Skaner

Skaner

POLITYKA

Protokół lewicowych rozbieżności uchodźców należy przyjąć, Leszek Miller SLD i Twój Ruch, dwa główne podmioty Zjednoczonej Lewicy, łączył głównie przegrany proces w trybie wyborczym z Ryszardem Petru. Ale i tę nić porozumienia zerwał wyrok sądu. Lewicę dzielą dziś poglądy na najważniejsze kwestie. – Skoro udało się zjednoczyć Leszka Millera z Januszem Palikotem, to można zjednoczyć wszystkich ludzi w Polsce – mówił niedawno lider Twojego Ruchu. Ta deklaracja została złożona w sielankowej scenerii parku Skaryszewskiego w Warszawie podczas prezentacji jedynek na listach wyborczych Zjednoczonej Lewicy. O dobrych intencjach i być może czystej karcie nowego podmiotu politycznego miały świadczyć białe baloniki wypuszczone w powietrze na zakończenie imprezy. Na razie oba ugrupowania jednoczył głównie przegrany w pierwszej instancji proces z Ryszardem Petru. Po apelacji lidera Nowoczesnej za twierdzenia, że jest wynajęty przez banki, musi przeprosić na razie tylko Leszek Miller. Sprawa Palikota wróciła do ponownego rozpatrzenia.

To jednak najmniejsza z rozbieżności. Znacznie ważniejszy jest stosunek do uchodźców. Gdy Nowacka mówi: zastrzega, że pod pewnymi warunkami, bo muszą przyjąć polskie prawo, polskie zasady kulturowe, muszą się zgodzić na pełną integrację. Stanisław Wziątek z SLD, członek sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, dodaje zaś, iż trzeba mieć na względzie bezpieczeństwo państwa, a polskie służby nie są przygotowane na przyjęcie uchodźców. Są też rozbieżności publicznie nieeksponowane z racji kampanii wyborczej. Należy do nich np. pomysł Janusza Palikota, żeby Barbara Nowacka, wiceszefowa Twojego Ruchu, a zarazem córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, która przez lata współpracowała z SLD, została przedstawiona jako kandydatka na premiera Zjednoczonej Lewicy. Z naszych informacji wynika, że ten pomysł został ostro oprotestowany w SLD. Ostatecznie zgodzono się na to, żeby Nowacka została twarzą Zjednoczonej Lewicy, ale nie obyło się bez głosów, że tak jak jest dwóch szefów koalicyjnego sztabu wyborczego – z SLD i Twojego Ruchu – tak powinna być dwójka liderów, np. Nowacka i Krzysztof Gawkowski.

Przedmiotem sporu jest też kształt kampanii. Twój Ruch narzucił tematy światopoglądowe, przede wszystkim antykościelne, co nie jest dobrze przyjmowane w szeregach SLD. Dlatego zdecydowano, że kolejne etapy kampanii będą bardziej nastawione na gospodarkę, co zaowocowało m.in. feralną konferencją prasową Millera i Palikota, która doprowadziła do procesu z Petru.

Eliza Olczyk

IMIGRACJA

Niemieckie przebudzenie

Po kilku miesiącach proemigranckiej euforii Niemcy przekonują się, że popełnili kardynalne błędy i zamiast łagodzić, wręcz zaostrzyli europejski kryzys imigracyjny. Szef niemieckiego MSW Thomas de Maizière uznaje porażkę w sprawie europejskiego kryzysu imigracyjnego. Minister przypisuje to „zmianie zachowania” przybyszów, którzy kilka miesięcy temu „byli wdzięczni za to, że mogą przebywać u nas”, a teraz ich zachowanie się zmieniło. „Opuszczają ośrodek, zamawiają taksówkę; mają, co jest dziwne, pieniądze, żeby przejechać kilkaset kilometrów. Strajkują, bo się im nie podoba ośrodek i nie smakuje jedzenie. Biorą udział w bójkach” – wyliczał de Maizière.

Niemcy najwyraźniej gubią się w problemach związanych z masową imigracją, chociaż przedstawiciele rządu wciąż nie są skłonni dostrzec, że to ich zachowanie postawiło na głowie cały europejski system azylowy. Jeszcze kilka tygodni temu gromy spadały na głowę premiera Węgier Viktora Orbána, który stanowczo się upierał przy tym, by egzekwować rejestrowanie uchodźców w pierwszym kraju unijnym, do którego dotarli. Tymczasem politycy niemieccy, austriaccy i szwedzcy domagali się bezwarunkowego przyjmowania uchodźców i twierdzili, że obowiązku rejestracji dokonają później. Skończyło się chaosem i „asertywnym” zachowaniem przybyszów, którzy zachęceni przez polityków przestali prosić, a coraz częściej domagają się azylu. Nie wiadomo, ilu jest niezarejestrowanych uchodźców w Niemczech. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców szacuje, że może to być 290 tys. osób, czyli prawie połowa wszystkich przyjętych w tym roku imigrantów. Prawie drugie tyle oczekuje na decyzję, a ich status jest nieokreślony. Nie wiadomo, jak egzekwować deportację tych imigrantów, którym nie przyznano azylu (głównie chodzi o przybyszów z Bałkanów, którzy dostali się do Europy Zachodniej wraz z Syryjczykami i Afgańczykami). W ubiegłym roku wydano ok. 150 tys. odmownych decyzji azylowych, ale mniej niż co dziesiąty z wydalonych faktycznie opuścił Niemcy. Teraz, wobec setek tysięcy niezarejestrowanych uchodźców, władze mogą w ogóle utracić kontrolę nad przemieszczaniem się dużej ich części. Rodzi to dodatkowo obawy o bezpieczeństwo. Z powodu administracyjnego bałaganu stanowisko stracił szef urzędu ds. migracji Manfred Schmidt, ale wygląda na to, że został kozłem ofiarnym, wobec ogromnej liczby uchodźców niewydolne okazują się bowiem wszystkie instytucje – od centralnych po landowe i samorządowe.

Powoli zaczyna brakować środków i możliwości zapewnienia uchodźcom dachu nad głową. Coraz większe są koszty utrzymania imigrantów. W ostatnich dniach władze federalne przeznaczyły 350 mln euro na pomoc dla dzieci, które dotarły do Niemiec bez rodziców, i pół miliarda euro na budowę mieszkań dla uchodźców. Na razie nie ma ich nawet gdzie umieszczać. Wielkie oburzenie wywołały informacje o tym, że w kilku miejscowościach samorządy wymówiły dotychczasowym mieszkańcom umowy najmu mieszkań komunalnych, by uzyskać kwatery dla uchodźców.

W tej sytuacji nic dziwnego, że nastroje w Niemczech zmieniają się na niekorzyść rządu w Berlinie. Coraz więcej Niemców przyznaje rację premierowi Bawarii Horstowi Seehoferowi, który ostro krytykuje władze federalne i oskarża je o nieudolność wobec kryzysu imigracyjnego. Ale mleko, a dokładniej uchodźcy się rozlali i nie wiadomo, jak powstrzymać kolejne fale napływowe. Jarosław Giziński

HISTORIA

Jak zdenerwować Kreml

Nieudana rosyjska prowokacja z próbą wmawiania Polakom winy za wybuch II wojny światowej pokazuje, że role się odwracają. To politycy w Moskwie dostają piany na ustach, gdy kilku radnych postanawia się pozbyć pomnika mało ważnego sowieckiego generała. Wszyscy musimy więc sobie powiedzieć: nie zastanawiaj się, jak zareagować na rosyjską prowokację, pomyśl, jak wywołać wściekłość na Kremlu. Bazowanie na sowieckiej przeszłości byłoby za łatwe. Rosjanie się zresztą proszą, by sięgnąć głębiej w historię. Sami jako święto narodowe ustanowili datę wygnania Polaków z Kremla. Powinniśmy pójść za ciosem i obchodzić nie tylko rocznicę zajęcia Kremla, ale i powrotu hetmana Stanisława Żółkiewskiego do Warszawy. Wyobraźmy sobie, co by się działo na Kremlu i usłużnych mu mediach, gdybyśmy co roku ustawiali na placu Zamkowym łuk triumfalny, przez który przejeżdżałby Żółkiewski, wlokąc za sobą pojmanego cara z rodziną.

Zresztą nie zaszkodziłoby postawić kolejnego łuku na cześć bitwy warszawskiej. Rosjanie do dziś nie mogą zrozumieć, jak to się stało, że w 1920 r. nie zajęli polskiej stolicy. Tymczasem odpowiedź jest boleśnie dla nich prosta. Zwyciężyliśmy głową, a nie tępą siłą. Dzięki naszym kryptologom znaliśmy każdy ruch bolszewickich wojsk i polskie dowództwo mogło przeprowadzić miażdżącą kontrofensywę. Gdyby zapadła decyzja o budowie łuku, rosyjskie media rozgrzałyby się do – nomen omen – czerwoności. My moglibyśmy się temu przyglądać z uśmiechem i przypominać, że Związek Sowiecki, co prawda był supermocarstwem, ale zimną wojnę przegrał, gdy Rosjanom zakazano pić wódkę. Walka z plagą alkoholizmu spowodowała, że do kasy państwa przestały wpływać podatki. Gdy już znudzą nas rosyjskie nerwy, zaprosimy ich do wznowienia prac Polsko- -Rosyjskiej Grupy do spraw Trudnych i poprosimy o dokumenty w sprawie Obławy Augustowskiej. Nie będziemy musieli wówczas zwracać uwagi na ich posępne miny. Mariusz Staniszewski

Sprostowanie

Nieprawdziwa jest informacja, że podpisaną pod wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu i równocześnie szefową katowickiej apelacji jest Krystyna Pałka, albowiem osobą, która podpisała się pod wnioskiem, jest Prokurator Apelacyjny w Katowicach Iwona Palka. Nieprawdziwa jest informacja, że Krzysztof Kwiatkowski jeszcze jako minister sprawiedliwości i szef prokuratury ukarał dyscyplinarnie prokuratora apelacyjnego w Katowicach Iwonę Palkę. Prokurator Iwona Palka nigdy nie była karana dyscyplinarnie i nie pozostawała w żadnym konflikcie z byłym ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim. Nieprawdziwa jest informacja, że wnioski o uchylenie immunitetu prezesowi NIK Krzysztofowi Kwiatkowskiemu i posłowi Janowi Buremu powstały w Wydziale V Śledczym Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, albowiem zostały opracowane w Wydziale V do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Nieprawdziwa jest informacja, że Krzysztof Kwiatkowski zdymisjonował Melkę, albowiem w dniu 11 grudnia 2009 r. z pełnienia funkcji naczelnika Wydziału do spraw Przestępczości Gospodarczej w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach prokurator Emil Melka został odwołany przez prokuratora apelacyjnego w Katowicach Iwonę Palkę (nr Ap. I K 122/1039/09). Nieścisła jest również informacja dotycząca okoliczności odwołania z funkcji prokuratora okręgowego w Katowicach Ewy Zuwały. W rzeczywistości odwołanie prokuratora okręgowego w Katowicach Ewy Zuwały nastąpiło po uwzględnieniu przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Krzysztofa Kwiatkowskiego wniosku prokuratora apelacyjnego w Katowicach Iwony Palki z dnia 11 grudnia 2009 r. o odwołanie z funkcji prokuratora okręgowego Ewy Zuwały z uwagi na brak należytego nadzoru nad działaniami podejmowanymi przez podległego jej prokuratora w ramach realizowanego wniosku o udostępnienie informacji publicznej (nr Ap. I K 122/1040/09).

Prokurator apelacyjny Iwona Palka

Okładka tygodnika WPROST: 41/2015
Więcej możesz przeczytać w 41/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także