 ha ziemi. Według naszych założeń oni nie będą mogli już kupić ziemi od ANR. Ta sprawa boli PO – mówi Kalemba. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 26/2015
Więcej możesz przeczytać w 26/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0