Taka piękna katastrofa

Taka piękna katastrofa

To nie tylko wina Ewy Kopacz, że notowania Platformy Obywatelskiej spadały w sondażach przez całą kampanię parlamentarną. Ale to pani premier zapłaci za ostateczny wynik wyborczy.

W Platformie Obywatelskiej działacze są zgodni: Ewa Kopacz bardzo się starała, żeby formacja wypadła jak najlepiej w wyborach parlamentarnych. Jednak okoliczności od początku były przeciwko niej. PO przegrała wybory prezydenckie i zanotowała szybki spadek poparcia. Politolodzy i działacze Platformy są zresztą zgodni, że ta porażka zdeterminowała całą kampanię partii rządzącej. Wobec wyników sondaży morale działaczy PO gwałtownie spadło. Z takiej pozycji trudno było walczyć o zwycięstwo. Potem doszły do tego błędy kampanii. Działacze PO i sama premier zachowywali się tak, jakby chcieli w ciągu kilku miesięcy między wyborami prezydenckimi a parlamentarnymi wyrobić limit wpadek na wiele lat naprzód.

CHAOS

Zaczął się zaraz po wyborach prezydenckich, gdy ku zdumieniu 8 mln wyborców Bronisława Komorowskiego Andrzej Biernat, sekretarz PO, oznajmił, że przegrana jest wyłącznie winą prezydenta, z którą Platforma nie miała nic wspólnego. To wzbudziło niesmak wyborców. Ale chaos dominował podczas całej kampanii. Partia rządząca miotała się, reagując jedynie na wydarzenia. A te wieszczyły nadciągającą katastrofę. Gdy Zbigniew Stonoga upublicznił akta z postępowania w tzw. aferze podsłuchowej, szefowa rządu musiała przemeblować swój gabinet. Gdyby niespełna rok wcześniej sama kompletowała swoją drużynę, mogłaby pozbyć się osób powiązanych z aferą podsłuchową. W PO powszechne jest jednak przekonanie, że to Donald Tusk stworzył gabinet Kopacz. Upublicznienie akt z afery podsłuchowej było drugim kluczowym wydarzeniem kampanii parlamentarnej PO. To od tego momentu w sondażach utrwaliła się 10-punktowa różnica między PiS a słabnącą Platformą. Próbą odzyskania inicjatywy miała być czerwcowa konwencja programowa. Ale na niej ogłoszono, że wyborczy program PO zostanie przedstawiony… po wakacjach.

IZOLACJA

Jeden z polityków PO opowiada, że gdy Ewa Kopacz była w jego okręgu na wyjazdowym posiedzeniu rządu, to po raz pierwszy od roku miał okazję z nią porozmawiać. W Platformie panuje opinia, że Ewa Kopacz nie posiada zdolności przywódczych Donalda Tuska, a niepotrzebnie starała się go naśladować i rządzić twardą ręką.

– Tusk potrafił mobilizować ludzi – mówi poseł PO. – Gdy działo się coś złego, wyjeżdżaliśmy do Jachranki i tam się wszyscy pozytywnie ładowali. W tej kampanii też był wyjazd do Jachranki, tyle że Ewa całkowicie się od nas odseparowała. Efekt był taki, że każdy zajął się promowaniem własnej osoby w okręgu. To wywołało wrażenie, że jedyna Kopacz walczy o głosy dla PO. Ale był też drugi skutek – gdy Kopacz miała inne obowiązki, kampania na poziomie centralnym zamierała. To prawdopodobnie Michał Kamiński, były spin doktor PiS, a dziś najbliższy doradca pani premier, podsunął jej pomysł, by sama pociągnęła kampanię PO, tak jak kiedyś zrobił to Tusk. Antoni Mężydło z PO nie kryje, co myśli o roli Michała Kamińskiego: – On tę kampanię robił w stylu PiS, a Platforma to zupełnie inna partia, która wymaga innego stylu zarządzania i prowadzenia kampanii. Ludziom nie podobały się wystąpienia Ewy Kopacz na konwencjach, w których czuć było rękę Kamińskiego, bo to były wyłącznie fajerwerki bez treści.

ODREALNIENIE

Początek października, wizyta Ewy Kopacz w Lubuskiem. Pani premier spotyka się z lokalnymi działaczami partii. Opowiada im, jacy są wspaniali i że zawsze była w fanklubie Stefana Niesiołowskiego (nr 1 na lubuskiej liście PO). Ten zaś stwierdza, że zawsze był w fanklubie Ewy Kopacz. I tak to trwa. – To było tak odrealnione, pozbawione refleksji, że aż się wierzyć nie chciało, iż naprawdę się dzieje – opowiada uczestnik spotkania.

Brak kontaktu z rzeczywistością był widoczny podczas wielu wyjazdów kampanijnych. Pani premier tryskała urzędowym optymizmem i w Warsie zaglądała ludziom do talerzy, internet śmiał się z wyjazdowych posiedzeń rządu, zaś media liczyły, ile to wszystko kosztuje. Zamiast o ustaleniach Rady Ministrów na wyjeździe, pisano o meblach, które rząd ze sobą wozi. Po historii z meblami po raz pierwszy w tej kampanii PiS w sondażu Estymator zebrało ponad 43 proc. głosów i odskoczyło na dłużej od PO o 14 pkt proc.

WOJNY

Układanie list kandydatów do Sejmu było dla Platformy drogą przez mękę. Ewa Kopacz osobiście wywróciła listy do góry nogami, wysyłając liderów regionalnych na dalsze miejsca, a pierwsze obsadzając mało znanymi ministrami, jeszcze mniej znanymi młodymi ludźmi. Sprawa układania list ciągnęła się przez cały sierpień. Doprowadziła do publicznej wojny między byłym europosłem Pawłem Zalewskim a Michałem Kamińskim. Zalewski zbulwersowany wystawieniem Kamińskiego w wyborach do Sejmu i cichym wsparciem dla Giertycha w wyborach do Senatu przestrzegał publicznie, że źle się to skończy dla partii rządzącej. W efekcie to dla Zalewskiego nie znalazło się miejsce na liście PO do Sejmu. Na początku września ku osłupieniu komentatorów do drużyny PO dołączyli wyciągnięci z politycznego autu: były lider SLD Grzegorz Napieralski i Ludwik Dorn, były wicepremier w rządzie PiS. To nie tylko wywołało lawinę krytycznych komentarzy, ale też pozwoliło politykom Prawa i Sprawiedliwości kpić z działaczy PO, gdy ci próbowali straszyć powrotem PiS. Mówią, że przecież czołówkę tamtego rządu mają u siebie. W badaniu TNS z 18 sierpnia różnica między PiS a PO sięgnęła 19 pkt proc., a w IBRIS 24 sierpnia aż 21 pkt proc.

IMIGRANCI

Na kampanii PO zaważyły też wydarzenia przez nią niezawinione, np. problem imigrantów, których Polska będzie musiała przyjąć na mocy wrześniowego porozumienia w UE. – Za długo woziliśmy się z tą sprawą – mówi członek sztabu PO. – Trzeba było szybko podjąć decyzję, powiedzieć, ilu imigrantów przyjmiemy, i zamknąć temat, a nie pozwalać, żeby przez dwa tygodnie nasi działacze opowiadali w mediach głupstwa. Na dodatek szefowa PO nie ugrała wiele na przedwyborczych debatach. A na koniec dostała cios w plecy od Grzegorza Schetyny, który publicznie pozwolił sobie na krytykę przygotowania do debaty z Szydło.

– Ewę Kopacz oceniam negatywnie – mówi jeden z naszych rozmówców – tyle że nie wiem, kto miałby ją zastąpić. Rafał Trzaskowski, który miał być naszą odpowiedzią na Andrzeja Dudę, nie nadaje się na lidera. Grzegorz Schetyna, od czasu, gdy skamlał u Tuska o litość, nie ma silnej pozycji w partii. Małgorzata Kidawa-Błońska to sympatyczna kobieta, ale brak jej cech przywódczych, podobnie jak Tomaszowi Siemoniakowi. Nie wiem, kto pozbiera rozsypaną PO. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 44/2015
Więcej możesz przeczytać w 44/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także