Co dalej z imperium Kulczyków

Co dalej z imperium Kulczyków

Na rozkręcenie własnego biznesu ojciec przekazał Janowi Kulczykowi milion dolarów. Teraz najbogatszy Polak pozostawia dzieciom majątek wartości ponad 16 mld zł. Choć nikt nie mówi o tym głośno, dalsze losy imperium są pod znakiem zapytania.

Sebastian to typ analityka, nie ma tego samego co ojciec powera na nowe projekty. Może to i dobrze, ale kończy się zapewne epoka ciągłego dorzucania do kotła – mówi nam osoba, która zna kulisy zarządzania imperium Jana Kluczyka. A to może oznaczać mniej dynamiczny rozwój. Z drugiej strony – większe skupienie się na zarządzaniu biznesami, które są w portfelu firm pozostawionych w spadku przez najbogatszego Polaka.

Choć zapisy testamentu nie są jeszcze znane, majątek przejmą zapewne dzieci biznesmena – 38-letnia Dominika Kulczyk i 35-letni Sebastian. – Nie spodziewam się tu zaskoczenia – mówi nasz rozmówca. Można przypuszczać, że najbogatszy Polak nie poskąpił donacji na kulturę i Kościół. Od lat nie żałował grosza. Był choćby współfundatorem Muzeum Historii Żydów Polskich w centrum Warszawy – to rekordowa darowizna osoby prywatnej dla instytucji publicznej w powojennej Polsce. W dowód wdzięczności za hojne donacje na rzecz klasztoru jasnogórskiego otrzymał od paulinów tytuł konfratra. – To była prawdziwa bliskość. Doktor bywał w klasztorze dwa razy do roku na święta Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Bracia wpuszczali go do prywatnej części klasztoru – słyszymy.

Kierunek: nowe technologie

Sukcesja była przygotowywana już wcześniej. Półtora roku temu ster formalnie przejął Sebastian Kulczyk, zostając prezesem Kulczyk Investments. W biznesie wspierał ojca jeszcze w latach 90., kiedy ten współpracował z Volkswagenem. Chodził po targach, roznosząc ulotki. Niespodziewana śmierć założyciela imperium nie zatrzęsła więc nim w posadach, co było widać po kursach akcji jego spółek na giełdzie. Jednak z drugiej strony wszyscy wiedzą, że choć formalnie rządził syn, to ojciec był prawdziwym bossem. Zdaniem osoby zbliżonej do rodziny mimo sukcesji dalej nadawał ton interesom. – Prędzej wyobraziłbym sobie wilka przechodzącego na wegetarianizm niż Jana Kulczyka rezygnującego z wpływu na rodzinne aktywa. Nie ta osobowość i charakter, by iść na biznesową emeryturę – mówi osoba zbliżona do rodziny. Dodaje: Sebastian to człowiek ostrożny, wolno nawiązuje relacje. Wystarczy powiedzieć, że na wakacje wciąż jeździ z kolegami z liceum. Inaczej niż ojciec, który gdy jechał na przykład na Ukrainę, wiedział, z kim napić się wódki, z kim zjeść obiad, komu dać prezent. Ojciec miał szósty zmysł do ludzi. Sebastian Kulczyk nie przypomina ojca – wizjonera biznesu łatwo nawiązującego kontakty i korzystającego z nich pełnymi garściami. Uchodzi za introwertyka. Ponoć ma niezwykły talent do liczb i szybkich analiz. Chodził do szkoły muzycznej w klasie fortepianu i saksofonu. Muzyczne pasje łączyły go zresztą z ojcem, który nigdy nie ukrywał, że jego marzeniem było zostanie pianistą i dyrektorem opery.

Ma jednak solidne przygotowanie. Studiował zarządzanie i marketing na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i London School of Economics. Po studiach pracował w Sony BMG w USA oraz dla banku inwestycyjnego Lazard w Londynie. Wspiera go żona Katarzyna, finansistka w firmie doradczej Ernst & Young, córka poznańskiego biznesmena Krzysztofa Jordana, właściciela firmy reklamowej Swift Media i sponsora turnieju tenisowego Porsche Open. W wywiadzie przeprowadzonym tuż przed śmiercią ojca, który ukazał się właśnie w magazynie „Forbes”, Sebastian Kulczyk przekonuje, że w firmie po przekazaniu władzy nie było sterowania z tylnego siedzenia przez ojca. – Oczywiście, konsultuję z nim wszystkie decyzje, szczególnie te strategiczne. Jest przecież szefem rady nadzorczej i chodzącą kopalnią wiedzy. Tata zawsze był wizjonerem, ma intuicję, zna się na ludziach, ale przede wszystkim trafnie wytyczał kierunek rozwoju holdingu. Moja rola polega teraz na dostosowaniu Kulczyk Investments do nowych czasów – mówił. Zgodnie z nową strategią ma się skupić na czterech obszarach: chemii, infrastrukturze, energetyce i nowych technologiach. Przed tygodniem Sebastian Kulczyk podpisał w imieniu Kulczyk Investments przedwstępną umowę sprzedaży pakietu kontrolnego w Pekaesie, który nie pasował do tej koncepcji. Nie jest tajemnicą, że holding zaangażuje się teraz mocniej w internet i nowe technologie. To biznesowa pasja Sebastiana Kulczyka. Kiedy w wieku 19 lat otrzymał od ojca na rozkręcenie biznesu 100 tys. zł, założył agencję marketingu interaktywnego Golden Submarine. Jej pierwszym zleceniem było stworzenie strony internetowej dla handlującej maszynami firmy Zremb.

Kolejnym partnerem była już potężna TP SA. Firma dobrze prosperuje do tej pory. Podobnie jak Beyond.pl, inwestująca w duże centra przetwarzania danych (w podziemiach Starego Browaru w Poznaniu ma wielkie serwerownie), z których korzystał m.in. serwis Allegro. Sebastian Kulczyk założył ją przed dekadą z Wojciechem Grzybkowskim. Porażką okazał się za to pomysł budowy sieci kafejek internetowych e24 Internet Club. Sebastian Kulczyk wyraźnie przeinwestował (pierwszy lokal w Poznaniu miał aż 120 stanowisk komputerowych), nie doceniając tempa rozwoju stacjonarnego i mobilnego internetu oraz spadku cen. Kiedy zmalał popyt na takie usługi, kawiarenki internetowe jedna po drugiej zaczęły plajtować.

Sukcesu nie odniosły też kolejne przedsięwzięcia, jak internetowe biuro turystyczne Destineo czy notowany na NewConnect Stanusch Technologies produkujący aplikacje oparte na sztucznej inteligencji – tzw. wirtualnych konsultantów. Ostatnio zainwestował w istniejącą zaledwie cztery lata poznańską firmę Fibar Group, która zajmuje się technologiami związanymi z inteligentnym domem. Za 35 mln euro kupił 25 proc. akcji. Nowe technologie i start-upy to dość popularny kierunek wśród dzieci najbogatszych Polaków. Dążą do odcięcia się od dorobku sławnych rodziców i udowodnienia, że potrafią robić coś własnego. I też zarabiać.

Po śmierci ojca Łukasz Wejchert sprzedał odziedziczone udziały w TVN oraz w Onecie i zaczął kupować udziały w spółkach technologicznych, jak iTaxi czy ostatnio Netsprint. Wprowadził też na polski rynek operatora komórkowego Virgin Mobile. Na tym polu na razie dzieci nie odnoszą jednak takich sukcesów jak ich rodzice.

Zagrożenia na horyzoncie

Najbardziej wartościową częścią majątku są akcje międzynarodowego potentata na rynku piwa SABMiller, właściciela takich marek, jak Grolsch, Pilsner Urquell czy Redd’s. Pakiet akcji tej spółki w posiadaniu Kulczyków ma wartość 9,5 mld zł. Jan Kulczyk kontrolował swoje liczne spółki poprzez Kulczyk Investments i zależny od niego Kulczyk Holding. Zagraniczne operacje, m.in. ze względów podatkowych, przechodzą przez założoną w Wiedniu fundację Kulczyk Private Stiftung. Tak przed dekadą w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczył tę strukturę: „Właścicielem w Polsce jest holding, właścicielem zagranicznym – fundacja. Fundacja jest najlepszym rozwiązaniem, bo choć mam nadzieję, że będę żył wiecznie, rzeczą najtrudniejszą jest prawo spadkowe. Dużo latam samolotem, żona też. Różnie bywa. Chodzi o to, by nie dopuścić do sytuacji, że mój wnuk przepije majątek w Monako. Jest ktoś, kto zarządza majątkiem i pilnuje go. A poza tym w Austrii są najniższe obciążenia podatkowe dla tego typu fundacji”.

Sebastiana wspierać będzie siostra, Dominika Kulczyk, z wykształcenia sinolog, od kilku lat zasiadająca w radzie nadzorczej. Odpowiadała dotąd za wizerunek firmy i ojca. O ile Sebastian przejął biznesowe stery, o tyle siostra skupiała się dotąd na działalności charytatywnej rodziny (jest założycielką i prezesem Kulczyk Foundation). Założyła też z Jackiem Santorskim, znanym psychologiem biznesu, firmę doradczo-szkoleniową Values. Dominika Kulczyk jest charakterologicznie podobna do ojca. Kilka lat temu w wywiadzie dla „Sukcesu” mówiła, że ma biznes we krwi. – Może chcieć bardziej zdecydowanie niż dotąd wspierać brata na tym polu – przewiduje biznesmen mający kontakty z rodziną Kulczyków. Pytaniem pozostaje jednak to, czy rodzeństwo poukłada współpracę ze sobą. – Mają dobre relacje – przekonuje nas osoba, która wie, jak wygląda sytuacja w firmie Kluczyka. Z drugiej strony wiadomo, że między rodzeństwem iskrzyło już wcześniej, m.in. wtedy gdy to Sebastian został prezesem Kulczyk Investments. W ostatnich latach Jan Kulczyk starał się zarazić syna swoją wiarą w świetlaną przyszłość sektora energetycznego i wydobycia surowców. Sebastian brał z nim udział np. w negocjacjach dotyczących kupna koncesji w Nigerii czy spółki z Katarczykami. Na tym polu przed rodzinnym holdingiem stoją poważne wyzwania. Znacznie spadły ceny surowców, co pogorszyło opłacalność przedsięwzięć. W krajach, gdzie zainwestował w wydobycie ropy oraz gazu, a więc Tunezji i Ukrainie, nie jest spokojnie. Jan Kulczyk był zafascynowany Afryką i tamtejszymi perspektywami biznesu. Prowadził tam ponad 20 przedsięwzięć, kupił nawet w Namibii kopalnię złota.

Jeden ze znajomych Kulczyka: – W Afryce i krajach arabskich, gdzie prowadził liczne interesy, najważniejsze są bezpośrednie i regularne kontakty z partnerami. Trzeba znać ludzi, wiedzieć, kto decyduje, kogo zaprosić, mieć dar urabiania, chodzić na kolacje i bankiety. Tego Sebastian raczej dotąd unikał, podobnie jak mediów, i nie wiadomo, czy odnajdzie się w tej roli. Jak przekonują psychologowie biznesu, sukcesje w biznesie są wręcz najeżone przeszkodami i zwykle się nie udają. Według analityków Boston Consulting Group (BCG) tylko co dziesiąty z rodzinnych biznesów ma szanse dotrwać do czasu, gdy stery przejmie kolejne – trzecie już – pokolenie, a aż 70 proc. z nich upada lub zostaje przejętych, zanim do zarządu skutecznie wejdzie drugie.

Koniec z państwem

Jan Kulczyk mawiał, że nie chodzi już o kolejne miliony, ale o frajdę z robienia biznesu. Nadzwyczaj często frajdę sprawiało mu jednak robienie biznesu z państwem i politykami. W przypadku Sebastiana, który nie ma tylu kontaktów i zacięcia do ich nawiązywania, to już raczej nie będzie miało miejsca. Niespodziewana śmierć twórcy fortuny to zresztą koniec pewnej epoki, symboliczny zmierzch dominacji ludzi, którzy swój majątek stworzyli, prowadząc rozległe interesy z państwem lub na styku z polityką. Tacy ludzie jak Jan Kulczyk, zmarły w 2013 r. Aleksander Gudzowaty czy wyprzedający obecnie resztki majątku Ryszard Krauze to charyzmatyczni przywódcy, prawdziwi „oligarchowie”. Złośliwi nazywali ich kolekcjonerami polityków. U Kulczyka pracowali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Niemiec Horst Köhler. Doradzał mu były szef UOP Gromosław Czempiński. Przez handlujący z Gazpromem Bartimpex Gudzowatego przewinęli się byli ministrowie skarbu w rządzie Leszka Millera: Wiesław Kaczmarek i Piotr Czyżewski. Z kolei w spółkach Krauzego zakotwiczyli znani wówczas politycy, jak Wiesław Walendziak, Waldemar Dąbrowski czy Zbigniew Okoński, minister obrony narodowej w rządzie Józefa Oleksego. Ryszarda Krauzego, który na informatycznych kontraktach z państwowymi bankami czy ZUS zbudował swoją potęgę, zgubiła pycha i wiara, że każdy biznes można zbudować na dobrych relacjach z „tymi, co dużo mogą”. Także poza Polską. W końcu Krauze utopił miliardy w poszukiwaniach ropy w Kazachstanie.

Kulczyk miał więcej szczęścia. Walcząc o preferencje dla polskiego kapitału, kupował firmy z różnych branż, by po kilku latach sprzedać swoje udziały zagranicznym firmom z imponującym zyskiem. France Telecom mógł w 2000 r. kupić pakiet akcji Telekomunikacji Polskiej dopiero, gdy miał u boku polskiego partnera. Pytany, skąd tak dobre interesy z państwem, oburzał się: „Ci, co tak mówią, niech podadzą jeden przykład na to, że państwo w momencie transakcji ze mną traciło. Jeden. Nie żądam dziesięciu”.

Współpraca z politykami miała jednak swoją cenę. W tzw. aferze Orlenu stawał nawet przed sejmową komisją śledczą. Okazało się wówczas, jak wielki miał wpływ na obsadzanie kluczowych stanowisk w kontrolowanej przez państwo spółce. Po przejęciu władzy przez PiS na kilka lat przeniósł się za granicę i prowadził interesy głównie tam. A jednak ciągnie wilka do lasu. Ostatnia wielka transakcja to znów kupno przed rokiem akcji od państwa, tym razem chemicznego Ciechu. Zakup bardzo udany. Kurs tej firmy na giełdzie wzrósł od tego czasu ponad dwukrotnie. Jednak nie u wszystkich budzi to uznanie. W związku z prywatyzacją Ciechu prokuratura prowadzi śledztwo „w sprawie niedopełnienia ciążących obowiązków i nadużycia udzielonych uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi Skarbu Państwa”. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZeżone

Okładka tygodnika WPROST: 32/2015
Więcej możesz przeczytać w 32/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • prawda IP
    mial pieniodze teras mu nie potszebne, najwiekszy oszust 21 wieku. OJCIEC CHSZESTNY mafi P,O.

    Czytaj także