Jest reakcja MNiSW na tekst "Wprost" o "turystyce habilitacyjnej"

Jest reakcja MNiSW na tekst "Wprost" o "turystyce habilitacyjnej"

tytuł naukowy (fot. Andrey Burmakin/fotolia.pl)
Habilitacje oraz profesury uzyskane na Słowacji nie będą w Polsce uznawane z urzędu. Nowa międzynarodowa umowa w tej sprawie ma zostać podpisana jesienią – poinformowało w miniony poniedziałek Ministerstwo Nauki. To efekt publikacji tygodnika „Wprost”.
W poprzednim numerze opisaliśmy patologię, z którą od lat boryka się polska nauka. Źle skonstruowana umowa, podpisana w 2005 r., zrównała słowacki zawodowy stopień docenta z polskim stopniem naukowym doktora habilitowanego. W efekcie około 200 Polaków postanowiło rozwinąć swoją karierę naukową na Słowacji. Szli jednak na skróty, nie starali się o prawdziwą, słowacką habilitację, ale wybierali tryb zawodowy, który dawał im tytuł docenta. Potem polskie ministerstwo uznawało to za habilitację. Wymagania, żeby uzyskać słowacką habilitację, są porównywalne z polskimi. Ale tytuł docenta można zdobyć, posiadając o wiele mniejszy dorobek naukowy. Bywały sytuacje, że niektórzy do docentury przedkładali monografię naukową, która w Polsce była ich doktoratem. Słowacy nie wymagali też, by były one przetłumaczone na język słowacki, wymagali jedynie streszczenia w tym języku. Farsą były też kolokwia habilitacyjne, gdzie zasiadający w komisji Słowacy nie znali języka polskiego, a stający przed nią Polacy słowackiego. Był przypadek, że jeden z Polaków w kwietniu zrobił doktorat na słowackiej uczelni, a w czerwcu był już docentem. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że za uzyskanie docentury na słowackiej uczelni trzeba było zapłacić 8 tys. euro.

Problem polega na tym, że zgodnie z obowiązującym prawem osoby z tak uzyskanymi tytułami stawały się w Polsce samodzielnymi pracownikami naukowymi, którym uczelnie mogły nadać tytuł profesora nadzwyczajnego, ze wszystkimi związanymi z tym przywilejami czy możliwościami doktoryzowania oraz habilitowania innych naukowców. Bardzo często osoby ze słowackimi tytułami przypisywały sobie habilitacje z dyscyplin naukowych, których nie reprezentują. Dla przykładu dr hab. Tadeusz Bąk, w bazie OPI, która dokumentuje dorobek naukowców, przekonywał, że jego habilitacja dotyczy socjologii, choć jest docentem pracy socjalnej. Po naszej publikacji usunął ten wpis i teraz nie wiadomo, jakiej dyscypliny jego habilitacja dotyczy. Co więcej, Bąk jest członkiem jednego z zespołów Polskiej Komisji Akredytacyjnej, która czuwa nad jakością nauczania na polskich uczelniach. Najprawdopodobniej już niedługo. Jak poinformował nas prof. Marek Rocki, szef PKA, jego sprawa zostanie skierowana do komisji etyki PKA. To początek procedury odwołania Bąka.

Podobnych sytuacji jest więcej. Barbara Błaszczyk w OPI figuruje jako dr hab. nauk medycznych, podczas gdy jej słowacka „habilitacja” z medycyną nie ma nic wspólnego. Środowisko akademickie przekonuje, że do rozwiązania problemu nie wystarczy jedynie zmiana umowy, ale także przeprowadzenie analizy dorobku naukowego tych osób, które swoje dyplomy już ze Słowacji przywiozły.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz w najnowszym wydaniu tygodnika WPROST, które jest dostępne w formie e-wydania na www.e.wprost.pl od niedzieli od godz. 20.00 i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju od poniedziałku rano.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Oraz na  AppleStoreGooglePlay.

Czytaj także

 31
  • Poszkodowana IP
    • Poszkodowana IP
      • Poszkodowana IP
        • Poszkodowana IP
          • Poszodowana IP
            Fabryka habilitacji i profesur jest w Polsce. Nie trzeba wyszukiwać słowackich dokumentów. Wystarczy sprawdzić dorobek polskich naukowców i ich stopni uzyskanych w Polsce. W naukach ścisłych dorobek powinien być na dobrym międzynarodowym poziomie. Co reprezentuje sporo naukowców np. z AGH czy uczelni wojskowych, czy wielu innych? Mają tylko kilka dobrych publikacji z Impact Factor, albo nie maja ich w ogóle. Oni mają profesury, habilitacje i potem oni decydują komu przyznać te stopnie. Chyba tylko w Rumunii naukowcy z nauk ścisłych nie mają filadelfijskich publikacji.

            Czytaj także