Starzy amanci nadal w akcji

Starzy amanci nadal w akcji

Kiedyś kochały się w nich kobiety na całym świecie. Dziś częściej słyszą: „Był pan idolem mojej babci”. Ale ciągle grają. Robert Redford, Richard Gere, Al Pacino wracają.

W moim wieku nie mogę już udawać seksownego faceta. A jeśli to nie ja siedzę naprzeciw Scarlett Johansson w restauracji, jeśli to nie ja patrzę jej w oczy i pod koniec kolacji ją całuję, to aktorstwo mnie nie interesuje – tak kiedyś żartował Woody Allen, tłumacząc, dlaczego nie ma już ochoty grać w swoich filmach. Woody Allen był jednak tylko samozwańczym amantem z Nowego Jorku. Kobiety szalały za gwiazdorami hollywoodzkimi. I oni też się zestarzeli, kończą 60, 70, 80 lat. Ale przypominają o sobie. Chociaż nie bardzo mogą już podrywać Scarlett Johansson, wciąż potrafią grać. A niektórzy właśnie teraz, kiedy mają mniej do stracenia, są gotowi na eksperymenty.

Podczas ostatniego festiwalu w Karlowych Warach Richard Gere promował dwa filmy jednocześnie, w tym „Time Out of Mind”, gdzie wciela się w bezdomnego w Nowym Jorku. Robert Redford stworzył jedną z najprężniejszych instytucji amerykańskiego kina – Sundance Institute, i wraca na ekran we „Wszystko stracone”, gdzie samotnie tonie w łódce. Al Pacino od lat nie miał tak dobrego okresu jak teraz. Tyle że nie gra już seksownego kierowcy Bobby’ego Deerfielda zakochującego się w chorej kobiecie, lecz upadłych facetów rozliczających się z życiem.

SENTYMENTY

– Najtrudniejszy moment w karierze? Ten, w którym piękne młode dziewczyny zaczęły do mnie podchodzić, mówiąc: „Moja babcia się w panu kochała” – wspominał Andrzej Łapicki. Trudno się dziwić, że dojrzali aktorzy bywają sentymentalni. Wszystko zdradza, że ich świat to miniona epoka. Z garniturami na czele. Ubrany w luźne materiałowe spodnie i na wpół rozpiętą koszulę Pacino nie kryje: – Moje kino było inne. Teraz zamyka się filmy w małych pudełkach i ogląda na iPhone’ach. Producenci śledzą statystyki oglądalności i ściągnięć z internetu, sprawdzając, czy bije licznik dolarów. Straciliśmy umiejętność przeżywania sztuki. Dla Redforda czy Pacino to lata 70. były szczytem karier. – Kino głównego nurtu było wtedy różnorodne. Obok wielkich, drogich produkcji, w których grałem, jak „Żądło”, „Tacy byliśmy” czy „Wielki Gatsby”, powstały skromniejsze, ale profesjonalne propozycje: „Kandydat”, „Jeremiah Johnson” czy „Zwyczajni ludzie”, które wyreżyserowałem. I wszystkie te filmy mogły liczyć na swoją publiczność – mówił Redford w jednym z wywiadów. Choć, oczywiście, większość kobiet wzdychało do niego jako hiperbogatego adoratora Daisy Buchanan. Al Pacino zdobył wtedy pięć nominacji do Oscara, zagrał m.in. w „Ojcu chrzestnym”, „Strachu na wróble” „Pieskim popołudniu”, „Serpico”. Trochę młodszy Gere swoje złote lata przeżył później, kiedy jako zamożny, szarmancki mężczyzna z „Pretty Woman” był symbolem rycerza zbawiającego współczesne Kopciuszki. W Czechach na początku lipca z nieodłącznym uśmiechem rozdawał autografy. – Czasem trudno mi uwierzyć w to wszystko, co wydarzyło się po drodze – mówił. – Pochodzę z mniejszej miejscowości niż Karlowe Wary. Dopiero co miałem 19 lat i wyrywałem się w świat. Nie umiem się przyzwyczaić, że teraz dostaję nagrody za całokształt twórczości.

Ale za swoje sukcesy sporo zapłacili. – Po świetnym przyjęciu filmu „Butch Cassidy i Sundance Kid” spadła na mnie wielka sława – wspominał Redford. – Byłem na to nieprzygotowany. Moje życie stanęło na głowie. Popłynąłem, zachłysnąłem się popularnością. Co gorsza, zacząłem się do tego przyzwyczajać i na co dzień grać przystojniaka z ekranu. Ale później ochłonąłem. Al Pacino otwarcie przyznaje się do alkoholizmu: – Nie bardzo wiem, co się wtedy wydarzyło. Wszystko tak pędziło, że różne wydarzenia, daty pozamazywały mi się w pamięci. Naprawdę. Nagle straciłem wątek, film się urwał i została czarna dziura. Później się ocknąłem i okazało się, że jestem stary. Mnóstwo się działo po drodze, ale ja tego nie zrekonstruuję.

POWRÓT

Wielu dawnych gwiazdorów po drodze wypadło z toru. Jean-Paul Belmondo stał się bohaterem francuskich serwisów plotkarskich. Najpierw nieco uszczypliwych komentarzy o jego miłości z 37-latką Barbarą Gandolfi. Później bardziej sensacyjnych doniesień, kiedy okazało się, że kobieta zamieszana w nielegalne operacje finansowe postanowiła pozbawić go majątku. Pierce Brosnan, dawny agent 007, dzisiaj korzysta z fali filmowych romansów dla starszych widzów i odcinając kupony od dawnej sławy, podrywa na ekranie „ryczące” pięćdziesiątki.

Jednak coraz więcej dawnych gwiazd wraca do intensywnej pracy. Bo w kinie panuje moda na dojrzałość. W starzejących się społeczeństwach reżyserzy zaczynają dostrzegać problemy ludzi w wieku emerytalnym. Przestają traktować bohaterów z przeszłością protekcjonalnie i z przymrużeniem oka. A to daje wielu aktorom szansę zerwania z dawnym wizerunkiem. Pacino w „Manglehorn” wciela się w upadłego, pogrążonego w długach ślusarza, który stracił w życiu miłość i nie umie znów otworzyć się na świat, w „Idolu” – w upadłego rockmana, a w „The Humbling” – w zniszczonego przez czas i show-biznes aktora. Podobnie Richard Gere szuka ról poza swoją granicą komfortu. – Przebraliśmy go w kostium, a kamerę ukryliśmy daleko, w Starbucksie – opowiadał mi Oren Moverman, reżyser „Time Out of Mind”. – Jako bezdomny Richard nie przykuwał uwagi. Nikt nie patrzył w oczy faceta żebrzącego z kubkiem po kawie, więc nikt nie rozpoznał w nim aktora. Niedawno i Redford wrócił na ekran w nieoczywistej kreacji. W odważnym filmie „Wszystko stracone” jest jedynym bohaterem: przez cały pełnometrażowy film płynie tonącą łódką (a później pontonem) po oceanie. – Spotkaliśmy się na festiwalu – wspomina reżyser J.C. Chandor. – Kilka dni później wysłałem mu 32 stronice litego tekstu, które służyły mi za scenariusz, i dostałem zaproszenie na spotkanie. Redford powiedział: „Muszę z tobą pogadać, żeby zobaczyć, czy nie jesteś szaleńcem. Ale jeśli nie, ja w to wchodzę”.

To był pierwszy raz, kiedy wychowanek aktora z Sundance Institute zaprosił mentora do współpracy. I choć były głosy, że Redford jest trochę za stary na silnego, energicznego żeglarza, „Wszystko stracone”, przewrotna opowieść o poszukiwaniu nadziei, została świetnie przyjęta w Cannes. Starzy gwiazdorzy stają też za kamerą. Pacino wyreżyserował dwa eksperymentalne filmy, Redford – dziesięć interesujących obrazów, m.in. „Regułę milczenia”, w którym jako reżyser wrócił do atmosfery thrillerów z lat 70. i pracował m.in. z gwiazdami z dawnych lat Susan Sarandon i Julie Christie.

SPOKÓJ

Stare aktorskie sławy wracają do pracy na własnych warunkach. Robert Redford stwierdza, że nie rozumie gwiazd, które nieustannie bywają i poświęcają cały czas na „pokazywanie się”. Sam najchętniej spędza dni na gigantycznej posesji w stanie Utah, gdzie mieszka z drugą żoną. Ostatnio zrezygnował nawet z zarządzania swoim festiwalem. Al Pacino również podkreśla, jak bardzo potrzebował przerwy. Bo zgubił się w biegu, zatracił, znudził. I miał dość miałkich ról. – Chciałem pobyć sam ze sobą. Tego się nauczyłem przez dekady spędzone w branży: kino to nie salwa armatnia, nie trzeba stale się naparzać – deklarował. Więc przeszedł na aktorską emeryturę. Przynajmniej dopóki jego agent nie ukradł mu większości pieniędzy. Ale dodaje, że nawet teraz, odkuwając się finansowo, uważnie szuka scenariuszy: – Doszedłem do dobrego etapu kariery: nie łapię się filmów, które by mnie nie poruszały. Podobnie Richard Gere na festiwalach wyznaje: – Dla mnie teraz najważniejszą rolą jest bycie ojcem. Dlatego przyjmuję bardzo nieliczne oferty, głównie filmów, których akcja rozgrywa się w Nowym Jorku albo Filadelfii. Nie zgadzam się też na pracę w weekendy. Nie muszę chałturzyć. Zarobiłem w starych czasach sporo, pieniądze dobrze zainwestowałem, nie muszę brać wszystkiego, co mi proponują. Jeśli mam mniej czasu poświęcać swojemu synowi, to tylko przez projekty, które mnie naprawdę zafrapują. Życie to sztuka wyboru. Ja wybieram rodzinę.

Tacy aktorzy jak Gere, Redford, Pacino wiedzą, że kino nie jest dla nich koniecznością i że w pewnym wieku nie wszystko wypada. Nie chcą sobie psuć nazwiska i starannie dobierają projekty, w których się pojawią. Szukają sposobu na przyjemne spędzenie starości. Bo może hollywoodzkim amantom nie jest łatwo pogodzić się ze zmarszczkami, siwizną i słabościami starszego wieku, ale przynajmniej mogą to przeżywać w bardzo dobrych warunkach.

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także