Malarskie opowieści o samotności

Malarskie opowieści o samotności

Smukłe postaci o pociągłych sylwetkach, zazwyczaj pozbawione twarzy. Często zwielokrotnione, przypominające gapiów w tłumie, a mimo to  anonimowe i samotne. Tak na swoich obrazach ludzi, a może również duchy, przedstawia malarka Maria Wollenberg-Kluza. Z okazji 70. urodzin artystki warszawska galeria Kordegarda zdecydowała się pokazać jej prace na wystawie o symbolicznym tytule „Camino” (po hiszpańsku to „Droga”). Artystka uprawiająca malarstwo z pogranicza ekspresjonizmu i symbolizmu tworzy od blisko 50 lat. W jej dziełach pewne wątki obecne są stale. Przede wszystkim wraca obraz człowieka zagubionego w mieście, pośród architektury, ale też przyrody. Ważną rolę w twórczości Wollenberg- -Kluzy odgrywa muzyka. Szczególnie jej nowsze, bardziej impresyjne cykle inspirowane są Pendereckim, Paderewskim czy Chopinem. Ale inspiracje działają również w drugą stronę. Jednymi z najciekawszych cykli, które wyszły spod pędzla Wollenberg- -Kluzy, są płótna z cyklu „Ursynów”. To historie o  samotności w blokach z wielkiej płyty, osadzone w pełnym grozy, niemal postapokaliptycznym otoczeniu opustoszałych osiedli. Bezwłose postaci przypominające manekiny to zarazem zagubieni ludzie i niemi obserwatorzy życia, które toczy się gdzieś na zewnątrz. Kompozytor obrazów UWAŻAŁ, ŻE „NIE MA GRANIC POMIĘDZY SZTU- KAMI”. SAM KOMPONOWAŁ MUZYKĘ, MALOWAŁ, RYSOWAŁ, PISAŁ POEZJĘ. CZĘSTO ZESTAWIANY BYŁZ ARTYSTAMI TAKIMI, JAK WASSILY KANDINSKY CZY EDWARD MUNCH. Mikalojus Konstantinas Čiurlionis jest jednym z najważniejszych artystów w historii litewskiej kultury. Mimo że był silnie związany z polską bohemą przełomu XIX i XX w., jego dorobek jest mało znany naszej publiczności. Čiurlionis kształcił się w Warszawie, najpierw studiował w  Instytucie Muzycznym, później w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. To  właśnie dlatego w swojej twórczości próbował dokonać syntezy malarstwa i  muzyki. Obrazy często nazywał sonatami, preludiami czy fugami. W wielu z  nich dopatrzyć się można muzycznej struktury, która niejednokrotnie projektowana była w trakcie improwizacji przy fortepianie. Takim przykładem są choćby jodły z „Fugi”, a rolę kontrapunktu odgrywają w tym cyklu typowe u Čiurlionisa antropomorficzne sylwetki. Poza muzyką i  litewskim folklorem artystę inspirowała przyroda. W jego pracach pagórki, drzewa czy zamki zyskują ludzkie twarze i przybierają człowiecze kształty. Čiurlionis, który zmarł w wieku 36 lat, nie został doceniony za życia. W osiągnięciu sukcesu zapewne nie pomogło mu, że  musiał funkcjonować na styku kultury litewskiej i polskiej (pisał i  mówił w naszym języku). Był też twórcą osobnym, jak każdy artysta, który wyprzedza swój czas. Jedni kojarzyli go z symbolizmem, inni z  modernizmem i niezrozumiałą abstrakcją. Na wystawie w krakowskiej galerii Międzynarodowego Centrum Kultury – jak zwykle w tym miejscu, w  pięknej oprawie graficznej – pokazano blisko 100 prac Čiurlionisa. Znalazły się tu nie tylko jego obrazy inspirowane litewskim folklorem czy legendami, ale też misterne grafiki i rysunki.
Okładka tygodnika WPROST: 45/2015
Więcej możesz przeczytać w 45/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także