Polacy zarabiają za mało

Polacy zarabiają za mało

Więcej muszą zarabiać ci, którzy na to zasługują, a nie cwaniacy i karierowicze – mówi Janusz Filipiak, najlepiej zarabiający prezes i główny akcjonariusz Comarchu.

Co pan powie tym, którzy uważają: „zarabiam za mało”?

W Comarchu nie wyceniamy stanowisk, ale ludzi. W przedsiębiorstwach innowacyjnych trzeba wyceniać indywidualnie. Analizujemy wyniki jednostek biznesowych, ich szefowie oceniają pracę ludzi oraz wyciągają wnioski. W Comarchu – nieco upraszczam – jest zasada: przyjdź i wykłócaj się o pensję. Spojrzymy, czy jesteś tyle wart, a firmę stać na podwyżkę.

Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na twarde negocjacje.

Jasne, w mniejszych miastach ludzie nie mają takich możliwości. To problem całej Europy.

Czy zatem powinno wkroczyć państwo? A może ustalać pułap zarobków?

Interwencja państwa kończy się zazwyczaj tragicznie, problem tkwi czasami w samych firmach. Duże korporacje, w szczególności banki, nie mają jasnego układu właścicielskiego. Są to często przedsiębiorstwa z rozproszonym akcjonariatem, gdzie de facto nadzór i zarząd pochodzi z układów. I nikt za nic nie odpowiada.

Czy Polacy zarabiają adekwatnie do swojej pracy?

Nie, za mało. Nie oddaje to talentu ludzi, kwalifikacji oraz zaangażowania w pracę. Wkrótce w Comarchu będziemy dyskutować o wynagrodzeniach. Zestawiliśmy bowiem zarobki pracowników. Okazało się, że Niemcy są daleko z przodu z pensjami rzędu 6-7 tys., Polacy skupili się w przedziale od 2 do 4 tys. Co prawda, w Niemczech zatrudniamy specjalistów, w Polsce także osoby mniej wykwalifikowane, ale Niemcy mimo wysokich kwalifikacji mało angażują się w rozwiązywanie problemów firmy. I nie dotyczy to tylko Comarchu.

I dlatego zagraniczne firmy inwestują w Polsce…

…bazując na eksploatacji pracowników, bez reinwestycji w kapitał ludzki. To strategia polegająca na tym, aby zasiać,

Dlaczego pan zarabia tak dużo?

(śmiech) Zacząłem zarabiać, mając około 50 lat, w 2002 r., gdy Comarch wszedł na giełdę. Do 35. roku życia z żoną i dwójką dzieci według dzisiejszych standardów żyliśmy wręcz w nędzy, mieszkaliśmy w akademiku. Inwestowaliśmy w siebie, wyjechaliśmy do Australii i oszczędzaliśmy. Wróciliśmy w 1989 r. W 1992 r., gdy miałem 40 lat, weszliśmy do polskiej klasy średniej, kupiliśmy malucha, potem poloneza. Milionerem zostałem w wieku 60 lat.

To może inaczej: kto wycenia wartość pana pracy?

Wszyscy właściciele firmy, czyli walne zgromadzenie akcjonariuszy. Moja pensja zależy od zysku netto Comarchu. Jeśli rośnie – jest wyższa. Gdy maleje – niższa.

Czy spotyka się pan ze sprzeciwem wobec zarobków menedżerów?

W USA wysokie wynagrodzenia budzą niezadowolenie, ale dotyczy to sektora finansowego. Ludzie czują, że tam nie wytwarza się wartości, panuje cwaniactwo, a zarobki są nieuzasadnione. Poza tym aprobuje się wysokie dochody w sektorze prywatnym. Mam wrażenie, że również w Polsce zaczyna się odróżniać ludzi, którzy przechwytują pieniądze, nie zasługując na to, od tych, którzy wytwarzają produkty, usługi etc., czyli współtworzących bogactwo społeczeństwa. Nie wkłada się do jednego worka finansistów, aferzystów i przedsiębiorców.

Jak pan podchodzi do dyskusji o nierównościach dochodów?

Gdy nie ma różnicy poziomów, woda nie płynie, tworzy się staw i wszystko gnije. Podstawą systemów naturalnych, w tym społecznych, jest różnica potencjałów. Inaczej nie ma postępu. Ludzie muszą mieć perspektywę zarabiania większych pieniędzy. Sprawiedliwość społeczna powinna polegać na tym, aby więcej zarabiali ci, którzy podnoszą bogactwo ogółu, a nie cwaniacy i karierowicze. Mówi się o nierówności zarobków, dla mnie istotna jest różnica w wartości pracy. Niektórzy zasłużenie zarabiają dobrze, inni są utalenzebraći przenieść się gdzie indziej. Zwracam na to uwagę politykom, ale nie słuchają. To droga donikąd, a już na pewno nie do wzrostu wynagrodzeń Polaków. Dodam, że takie oraz inne problemy biorą się również stąd, że nasz rząd nie wspiera rodzimych firm, tak jak np. niemiecki faworyzuje swoje.

Jak można poprawić sytuację Polaków?

Trudno to zmienić, bo Europa Zachodnia, ale i świat, traktują Polskę jak rezerwuar taniej siły roboczej. Dla naszej firmy dużym wyzwaniem jest dochodzenie do poziomu zarobków Europy Zachodniej. Nie da się tego zrobić dla 4,4 tys. osób zatrudnionych przez nas w kraju, ale najlepsi mogą na to liczyć. Tyle że nie możemy przeholować, bo wypadniemy z rynku.

Janusz Filipiak

W 1993 r. założył krakowski Comarch, producenta systemów IT. Jest profesorem nauk technicznych. Do jego żony Elżbiety należy znana restauracja Wierzynek.

Okładka tygodnika WPROST: 35/2015
Więcej możesz przeczytać w 35/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także