Lekcja kosowska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zachód chciał mieć z Rosją dobre stosunki po 1989 r., ale rywalizacja o wpływy pozostała. Problemem jest to, że Rosja konsekwentnie popiera najgorszych klientów: reżimy w Iraku czy w Jugosławii
1. W wojnach bałkańskich na razie przerwa. NATO przeprowadziło najbardziej dokładną kampanię lotniczą, w której samo nie poniosło praktycznie strat, zaś przeciwnik stracił - jak twierdzi - niecałe 500 żołnierzy i około setki policjantów. W dodatku udało się doprowadzić do wejścia wojsk lądowych NATO do Kosowa bez poczucia klęski Serbów, a wręcz przeciwnie - w poczuciu zwycięstwa serbskiej "najlepszej armii świata". Rozmowy dotyczące mediacji rosyjskiej doprowadziły do tego, że przy okazji jeszcze Rosjanie odnieśli zwycięstwo, gdyż weszli pierwsi do Kosowa i zajęli główny pas startowy w stolicy prowincji. Rzadko się zdarza, żeby tyle stron w konflikcie odniosło równocześnie zwycięstwo. Do tego trzeba dodać albańską partyzantkę, która teraz triumfuje, czemu trudno się dziwić, choć można się dziwić tolerancji NATO.

2. Czy był błąd? Oczywiście, i to niejeden. Czy była wina? Oczywiście, że nie. Oddam sprawiedliwość pp. Jedlickiemu i Sułkowi, oczywiście, że był błąd. Tyle że błędem jeszcze większym byłoby nic nie zrobić i pozwolić suwerennemu państwu serbskiemu na naciągające spiralę ataku i wzajemnej nienawiści traktowanie ludności albańskiej jako ludzi drugiej kategorii. A już zupełnie śmiertelnym grzechem byłoby przerwanie rozpoczętej akcji i oddanie pola przeciwnikowi.

3. Nawet bez telewizji wygranie wojny wymaga odpowiedniego morale, co w demokracji oznacza uznanie sprawy za swoją przez zaangażowane społeczeństwa i przez tych, którzy patrzą na to z boku. Dodajmy do tego wszystko, co w wolnym kraju ogląda się w telewizorze - wraz z CNN i telewizją serbską. Wojna w telewizji, podobnie jak wybory prezydenckie, zmienia swój charakter i staje się turniejem osobowości, mniej racji, a bardziej symboli. Wojna telewizyjna była kontrolowana przez Serbów, którzy cenzurowali przekaz nadawany na zewnątrz. W efekcie wiemy, co próbowało zrobić NATO, ale nie wiemy, co naprawdę działo się w Kosowie. Nie jest wykluczone, że Albańczycy dostali od Serbów w skórę za to, że NATO dało Serbom w skórę. Naturalnie wychowanym na westernie Amerykanom nie przyszło do głowy, że czarny charakter zamiast walczyć z białym charakterem woli zgwałcić Albankę i postrzelić w nogę jej dziadka, żeby szybciej uciekał z Kosowa. Tyle że Amerykanie sami woleli latać pięć tysięcy metrów nad głową Milos?evicia i spuszczać w ramach pensji bomby niż wylądować w Kosowie i stawić czoło złu oko w oko. To od razu zmieniło publiczny odbiór wojny. Dopóki Serbowie byli sam na sam z Albańczykami, dopóty bili słabszych, ale natowski lotnik zawodowy bombardujący Serbię w godzinach pracy stawia z kolei Serbów w pozycji słabszego, który wzbudza sympatię kibiców.

4. Jakie będą skutki dla Polski? Realistyczny scenariusz jak zwykle powinien zakładać, że wszystko pójdzie źle, ale się dobrze skończy (bo inaczej nie warto nic robić). Jak w Kosowie. Nie wydamy może na koszty wojny - mimo że jesteśmy w NATO - i nie wydamy na koszty odbudowy, bo nie jesteśmy w Europie. Tyle że koszty pośrednie wojny i tak poniesiemy, bo na skutek wojny jest w ogóle mniej pieniędzy, a w dodatku nie zarobimy na odbudowie Kosowa i Bałkanów, bo ten interes będzie europejski. Unia Europejska rozpocznie prace nad własnym wojskiem europejskim, w którym nas nie będzie - to pogłębi dystans i umocni podobieństwo naszej pozycji do pozycji Turcji, pozaeuropejskiego sojusznika Stanów Zjednoczonych. Europejski "plan Marshalla" dla Bałkanów pochłonie środki na rozszerzenie unii, "grzeczni" stracą na rzecz "niegrzecznych" Bałkańczyków, jak przedtem stracili "grzeczni" przez dziesięć lat kosowscy Albańczycy, którzy prowadzili pokojową walkę o swoje prawa, podczas gdy wszyscy interesowali się Bośnią. Skąd w takim razie optymizm? Może stąd, że w pewnym momencie ci, którzy jak Austriacy są tak przeciwni przyjęciu Polski do Europy, nagle zrozumieją, że z kolei my możemy się sprzeciwić przyjęciu ich do NATO, a nad tym trwa właśnie debata, w której ostateczny wynik akcji kosowskiej okaże się decydujący. Dla bezpieczeństwa narodowego Polski było najważniejsze pokazanie, że NATO istnieje, że działa tak zgodnie i tak skutecznie, jak to w demokracji jest możliwe i że broni swych zasad na zewnątrz, a więc tym bardziej jest zdolne do obrony swych, także polskich granic.

5. Wojny bałkańskie przekraczają perspektywę polskiej polityki. Nawet dwóch najbardziej obytych międzynarodowo polskich polityków - Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek - nie było w stanie odcisnąć polskiego śladu na losach bałkańskich, mając określone przez społeczność międzynarodową - Radę Europy i OBWE - zadania. Szczególny splot spraw zasadniczych i cudzych interesów partykularnych stanął im na przeszkodzie. Czy istnieje polska polityka bałkańska? Po 1989 r. wydawało się, że nasze interesy są tylko na Zachodzie - i ewentualnie w Moskwie. Śmiem w to wątpić. Podczas gdy wpływy rosyjskie w Europie Środkowej są w obecnej kondycji gospodarczej Rosji możliwe tylko poprzez szantaż militarny, a my znaleźliśmy się tym razem po dobrej stronie ogrodzenia, to Bałkany są pod tym względem miękkim podbrzuszem Europy. Flaga rosyjska obok flagi NATO w Pris?tinie to objaw niebezpiecznej dla pokoju rywalizacji. Główna do tej pory lekcja kosowska została przesłana e-mailem do CNN przez jednego z czeskich widzów: "Nie zapominajcie o Rosji, nigdy nie zapominajcie o Rosji!". Zachód po 1989 r. naprawdę chciał mieć z Rosją dobre stosunki i współpracę, ale rywalizacja o wpływy pozostała. Problemem jest to, że Rosja konsekwentnie popiera najgorszych klientów: reżimy narodowosocjalistyczne w Iraku czy w Jugosławii. Nasz jedyny interes na Bałkanach to poparcie dla demokracji. Radykalna prawica i radykalna lewica w Polsce popierają tych samych - narodowosocjalistyczną Serbię. Czy dlatego, że czując duchowe pokrewieństwo - jak Rosja - bronią suwerenności narodowej przed prawami człowieka? I ten komunistyczny smrodek "pozytywizmu prawnego", którym zalatują wypowiedzi polskich ekspertów prawa międzynarodowego... Pamiętajmy, że nie byłoby trybunału w Norymberdze, gdyby brać pod uwagę "pozytywizm" , a "suwerenność" chroniła cały obóz socjalistyczny i Gułag przed ludzką sprawiedliwością.
Więcej możesz przeczytać w 26/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.