Mój pan, pracownik

Mój pan, pracownik

Jednocyfrowe bezrobocie oznacza, że właśnie zaczyna się rynek pracownika i era żądań płacowych. Po latach posuchy idą dla nich lepsze czasy. Podpowiadamy, jak skorzystać na tej zmianie.

Wrześniowy odczyt bezrobocia na poziomie 9,9 proc. nie ucieszy zapewne menedżerów w budowanej właśnie fabryce Volkswagena we Wrześni. To największa w ciągu ostatnich 20 lat inwestycja motoryzacyjna w Polsce. Pierwsze dostawcze craftery zjadą z taśm w 2016 r., ale już trwa nabór 3 tys. pracowników. Dodatkowe 900 osób Volkswagen chce zatrudnić w innym zakładzie w Poznaniu. Headhunterzy koncernu zaczęli rozmowy z urzędami pracy i przeżyli szok – chętnych bezrobotnych można policzyć na palcach. A Volkswagen wybrał Wrześnię nie bez powodu. Wskaźnik bezrobocia, jak na Wielkopolskę, jest tu wysoki. Amazon, amerykański gigant handlu internetowego, ma zdecydowanie więcej szczęścia. Znalazł 2 tys. pracowników do centrów w Poznaniu i Wrocławiu jeszcze w ubiegłym roku. Nie wymagał przy tym wielkich kwalifikacji czy doświadczenia, ale przede wszystkim motywacji i chęci do pracy. Tyle że w tym roku związkowcy zażądali podwyżek o prawie 30 proc. I Amazon, przerażony widmem strajku, płace podniósł.

Magazynier to ma wzięcie

Pracownicy zaczynają przebierać w ofertach i stawiać warunki, a firmy narzekać na brak odpowiednich kandydatów. Dotąd brakowało głównie informatyków – nawet 50 tys. osób. Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu BCC i prezes spółki z tej branży – Softex Data, wie coś o tym, bo sam „stale i mało skutecznie” szuka fachowców – informatyków, handlowców czy specjalistów od wdrożeń. Ocenia, że obecna sytuacja na rynku pracy ogranicza ekspansję firmy o 30-50 proc., czyli o tyle mogłyby być wyższe przychody i o tyle więcej byłoby realizowanych zamówień. – Headhunterzy szaleją, a moi pracownicy dostają hurtowe ilości telefonów z ofertami pracy. W tych warunkach przestają się liczyć faktyczne kompetencje, a wartością samą w sobie jest dostępność pracownika określonej specjalizacji – narzeka Warski. Zdaniem Iwony Janas, szefowej firmy doradztwa personalnego ManpowerGroup w Polsce, w najlepszej sytuacji są pracownicy w centrum i na północnym zachodzie kraju, zwłaszcza w takich branżach, jak transport, logistyka, budownictwo, handel, produkcja przemysłowa czy hotele. Brakuje wykształconych pracowników fizycznych, m.in. automatyków, mechaników, operatorów wózków widłowych, spawaczy, ślusarzy. Wielkie jest zapotrzebowanie na magazynierów, dla których Manpower ma kilka tysięcy ofert. Poszukiwani są też informatycy, inżynierowie czy pracownicy centrów usług wspólnych.

Potwierdzają to rządowe statystyki. W środę minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił, nie bez satysfakcji, że według szacunków resortu stopa bezrobocia spadła we wrześniu do wspomnianych 9,9 proc. Rekordowa jest też liczba ofert pracy. A jeszcze dwa lata temu bezrobocie przekraczało 13 proc., a na początku poprzedniej dekady, za rządów SLD-PSL, było to 20 proc. Największy apetyt na nowych pracowników mają średnie i duże firmy. W wielu miejscach zatrudniają wręcz hurtowo. Wraz z przygotowaniami do produkcji nowego Opla Astry zakład GM w Gliwicach zwiększył liczbę pracowników o 900 – do 3,9 tys., i wprowadził trzecią zmianę. Korzystają też kooperanci w innych miejscach Polski. Kontrakt na dostawę wiązek elektrycznych zdobył Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej (ZEM) z Ełku. Latem rozpoczął wielką akcję poszukiwawczą 250 pracowników. I napotkał problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników, choć stopa bezrobocia w woj. warmińsko-mazurskim od wielu lat jest najwyższa w kraju i wynosi ponad 16 proc.

Firmom pomaga koniunktura gospodarcza, ale i duże wydatki publiczne, wspierane przez UE. W tym roku zatrudnienie w bydgoskiej Pesie wzrosło już o 500 osób – do 3,5 tys. Firma nie wyrabia się już z wartymi 1,6 mld zł zamówieniami na swoje pociągi i pracowników podsyłają jej nawet miasta – odbiorcy tramwajów. Byle tylko odebrać je w tym roku i nie stracić unijnych dotacji. Jedną z najszybciej przyjmujących pracowników branż są tzw. usługi dla biznesu (BPO), kojarzone z call center, ale oferujące firmom wspólne zakupy, usługi administracyjne czy księgowe. Co roku liczba zatrudnionych rośnie tu o 25 proc. i na koniec ubiegłego roku sięgnęła 150 tys. Największe wzięcie mają absolwenci po uczelniach technicznych i ze znajomością języka niemieckiego.

Ponieważ rozpędu nabierają inwestycje infrastrukturalne związane z kolejną perspektywą unijną, ale i budowa biurowców czy budynków mieszkalnych, w ofertach mogą więc przebierać budowlańcy. Warszawski Warbud, który stawia obecnie galerię Wood we Wrocławiu i Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, w tym roku zwiększył zatrudnienie tylko wśród cieśli i zbrojarzy o połowę – do 170 osób. – Do połowy tego roku jeszcze sobie jakoś radziliśmy, a teraz to już poważny problem. Wykwalifikowanych pracowników zasysają nowe kontrakty drogowe – mówi Krzysztof Gozdecki, szef działu robót żelbetowych w Warbudzie. – Jest silna presja na płace – przyznaje. Na razie firma nie podnosi podstawowych pensji, ale by zatrzymać pracowników, zaczęła przyznawać premie. Polskie firmy będą podwyższać płace znacznie powyżej inflacji – wynika z najnowszego badania Global Salary Increase Survey firmy doradczej Aon Hewitt. Wzięło w nim udział 210 firm z Polski. W tym roku przyznały one podwyżki w wysokości średnio 3,5 proc., na przyszły rok planują zaś ok. 3,6 proc. W firmach budowlanych z przerażeniem myślą o powtórce z czasów boomu budowlanego z 2007 r., gdy operator koparki mógł zarabiać i dwa razy więcej od swego kierownika.

Butny czy ambitny

Jacek Santorski, obecnie znany psycholog biznesu i coach, w latach 90. pracował dla założyciela Lukas Banku Mariusza Łukasiewicza. Kiedy bankowiec go zatrudniał, Santorski przyznał mu, że nie ma doświadczenia w tej branży. Natomiast prowadzi małe wydawnictwo, choć z różnymi efektami. – To wystarczy – odparł Łukasiewicz. – Ważne, że wie pan, co to znaczy podpisywać czeki własną krwią, a faktury własnym potem. Łukasiewicz chciał mieć ludzi młodych, nieskażonych złymi nawykami. Wręcz przeciwskazaniem było doświadczenie w bankowości. – Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie. Sprzyja ludziom, którzy mają kwalifikacje, choćby hydraulikom czy monterom, tym, którzy coś potrafią w danej dziedzinie – mówi Santorski. Jego zdaniem dziś młodzi ludzie często nie szukają pracy na całe życie, ale życia pełnego fajnych prac. Są pewni siebie, niekiedy wręcz roszczeniowi. Tak uważa pracownik dużej firmy headhunterskiej (dziesięć lat w branży) prowadzący rozmowy z kandydatami. Widzi od kilku miesięcy radykalne zmiany w ich podejściu: – Nie patrzą już tylko na wynagrodzenie. Analizują także benefity, czyli różne dodatki do pensji, jak dofinansowanie stołówki, zwracają uwagę na lokalizację i dojazd – mówi. Ale to jeszcze nic.

– Coraz częściej spóźniają się na spotkania, a nawet nie przychodzą, bez żadnej informacji. Niedawno jeden z dogadanych już pracowników na stanowisku magazyniera po prostu nie stawił się w pracy. Dzwonię i pytam, co się stało, a on, że pod wskazanym adresem nie było takiej firmy. Kłamie w żywe oczy! – opowiada headhunter. Wspomina list motywacyjny, jaki załączyła do CV jedna z kandydatek. Było tam jedno zdanie. „Jeśli oferujecie mniej niż 5 tys. zł brutto, nie dzwońcie”. Generalnie Polacy coraz bardziej się cenią i oburzają na niskie płace. O zmianie nastawienia może świadczyć przykład Amazona zalanego w internecie falą hejtu i narzekań na wyzysk oraz „traktowanie Polaków jak murzynów”.

Politycy psują rynek?

Wojciech Warski nie ma wątpliwości. Spiralę roszczeń nakręcają politycy. Nie mają poważania dla przedsiębiorców i gospodarki. Nie zastanawiają się, jak bardzo populistyczne hasła mają niszczący wpływ na biznes. Rozbudzają oczekiwania, których z powodów strukturalnych, stworzonych zresztą przez nich samych, nie można spełnić. – Jeżeli młody człowiek jest bombardowany hasłami, że mu się więcej należy i ma zarabiać więcej, to po jakimś czasie uzna je za swoje – mówi Wojciech Warski.

To w istocie popularne hasło wyborcze. Władysław Kosiniak-Kamysz, prezentując ostatnie dane na temat bezrobocia, zaapelował do pracodawców o podwyżkę wynagrodzeń i większą stabilizację zatrudnienia. „Polacy powinni wreszcie zarabiać tak jak na Zachodzie. To wyzwanie na następne cztery lata”, „Finanse kraju są zdrowsze, więc musicie zarabiać więcej” – przekonywała wyborców premier Ewa Kopacz.

Z kolei Beata Szydło z PiS mówiła: „Praca i godne zarobki. Tego chcą dzisiaj Polacy i nad tym będziemy pracować”. Jej partia złożyła właśnie w Sejmie projekt ustawy wprowadzającej minimalną godzinową stawkę na poziomie 12 zł. Tego samego chce PO. Jednak zdaniem Jerzego Krzanowskiego, wiceprezesa i współwłaściciela meblarskiego koncernu Nowy Styl, to nie politycy nakręcają spiralę wzrostu płac, ale rynek. A płace nie rosną tylko dlatego, że się o tym głośno mówi. – Jednak dyskusje o wysokości płacy minimalnej, czy ma to być 1750, czy 1850 zł, nie mają sensu. I tak będą musiały być znacznie wyższe. To trend, przed którym pracodawcy się nie obronią – mówi Krzanowski.

Jego zdaniem w ciągu pięciu lat można się spodziewać podwojenia płac, w przeliczeniu na euro, w wyspecjalizowanych zawodach, jak inżynier, spawacz z uprawnieniami, pracownik do obsługi maszyn sterowanych numerycznie czy szwaczka. Firma na razie nie odczuwa problemów z rekrutacją, ale swoje zakłady ma w okolicach Jasła, gdzie wciąż bezrobocie jest wysokie. Ale tak będzie do czasu. Profesor Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego ma dobre wiadomości dla pracowników. Co prawda w tym roku nie należy już oczekiwać spadku bezrobocia, bo kończą się prace sezonowe, w urzędach pracy rejestrują się osoby po studiach, a zimą możemy mieć nawet skok związany z aurą i wygasaniem z końcem roku umów na czas określony, jednak trend jest nieubłagany. Kolejną falę spadkową najpewniej będziemy mieli w okolicach marca i latem, może nawet otrzemy się o 9 proc. Mało tego. W kolejnych latach czeka nas dalszy spadek bezrobocia wynikający nie tylko z rozwoju gospodarki i napływu środków unijnych, ale i kurczenia się zasobów pracy, bo na emeryturę odchodzą teraz roczniki powojennego wyżu demograficznego 1948- 55, co będziemy odczuwać jeszcze przez co najmniej pięć lat, a potem na rynek dalej będą wchodzić roczniki niżu demograficznego. – To wszystko może cieszyć pracowników, ale jest niekorzystne dla systemu ubezpieczeń emerytalnych i związanej z tym równowagi finansów publicznych – zauważa prof. Kryńska.

Odpowiedź pracodawców

Wśród pracodawców zaczyna wiać grozą. Wprawdzie pracuje już u nas kilkaset tysięcy Ukraińców, ale ponad milion Polaków rozważa wyjazd za granicę. Chętnych do pracy będzie coraz mniej. – Ten temat dominuje nawet w rozmowach towarzyskich w biznesie – mówi Wojciech Warski. Część przedsiębiorców jest tak zdesperowana, że w niektórych branżach szukają wyspecjalizowanych kadr nawet wśród Hindusów i Koreańczyków. Co gorsza, brak fachowców powoduje, że przyucza się na siłę ludzi przypadkowych, którzy nie wiążą się z firmą i szybko z niej uciekają. Efektem jest duża fluktuacja kadrowa w firmach, która przekłada się na zaburzenia w pracy i poważne koszty dodatkowe.

Coraz więcej firm zabezpiecza się na przyszłość, np. Pesa współpracuje z uczelniami wyższymi (np. bydgoskim Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym, gdzie na kierunku mechanicznym uruchomiono od 1 października specjalizację „Pojazdy szynowe”) oraz ze szkolnictwem zawodowym. Podobną drogą idzie Solaris. Przedsiębiorców wspierają samorządy. W Nowej Soli, gdzie już zaczyna się budowa pięciu fabryk i brakuje rąk do pracy, władze zdecydowały się na uruchomienie nowych połączeń autobusowych, by dowozić ludzi spoza miasta. Zdaniem prezydenta miasta Wadima Tyszkiewicza inwestorzy nie pytają już o infrastrukturę, lecz o wykwalifikowanych pracowników.

– Dla firm kluczowe jest teraz utrzymanie pracowników. To tańsze i łatwiejsze niż pozyskiwanie nowych, których trzeba znaleźć i przeszkolić, czego nie ułatwia narastanie niedoboru talentów – mówi Iwona Janasz z ManpowerGroup. Jej zdaniem rośnie rola tzw. benefitów, od darmowego transportu przez prywatną opiekę medyczną aż po dostarczanie do biura świeżych owoców. Samo podnoszenie płac i wprowadzanie atrakcyjnych dodatków niczego jednak firmom nie gwarantuje. Z wyprzedzeniem muszą myśleć, jak utrzymać pracowników. Trzeba dać im poczucie, że pracują w fajnym miejscu z dobrą atmosferą, gdzie odgaduje się ich potrzeby. Dlatego Nowy Styl przygotowuje się właśnie do budowy dużego przedszkola w miejscu, gdzie ma zakłady zatrudniające blisko 3 tys. osób. To ma być wyjątkowe miejsce, dotowane przez firmę, z parkiem zabaw i nauką języków obcych.

Jerzy Krzanowski w swych poglądach na biznes i sprawy socjalne idzie pod prąd. Niedawno zbulwersował innych biznesmenów, nazywając umowy śmieciowe oszustwem, płacę minimalną oceniając zaś jako zbyt niską. Teraz wrzuca kolejny kamyk do ogródka. – Denerwuje mnie, jak pracodawcy mówią, że nie płacą więcej, bo w Polsce jest niska wydajność pracy. Ale czyja to wina? W dużym stopniu organizacji pracy, a za nią odpowiadają przecież przedsiębiorcy – przekonuje. Santorski uważa, że teraz pracodawcy muszą się zmienić. – W Polsce działały dotąd autorytarne, często nepotyczne i folwarczne struktury. Coraz więcej kierujących firmami zdaje sobie sprawę, że by przetrwać, muszą konkurować w nowy sposób. Nie ilością, ceną, układami, ale przy pomocy właściwych i zaangażowanych pracowników. Kończą się czasy, kiedy można ludzi opłacać, przepłacać i wyciskać z nich rezultaty. Czy tak będzie w najbliższym czasie? Biorąc pod uwagę to, co dzieje się na naszym rynku pracy – wszystko na to wskazuje. ■

©℗ Wszelkie prAWA ZASTrzeżone


Rady Jacka Santorskiego dla kandydatów:

Gdy szukasz pracy

Rób zupełnie odwrotnie, niż jest napisane w podręcznikach. Nie myśl, jak się sprzedać, tylko że to ty kupujesz i szukasz pracodawcy. Sprawdź podczas rozmowy, czy będzie dla ciebie właściwym partnerem. Szukaj firm z atmosferą Google’a, takich, gdzie praca daje też radość, a zasady etyczne są podstawą rozmowy. Pieniądze to nie wszystko. Przed rozmową zorientuj się, czym żyje firma, jakie ma problemy do rozwiązania. Nie arogancko, ale językiem korzyści mów, jakie masz atuty i kompetencje, przekonaj, że jesteś właściwą osobą. Nawet ograniczenia można przedstawiać jako korzyść dla firmy, np. nie znasz języków, to nie uciekniesz do pracy za granicę. Rozmawiaj z innymi pracodawcami, postaraj się mieć alternatywę. Nie można być uzależnionym od jednej oferty. Rozmówca wyczuje to podkorowo. Twórz sieć znajomości, także na portalach społecznościowych. Stąd też może przyjść oferta lub ktoś cię poleci do pracy. Przede wszystkim bądź kimś. Kształć charakter. Trzeba mieć to coś, pasję, odwagę i drapieżność. Kiedyś dobry pracodawca zwracał uwagę na osobowość, teraz zaś liczy się charakter. Prymusom już dziękujemy. Najmniejsze szanse ma teraz kujon, któremu rodzice finansują naukę, kończący kolejne szkoły i kursy.

Gdy idziesz po podwyżkę

Musisz mieć alternatywę, by mieć gdzie pójść, w sytuacji gdy pracodawca nie spełni warunków. Podczas rozmowy nie odwołuj się do swoich potrzeb, np. „Panie prezesie, żona jest w ciąży” albo „Brakuje mi na studia podyplomowe”, ale do interesu pracodawcy. Choćby tak: „Muszę dorabiać korepetycjami po godzinach, niech pan rozważy dorzucenie mi tych 500 zł, a zrezygnuję z nich i będzie mnie pan miał na 120 proc.”. Zostaw szefowi wyjście z twarzą, nie stawiaj go pod ścianą.

Okładka tygodnika WPROST: 42/2015
Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także