Praga wcale nie złota

Praga wcale nie złota

Piwo jest tu tańsze niż woda, a turystów niemal nigdy nie ubywa. I choć Praga żyje rytmem wielkiego skansenu, wcale nie musi być tą znaną wszystkim z pocztówek Złotą Pragą. Tym razem zamiast Hradczan, kwieciście barokowych kościołów i secesyjnych kamienic zobaczymy śrubokręt, konia wiszącego do góry nogami, fabrykę mięsa i gigantyczne bobasy. Będzie ciekawie.

Praga Kafki, Hrabala, Szwejka, Kundery, Szczygła... Niejedną ma twarz i jest na nią wiele sposobów. Ten wyznawany przez większość turystów, o ile nie świętują tu akurat tanim piwem wieczorów kawalerskich, to marszruta w tłumie od placu Wacława przez most Karola aż na Hradczany. A gdy z najbardziej obleganych ulic skręcimy w bok, znajdziemy się niespodziewanie wśród Czechów.

KOŃ DO GÓRY NOGAMI

David Černy, najpopularniejszy czeski rzeźbiarz awangardowy, hojnie obdarował Pragę swoimi dziełami. Ta nie zawsze chętnie brała podarki, ale twórczość artysty na stałe wpisała się w mapę miasta. Każda z rzeźb jest w nieco innym stylu, ale wszystkie bez wyjątku poznamy po przewrotnym przymrużeniu oka. Na początek późnym wieczorem, by uniknąć tłumów, zajrzymy pod rozświetloną koronę pałacu Lucerna, zwanego latarnią. Ten wybudowany przez dziadka Václava Havla dom kryje pierwszy w Pradze pasaż handlowy ze sklepami, kawiarnią, salą koncertową i kinem. W holu pod szklaną kopułą wisi do góry nogami koń. Z łańcuchami zaczepionymi za kopyta, łbem w dół i na dodatek z wywalonym językiem. Na jego brzuchu, w pełnej zbroi, siedzi św. Wacław – symbol Pragi. Wszystko identyczne jak w majestatycznym, stojącym po sąsiedzku na placu Wacława oryginale, ale jednocześnie zupełnie na odwrót. Choć rzeźbiarz zadrwił z symbolu narodowego, dzieło nie wywołało wielkiego skandalu i kwitowane jest słowami, że przecież „show must go on”, i że w sumie nic się nie stało, bo król i święty w jednym jedzie przecież dalej.

GŁOWA KAFKI POCIĘTA NA PLASTERKI

Tezę, że Czesi za nic mają tabu, potwierdza kolejna rzeźba Černego, tym razem wykonana z okazji wejścia kraju do Unii Europejskiej. „Sikające postacie” to dwóch mężczyzn, którym poruszają się biodra i penisy – sikają lub, jak mawia artysta, piszą po wodzie. Pikanterii dodaje fakt, że basen, w którym stoją, ma kształt Czech. Rzeźba umieszczona jest na Malej Stranie, na dziedzińcu Muzeum Kafki. Swoją drogą, głowa Franza Kafki, pocięta na metalowe, błyszczące w słońcu i ruchome plasterki to jedno z nowszych dzieł artysty. Černy, niezmiennie hołdujący awangardzie, stworzył też ciekawe miejsce na kulturalnej mapie Pragi – Meet Factory. Jego fasadę ozdobił instalacją „Mięso”, czyli dwoma czerwonymi samochodami zawieszonymi na hakach rzeźniczych. Równać się z nim może chyba tylko DOX, centrum prezentujące sztukę współczesną, architekturę i design, też zresztą pod znakiem Černego i jego kręcącej się na wysięgniku na dachu gigantycznej czerwono-różowej czaszki (do 17 sierpnia trwa tu wystawa „Art Brut Live”).

ŚRUBOKRĘT WBITY W MIASTO

Černy zaprowadzi nas również na Žižkov, do dzielnicy, którą Mariusz Szczygieł poleca przejeżdżającym przez Złotą Pragę, bo to: „dzielnica, która nie ulega przymusowi podobania się”. Gęsto zabudowana, od zawsze robotnicza, nigdy niemodna, choć ostatnio coraz bardziej artystyczna, ale absolutnie niewymuskana. Piwiarni jest tu tyle samo co śmieci i bazgrołów na ścianach. Widocznym z każdego miejsca Pragi centrum Žižkova jest paskudna, wysoka na 216 m wieża telewizyjna przypominająca zdaniem Szczygła: „śrubokręt wbity w miasto”. Mieszkańcy, gdy tylko powstała na przełomie lat 80. i 90., przezwali ją wiertarką. Lubiana jest, odkąd nie kto inny jak David Černy ozdobił ją pełzającymi w górę i w dół gigantycznymi niemowlętami (każde ma ze 3 m). Instalacja, która zdaniem artysty przypomina muchy na penisie, nazywa się „Babies” i miała wisieć tu tylko w ciągu roku 2000, gdy Praga była Europejską Stolicą Kultury. Tymczasem pozbawione twarzy niemowlaki o przerośniętych głowach tak się spodobały, że postanowiono je zatrzymać na 20 lat. W ich przecięte kodem kreskowym twarze można zajrzeć z bliska na Półwyspie Kampa, gdzie nad brzegiem Wełtawy raczkują jeszcze trzy inne bobasy.

ŻÓŁTE ŚWIECĄCE PINGWINY

Na Kampie stoją trzy filary mostu Karola, więc w okolicach kamiennych schodków, które prowadzą z niego na ląd, kręci się największy tłum. Do Muzeum Kampa w Młynach Sovovy, tuż przy wybrzeżu (zaraz za bobasami), tłumy raczej nie zaglądają. Tymczasem warto dla niesamowitego widoku na most Karola i starówkę oraz zbiorów sztuki nowoczesnej. Kolekcja pioniera abstrakcjonizmu Františka Kupki, gigantyczne krzesła dla olbrzymów na dziedzińcu czy czerwony buldog francuski za tło mają rzekę. Podobnie zresztą jak 34 żółte pingwiny spacerujące po cienkim pomoście oblewanym przez Wełtawę.

BRZMIENIE STALINA

Praga ma swój „Tańczący dom” projektu Franka Gehry’ego, ma też tanecznie nastawioną młodzież z godnym Černego poczuciem humoru. W tym roku po raz pierwszy potańczyć można w Letenskich Sadach, parku w centrum Pragi, gdzie grupa Sound of Stalin organizuje pop-up’owe imprezy pod chmurką (rozkład na Facebooku). Miksuje DJ, na kamiennym tarasie z widokiem na miasto rozstawione są parasole i leżaki, gra saksofon, co odważniejsi tańczą. Naprawdę wiele omija wszystkich tych, którzy w Pradze chcą zobaczyć tylko tę jedną Złotą Pragę. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 31/2015
Więcej możesz przeczytać w 31/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także