Światło i dźwięk 3D

Światło i dźwięk 3D

fot. mat. prasowe
Widowiska światło i dźwięk wracają w wielkim stylu. Jeszcze niedawno uważano je za przeżytek, dziś biorą w nich udział gwiazdy, a do przygotowania wykorzystywana jest najnowocześniejsza technologia.
Wawel w swojej tysiącletniej historii był siedzibą władców, grodem warownym, narodową nekropolią, ale jeszcze nigdy nie stał się ekranem. Do września roku 2015, kiedy to dziedziniec arkadowy zamieniono na dwa wieczory w liczącą 1800 metrów kwadratowych powierzchnię do wyświetlania obrazów. Na zasłoniętych krużgankach długości 120 i wysokości 15 metrów twórcy widowiska „Alchemia światła” wyczarowali słowiańskie bóstwa, laboratorium alchemika, warowny gród, smoka wawelskiego, a nawet armię złożoną z setek średniowiecznych wojów. Niektóre sekwencje przygotowane w technice mappingu 3D wywoływały doskonałe wręcz złudzenie. Walący się ostrokół niemal przygniatał widzów, a maszerujący żołnierze dopiero po bliższym przyjrzeniu się okazywali się komputerowymi awatarami.

Dajcie mi głowę Jerzego Stuhra

Ale najbardziej zaskakujące okazały się dialogi głów wawelskich. Nie w sensie literackim, bo w tym wymiarze była to tylko standardowa opowieść o historii zamku, tylko jeśli chodzi o technikę. Otóż dzięki zastosowaniu filmowych superkomputerów twórcom widowiska udało się wśród autentycznych rzeźb głów z Sali Poselskiej zamku umieścić twarz aktorów. Żeby tylko umieścić. Animatorzy sprawili, że głowy uzyskały mimikę Anny Dymnej, Jerzego Stuhra, Jerzego Treli oraz Grzegorza Turnaua i mówiły ich głosami. Jak przygotowano to od strony technicznej to już tajemnica twórców, tak czy owak widzowie długo zastanawiali się gdzie naprawdę znajdują się w czasie spektaklu aktorzy przemawiający do nich jako awatary. A zobaczyć Jerzego Stuhra przemawiającego w roli przebudzonej po latach głowy wawelskiej słowami „ciemność, widzę ciemność” z kultowej „Seksmisji” doprawdy bezcenne.

Zresztą dwaj wielcy aktorzy, Stuhr i Jerzy Trela, dzięki swojej charyzmie ukradli widowisko pozostałym uczestnikom i to mimo tego, że ich dialogi trochę nie pasowały do całości. Bo scenariusz Michała Zabłockiego i reżyseria Jerzego Grabowskiego były niekonsekwentne, jakby twórcy nie bardzo mogli zdecydować się na konwencję w jakiej chcą opowiadać o historii Wawelu. Raz było to, oparte na legendach, zapierające dech w piersiach widowisko z hipnotyczną muzyką i tancerzami. Później opowiastki dziadka dla wnucząt (do tego wierszowane), jeszcze później humorystyczne dialogi na czworo aktorów, a na koniec nawet balet do piosenki Marka Grechuty „Dni, których nie znamy”. W związku z tym każda legenda czy to o królowej Wiślan, czy o Kraku czy też smoku wawelskim była opowiadana inaczej. Dla artystycznej spójności widowiska nie było to korzystne, ale publiczności zupełnie nie przeszkadzało. Przyjęła „Alchemię światła” wręcz z entuzjazmem. Co w jakimś sensie jest zrozumiałe.

Imprezy, które można umownie określić hasłem światło i dźwięk, nie bez powodu oskarżane są przez krytyków o kiczowatość. Ich zasadą jest: im więcej środków wyrazu tym lepiej. Co zresztą jest typowe dla wszelkich widowisk plenerowych, gdzie zawsze trzeba mówić do publiczności dosadniej niż ze sceny teatralnej, dlatego używa się głośnej muzyki i intensywnych świateł (na Wawelu świeciły lampy o mocy 200 tysięcy lumenów, nie przypadkiem do przedsięwzięcia dołożył się energetyczny gigant Tauron).

Renesans światła

Sukces krakowskiej „Alchemii światła” to tylko jeden z dowodów, że widowiska światło i dźwięk przeżywają dziś prawdziwy renesans, mimo że wydawało się, że w XXI wieku odejdą w przeszłość jako anachronizm. Z odsieczą przyszły im jednak nowoczesne technologie. Dziś niemal każda polska metropolia próbuje w ten sposób opowiadać o swojej historii. Zresztą robią to nie tylko miasta, ale też zarządcy zabytkowych obiektów. W niektórych przypadkach inscenizacje przygotowywane są bez przerwy od ponad trzydziestu lat. Ma swoje multimedialne „Wakacje z duchami” zamek w Gniewie, ma Niedzica, a bodaj najbardziej znany jest spektakl  „Krzyżem i Mieczem” w Malborku (gdzie swoich głosów użyczali m.in. tacy artyści jak nieżyjący Władysław Hańcza, Roman Wilhelmi czy Gustaw Holoubek, a także Daniel Olbrychski, Piotr Fronczewski i Marian Kociniak).

Niektóre z tych widowisk, oczywiście w znacznie nowocześniejszej formie, realizowane są jeszcze od lat 70., kiedy moda na „światło i dźwięk” przywędrowała do nas z Zachodu. Warto na marginesie dodać, że wszystko zaczęło się we Francji raptem kilka lat po zakończeniu II wojny światowej, a od tego czasu  popularność tego rodzaju widowisk nad Sekwaną nie maleje. Organizuje się je w większości najpopularniejszych zabytków z zamkami nad Loarą na czele. Ba, to francuski muzyk Jean-Michael Jarre jest autorem najbardziej spektakularnych pokazów, inspirowanych stylistyką światła i dźwięku. Mogliśmy się o tym przekonać przed dekadą gdy wystąpił w Stoczni Gdańskiej na 25 lecie „Solidarności”. Ale jego specjalnością są otwarte koncerty dla setek tysięcy ludzi z widowiskowymi efektami komputerowymi i fajerwerkami. Grał je m.in. obok piramid w Gizie i na ateńskim Akropolu.

Zresztą w większości krajów, także w Egipcie i Grecji, najważniejsze zabytki od lat 60. XX wieku były wykorzystywane jako sceneria widowisk światło i dźwięk. Dzisiaj ich twórcy idą śladem Jean-Micheal Jarre’a stosując najnowocześniejsze technologie, ale dzięki coraz doskonalszym i coraz tańszym komputerom nie trzeba na to tak gigantycznego budżetu jak 10 czy 15 lat temu.      

Mosty i fontanny

Od kilku lat widzimy to w Polsce. W tym roku sukcesem okazał się zorganizowany przy okazji prezentacji programu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (ESK) świetlny pokaz „Fuzja marzeń” na moście Grunwaldzkim we Wrocławiu. Był to tylko jeden z 26 elementów akcji „Mosty”, ale zdecydowanie najbardziej spektakularny i oglądany. Zobaczyło go kilkanaście tysięcy ludzi. Organizatorzy ESK idą za ciosem i w czerwcu przyszłego roku przygotowują widowisko „Flow 2016” według pomysłu Chrisa Baldwina. Ma opowiadać o historii miasta i rozgrywać się nad rzeką. W tym wypadku mówimy o przedsięwzięciu stricte artystycznym bliskim instalacjom prezentowanym w galeriach, tyle że na dużo większą skalę. Z kolei w Warszawie od 2011 w multimedialnym parku fontann przygotowywane są bardzo popularne prezentacje adresowane przede wszystkim do dzieci. W tym roku prezentowane jest „Święto wody”, gdzie pojawiają się postaci ze stołecznych legend takie jak Bazyliszek czy Złota Kaczka.

Jeszcze dalej poszedł Toruń, gdzie organizowany jest Bella Sky Festival, który na kilka nocy zamienia zabytkowe centrum miasta w scenerię niezwykłego spektaklu. Cóż, wydaje się, że w nowoczesnej formie, dzięki technologii 3D konwencja „światło i dźwięk” ma przed sobą wielką przyszłość. Żaden telewizor ani komputer nie da odbiorcom przyjemności oglądania widowiska w historycznej przestrzeni, dającej wrażenie obcowania z przeszłością.                                   
Galeria:
Alchemia Światła

Czytaj także

 0

Czytaj także