Trzy razy „da”

Trzy razy „da”

Rosyjska opozycja ma realne szanse na zdobycie od 10 do 15 proc. głosów w jesiennych wyborach samorządowych. Pytanie, czy Kreml na to pozwoli?

Po zabójstwie Borysa Niemcowa wielu analityków prognozowało, że także rosyjska opozycja nie przeżyje tego morderstwa. Snuto najczarniejsze rozważania o tym, że nie ma wśród opozycjonistów drugiej tak charyzmatycznej postaci jak Niemcow, że bez niego koalicja kilku niepokornych środowisk się rozpadnie, że zabraknie finansowania, a Kreml bez większego trudu rozpędzi resztki niedobitków. Dziś opozycja z całych sił próbuje udowodnić, że żadna z tych prognoz się nie sprawdziła. 13 września partia Parnas, która połączyła dużą część opozycyjnych ugrupowań, zamierza wystartować w wyborach regionalnych. W powszechnym przekonaniu będą one przymiarką do wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 2016 r. Według politologów opozycja może we wrześniu uzbierać nawet 15 proc. głosów.

FATALNY ROK

Rosyjska opozycja nie miała dobrej passy w tym roku. Pod koniec lutego zamordowano Borysa Niemcowa, lidera i nadzieję opozycjonistów. Kilka miesięcy później lekarze ledwie odratowali z ciężkiej niewydolności nerek jego bliskiego współpracownika Władimira Kara-Murzę (jego rodzina była przekonana, że podano mu jakąś substancję trującą). Ilja Ponomariow – jedyny deputowany rosyjskiej Dumy, który głosował przeciwko aneksji Krymu – musiał uciekać za granicę, a prokuratura wysłała za nim list gończy. Do tego poparcie dla Władimira Putina osiągnęło poziom miażdżący nadzieje na jakiekolwiek zmiany w społeczeństwie.

Wielu zarówno zachodnich, jak i rosyjskich komentatorów uznało, że opozycja już się nie pozbiera. Dlatego też media potraktowały z dużą rezerwą wiadomość o tym, że liberałowie podejmują kolejną próbę połączenia sił i wystartowania ze wspólną listą w jesiennych wyborach samorządowych. – W ciągu dekady cała władza koncentrowała się w rękach Kremla i zbliżonych do niego sił politycznych. W efekcie Rosjanie nie postrzegają połączenia ugrupowań opozycyjnych jako czegoś, co miałoby szanse na sukces. A szkoda, bo opozycja w końcu zrozumiała, że nie jest w stanie uczestniczyć w wielkiej polityce i tworzeniu rządu, ale z powodzeniem może działać na regionalnym poziomie – mówił niemieckiej prasie Julius von Freytag-Loringhoven, szef moskiewskiego biura Fundacji im. Friedricha Naumanna-Stiftunga.

PRAWIE SOJUSZ

Demokratyczną koalicję utworzyło sześć ugrupowań, wśród których jest zarówno niezarejestrowana Partia Postępu Aleksieja Nawalnego, jak i Otwarta Rosja Michaiła Chodorkowskiego. Ale w wyborach będą startować pod wspólnym szyldem partii Parnas, co już można uznać za sukces. Partię Parnas w 2012 r. założyli Borys Niemcow, Michaił Kasjanow i Władimir Ryżkow. Wszyscy trzej zostali jej współprzewodniczącymi. W lutym 2014 r. ze względu na „różnicę zdań” z ugrupowania odszedł Ryżkow. Podobno już wtedy jego miejsce proponowano Chodorkowskiemu i Nawalnemu, ale żaden z nich się nie zgodził. – Wcześniej największym problemem opozycji był brak porozumienia w sprawie programu. Jedyne, w czym mogli się dogadać, to żądanie dymisji Putina i przeprowadzenia wyborów. Dzisiejsza koalicja jest już jednak w stanie osiągnąć porozumienie – uważa Freytag-Loringhoven.

Na lipcowym zjeździe Parnasu postanowiono stworzyć klasyczną strukturę partii politycznej. Michaił Kasjanow, jako najbardziej doświadczony polityk opozycji (był ministrem finansów za Jelcyna i cztery lata premierem za Putina), został jedynym przewodniczącym, a na jego zastępców wyznaczono Ilję Jaszyna, bliskiego współpracownika nieżyjącego już Niemcowa. – W przyszłości widzę u sterów partii również Nawalnego i Chodorkowskiego – oświadczył Kasjanow, aby wyprzedzić domysły i oskarżenia o próbę przejęcia kontroli nad opozycją. Idąc tym tropem i próbując pokazać, że tym razem nie będzie waśni, sporów i wewnętrznej walki o władzę, listy kandydatów postanowiono wyłonić z pomocą internautów.

TELEWIZOR KONTRA LODÓWKA

Pogłębiający się kryzys w Rosji sprzyja opozycji. – Te 85 proc. poparcia dla Putina tak naprawdę są odzwierciedleniem poziomu poparcia dla aneksji Krymu. Badania, w których pytano ludzi o to, czy będą głosować na Putinowską Jedyną Rosję, pokazują, że realny poziom poparcia to tylko 53 proc. Oznacza to, że bez względu na oficjalną propagandę połowa Rosjan nie chce, żeby Putin był ponownie prezydentem – mówi Michaił Kasjanow. Sukces opozycji bardziej niż od sondaży zależy jednak od nastawienia władz. Nowe represyjne poprawki prawa wyborczego mogą mocno osłabić szanse antyputinowskiego ugrupowania. Parnas nie ma dziś przedstawicieli w rosyjskim parlamencie, a według nowego prawa opozycja musiała zebrać 4-5 tys. podpisów w każdym regionie, żeby wystartować. Najmniejszy błąd, fałszywy podpis może posłużyć jako pretekst do odrzucenia list. A prowokacji w przeszłości nie brakowało. Łącznie z tym, że przez internet rejestrowano podpisy bezdomnych.

– Prowadzimy bardzo restrykcyjną kontrolę podpisów. Dokładnie sprawdzaliśmy dane paszportowe, obdzwoniliśmy wszystkich, a w niektórych przypadkach nawet osobiście weryfikowaliśmy adresy. Mamy pewność, że każdy podpis jest czysty – zapewniał ostatnio Jegor Sawin, jeden z działaczy Parnasu.

SAMOCENZURA W REGIONACH

Według „Niezawisimej Gaziety” Kreml na razie nie wydał żadnych dyspozycji co do konkretnych działań, ale lokalne władze „na wszelki wypadek” odbierają to milczenie jako ciche przyzwolenie na utrudnianie życia opozycji. Nieraz przybiera to groteskowe formy. W Kostromie o „przekrętach” i „niebywałym” zamieszaniu na listach Parnasu już donieśli oponenci polityczni. W Magadanie opozycji wydano ostrzeżenie w związku z „podżeganiem do nienawiści” w stosunku do urzędników. Powodem ku temu stała się kampania ujawniająca poziom korupcji i urzędniczej opieszałości. Z magazynu opozycjonistów zginęło 60 tys. gazetek kampanijnych. A w czasie, kiedy działacze Parnasu mieli zbierać podpisy mieszkańców, lokalne władze rozpowszechniały informację o tym, że w okolicy grasują złodzieje i żeby w żadnym wypadku nie otwierać drzwi nieznajomym.

Na każde spotkanie opozycji w regionach przychodzi antyopozycja. Zazwyczaj kilkadziesiąt osób ze wstążkami św. Jerzego i z plakatami w duchu „Kasjanow i Nawalny spadajcie do Ameryki”. Sami liderzy partii już kilka razy zostali obrzuceni jajkami. A w Nowosybirsku budynek, w którym odbywał się partyjny zjazd z Kasjanowem na czele, otoczyło 50 osób. Wśród nich byli znani w mieście działacze prawosławni i ok. 20 osób ubranych w mundury wojskowe. Większość była „uzbrojona” w łopaty i jajka. Według Kasjanowa na miejsce wprawdzie przyjechali policjanci, ale po tym, jak dowódca prowokatorów pokazał swoją legitymację, od razu zawrócili. – Byliśmy świadomi ryzyka, jakie podejmujemy – lakonicznie ucina Nawalny. Jak zakończy się ta walka, będzie wiadomo już w sierpniu. Kasjanow szacuje, że Parnas zarejestruje listy w minimum trzech okręgach. Jednak i to będzie wyzwaniem. Według analityków Kreml igra z opozycją, ale w końcu może okazać wielkoduszność i dopuścić Parnas do wyborów. Ale zrobi to tylko dlatego, aby z jednej strony pokazać, że w Rosji panuje demokracja, a z drugiej wykorzystać opozycję jako chłopca do bicia. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także