Drugie uderzenie Kamińskiego

Drugie uderzenie Kamińskiego

Około 500 odchodzących polityków i urzędników trafia właśnie pod obserwację Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Służba będzie sprawdzać, czy w czasie pełnienia poprzednich funkcji wydawali decyzje korzystne dla nowych pracodawców. To prawdopodobnie największa operacja antykorupcyjna w historii III RP.

NOWI SZEFOWIE SŁUŻB

Prof. Piotr Pogonowski, szef ABW Urodził się w 1973 r. Pochodzi z Siedlec. Ukończył prawo i historię na KUL, tam obronił też rozprawę doktorską i habilitacyjną. Profesor prawa, specjalizuje się w postępowaniu cywilnym. Za czasów Mariusza Kamińskiego dyrektor biura szefa CBA. Związany z PiS, zasiadał m.in. w radzie programowej partii, a w 2011 r. bezskutecznie ubiegał się o mandat posła.

Płk Grzegorz Małecki, szef Agencji Wywiadu Pracę w służbach specjalnych rozpoczął w 1991 r. w UOP w Opolu. Potem związany z ABW i Agencją Wywiadu. W latach 2009-2013 pierwszy radca ambasady RP w Madrycie. Poza służbą był m.in. prezesem zarządu spółki doradczej BINASE. Poza Małeckim udziały w spółce mieli m.in. gen. Zbigniew Nowek, były szef AW, czy płk Marek Wachnik, emerytowany oficer UOP i ABW.

Drugie uderzenie Kamińskiego

Piotr Bączek, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. Były dziennikarz (m.in. „Gazeta Polska”, tygodnik „Głos”, „Nasz Dziennik”). Po czerwcu 2006 r. pracował w Komisji Weryfikacyjnej WSI. W 2007 r. został dyrektorem Zarządu Studiów i Analiz nowo utworzonej SKW. Był też szefem zespołu doradców zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej.

Płk Andrzej Kowalski, szef Służby Wywiadu Wojskowego. Od 1991 r. związany ze służbami. Pracował w UOP i ABW. W 2007 r. był zastępcą szefa służby SKW. Po wygranych w 2007 r. przez PO wyborach został p.o. szefem SKW. Z funkcji został odwołany w związku ze sprawą zabezpieczenia dokumentów Komisji Weryfikacyjnej WSI z kierowanego przez Bogdana Klicha (PO) MON do prezydenckiego BBN w czasach Lecha Kaczyńskiego.

Ze „zbrodniarzy IV RP” Mariusz Kamiński był osobą ściganą najdłużej, najbardziej zaciekle i najskuteczniej. Osiem lat po aferze gruntowej został nieprawomocnie skazany za naruszenie uprawnień podczas realizacji operacji specjalnej. Skazując go na trzy lata bezwzględnego więzienia, sąd nie tylko wymierzył wyrok wyższy, niż domagała się prokuratura, ale prawdopodobnie – tak twierdzi wielu prawników – najbardziej surowy w III RP za takie przestępstwo. Nawet prawnicy nieprzychylni PiS byli zaskoczeni orzeczeniem sędziego Wojciecha Łuczewskiego. Jeszcze większym zaskoczeniem było przygotowane przez niego pisemne uzasadnienie do wyroku, które nie dość, że ujrzało światło dzienne pod koniec kampanii wyborczej do Sejmu, to jeszcze zawierało dane personalne funkcjonariuszy CBA. Kierownictwo Biura uznało, że sędzia zaatakował służbę, ponieważ ujawniając nazwiska funkcjonariuszy, naraził ich na niebezpieczeństwo i w rzeczywistości uniemożliwił im pracę. Nie było tu mowy o pomyłce, bo wiele innych wrażliwych danych zostało w tym dokumencie ukrytych.

W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że skazanie Mariusza Kamińskiego było próbą wyeliminowania z gry człowieka, który otwarcie walczył z korupcją. Prokuratura przecież początkowo umorzyła śledztwo przeciwko byłemu szefowi CBA, a wszczęła je ponownie dopiero po decyzji sądu. A stało się to, mimo że zgodę na przeprowadzenie operacji specjalnej w Ministerstwie Rolnictwa wydała prokuratura, a sądy wydawały zgodę na inwigilację. Dodatkowo inne sądy skazały prawomocnymi wyrokami ludzi, którzy byli przez CBA rozpracowywani. Powstała więc sytuacja, w której według sądu winni są zarówno ci, którzy przygotowali operację, jak i ci, którym udowodniono popełnianie przestępstw. Ten ciąg sprzeczności przerwał prezydent Andrzej Duda, ułaskawiając Kamińskiego. Teraz jest jasne, że kontrolowane przez niego służby uderzą w korupcyjny system.

OGRANICZYĆ WYŁUDZENIA

Najważniejsze zadanie, jakie stoi przed Mariuszem Kamińskim, to ograniczenie skali wyłudzeń VAT. Według szacunków firmy PwC w 2015 r. w ten sposób polski budżet zostanie okradziony na 53 mld zł, czyli 3 proc. PKB. To ogromny wzrost wobec roku 2014, gdy wyłudzono 41 mld zł (2,4 proc. PKB). W 2007 r., gdy PiS oddawał władzę, skala wyłudzeń VAT wynosiła 0,6 proc. PKB.

Policja od kilku lat alarmuje, że w tego rodzaju przestępstwach wyspecjalizowały się grupy, które kiedyś zajmowały się zwykłą gangsterką. Oszustwa na VAT są znacznie bardziej dochodowe oraz obarczone mniejszym ryzykiem niż np. handel narkotykami, bronią czy żywym towarem. Ci przestępcy są dziś znacznie bardziej niebezpieczni niż gangi pruszkowski czy wołomiński. Zamiast organizować strzelaniny na ulicach tworzą skomplikowane pajęczyny powiązań między biznesem, administracją i polityką. Aby uderzyć w mafie, Kamiński ma przeprowadzić reformę służb specjalnych. W jej wyniku z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zostanie zabrany dawny Departament Bezpieczeństwa Ekonomicznego Państwa – najważniejszy i najbardziej elitarny, który wchodzi w skład Departamentu II, czyli kontrwywiadu. To oficerowie tej jednostki zajmują się osłoną spółek Skarbu Państwa i prowadzeniem śledztw gospodarczych na styku państwa i prywatnego biznesu. Agenci DBEP pracują też często na niejawnych etatach w sektorze państwowym. Teraz ci agenci trafią do CBA. Kamiński będzie musiał przełamać ich opór, bo w wyniku tej zmiany stracą oni dobre źródła dochodów. Ma być sporządzony rejestr funkcjonariuszy pracujących na etatach niejawnych w spółkach Skarbu Państwa wraz z oceną ich pracy, czyli np. oceniana ma być jakość ich raportów. Dla wielu z nich może to oznaczać koniec kariery. Do CBA trafią także oficerowie Departamentu Postępowań Karnych ABW, który też zostanie zlikwidowany. Za likwidacją uprawnień ABW ma też iść likwidacja ich delegatur. Z kolei CBA ma zostać rozbudowane do 16 delegatur. Dla nowego koordynatora służb specjalnych wzmocnienie CBA jest oczywiste – to jedyna służba specjalna zbudowana od podstaw w wolnej Polsce. Na dodatek w jej szeregach jest bardzo wielu świetnych funkcjonariuszy,którzy naprawdę chcą walczyć z korupcją i przestępstwami gospodarczymi.

GROŹNE SŁOWO „AUDYT”

Pracownicy ABW będą mogli przejść do CBA, które przejmie kompetencje ABW, ale stanie się to dopiero po weryfikacji. Audyt obejmie zresztą wszystkie służby – zarówno cywilne, jak i wojskowe. PiS w ten sposób chce sprawdzić, w jakim stanie przejmuje służby. Chce też sprawdzić, czy służby nie nadużywały władzy – kogo inwigilowały, jakich działań zaniechały.

Audyt to nic innego jak weryfikacja. Wiadomo, że negatywna ocena działań będzie oznaczała pociągnięcie do odpowiedzialności indywidualnej. Może to się wiązać z przesunięciami na stanowiskach, ale też wydaleniem ze służby. Odnowienie kadr jest jednak niezbędne, ponieważ przez ostatnie lata służby w dużej mierze zajmowały się same sobą. Rządy Tuska i Kopacz już dawno straciły nad nimi kontrolę, czego najbardziej widocznym efektem była afera taśmowa oraz nieudolne próby jej wyjaśnienia. Tego rodzaju weryfikacja zawsze spotyka się z falą oburzenia byłych oficerów służb specjalnych – osób posiadających wpływy w biznesie, mediach, wymiarze sprawiedliwości i organach ścigania. Można więc być pewnym, że pod adresem Kamińskiego posypią się oskarżenia o osłabianie służb i prowadzenie politycznych czystek.

CZYSTE RĘCE POSŁÓW?

Zarzuty o działania na tle politycznym mogą się pojawić także podczas wielkiej operacji sprawdzania odchodzących parlamentarzystów, ministrów, wojewodów i innych urzędników. Wszyscy są obserwowani i sprawdzani przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. – To normalne działania. Podobne podejmowaliśmy po wyborach w 2011 r. Teraz jednak skala jest większa, bo nastąpiła zmiana władzy i wielu parlamentarzystów nie dostało się do Sejmu – mówi nam pracownik CBA. Objęci monitoringiem są wszyscy byli posłowie i senatorowie, którzy nie zdobyli mandatu. – Nie jest to działanie operacyjne. Nikt za nikim nie chodzi. Sprawdzamy tylko, gdzie byli parlamentarzyści dostali pracę. Następnie analizujemy ich aktywność podczas pracy w Sejmie i sprawdzamy, czy np. nie wykazywali w przeszłości wobec swojego nowego pracodawcy aktywności – opowiada nasz rozmówca. Chodzi o sprawdzenie, czy dany parlamentarzysta nie składał interpelacji na temat swojego obecnego pracodawcy.

W ten sposób CBA chce sprawdzić też wszystkich wojewodów i ich zastępców, którzy odejdą z urzędu. Kontrolą objęci będą również odchodzący ministrowie i wiceministrowie, którzy nie dostali się do Sejmu. – Przyglądać się też będziemy wyższym urzędnikom ministerstw i agend rządowych, którzy stracą pracę – mówi nasz rozmówca. Tutaj monitoring będzie o wiele trudniejszy. Agenci będą musieli sprawdzić m.in. decyzje wydawane przez urzędników. I tak samo jak w przypadku parlamentarzystów będą szukać tylko tych informacji, które będą się bezpośrednio wiązały z nowym pracodawcą byłego urzędnika.

Nasi informatorzy szacują, że CBA będzie monitorowało prawie 500 osób, które w ostatnich czterech latach sprawowały funkcje publiczne. – Jeśli będą istniały uzasadnione podejrzenia, że ktoś dostał pracę w firmie, którą interesował się, będąc posłem czy urzędnikiem, wtedy nastąpi głębsze sprawdzenie, które w konsekwencji może skutkować wszczęciem śledztwa – mówi nasz rozmówca. – Korzyść majątkowa to nie jest tylko to, co dostaje się przed załatwieniem jakiejś sprawy. Może być też łapówka z odroczoną płatnością, na przykład, że ktoś uzyska korzyść za swoje działania w przyszłości. Tą korzyścią może być np. praca. Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA, pytany o monitoring byłych posłów i urzędników mówi tylko: – Nie informujemy, kto jest w zainteresowaniu Biura. To jednak nie wszystkie interesy, które może naruszyć Kamiński i zarządzane przez niego służby. CBA z pewnością przeanalizuje ponownie zawartość taśm ujawnionych przez kelnerów oraz kilku prywatyzacji, np. Ciechu, Presspubliki czy PKP Energetyki. W tej sytuacji trudno się dziwić, że front atakujący Mariusza Kamińskiego jest już dziś tak szeroki. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 48/2015
Więcej możesz przeczytać w 48/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także